Aktualności
Wypadek na przejeździe. Nie kursują pociągi
z dnia 2010-09-08 11:46:59
W miejscowości Janówek pod Nowym Dworem Mazowieckim samochód osobowy wjechał pod pociąg na niestrzeżonym przejeździe kolejowym. Ranny został 48-letni mężczyzna. Ruch pociągów został wstrzymany.
- Do wypadku doszło tuż po godz. 10.00 na przejeździe niestrzeżonym – informuje Jan Telecki z Polskich Linii Kolejowych. Ruch po wypadku został wstrzymany na obu torach. To oznacza poważne utrudnienia dla pasażerów.
Wstrzymany ruch pociągów
- Ruch pociągów dalekobieżnych do Ciechanowa, Działdowa czy Gdyni został na razie wstrzymany. Nie kursują na tej trasie także składy podmiejskie – dodaje Telecki. Utrudnienia mają potrwać do godz. 12.30.
- Ranny mężczyzna został przewieziony do szpitala Bielańskiego - informuje Justyna Sochacka, rzeczniczka Lotniczego Pogotowia Ratunkowego.
do góry
Warszawa: Podpaliła się pod krzyżem
z dnia 2010-09-08 10:39:22
Przyjechała do Warszawy pod krzyż papieski nie po to, by się pomodlić. Wyjęła z torby butelkę z benzyną i bez słowa zapaliła zapałkę, stając się w mgnieniu oka żywą pochodnią. Barbara M. (72 l.) z podwarszawskiego Piastowa w ten przerażający sposób próbowała pokazać światu, jak okrutni jej zdaniem są lekarze.
Ginąc w męczarniach chciała zaprotestować przeciw służbie zdrowia, która nie potrafiła wyleczyć jej córki, która straciła zdrowie w wypadku. Desperatkę cudem odratowano.
Barbara M. (72 l.) zjawiła się na pl. Piłsudskiego w Warszawie w sobotę około godz. 7 rano. W tym miejscu w stolicy obchodzone są najważniejsze święta państwowe i uroczystości. Tam wierni czuwali, kiedy umierał papież Jan Paweł II. Tam właśnie stoi krzyż papieski, pod którym modlą się przechodnie i wierni odwiedzający Warszawę. Ale w sobotę rano ciche modlitwy przerwał nagle upiorny krzyk niosący się po całym ogromnym placu.
Barbara M. oblała się benzyną. Potem podpaliła gazetę i przystawiła ją do nasiąkniętego paliwem ubrania. Buchnęły płomienie, które momentalne ogarnęły kurtkę, spodnie i włosy desperatki.
- To były sekundy. W jednej chwili starsza pani zmieniła się w żywą pochodnię - opowiadał wstrząśnięty świadek zdarzenia. Ludzie wokół krzyża złapali za telefony, dzwonili po pogotowie, bo przechodniom trudno było ugasić płomienie. Dopiero ratownikom udało się zdusić płonące ubrania.
Potwornie poparzona kobieta trafiła do stołecznego szpitala na Solcu. Tam nie chciała jednak współpracować z lekarzami. Medycy przez kilka godzin błagali ją, żeby pozwoliła się przenieść do specjalistycznej kliniki. Jednak Barbara M. nie chciała nawet słyszeć o leczeniu. Z minuty na minutę jej stan był poważniejszy, a szanse na uratowanie życia malały. Była tak agresywna wobec lekarzy, że ci nie dopuszczali do niej nawet najbliższej rodziny w obawie, że wpadnie w szał. Dopiero po kilku godzinach próśb i tłumaczeń pacjentka pozwoliła, by Lotnicze Pogotowie Ratunkowe przewiozło ją do Wschodniego Centrum Leczenia Oparzeń i Chirurgii Rekonstrukcyjnej w Łęcznej (woj. lubelskie). W tej nowoczesnej klinice lekarze zaczęli walkę o jej życie.
- Pacjentka ma poparzenia drugiego i trzeciego stopnia na więcej niż połowie ciała. Jest w śpiączce i tak będziemy ją leczyć przez najbliższych kilka tygodni. Rany są bardzo poważne i jedynie przeszczep skóry, który w Polsce jest rzadkością, bo w bankach nie ma tego organu do pobrania, mógłby tu pomóc. Stan jest bardzo ciężki - mówił nam wczoraj lekarz dyżurny z oddziału Intensywnej Terapii Oparzeniowej dr Łukasz Drozdz (31 l.).
do góry
Polscy ratownicy medyczni najlepsi
z dnia 2010-09-08 10:19:29
Zawody, które zakończyły się wczoraj w Olsztynie pokazały profesjonalizm naszych ratowników. Zdobyli nie tylko pierwsze, ale i drugie i trzecie miejsce.
Na podium stanęły drużyny z Warszawy, Katowic i Olecka. Czwarte miejsce przypadło ratownikom z Malty, a kolejne: Słoweńcom, pracownikom Pogotowia Ratunkowego z Krakowa i z Nowego Jorku.
Dyrektor Lotniczego Pogotowia Ratunkowego uważa, że wynik zawodów świadczy o doskonałym przygotowaniu naszych ratowników. - Owszem, mamy też i nowoczesny sprzęt, ale przede wszystkim liczy się wiedza i doświadczenie ratowników - tłumaczył Gałązkowski. Jego zdaniem 90% karetek posiada specjalistyczny sprzęt medyczny.
Zawodom w Olsztynie towarzyszyły imprezy i szkolenie. 850 dzieci nauczyło się udzielać pierwszej pomocy. Według Roberta Gałązkowsgiego edukacja w Polsce powinna obejmować takie lekcje. - Bierzmy przykład z państ zachodnich, gdzie dzieci uczą się bezpiecznych zachowań już od przedszkola - powiedział dyrektor Lotniczego Pogotowia Ratunkowego.
Olsztyńskie Mistrzostwa Europy w Ratownictwie Medycznym były rozgrywane w pięciu konkurencjach. Sędziowie oceniali przede wszystkim profesjonalizm podczas postępowania z pacjentem oraz znajomość procedur medycznych.
Mistrzostwa zorganizowali: Ministerstwo Zdrowia, Samorząd Województwa Warmińsko-Mazurskiego oraz Wojewódzka Stacja Pogotowia Ratunkowego. Jednym ze współorganizatorów - SP ZOZ Lotnicze Pogotowie Ratukowe.
do góry
Odrobina za sterami śmigłowca LPR
z dnia 2010-09-08 10:11:35
Śmigłowiec Lotniczego Pogotowia Ratowniczego musi przybyć jak najszybciej na miejsce nagłych wypadków, często w bardzo niesprzyjających warunkach pogodowych. Piloci wcześniej ćwiczą więc loty na symulatorze. Taka maszyna znajduje się Bemowie, przy ul. Księżycowej. Tam właśnie wybrał się z kamerą Witold Odrobina.
do góry
Bez lądowiska szpital straci oddział ratunkowy. Władze powiatu i lecznicy problem bagatelizują
z dnia 2010-08-25 09:12:39
Według jednego z rozporządzeń Ministerstwa Zdrowia wszystkie szpitale do końca 2012 roku muszą zaopatrzyć się w helipad, czyli lądowisko dla śmigłowców. Bez niego szpitalne oddziały ratunkowe nie otrzymają kontraktu z NFZ. Tak właśnie może stać się w Śremie.
Konieczność budowy miejsca, gdzie bezpiecznie mógłby wylądować śmigłowiec z rannymi osobami, dla wielu szpitali oznacza spory wydatek. Również władzom śremskiego szpitala, jak i samorządowcom nie podoba się ten pomysł. Szpital nie uporał się jeszcze z potężnym dołkiem finansowym, odziedziczonym po rządach Tomasza Grottela. Z drugiej strony spada na nich konieczność wyłożenia sporej gotówki na budowę lądowiska, tak by spełniać normy wymagane przez resort zdrowia.
– Dostaliśmy ofertę, ale wszyscy wiedzą, jaka jest sytuacja finansowa śremskiego szpitala – mówi Jolanta Bokiej, dyrektor śremskiej lecznicy. – Na razie w tej sprawie stoimy w miejscu, ponieważ nie jesteśmy w stanie się zamknąć z wynikiem finansowym lecznicy – tłumaczy Jolanta Bokiej.
Dyrekcja lecznicy uważa, że rok 2012 to są bardzo odległe czasy dla wszystkich szefów szpitali, którzy borykają się z podobnymi problemami co śremski szpital. Kwestią konieczności budowy lądowiska nie martwi się specjalnie także Tadeusz Waczyński, starosta śremski.
– Prawdopodobnie to rozporządzenie będzie zmienione – przekonuje starosta. – W wielu przypadkach osiągnięcie wymaganego standardu jest przez ministra przedłużane – dodaje.
Ogromnym problemem dla szpitala i samorządu byłoby wygospodarowanie odpowiedniej kwoty na zbudowanie lądowiska. Dla przykładu, powiat średzki wydał na swój helipad i doposażenie w aparaturę średzkiego SOR ponad milion złotych. Znaczna część tej kwoty pochodziła z funduszy unijnych. I tą drogą mogą podążyć śremscy samorządowcy i władze szpitala.
– Potrzebny byłby odpowiedni projekt oraz środki finansowe. Trzeba rozglądać się i szukać wszędzie – stwierdza starosta. Jednak nie informuje, gdzie i jak szukać. Twierdzi, że o to należy spytać dyrektor Bokiej. Jak się dowiedzieliśmy, dyrekcja jeszcze nie zagłębiła się w poszukiwania.
Ważną kwestią jest także lokalizacja lądowiska. Musi znajdować się ono w bliskiej odległości od szpitala, tak by rannego nie trzeba było przewozić karetką do lecznicy.
– Gdyby była taka konieczność, to znaleźlibyśmy miejsce, bo przestrzeń wokół szpitala jest dość duża,
ale w tej chwili musimy uporać się z tymi przeszkodami, które mamy – przekonuje Jolanta Bokiej.
Podobnie jak w przypadku terminu realizacji zadania, tak i w wyborze lokalizacji starosta jest zgodny z dyrekcją szpitala. – Możliwości są, bo posiadamy teren, który pozwoliłby ma wybudowanie takiego lądowisko – informuje samorządowiec.
Powstanie lądowiska warunkuje dalsze funkcjonowanie Szpitalnych Oddziałów Ratunkowych, na których prowadzenie po 2012 roku mogą liczyć tylko te szpitale, które będą wyposażone w lądowisko. W Śremie ciągle niewiadomą jest, kto ostatecznie wystartuje do nowego kontraktu Narodowego Funduszu Zdrowia na prowadzenie pogotowia ratunkowego.
– Jest spore zainteresowanie innych podmiotów tym, żeby realizować to zadanie zamiast nas – przekonuje dyrektorka szpitala. – Poważnie myślimy, by z jednym z nich wystartować do konkursu – dodaje.
Kto będzie odpowiadać za SOR?
Pogotowie w Śremie przynajmniej do 2012 roku pozostanie. Nie wiadomo. kto będzie nim zarządzał. Zainteresowane kontraktem na pogotowie w Śremie są trzy podmioty: szpital, Gragortrans oraz Falck, który chce samoistnie prowadzić SOR. Być może z jednym z nich szpital wspólnie wystartuje po kontrakt NFZ.
do góry
Piloci są tylko ludźmi
z dnia 2010-08-24 10:19:52
Trudno nie ulec emocjom podczas akcji ratunkowej. Krew, zmiażdżone ciała - to nie jest codzienny widok.
O trudnej pracy w Lotniczym Pogotowiu Ratunkowym oraz o nowym śmigłowcu EC-135 rozmawiamy z kierownikiem wrocławskiej filii LPR, pilotem Jarosławem Domańskim.
Jakie były pana początki w Lotniczym Pogotowiu Ratunkowym? Lotnictwo to pana pasja?
Zaczynałem jako pilot wojskowy. Ale potem odszedłem ze służby. Jednak lotnictwo rzeczywiście pozostało moją pasją i pragnąłem to kontynuować. Nadarzyła się okazja, otrzymałem jeden telefon i już wiedziałem, że rozpocznę pracę w LPR. To była kwestia chwili. Pilot w pogotowiu ratunkowym to trudny, odpowiedzialny zawód. Ale wart poświęcenia. Pomagamy tym, którzy sami sobie nie mogą już pomóc.
Jak długo działa we Wrocławiu Lotnicze Pogotowie Ratunkowe?
Od 10 lat. Wcześniej funkcjonowało pod nazwą Zespół Lotnictwa Sanitarnego i nasze dzisiejsze zadania różnią się od tych wykonywanych przez ZLS. Teraz latamy głównie do wypadków na drogach i transportujemy rannych do szpitala albo ze szpitala do szpitala. Nasi poprzednicy zajmowali się głównie transportem organów, krwi, leków itd. Przewóz ludzi należał do rzadkości, ponieważ nie pozwalały na to możliwości techniczne śmigłowca Mi2.
Jaki jest zasięg działania Wrocławskiego Lotniczego Pogotowia Ratunkowego?
Latamy w rejonie Wrocławia, Oleśnicy, Strzelina, Wałbrzycha, Legnicy, Lubina i Milicza. Nasz zasięg obejmuje zarówno tereny górskie, jak i akweny wodne, dlatego podczas akcji współpracujemy ze wszystkimi jednostkami ratunkowymi.
Czy wasza praca różni się od działalności zwykłego pogotowia ratunkowego?
Nasza praca jest bardzo podobna do pracy załogi karetki pogotowia. Przede wszystkim, zarówno załoga karetki pogotowia, jak i załoga LPR, musi tworzyć zgrany zespół. Tak samo jak kierowca karetki pogotowia musi znać przepisy ruchu drogowego, tak samo pilot śmigłowca musi znać przepisy ruchu lotniczego, ponieważ porusza się w strefie powietrznej. Poza tym działamy zgodnie z obowiązującymi nas instrukcjami. Oznacza to, że każdy wie, co ma robić, i wie, że to, co robi, musi robić najlepiej jak potrafi.
Jak się zmieniła wasza praca dzięki nowemu śmigłowcowi EC-135?
Do tej pory Eurocopter wykonał ponad 60 misji. Dzięki niemu zwiększyło się bezpieczeństwo naszej pracy oraz zasięg działania. No i oczywiście prędkość. Na to wszystko ma wpływ nowoczesna elektronika, zamontowana w tym śmigłowcu. Znajdują się tu takie urządzenia jak: autopilot, stacja pogody, GPS, kamera na podczerwień do nocnych lotów. Natomiast wszystkie informacje o pracy silnika, zespołu napędowego czy stanu paliwa wyświetlane są w formie danych na ciekłokrystalicznych wyświetlaczach.
Czy Eurocopter brał już udział w jakiejś trudnej misji?
Nie, ponieważ EC-135 jest dopiero wdrażany do służby i jeszcze nie może wykonywać takich misji. Najpierw piloci muszą przejść szkolenia z latania tą maszyną w niemieckiej fabryce Eurocoptera w Donabort, żeby się z nią dobrze zapoznać.
Wykonaliśmy jedynie EC-135 nocny lot treningowy, ale to nie była misja.
Jakie misje są najtrudniejsze?
Najtrudniejsze są akcje ratunkowe z udziałem rannych w wypadkach dzieci. Podczas takiej misji chce się uratować jak najwięcej osób, ale nie zawsze się to udaje. Takie tragedie trudno potem zapomnieć. Ale podczas misji trzeba pamiętać nie tylko o rannych, ale też o życiu i bezpieczeństwie pozostałych członków załogi.
Czym powinien charakteryzować się członek załogi Lotniczego Pogotowia Ratunkowego?
Dobrym stanem zdrowia, ale najważniejszą cechą, którą musi posiadać kandydat, jest umiejętność zachowania się w sytuacjach stresowych oraz umiejętność wywarzania równowagi między zawodowstwem a wrażliwością. Trzeba umieć pracować w stresie, a przy tym pozostać człowiekiem wrażliwym. Trzeba w sytuacjach stresowych oddzielać emocje od pracy.
Co to oznacza w praktyce?
Z jednej strony trudno nie ulec emocjom podczas akcji ratunkowej. Krew, zmiażdżone ciała - to nie jest codzienny widok. My, piloci, jesteśmy tylko ludźmi. Ale nie możemy "rozbeczeć się" nad ludzkim nieszczęściem. Musimy zachować profesjonalizm, bo inaczej sami możemy doprowadzić do kolejnej tragedii.
No właśnie, jak wygląda taka akcja: czy w chwili nadlatywania nad miejsce wypadku, widok rozmiażdżonego samochodu, w którym znajdują się ranni albo obraz pokrwawionych ciał nie rozprasza pana uwagi? Jest pan spokojny w chwili lądowania?
Muszę być spokojny. Muszę pamiętać o tym, żeby nie ulec emocjom. Błędna decyzja o lądowaniu podjęta po to, by ratować jedno życie, może doprowadzić do śmierci trzy inne osoby. Mnie osobiście nigdy nie przytrafiła się sytuacja, kiedy emocje wzięły górę nad profesjonalizmem. I mam nadzieję, że tak zostanie. Tylko czasami ogarnia mnie wściekłość z powodu bezsilności na ludzką lekkomyślnością. Lądując, widzę linię ciągłą, a okazuje się, że przyczyną wypadku, był manewr wyprzedzania i nadmierna prędkość. Wówczas boję się, że to samo, właśnie z powodu ludzkiej głupoty, mogłoby spotkać moich bliskich.
Pamięta pan tragiczny wypadek z udziałem wrocławskiej załogi LPR?
Tak, to było 17 lutego 2009 roku, kiedy to podczas lotu ratunkowego do wypadku na autostradzie rozbił się śmigłowiec wrocławskiego LPR. Podczas tego wypadku zginęli: ratownik Czesław Buśko oraz pilot Janusz Cygański. Jako jedyny z tej załogi katastrofę przeżył lekarz Andrzej Nabzdyk. Po wypadku amputowano mu nogę, ale teraz ma już protezę i nadal pełni dyżury w Wojskowym Klinicznym Szpitalu we Wrocławiu.
Praca pilota w LPR niesie za sobą pewną traumę?
Trauma to złe określenie. Ale widok makabrycznego wypadku może napawać przerażeniem. Częściej zdarza się to nawet w przypadku pilotów niż lekarzy. Ci ostatni są przecież przyzwyczajeni do widoku krwi, oswajają się z tym podczas studiów, to ich codzienna praca. My mamy tylko odpowiednio skierować śmigłowiec.
do góry
Nowy śmigłowiec medyczny dopiero pod koniec roku.
z dnia 2010-08-20 09:37:58
Nowoczesne helikoptery ratunkowe trafiły już do Krakowa i Łodzi. Dziś jedną maszynę dostanie Poznań. W białostockiej bazie Lotniczego Pogotowia Ratunkowego nowy śmigłowiec miał się pojawić we wrześniu. Ale termin dostawy przesunięto o kilka miesięcy.
Latamy dwa, trzy razy dziennie - mówi pilot Stanisław Iwaszko, kierownik białostockiej bazy Lotniczego Pogotowia Ratunkowego. - Jesteśmy taką latającą karetką.
Niedawno na miejscu wypadku samochodowego były potrzebne dwie takie karetki. W zderzeniu czołowym niedaleko Suchowoli ucierpiało sześć osób. Na miejscu lekarz, który przybył śmigłowcem z Białegostoku, musiał wezwać jeszcze jeden helikopter - z Suwałk.
Maszyna, która jest teraz w Białymstoku, ma już 40 lat. - Wiek nie gra aż tak dużej roli - tłumaczy pilot. - Ale musimy spełniać pewne normy. Teraz mamy helikopter, który jest warunkowo dopuszczony do użytkowania.
Wysłużonego MI-2 Plus zastąpi Eurocopter EC135. Początkowo miał trafić do Białegostoku na przełomie września i października. Teraz wiadomo, że najwcześniej pojawi się pod koniec listopada.
- Jest to spowodowane cyklem szkoleń pilotów w Niemczech - tłumaczy Justyna Sochacka, rzeczniczka prasowa LPR. Stanisław Iwaszko na taki kurs wyjeżdża już w poniedziałek. W Niemczech spędzi miesiąc. - To jest zupełnie inny sprzęt, inna generacja i dlatego musimy nauczyć się latać - mówi.
Potem potrzebny jest jeszcze wpis do licencji pilota w Urzędzie Lotnictwa Cywilnego. Odbywa się też dwutygodniowe szkolenie w Warszawie, a potem loty ćwiczebne w bazie macierzystej. Nowego sprzętu musi nauczyć się też reszta załogi. - Ratownik medyczny, oprócz wykonywania czynności przy chorym, pomaga pilotowi i ma wiele zadań do spełnienia w czasie lotu - mówi Stanisław Iwaszko.
Eurocopter EC135 to zupełnie nowy standard. Jest przystosowany też do lotów w nocy oraz przy słabej widoczności. A specjalna konstrukcja łopat wirnika umożliwia całkowicie bezpieczne podejście do śmigłowca. Jest wyposażony również w najnowocześniejszy sprzęt do ratowania życia.
do góry
Ulicznych korków się nie boi!
z dnia 2010-08-19 15:20:19Miejski Serwis Informacyjny Gliwice
Wierzchołki drzew uginają się z trzaskiem, trawy kładą się na ziemi, a przechodnie przytrzymują dłońmi nieposłuszne czapki i kapelusze. Słychać pokrzykiwania, ktoś wyciąga ręce w górę, zaczyna zbierać się tłum. Czyżby nadchodził jakiś groźny kataklizm? Nie, sprawcą całego zamieszania jest lądujący właśnie na drodze żółty śmigłowiec gliwickiego Lotniczego Pogotowia Ratunkowego (LPR). Jego pojawienie się to zwiastun nadciągającej pomocy.
15 września upłyną dokładnie trzy lata od momentu, w którym helikopter Mi-2 Plus zagościł na stałe w Gliwicach.
W 2007 roku decyzją Ministerstwa Zdrowia baza Śmigłowcowej Służby Ratownictwa Medycznego została przeniesiona z katowickiego lotniska Muchowiec na teren Aeroklubu Gliwickiego. Powodów takiej decyzji było kilka. Po pierwsze – chciano zwiększyć obszar działań operacyjnych śmigłowca ratunkowego. Po drugie – zaobserwowano niewielkie wykorzystanie powietrznego ambulansu w Katowicach. Trzecim powodem przeprowadzki był fakt, że pokrywały się ze sobą dwa dotychczasowe okręgi działań LPR: katowicki i krakowski.
13 śmiałków i „czajnik”
W gliwickiej placówce HEMS (Helicopter Emergency Medical Service) pracuje 13 osób: czterech pilotów, trzech ratowników medycznych i sześciu lekarzy. Liczba ta pozwala na bezproblemowe organizowanie całodobowych dyżurów, dzięki czemu zespół ratowniczy może nieść pomoc o każdej porze dnia. Baza Śmigłowcowej Służby Ratownictwa Medycznego dysponuje jednym helikopterem (Mi-2 Plus), nazywanym pieszczotliwie przez polskich pilotów „czajnikiem”. Uzyskuje on przeciętnie prędkość 150 km/h (maksymalnie 200 km/h). Załoga śmigłowca składa się z trzech osób – pilota, ratownika medycznego oraz lekarza. Zdaniem fachowców, standardowy obszar działania maszyny zamyka się w promieniu 60 kilometrów, a czas dolotu do pacjenta wynosi wówczas 20 minut. Dodatkowe uzupełnienie paliwa umożliwia pilotowi dotarcie na akcję ratunkową w miejsca odległe od bazy o nawet 100 kilometrów.
– Obecnie trwa systematyczna wymiana dotychczasowych śmigłowców na nowoczesne Eurocoptery EC 135. Taki model trafi do filii w Gliwicach w przyszłym roku. Jest szybki i ekonomiczny, ponadto w przeciwieństwie do Mi-2 Plus może wykonywać operacje w nocy. Na pokładzie znajduje się wiele urządzeń wspomagających pracę pilota (autopilot, radar pogodowy), natomiast projekt kabiny medycz-
nej powstawał w konsultacji ze specjalistami Lotniczego Pogotowia Ratunkowego – informuje Justyna Sochacka, rzecznik prasowy LPR.
Wymiana sprzętu latającego to dla gliwickich ratowników dobra wiadomość. Nowy śmigłowiec ułatwi im pracę i podniesie jej jakość. Standardowy promień działania Eurocoptera EC 135 wynosi bowiem aż 80 kilometrów, a w sytuacjach ekstremalnych może on wzrosnąć do nawet 130 kilometrów.
Jak działa powietrzny ambulans?
W ubiegłym roku gliwicki oddział LPR wykonał prawie 150 lotów. Były to interwencje w nagłych wypadkach i zachorowaniach, a także transporty międzyszpitalne pacjentów wymagających podczas lotu opieki lekarza. – Każde wezwanie do nagłego zdarzenia to lot w nieznane. Pod tym względem jest to praca trudna, odpowiedzialna i niebezpieczna. Członkowie HEMS nigdy nie wiedzą, co ich czeka na miejscu wypadku. Często działają pod presją czasu, bo gdy chodzi o ratowanie życia, to liczy się każda sekunda. Jednak mimo trudności jest to praca satysfakcjonująca. Każde uratowane ludzkie istnienie jest osobistym sukcesem członków załogi – mówi Justyna Sochacka.
Dodaje, że podczas podejmowania działań ważne jest, aby załoga helikoptera wzbiła się w powietrze już w 4 minuty po otrzymaniu zgłoszenia. Kluczowym pojęciem w ratownictwie lotniczym jest też termin „złota godzina” – właśnie tyle czasu może maksymalnie upłynąć od wypadku do momentu otrzymania pomocy przez poszkodowanego.
do góry
Eurocopter przyleciał i od razu ruszył na akcję
z dnia 2010-08-19 09:29:45
Wczoraj do Lotniczego Pogotowia Ratunkowego w Sanoku przyleciał nowoczesny śmigłowiec ratunkowy EC-135. Jest jednym z 23 zakupionych przez Lotnicze Pogotowie Ratunkowe i przekazywanych bazom w terenie.
Eurocopter zastąpił wysłużony rosyjski wojskowy śmigłowiec Mi-2 i kiedy tylko pojawił się w Sanoku, od razu został wysłany na akcję. - Do pacjenta w Komańczy z bólem w klatce piersiowej, a zaraz potem przewoził dziecko ze szpitala w Sanoku do Rabki - słyszymy w Sanoku.
Eurocopter został zaprojektowany specjalnie dla potrzeb lotniczego pogotowia. Ma m.in. szczelną podłogę, którą łatwo można spłukać. Sprzęt medyczny został zamontowany w kabinie w taki sposób, żeby wytrzymać przeciążenia i nie zagrażać pacjentom, lekarzom umożliwia on natomiast podjęcie nawet skomplikowanej akcji ratowniczej. Na pokładzie są nowoczesny defibrylator, respirator, pompy infuzyjne. Nawet oświetlenie jest takie jak na salach operacyjnych.
Eurocopter 135 jest odporny na wiatr o sile do 25 m/s, wytrzymuje turbulencje występujące w górach. Jest bezpieczniejszy niż używane dotychczas w transporcie lotniczym maszyny. Ma radar pogodowy i dwa silniki. Ma też płozy, a mniejszy zasięg śmigieł umożliwia lądowanie w trudnym terenie. W dodatku jest szybki, może lecieć z prędkością 230 km/godz.
Przez ostatnie tygodnie sanoccy piloci ćwiczyli na takim modelu m.in. nocne loty, bo tym, co najbardziej odróżnia eurocopter 135 od Mi-2, jest możliwość lotów nocnych. Ale na Podkarpaciu są tylko dwa lądowiska przystosowane do przyjmowania nocnych lotów śmigłowców: Szpital Wojewódzki nr 2 w Rzeszowie oraz Szpital Wojewódzki w Krośnie.
Ale szanse na nocne loty są marne, bo w Sanoku, gdzie LPR ma swoją bazę, takich warunków nie ma. - W Małopolsce już od roku lata nowy śmigłowiec i nadal nie są wykonywane nocne loty - mówią ratownicy.
Wczoraj przy Szpitalnym Oddziale Ratunkowym wmurowano kamień węgielny pod lądowisko dla eurocoptera. W uroczystości brali udział wiceminister zdrowia Marek Haber, odpowiedzialny za sprawy ratownictwa medycznego, Elżbieta Łukacijewska, europosłanka, i Małgorzata Chomycz, wicewojewoda podkarpacki.
do góry
Sanok: nowoczesny śmigłowiec rozpoczął służbę w bazie LPR
z dnia 2010-08-19 08:22:46
W środę (18 sierpnia) w bazie Lotniczego Pogotowia Ratunkowego w Sanoku rozpoczął dyżur nowy helikopter EC 135. Maszyna jest jedną z partii 23 śmigłowców zakupionych dla LPR, które zastępują wysłużone Mi-2.
Jak poinformowała PAP rzecznik LPR Justyna Sochacka, sanocka baza jest dziesiątą, w której służy nowy helikopter.
– Do końca roku, zgodnie z kontraktem, otrzymamy 23 takie maszyny, które stacjonować będą w bazach na terenie kraju. Dotychczas trafiło do nas 12, na dwóch szkolą się piloci, pozostałe służą już w naszych bazach – dodała Sochacka.
EC 135 jest dwusilnikowym śmigłowcem: w razie awarii jednego silnika może kontynuować lot na drugim. W porównaniu z Mi-2 jest lżejszy, szybszy i może latać w nocy. W kabinie medycznej zastosowano nowe rozwiązania i zainstalowano sprzęt, który stawia maszynę na równi ze specjalistycznymi karetkami pogotowia. Na wyposażeniu znajduje się m.in.: defibrylator, respirator, zestaw pomp infuzyjnych.
Kontrakt na dostawę 23 śmigłowców EC 135 i symulatora lotu Ministerstwo Zdrowia zawarło z konsorcjum Eurocopter w 2008 r. Koszt jednego śmigłowca to ponad 22 mln zł.
Jak podkreśliła Sochacka, dzięki nowym śmigłowcom od przyszłego roku wprowadzone zostaną w bazach LPR całodobowe dyżury.
Sanocką bazę czeka także przebudowa i modernizacja. W środę wmurowano kamień węgielny pod budowę lądowiska. Inwestycja obejmie również przebudowę hangaru oraz rozbudowę zaplecza socjalno-operacyjnego. Koszt całego przedsięwzięcia to ponad 6,5 mln zł. Rozpoczęcie budowy planowane jest na początku 2011 roku, a jej zakończenie w pierwszej połowie 2012 roku. Inwestycja będzie współfinansowana z funduszy UE z programu Infrastruktura i Środowisko.
do góry
Poznań: będzie nowa baza Lotniczego Pogotowia Ratunkowego
z dnia 2010-08-17 09:27:54
Nowa baza powstanie w Poznaniu do końca 2011 r. - zadeklarował dyrektor LPR, Robert Gałązkowski.
W czwartek (12 sierpnia) w Poznaniu LPR otrzymało nowoczesny śmigłowiec Eurocopter EC 135. Jest to 12 z 23 śmigłowców kupionych przez Ministerstwo Zdrowia dla lotniczego pogotowia w całym kraju.
– Nowoczesny śmigłowiec to jedno, a zaplecze dla niego to inna sprawa. W Poznaniu powstanie nowoczesna baza naszego pogotowia wraz z hangarem, zapleczem socjalno-operacyjnym i stacją paliw – poinformował Gałązkowski. Oprócz tego baza będzie wyposażona w płyty postojowe dla śmigłowców.
Przetarg na wykonanie wartej około 6 mln zł inwestycji zostanie ogłoszony jeszcze w tym roku. Baza zostanie oddana do użytku do końca 2011 roku w sąsiedztwie Portu Lotniczego Poznań-Ławica.
Przekazany śmigłowiec zastąpił wysłużonego MI-2. Eurocopter jest szybszy, ma większy zasięg, może latać w nocy, a mniejsza średnica łopat ułatwia lądowanie w miejscach wypadków. Śmigłowiec jest wyposażony w nowoczesny sprzęt.
Koszt zakupu jednej maszyny to 22 mln zł. Łącznie Ministerstwo Zdrowia kupiło 23 takie helikoptery, które zostaną dostarczone do jednostek do końca roku 2010. 17. z nich będzie stacjonowało w bazach, a pozostałe pięć będzie pelniło funkcje rezerwowe na czas remontów i przeglądów technicznych innych helikopterów.
do góry
Śmigłowiec za 22 miliony złotych będzie latać także do Tucholi
z dnia 2010-08-17 09:18:34
Kosztuje 22 miliony złotych (!), waży prawie trzy tony, naszpikowany jest najnowszą technologią zarówno lotniczą, jak i medyczną, a na jego pokładzie pracuje kilkanaście komputerów. Ponadto może latać w nocy. Tak w wielkim skrócie prezentuje się nowy śmigłowiec ratunkowy, który otrzymała bydgoska baza Lotniczego Pogotowia Ratunkowego. Maszyna będzie obsługiwać teren całego województwa, w tym także nasz powiat.
Stara maszyna w ubiegłym roku wykonała około 400 lotów
Nowy śmigłowiec Eurocopter 135 zastąpił wysłużonego poprzednika, jakim był Mi-2. Okres, w jakim stara maszyna służyła ratownikom lotniczym, jest imponujący.
– Ten śmigłowiec latał już 36 lat. W ciągu roku odbył około 400 lotów – informuje Justyna Sochacka, rzecznik prasowy Lotniczego Pogotowia Ratunkowego. – Ale to była solidna, radziecka, niezawodna konstrukcja. Nowe maszyny są produkcji niemiecko-francuskiej, a całe zaplecze medyczne projektowane było w Szwajcarii. Zakładamy, że nasze nowe nabytki będą nam służyć około 20 lat – zapowiada nasza rozmówczyni. Dodajmy, że nowoczesne śmigłowce ratownicze trafią do wszystkich województw. Kujawsko-pomorskie jest ósmym województwem w kraju, do którego „przyleciał” taki prezent. A jest się z czego cieszyć, bo już same parametry techniczne i możliwości śmigłowca są imponujące – tak, jak imponujący jest ich koszt. – Jeden taki helikopter to koszt rzędu 22 milionów złotych – mówi Sochacka. Nic więc dziwnego, że pilotów szkoli się tak precyzyjnie. – Najpierw odbyli oni szkolenie w siedzibie firmy w Niemczech. Tam poznali maszyny i wszystkie jej właściwości. Musieli zdać egzamin, by móc usiąść za sterami. To dało im odpowiedni wpis do licencji pilota, ale na tym nie koniec. W centrali pogotowia w Warszawie odbyli jeszcze odpowiednie szkolenia i dopiero po ich ukończeniu mogli zabrać maszynę do jej miejsca przeznaczenia, w tym wypadku do Bydgoszczy. Oczywiście to tylko część szkoleń, które uprawniają do latania taką maszyną, pomijam już kwestię samej licencji pilota – kontynuuje.
Same zalety: szybszy, lżejszy, może latać dłużej i dalej...
Jakie zalety ma Eurocopter 135 w porównaniu z wysłużonym Mi-2?
– Mi-2 jest większy, cięższy, wolniejszy i dłużej trwa w nim wznowienie gotowości do lotu. Nowy śmigłowiec jest przede wszystkim szybszy. Liczymy na to, że dzięki temu zwiększy się liczba lotów, które wykona w porównaniu ze starym śmigłowcem, bo mniej czasu będzie mu zajmowało właśnie przygotowanie do następnej akcji. Bardzo ważnym atutem jest też możliwość latania w nocy, co jest nowością, jeśli byśmy spojrzeli na stary helikopter – wylicza rzecznik. – Do tego doliczyć trzeba autopilota i systemy stabilizacji, które sprawiają, że w maszynie nie odczuwa się aż tak dużych drgań. Ponadto mamy też radar pogodowy, a nad całością czuwa kilkanaście komputerów. Nowością jest też fotel ratownika, który zamontowany jest obok fotela pilota. Taki ratownik wspiera nawigacyjnie pilota, ale jeśli zajdzie taka sytuacja, że w trakcie lotu ratownik będzie potrzebny lekarzowi, łatwo przemieści się do pacjenta, bo jego fotel jest obrotowy – dodaje Justyna Sochacka. Prędkość maksymalna maszyny to 254 km/h (ten parametr Mi-2 wynosił 210 km/h), waga natomiast 2910 kg, czyli o 640 kg mniej od poprzednika przy jednoczesnej większej pojemności zbiornika paliwa, która obecnie wynosi 710 litrów (poprzednio 600). Eurocopter jest też o prawie trzy metry krótszy, a długość wirnika w ruchu to różnica prawie 5 metrów. Szybciej wznosi się też w powietrze. O prawie trzy godziny wydłużyła się też maksymalna długość lotu (z 2 godzin do 4,45 h). Wydłużeniu uległ także maksymalny zasięg lotu – z 600 do 835 kilometrów. Oprócz zaplecza technicznego najważniejszym elementem wyposażenia tej latającej karetki jest oczywiście najnowocześniejszy sprzęt medyczny.
W Tucholi powstanie nocne lądowisko?
W związku z możliwością podejmowania przez nowy śmigłowiec nocnych lotów, pojawia się jednak problem – maszyna w nocy może lecieć, ale pod warunkiem, że lądowisko będzie odpowiednio zabezpieczone i oświetlone.
– Pilot oczywiście nie poleci w nocy w rejon, którego nie zna, bo może przecież napotkać różne przeszkody, choćby linie wysokiego napięcia. Obecnie rejon bydgoski ma lądowisko nocne przy szpitalu wojskowym. Wiem, że przygotowują się do tego także szpitale uniwersyteckie imienia Biziela i Jurasza. Takie nocne lądowisko, z tego, co mi wiadomo, funkcjonuje też w Chojnicach – mówi rzecznik Sochacka.
Czy jest zatem szansa, że w Tucholi – najbardziej wysuniętym mieście na północ naszego województwa – powstanie nocne lądowisko?
– Naszym założeniem jest stworzenie trzech-czterech takich lądowisk na terenie każdego województwa. Dopóki to nie nastąpi, chcemy, by w każdej gminie była możliwość lądowania naszego śmigłowca w nocy, dlatego też wystąpiliśmy do gmin z prośbą, by wyznaczyły takie miejsca, w które następnie udadzą się nasi specjaliści i ocenią, czy w tych właśnie miejscach mogą lądować śmigłowce. Muszą to być przede wszystkim miejsca dobrze oświetlone, a cała akcja musi przebiegać w porozumieniu ze strażą pożarną.
do góry
Eurocopter ze śmigłem jak w bolidach Formuły I
z dnia 2010-08-16 08:17:03
Eurocopter jest wyposażony w płozy. Ma radar pogodowy i kamerę. Zużywa mniej paliwa niż Mi2, ale osiąga większe prędkości.
SANOK. Nowy śmigłowiec Lotniczego Pogotowia Ratunkowego wkrótce rozpocznie służbę
Nowa maszyna jest w pełni skomputeryzowana, według personelu bazy, ma same plusy. - Cyfrowa awionika, ciekłokrystaliczne przyrządy, kompozyty, z których zrobiono np. śmigło takie jak w bolidach Formuły I - wylicza Sławomir Lubczyński, pilot z sanockiej bazy LPR. - Poza tym jest szybsza, można nią polecieć 260 km/godz. (Mi2 tylko 180). 16 sierpnia będę miał na niej pierwszy dyżur. Wtedy, podczas przewozu pacjenta, tak naprawdę zobaczymy jak się spisze.
Eurocopter kosztował 6 mln euro. Piloci i ratownicy żartują, że wart tej ceny, bo to klasa mercedesa. - Jest przy tym tak wrażliwy, że zamiast ruchu drążkiem wymaga tylko muśnięcia ręką i już reaguje - mówi Lubczyński.
Są pod wrażeniem nowej maszyny
Mimo, że w środku jest mniej miejsca niż w Mi2, to wnętrze śmigłowca jest bardzo funkcjonalne. Chorego można wnieść przez drzwi boczne, jak i z tyłu. - Zainstalowane w niej urządzenia najwyższej klasy można modelować w zależności od potrzeb. Kabina jest tak skonstruowana, że w szczeliny nie wnikają płyny ustrojowe (krew) - mówi Wojciech Pogórzewski, ratownik medyczny, członek śmigłowcowej służby ratownictwa medycznego w bazie w Sanoku. - Oprócz tego na wyposażeniu jest najnowocześniejszy defibrylator Life Pack 15. Oraz ssak, zestaw pomp i respirator, a instalacja tlenowa jest dostosowana do inkubatora.
Zrobił już swoje
Mi2, który do tej służy ratownikom ma na swoim koncie ponad 2000 godzin w powietrzu. W ubiegłym roku startował 300 razy, w tym już 230. Ratownicy lotniczego pogotowia są wzywani do osób, których przetransportowanie zwykłą karetką trwałoby zbyt długo, do transportów międzyszpitalnych gdy chorego trzeba pilnie przewieść do placówki o wyższej referencyjności np. na oddział toksykologii czy neurochirurgii. Oraz do ciężkich wypadków komunikacyjnych, ludzi rażonych piorunem w górach, do wypadków na szlakach turystycznych.
Czy nowe maszyny pozwolą na całodobowe dyżury skrzydlatych karetek?
- Może w przyszłości, w tej chwili nie pozwalają na to przepisy. W nocy można latać tylko wtedy gdy lądowisko jest wyposażone w specjalistyczne oświetlenie - mówi Artur Hull, pilot, szef sanockiej bazy. - Bardzo dobre jest lądowisko przy Szpitalu Wojewódzkim nr 2 w Rzeszowie. Gdyby wszystkie lądowiska były takie możny byłoby myśleć o całonocnych dyżurach.
W Sanoku budowane jest całodobowe lądowisko dla helikoptera za ponad 3 miliony 900 tysięcy złotych. Już dwóch pilotów i trzej ratownicy mają zakończone bazowe przeszkolenia i zaliczone specjalistyczne kursy w Niemczech i Warszawie.
do góry
Piorun uderzył w plażę. Są ranni
z dnia 2010-08-14 19:00:39
Pięć osób zostało poszkodowanych w wyniku uderzenia pioruna na plaży w okolicy miejscowości Karwieńskie Błota. Lekarze, którzy przybyli na miejsce po przebadaniu poszkodowanych stwierdzili, że dwie z nich wymagają hospitalizacji.
Tadeusz Konkol z Pomorskiej Straży Pożarnej poinformował na antenie TVN24 o obrażeniach, jakie ponieśli poszkodowani. - Poparzenia pleców i kończyn nie są na tyle groźne by zagrażać życiu - mówił strażak.
- Burza bardzo szybko się pojawiła i bardzo szybko zniknęła - mówił Konkol informując o zniszczeniach, jakie dokonała burza, która przeszła w okolicy. - Są powalona drzewa i oberwane konary. Zostały uszkodzone dwa samochody. Świadkowie twierdzą, że w powiecie kartuskim pojawiła się trąba powietrzna - powiedział strażak.
Burza pojawiła się nad powiatem puckim i kartuskim.
Jak poinformował rzecznik prasowy Komendy Miejskiej Policji w Pucku asp. Łukasz Dettlaff, piorun uderzył w drzewo rosnące na skraju lasu, przy plaży. Przed burzą schroniły się pod nim dwa małżeństwa, w tym jedno z 4-letnim dzieckiem.
- Dwóch mężczyzn zostało zabranych karetką do szpitala. Jedna z kobiet została przetransportowana do szpitala śmigłowcem. Cała trójka była przytomna - dodał oficer prasowy puckiej policji.
do góry
Śmigłowiec ratuje ludzi, ale tylko od 7 do 19.40
z dnia 2010-08-13 11:43:27
Poznań dostał wreszcie eurocopter, którym można ratować ofiary wypadków także w nocy. Ale w nocy będzie stał bezczynnie, bo nasze szpitale wciąż nie mają całodobowych lądowisk.
W błysku fleszy ekipa ratunkowa z poznańskiego Lotniczego Pogotowia Ratunkowego przesiadła się z wysłużonego śmigłowca Mi-2 do nowoczesnego eurocoptera E 135.
Helikopter - w ramach rządowego programu modernizacji lotniczej floty ratunkowej - osobiście przekazał nam wiceminister zdrowia Marek Haber. Poznań jest dziewiątym miastem, który go dostał. Do końca roku w całej Polsce będzie ich latać 23.
Lotnicze Pogotowie Ratunkowe wylatuje m.in. do ofiar wypadków drogowych, poparzonych dzieci, zawałowców. Tylko w lipcu nasi ratownicy mieli 57 takich przypadków. Latali w ciągu dnia, bo Mi-2 nie były przystosowane do nocnych lotów. - A zdarzało się, że jakiś szpital powiatowy nie mógł pomóc pacjentowi i trzeba go było szybko przetransportować do Poznania - opowiadają ratownicy. - Wtedy jechała karetka, chociaż śmigłowiec zrobiłby to o wiele szybciej.
Nowy śmigłowiec wyposażony jest w defibrylator, respirator, pompę infuzyjną. Dzięki autopilotowi można nim lądować w czasie burzy i - nareszcie - także w nocy.
Jednak na razie nocnych lotów nie będzie. - Pogotowie dyżuruje tak jak do tej pory, czyli od godz. 7 do 19.40 - mówi Stanisław Torzyński, szef poznańskiej filii Lotniczego Pogotowia Ratunkowego. - Problem polega na tym, że przyszpitalne lądowiska nie są przygotowane do przyjęcia ratunkowego śmigłowca nocą. Nie mają specjalnego wyposażenia, oświetlenia. Nikt nam nie da zgody na lądowanie.
Jak to możliwe? Rządowy program, który wart jest 500 mln zł, Sejm uchwalił w 2005 r. Jednak do tej pory w całej Polsce przy szpitalach powstało jedynie 16 lądowisk, spełniających wymogi Urzędu Lotnictwa Cywilnego. Tylko na 13 z nich można lądować nocą.
W Wielkopolsce przygotowany jest do tego wyłącznie szpital w Lesznie. - Co z resztą? Nie mamy wpływu na dyrektorów lecznic, ani na samorządy. A to od nich zależy, czy chcą mieć całodobowe lądowiska - tłumaczy Justyna Sochacka, rzecznik Lotniczego Pogotowia Ratunkowego.
W Poznaniu całodobowe lądowiska miały wybudować dwa szpitale: miejski przy Szwajcarskiej i wojewódzki "Lutycka".
"Lutycka" utknęła na etapie starania się o unijną dotację. Koszt projektu szacuje nawet na 5 mln zł. - Płyta, dojazd, mała wieża kontrolna, oświetlenie - wylicza wicedyrektor Karol Chojnacki. - Bez pieniędzy na koncie trudno mówić o terminie rozpoczęcia budowy.
Szpital przy Szwajcarskiej w kwietniu wybrał konsorcjum (BUDPOL), które za 3,6 mln zł ma zbudować lądowisko do Euro 2012.
Gotowe lądowisko ma już szpital w podpoznańskim Puszczykowie, ale nie można jeszcze na nim lądować. - Czekamy tylko na zgodę Urzędu Lotnictwa Cywilnego - zapewnia wiceprezes lecznicy Jacek Michalak.
do góry
Jest śmigłowiec, będą lądowiska
z dnia 2010-08-12 18:33:53
Eurocopter EC 135 stacjonuje od czwartku w bazie ratowników przy ul. Bukowskiej. Do Wielkopolski trafiła jedna z 23 nowych maszyn lotniczego pogotowia. W odróżnieniu od poprzednika, EC 135 może latać też w nocy. W Poznaniu brakuje jednak miejsc, gdzie mógłby wtedy lądować.
Eurocopter EC 135 rozpoczął służbę w poznańskiej bazie w czwartek. Do wezwań po pacjentów zlokalizowanych w promieniu 80 kilometrów będzie mógł wystartować w 4 minuty. Przygotowanie do wezwań do odleglejszych miejsc zajmie mu około 15 minut. Francusko-niemiecki EC 135 jest produkowany od 1995 r. Kosztuje 22 mln zł i może rozwinąć prędkość 220 kilometrów na godzinę. Jest używany w 23 krajach świata.
Lotnicze Pogotowie Ratunkowe zamówiło dwa lata temu 23 Eurocoptery, które zastępują w służbie wysłużone śmigłowce Mi-2. – Są to maszyny zaprojektowane ponad 40 lat temu. Nie spełniają już norm bezpieczeństwa nakreślonych przez Unię Europejską. Ostatnie egzemplarze wycofamy z floty w marcu 2011 r. – mówi Justyna Sochacka, rzecznik prasowy Lotniczego Pogotowia Ratunkowego. Mi-2 to dzieło konstruktorów ze Związku Radzieckiego. Maszyny te były produkowane od 1965 r. w polskich zakładach PZL Świdnik.
Poznański Eurocopter to jedyna taka maszyna dla Wielkopolski. W razie potrzeby, helikoptery ratowników mogą latać do wezwań też z sąsiednich województw. Najbliższe EC 135 stacjonować będą w Bydgoszczy, Zielonej Górze, Szczecinie i Wrocławiu. Czy to wystarczy? – Na razie takie mamy możliwości. Będą 23 Eurocoptery. Mamy 17 baz. Powstanie osiemnastej jest planowane w Koszalinie, jednak nie nastąpi to wcześniej niż za dwa lata. – odpowiada Justyna Sochacka. – Docelowo będzie więc 18 śmigłowców w bazach i 5 rezerwowych. Jest to potrzebne, aby w czasie przeglądów czy napraw nie przerywać dyżurów. – dodaje.
W odróżnieniu od starego Mi-2, EC 135 jest przystosowany do lotów w nocy. Niestety, na razie jedyne zarejestrowane w Urzędzie Lotnictwa Cywilnego wielkopolskie lądowisko, które może przyjmować po zmroku śmigłowce, działa w Lesznie.
Już od grudnia 2009 r. jest do tego przygotowane technicznie lądowisko przy szpitalu w Puszczykowie, jednak wciąż trwa formalne wpisywanie go na listę ULC. – Mamy oświetlenie, ale nie mamy rejestracji. – mówi Sabina Bresińska z działu technicznego szpitala. Przyznaje, że dopełnienie wszystkich formalności, to droga przez mękę. Obiekt jednak już działa. – Pogotowie może korzystać z lądowiska tylko w przypadkach, gdy chodzi o ratowanie życia. – dodaje Bresińska.
Latem przyszłego roku ma być też gotowe lądowisko przy szpitalu im. Józefa Strusia na ul. Szwajcarskiej w Poznaniu. – Projekt obiektu czeka na akceptację wydziału urbanistyki. Oczekujemy jej na dniach. Nocne lądowisko powstanie na pewno w ciągu 11-12 miesięcy. – wyjaśnia Stanisław Rusek, rzecznik szpitala. Jego placówka zdobyła już dofinansowanie unijne na inwestycję, która pochłonie ponad 4 mln zł. – Oczywiście nie kosztuje tyle sam kawałek betonu, ale też cała otaczająca go infrastruktura, w tym parking i droga dojazdowa. – mówi Stanisław Rusek. W razie konieczności ratowania życia, za dnia śmigłowce mogą dziś korzystać z prowizorycznego lądowiska przy szpitalu.
do góry
Najnowocześniejsza latająca karetka w Poznaniu
z dnia 2010-08-12 18:24:39
Jest szybki, nowoczesny i pomaga ratować życie - nowy śmigłowiec Lotniczego Pogotowia Ratunkowego rozpoczął służbę w Poznaniu.
Czwartkowe przedpołudnie, lotnisko Ławica. Do wysłużonego, kilkunastoletniego śmigłowca ratowniczego Mi-2 biegną piloci i ratownicy medyczni. Właśnie otrzymali wezwanie do wypadku, który wydarzył się w okolicach Poznania. Jest to ostatni lot śmigłowca Mi-2 w służbie poznańskiego oddziału Lotniczego Pogotowia Ratunkowego.
Do Poznania dotarł bowiem nowoczesny śmigłowiec ratunkowy EC 135. Ta podniebna karetka jest najnowocześniejszą maszyną w swojej klasie na świecie. Jest o wiele lepsza niż będący do tej pory na wyposażeniu służb ratunkowych śmigłowiec Mi-2.
- Różnica jest zasadnicza, po prostu bardzo duży skok jakościowy. Latałem oboma maszynami i to aż trudno opisać - opowiada Grzegorz Węgrzak, pilot LPR. - Nowy śmigłowiec może wykonywać operacje nocne, jest wyposażony w system autopilota i bardzo duże udogodnienia automatyczne. Właściwie manualnie się tylko ląduje.
Nowa maszyna jest szybsza niż wysłużone Mi-2, potrafi latać z prędkością 230 km/h. Ma także większy zasięg, nawet do 500 km. EC 135 posiada dwa silniki, dzięki czemu nawet po awarii jednego z nich można bezpiecznie wylądować. Średnica łopat wirnika jest mniejsza niż w przypadku Mi-2, przez co lądowanie w terenie przygodnym jest łatwiejsze.
Kabina nowego EC 135 jest wyposażona w najnowocześniejszy sprzęt ratownictwa medycznego. Na wyposażeniu helikoptera jest m.in. defibrylator, respirator oraz zestaw pomp infuzyjnych. Wyposażenie spełnia standardy karetek specjalistycznych.
- Ten nowy śmigłowiec jeszcze przez kilka następnych lat będzie najnowocześniejszą jednostką na świecie - przekonuje Robert Gałązkowski, dyrektor LPR. - W ciągu najbliższych dwóch lat powstanie również nowoczesna baza dla pogotowia lotniczego. Będzie usytuowana naprzeciwko lotniska Ławica, po drugiej stronie ulicy Bukowskiej.
Nowy helikopter EC 135 kosztuje ponad 22 mln zł. Łącznie do stacji LPR na terenie całej Polski trafią 23 takie maszyny oraz jeden symulator lotu. Obecny na oficjalnej prezentacji nowego sprzętu Marek Haber, wiceminister zdrowia podkreślał, że zakup nowych maszyn to nie wszystko.
- Trzeba mieć świadomość, że zakup nowego sprzętu to jedno, ale jest też kwestia logistyczna, czyli przeszkolenie personelu. Ten śmigłowiec to zupełnie nowe systemy łączności, nawigacji, konieczność przeszkolenia pilotów i personelu technicznego.
Nowy EC 135 jest już gotowy do akcji. Stary Mi-2, choć przez wiele lat działał bezawaryjnie, zostanie wycofany ze służby.
do góry
Eurocopter już w Poznaniu
z dnia 2010-08-12 18:21:09
Od dzisiaj loty ratownicze w Wielkopolsce wykonywać będzie Eurocopter EC135. Dziś odbyło się wdrożenie nowego śmigłowca Lotniczego Pogotowia Ratunkowego do służby.
W uroczystości oficjalnego uruchomienia dyżuru HEMS w oparciu o nową maszynę udział wziął Marek Haber, Podsekretarz Stanu w Ministerstwie Zdrowia, a także przedstawiciele władz wojewódzkich z Wojewodą Piotrem Florkiem na czele.
To dziewiąty EC135, który będzie pełnić dyżury ratownicze. Dotychczas nowe śmigłowce zostały wdrożone w bazach LPR w Krakowie, Goleniowie, Warszawie, Gdańsku, Wrocławiu, Płocku oraz – pod koniec lipca – w Łodzi i Bydgoszczy. Za rok wszystkie bazy mają dysponować nowymi maszynami.
Eurocopter EC 135 to lekki śmigłowiec produkowany przez francusko-niemiecką Eurocopter Group.
Śmigłowiec jest dostosowany do lotów zarówno w dzień, jak i w nocy, przy złej widoczności i przy jej całkowitym braku jedynie w oparciu o wskazania przyrządów. EC 135 kosztował 22 mln. Rozwija maksymalną prędkość 220 kilometrów na godzinę.
do góry
Eurocopter w Poznaniu
z dnia 2010-08-12 18:18:19
Nowoczesny śmigłowiec ratownictwa medycznego rozpoczyna dziś służbę w Poznaniu.
Francusko - niemiecki Eurocopter zastąpi na stanowisku radzieckiego MI-2. Będzie startował ze Śmigłowcowej Służby Ratownictwa Medycznego przy ulicy Bukowskiej. Do lotu na odległość 80 km będzie gotowy w 4 minuty. Prędkość lotu jaką może rozwijać to 220 km/h. Dodatkowo śmigłowiec może latać w nocy, choć w Wielkopolsce po ciemku może wylądować tylko w Lesznie. Nowoczesna maszyna będzie ratowała życie ofiar wypadków z całego regionu. Jest siódmą taką w kraju i pierwszą w Poznaniu.
do góry
PIŁA - Eurocoptery będą mogły lądować w Pile
z dnia 2010-08-12 16:49:03www.wielkopolska.naszemiasto.pl
Już nie „inne miejsce startów i lądowań”, ale prawdziwym lądowiskiem dla śmigłowców ratowniczych będzie dysponował od początku lipca szpital specjalistyczny. Do końca czerwca ma się bowiem zakończyć przebudowa starego. Co w ramach niej?
– Nowa płyta, nowe profesjonalne oświetlenie, nowe ogrodzenie, budka z agregatem na wypadek pożaru oraz rozdzielnia zasilająca oświetlenie – wylicza Roman Czerski, zastępca dyrektora szpitala ds. techniczno-eksploatacyjnych.
I takie właśnie lądowisko zostanie zgłoszone do rejestracji w Urzędzie Lotnictwa Cywilnego. Niemal identyczna informacja trafi do Lotniczego Pogotowia Ratunkowego. Teraz ich śmigłowiec musiałby lądować na płycie byłego lotniska wojskowego; nie da się bowiem lądować na dachu koparki, które stoją teraz na płycie przyszłego lądowiska. Na szczęście, takiej Śmigłowce w Pile lądują najczęściej po to, żeby zabrać organy, które mogły komuś jeszcze uratować życie, ale i to zdarza się sporadycznie – zaledwie kilka razy w roku. Tyle że lotnicze pogotowie nie ma za bardzo czym latać. Dopiero w tym roku rozpoczęła się wymiana floty: wysłużone Mi-2 zastąpią francusko-niemieckie Eurocoptery, które bardziej przypominają powietrzne karetki niż wielozadaniowe rosyjskie maszyny.
Na lądowanie pierwszego Eurocoptera w Pile trzeba będzie jednak poczekać. Tyle że teraz będzie miał już gdzie lądować. Kosztowało to szpital ponad pół miliona złotych. Te pieniądze jednak prędzej czy później musiały się znaleźć.
– Jeżeli mamy Szpitalny Oddział Ratunkowy, to musimy mieć lądowisko dla śmigłowców ratunkowych – tłumaczy Roman Czerski.
Za rewolucję na pilskim lądowisku szpital nie płaci jednak sam. Jego przebudowa odbyła się w ramach większej inwestycji, która obejmowała również doposażenie SOR i nowy bezprzewodowy system łączności. Rachunek za tę inwestycję to prawie 1,7 mln złotych, z czego 1,4 mln to pieniądze, które przyszły z zewnątrz, a konkretnie z Programu Infrastruktura i Środowisko. Jak na razie jedyne w północnej Wielkopolsce pełnostandardowe lądowisko z atestem ULC posiada Szpital Powiatowy w Złotowie.
do góry
Karambol na A2 - ćwiczenia służb ratunkowych
z dnia 2010-08-07 13:08:17
W symulacji karambolu wezmą udział służby drogowe, policja, straż pożarna i ratownicy Lotniczego Pogotowia Ratunkowego.
godz. 10.29 Akcję podsumowuje Tomasz Golczyk, ratownik medyczny. Od momentu zgłoszenia do startu śmigłowca mijają cztery minuty. Na szczescie przestało padać i lotnicze pogotowie ratunkowe mogło wystartować.
godz. 10.20 Na szczęście przestał padać deszcz.
godz. 10.15 Na sąsiedniej jezdni wznowiono ruch. Policjanci zapowiadają, że około godz. 11.15 samochody będą mogły jeździć po obu stronach.
godz. 10.12 Wystartował śmigłowiec z ranną kobietą w ciąży.
godz. 10.05 Strażacy z pomocą dźwigu usuwają rozbite samochody z jezdni.
godz. 10.05 Strażacy zabezpieczają miejsce wypadku. Odłączają akumulatory w samochodach i rozsypują wokół wraków sorbent - proszek służący do neutralizacji cieczy ropopochodnych.
godz. 10.01 Ranni są wysyłani do szpitali karetkami. Za chwilę odleci tez śmigłowiec.
godz. 9.56 Śmigłowiec ląduje. Ratownicy przenoszą do niego ranną kobietę.
godz. 9.53 Ratownicy medyczni wzywają śmigłowiec HEMS dla ciężarnej kobiety.
Przed jego przylotem, ze względów bezpieczeństwa policja całkowicie zatrzymuje ruch na autostradzie. Straż pożarna wybiera miejsce lądowania Na miejscu jest pogotowie. Poszkodowani jeszcze raz zostają podzieleni na grupy.
godz. 9.50 Poszkodowani są segregowani na grupy w zależności od tego jak poważnie są ranni. Są grupy czerwona, żółta, zielona i czarna (grupa czerwona - to 3 osoby potrzebujące natychmiastowej pomocy, w tym ciężarna kobieta, żółta - pilna pomoc, zielona - odroczona)
Używając hydraulicznych nożyc i piły mechanicznej strażacy uwalniają z pojazdów tych, którzy zostali w nich uwięzieni lub byli nieprzytomni (ich role "grają" manekiny). Zatrzymują też wyciek z baku.
Na miejscu jest pogotowie. Poszkodowani jeszcze raz zostają podzieleni na grupy
Strażacy rozstawiają namiot. Tam przenoszeni są ranni.
godz. 9.45 Wszystko wygląda bardzo realistycznie. Auta są sprasowane siłą uderzenia. Jeden ma uszkodzony bak. Wycieka z niego olej napędowy.
Wraki samochodów stoją na jezdni i na poboczu. Powoli wydostają się z nich lżej ranni (to statyści). Jedni siadają na asfalcie, inni leżą. Niektórzy poruszają się chaotycznie. Widać, że są w szoku. Inni pozostali w autach. Nie ruszają się (to manekiny).
Mimo, że około 500 metrów przed wypadkiem ustawiono tablicę z napisem "To jest wypadek pozorowany dla przeprowadzenia ćwiczeń służb ratowniczych" przejeżdżający sąsiednią jezdnią kierowcy spoglądają w kierunku symulowanego karambolu, jakby wszystko działo się naprawdę.
Jeden z uczestników wypadku dzwoni z telefonu komórkowego na numer alarmowy 112. Informuje dyspozytora Centrum Powiadamiania Ratunkowego o wypadku.
Pierwsi na miejsce przyjeżdżają strażacy. Są pojazdy ratowniczo-gaśnicze, ratownictwa chemicznego, technicznego. Po kilku minutach pojawia się też policja.
godz. 9.31 Rozpoczyna się symulacja. Niedaleko od miejsca, gdzie droga rozszerza się w dwujezdniową autostradę dochodzi do wypadku. Zderzają się trzy samochody - ich kierowcy nie zachowali ostrożności. Na rozbite auta najeżdżają kolejne. Jeden z ustawionych wraków staje w ogniu. Nikogo nie ma w środku. Z pozostałych pojazdów wysiadają poszkodowani. Niektórzy są uwięzieni we wnętrzu auta.
godz. 9.04 Warunki pogodowe są fatalne, od rana pada rzęsisty deszcz. Trwają ostanie przygotowania przed największymi w Polsce ćwiczeniami służb ratowniczych. Na miejscu są już wozy strażackie, statyści wsiadają do wraków samochodów. Jest ich 16.
Od wczoraj ruch na jezdni w kierunku Poznania jest wstrzymany. Samochody jeżdżą w obu kierunkach po drugiej jezdni. Ruch odbywa się płynnie. Nie ma utrudnień.
O CO CHODZI?
- Tak dużej symulacji karambolu na autostradzie jeszcze nie było - mówi Krzysztof Paduch, organizator akcji. - Ćwiczenia pozwolą sprawdzić koordynację działań różnych służ w sytuacji kryzysowej.
W symulacji wypadku wykorzystanych zostanie ponad dwadzieścia samochodów oraz statyści wcielający się w role ofiar. Akcja ratownicza wymagać będzie rozstawienia punktów udzielania pomocy medycznej oraz transportu rannych śmigłowcami, które lądować będą na pasie ruchu.
do góry
LPR: nasi piloci mają już symulator Eurocoptera
z dnia 2010-08-06 08:34:02
5 sierpnia Lotnicze Pogotowie Ratunkowe zaprezentowało profesjonalny symulator lotu śmigłowca Eurocopter EC 135. - Jest to jedno z trzech urządzeń tej klasy na świecie - mówi nam dr Robert Gałązkowski, dyrektor LPR.
Dostawa symulatora to efekt umowy zawartej w połowie 2008 r. pomiędzy resortem zdrowia a konsorcjum Eurocopter, obejmującej wieloletni program wymiany śmigłowców. Koszt symulatora wyniósł ponad 25 mln zł, czyli o około 25 % więcej, niż koszt jednego śmigłowca EC 135. Za to koszt godziny ćwiczeń na symulatorze jest kilkukrotnie niższy od godziny lotu prawdziwym śmigłowcem. Ma to korzystnie wpłynąć na bilans ekonomiczny szkoleń lotniczych prowadzonych przez Ośrodek Szkolenia Lotniczego w LPR.
Po pierwsze awionika
Obecnie najważniejszym zadaniem urządzenia jest zapoznanie pilotów z nowoczesną awioniką śmigłowców EC 135 oraz nieco innym sposobem pilotażu tych maszyn w porównaniu z wykorzystywanymi do tej pory Mi-2. Drugim ważnym elementem szkolenia jest trening właściwych reakcji pilota w sytuacjach awaryjnych, których na symulatorze można wywołać ponad 180. Z oczywistych względów dużej części z nich nie można ćwiczyć na prawdziwym śmigłowcu.
W kabinie symulatora, który został ustawiony w specjalnie dla niego zbudowanym hangarze przy centrali LPR na lotnisku Babice, znajduje się wierna replika kokpitu śmigłowca. Przed kabiną umieszczony jest ogromny, sferyczny ekran, na którym wyświetlany jest obraz przedstawiający warunki na zewnątrz.
Wyświetlany może być widok dowolnego miejsca w Polsce w skali 1:250 000 - z odwzorowaniem rzeźby terenu, obszarów leśnych, rzek, zbiorników wodnych, dróg, linii kolejowych i energetycznych.
Cykl szkoleń wygląda tak, że w pierwszej kolejności pilot przechodzi szkolenie przygotowawcze w Polsce, gdzie zapoznaje się z awioniką, z kabiną śmigłowca oraz z jego osiągami. Następnie odbywa się miesięczne szkolenie w Niemczech, gdzie piloci uczą się teorii. Kolejnym krokiem jest szkolenie praktyczne. Trwa od 8 do kilkunastu godzin.
Przybywa lądowisk
Później pilot przyjeżdża do Polski i 35 godzin wylatuje na śmigłowcu w szkoleniu doskonalącym, obecnie już z wykorzystaniem nowego symulatora. Ostatni etap przed dopuszczeniem do lotów, to egzamin wewnętrzny przed instruktorem LPR. – Chcemy aby w przyszłości piloci, nawet ci, którzy już posiadają uprawnienia, dwa razy w roku spędzali minimum kilka godzin w nowym symulatorze – informuje w rozmowie z Rynkiem Zdrowia dr Robert Gałązkowski.
do góry
Symulator LRP z certyfikatem
z dnia 2010-08-05 18:03:01
Urząd Lotnictwa Cywilnego poinformował, że prezes ULC Grzegorz Kruszyński uczestniczył w uroczystości wręczenia certyfikatu dla urządzenia szkolenia lotniczego użytkowanego przez SP ZOZ Lotnicze Pogotowie Ratunkowe.
Wydając certyfikat Urząd Lotnictwa Cywilnego potwierdził, że urządzenie to spełnia wymagania kwalifikacyjne zawarte w przepisach międzynarodowych JAR-FSTD H.
Certyfikat ważny jest do 31 maja 2011 r.
Symulator lotów służył będzie do szkolenia pilotów i członków załóg Lotniczego Pogotowia Ratunkowego. Jest to rzeczywistej wielkości replika przyrządów, urządzeń, paneli i urządzeń sterowania konkretnego typu śmigłowca. Zainstalowano w nim wszystkie urządzenia i progra¬my komputerowe potrzebne do odwzorowania śmigłowca w warunkach naziemnych i powietrznych w zakresie ograniczonym przez systemy zainstalowane w urządzeniu.
Ugruntowane dzięki niemu umiejętności zostaną wykorzystane w lotach należącym do LPR śmigłowcem Eurocopter EC-135.
do góry
LPR ma nowoczesny symulator lotu
z dnia 2010-08-05 17:58:18
Piloci i członkowie załóg Lotniczego Pogotowia Ratunkowego będą mogli doskonalić swoje umiejętności w nowoczesnym symulatorze lotu śmigłowca EC 135. Urządzenie zaprezentowano w czwartek w bazie LPR na warszawskim Bemowie.
LPR dysponuje 12 nowymi śmigłowcami EC 135, które zastępują stare maszyny Mi-2. Pierwszy z nowych helikopterów zaprezentowano we wrześniu ubiegłego roku do końca 2010 r. ma ich być 23. Symulator ma pomóc szkolić załogi LPR w lataniu na nowych maszynach.
W kabinie symulatora, który został ustawiony w specjalnie dla niego zbudowanym hangarze przy centrali LPR na lotnisku Babice, znajduje się wierna replika kokpitu śmigłowca. Znalazły się w nim nawet tak drobne elementy jak etykiety, naklejki, uchwyty, czy zapasowe latarki w drzwiach pilotów.
czytaj dalej
Przed kabiną umieszczony jest ogromny, sferyczny ekran, na którym wyświetlany jest obraz przedstawiający warunki na zewnątrz. Wyświetlany może być widok dowolnego miejsca w Polsce w skali 1:250 000 - z odwzorowaniem rzeźby terenu, obszarów leśnych, rzek, zbiorników wodnych, dróg, linii kolejowych i energetycznych.
Wiernie odwzorowano też sześć polskich lotnisk wraz z ich otoczeniem, dziewięć lądowisk przyszpitalnych oraz dwa miejsca wypadków samochodowych, które są największym wyzwaniem dla pilotów latających w nieznany teren. Symulator w realistyczny sposób odtwarza też reakcje sterów.
Minister zdrowia Ewa Kopacz, która w czwartek wzięła udział w prezentacji symulatora powiedziała, że od stopnia wyszkolenia kadry LPR zależy bezpieczeństwo polskich pacjentów transportowanych śmigłowcami. Podkreśliła, że symulator jest urządzeniem unikalnym w swojej klasie i najnowocześniejszym na świecie - dwa podobne urządzenia, ale o prostszej konfiguracji znajdują się w Niemczech i USA.
- Chcemy, żeby nasi i tak najwspanialsi piloci, którzy w tej chwili na tych śmigłowcach pracują, mieli możliwość systematycznego szkolenia i poczucie bezpieczeństwa - powiedziała. - Im więcej będziemy mieli wprawy, im więcej będziemy mieli możliwości przewidywania trudnych sytuacji, tym bardziej będziemy mogli zapewniać polskich pacjentów, że są bezpieczni w naszych śmigłowcach - dodała.
Dyrektor LPR Robert Gałązkowski zaznaczył z kolei, że polskie lotnictwo sanitarne jest dziś przygotowane do funkcjonowania na wiele lat. Dodał, że dzięki nowemu symulatorowi piloci będą mogli uczyć się reagowania we wszystkich sytuacjach awaryjnych, których nie da się trenować na prawdziwym śmigłowcu, a które mogą zaskoczyć i prowadzić do tragedii.
W symulatorze można ćwiczyć loty w załodze jedno- i dwuosobowej, urządzenie odtwarza wszystkie możliwe warunki pogodowe oraz nawigację według systemu wspomagającego lądowanie w warunkach ograniczonej widzialności i niskiego zachmurzenia - ILS. Symulator pozwala też odtworzyć ponad 180 sytuacji awaryjnych, np. awarie głównego bądź tylnego wirnika, pożar czy uszkodzenie układów sterowania.
Koszt symulatora wyniósł ponad 25 mln zł, czyli o około jedną czwartą więcej niż koszt jednego śmigłowca EC 135, jednak koszt godziny "lotu" na symulatorze jest kilkukrotnie niższy od godziny lotu prawdziwą maszyną.
do góry
Nowoczesny symulator lotów pomoże szkolić pilotów LPR
z dnia 2010-08-05 17:55:35
W siedzibie Lotniczego Pogotowia Ratunkowego, na warszawskim lotnisku Bemowo, odbyła się prezentacja nowoczesnego symulatora lotów.
Najwyższej klasy sprzęt będzie służył pilotom do podnoszenia swoich umiejętności. Umożliwia on przećwiczenie, przeanalizowanie niemal wszystkich wariantów i sytuacji, z którymi piloci ratownictwa mogą się zetknąć w swojej codziennej pracy.
Odtworzono każdy detal
Kokpit w symulatorze jest wiernym odzwierciedleniem tego, który znajduje się w śmigłowcach EC 135. Odwzorowane zostały tak drobne elementy, jak naklejki, etykiety, czy nawet uchwyty. Na jego pokładzie pracuje 20 komputerów. Symulator został wyposażony w system, który bardzo wiernie oddaje warunki panujące w kabinie oraz "moc" poszczególnych urządzeń. Dzięki temu "lot" symulatorem wydaje się bardzo realny.
Nad technicznymi rozwiązaniami pracowało trzech inżynierów oraz pięciu grafików, specjalistów od wizualizacji 3D. Stworzyli trójwymiarowy obraz całego obszaru Polski.
Inwestycja pochłonęła około 25 mln zł, czyli więcej niż koszt jednego, nowoczesnego śmigłowca EC 135. Dumę z pomyślnie zakończonego projektu wyraziła Ewa Kopacz:- Nie mamy się absolutnie, czego wstydzić. Dysponujemy wysokiej klasy sprzętem ratującym życie. Dzięki niemu piloci mogą przećwiczyć sytuacje, które w prawdziwym życiu mogłyby prowadzić do tragedii - powiedziała minister na czwartkowej konferencji prasowej.
Symulator i 23 śmigłowce
Umowa zawarta między Ministerstwem Zdrowia, a firmą Eurocopter dotyczy nie tylko symulatora. Na jej mocy Lotnicze Pogotowie Ratunkowe otrzyma w sumie 23 nowoczesne śmigłowce EC 135, wyposażone w najwyższej jakości sprzęt ratujący ludzkie życie.
do góry
LPR ma nowy symulator lotu
z dnia 2010-08-05 17:52:59
Piloci i członkowie załóg Lotniczego Pogotowia Ratunkowego będą mogli doskonalić swoje umiejętności w nowoczesnym symulatorze lotu śmigłowca EC 135. Urządzenie zaprezentowano w czwartek w bazie LPR na warszawskim Bemowie.
LPR dysponuje 12 nowymi śmigłowcami EC 135, które zastępują stare maszyny Mi-2. Pierwszy z nowych helikopterów zaprezentowano we wrześniu ub.r., do końca 2010 r. ma ich być 23. Symulator ma pomóc szkolić załogi LPR w lataniu na nowych maszynach.
W kabinie symulatora, który został ustawiony w specjalnie dla niego zbudowanym hangarze przy centrali LPR na lotnisku Babice, znajduje się wierna replika kokpitu śmigłowca. Znalazły się w nim nawet tak drobne elementy jak etykiety, naklejki, uchwyty, czy zapasowe latarki w drzwiach pilotów.
Przed kabiną umieszczony jest ogromny, sferyczny ekran, na którym wyświetlany jest obraz przedstawiający warunki na zewnątrz. Wyświetlany może być widok dowolnego miejsca w Polsce w skali 1:250 000 - z odwzorowaniem rzeźby terenu, obszarów leśnych, rzek, zbiorników wodnych, dróg, linii kolejowych i energetycznych.
Wiernie odwzorowano też sześć polskich lotnisk wraz z ich otoczeniem, dziewięć lądowisk przyszpitalnych oraz dwa miejsca wypadków samochodowych, które są największym wyzwaniem dla pilotów latających w nieznany teren. Symulator w realistyczny sposób odtwarza też reakcje sterów.
W symulatorze można ćwiczyć loty w załodze jedno- i dwuosobowej, urządzenie odtwarza wszystkie możliwe warunki pogodowe oraz nawigację według systemu wspomagającego lądowanie w warunkach ograniczonej widzialności i niskiego zachmurzenia - ILS. Symulator pozwala też odtworzyć ponad 180 sytuacji awaryjnych, np. awarie głównego bądź tylnego wirnika, pożar czy uszkodzenie układów sterowania.
Koszt symulatora wyniósł ponad 25 mln zł, czyli o około jedną czwartą więcej niż koszt jednego śmigłowca EC 135, jednak koszt godziny "lotu" na symulatorze jest kilkukrotnie niższy od godziny lotu prawdziwą maszyną.
do góry
Eurocopter - nowy śmigłowiec dla Lotniczego Pogotowia Ratunkowego w Sanoku
z dnia 2010-08-02 13:00:21
Do Sanoka przyleciał nowy śmigłowiec dla Lotniczego Pogotowia Ratunkowego. Kosztował 22 mln zł. Jest szybszy, ekonomiczniejszy niż Mi2, który do tej służył ratownikom. Co najważniejsze - może latać w nocy.
Zakup Eurocoptera to nowy etap w historii Lotniczego Pogotowia Ratunkowego w Sanoku. W 2007 roku zawisła nad nią groźba likwidacji - minister zdrowia zadecydował o przeniesieniu śmigłowca do Rzeszowa. Powodem były fatalne warunki techniczne w bazie. Władze powiatu sanockiego postanowiły walczyć o lotnicze pogotowie. Przekazały LPR 2 ha gruntów, hangar i budynek socjalny. Wykonano niezbędne prace remontowe. Ta determinacja się opłaciła - latająca karetka pozostała w Sanoku, a w LPR zapadła decyzja o rozbudowie bazy.
Będzie transportował pacjentów z całego Podkarpacia
Postanowiono wówczas, że do Sanoka trafi nowy śmigłowiec, zastępując latającego na tym terenie od 36 lat Mi2. Jedna z 23 maszyn zakupionych przez nasz kraj, w ubiegłym tygodniu przyleciała do Sanoka. Eurocopter 135 produkowany jest w kooperacji francusko - niemieckiej.
Nowa maszyna pod każdym względem przewyższa wyeksploatowany rosyjski śmigłowiec.
– Nie można ją porównywać z Mi2. To produkt XXI wieku To jak przesiąść się z poloneza do mercedesa – uważa pilot Artur Hull, szef sanockiej bazy.
Śmigłowiec zacznie regularne loty za 2 tygodnie. Do tego czasu piloci i ratownicy mają zakończyć bazowe przeszkolenie. Już mają zaliczone specjalistyczne kursy w Niemczech i Warszawie.
Szybciej przetransportuje chorych
Eurocopter 135 jest w pełni skomputeryzowany. Może wykonywać loty również w nocy, co nie było możliwe na Mi2. Jest przystosowany do lotów przy dużym wietrze, a także turbulencjach występujących w górach. W przeciwieństwie do swojego poprzednika jest wyposażony w płozy. Ma radar pogodowy i kamerę. Zużywa mniej paliwa niż Mi2, ale osiąga większe prędkości. Lot z Warszawy do Sanoka wykonał w 90 minut. W bieszczadzki zakątek województwa podkarpackiego, Przełęcz Bukowską, doleci w 20 minut. Z Sanoka do Tarnobrzeg dotrze w pół godziny.
Pacjent na pokładzie to ostateczny egzamin
Ratownicy są pod wrażeniem nowej maszyny. Choć w środku jest mniej miejsca niż w Mi2, to wnętrze śmigłowca jest bardzo funkcjonalne. Chorego można wnieść przez drzwi boczne, jak i z tyłu. Instalacja tlenowa jest zabudowana. W środku jest złącze, do którego można podłączyć przewód. Na wyposażeniu jest najnowocześniejszy defibrylator Life Pack 15. Oprócz tego w śmigłowcu jest m.in. ssak, zestaw pomp i respirator. Koszt śmigłowca z wyposażeniem medycznym wynosi 22 mln zł.
- Na razie przeszliśmy szkolenie w lotach dziennych i nocnych. Nie mieliśmy jeszcze pacjenta na pokładzie, więc trudno powiedzieć, jak to będzie. Musimy się z tym śmigłowcem oswoić - podkreśla Stefan Zubel, ratownik, który od 10 lat służy w LPR w Sanoku.
Aby wezwać na pomoc śmigłowiec, należy połączyć się z nr alarmowym 112. Piloci Lotniczego Pogotowia Ratunkowego w Sanoku odbywają rocznie ok. 300 lotów.
do góry
Nowy śmigłowiec Eurocopter startuje do chorych.
z dnia 2010-07-30 07:32:19
Nowy śmigłowiec zaczyna służbę w łódzkiej bazie Lotniczego Pogotowia Ratunkowego. Zastąpił 27-letniego Mi-2.
Śmigłowiec, który od wczoraj lata do chorych to Eurocopter EC 135. Już na pierwszy rzut oka wygląda imponująco. - Od starego różni się jak mercedes od trabana - mówi dr Ignacy Baumberg, lekarz z LPR. - Wiem, co mówię, bo miałem jedego i drugiego.
EC 135 jest szybszy, bezpieczniejszy i mniej pali. Do tego jest wyposażony w znakomity sprzęt medyczny. W kabinie lekarz nie musi wstawać, by zrobić masaż serca, czy zaintubować pacjenta. Wszystkie potrzebne urządzenia są na wyciągnięcie ręki. Cała aparatura medyczna to najnowsze modele.
- Dopracowane są najdrobniejsze szczegóły - mówi Robert Gałązkowzki, dyrektor LPR. - Na przykład jeśli lekarz potrzebuje pomocy przy reanimacji, ratownik przechodzi do niego z kabiny pilota. W innych śmigłowcach to niemożliwe, w czasie lotu ratownik siedzi z pilotem i pracuje jak nawigator.
Eurocopter w łódzkiej bazie stacjonuje już od kilku dni. Można było nawet zobaczyć go przelatującego nad miastem.
Gałązkowski: - Nasza ekipa musiała się zapoznać z nowym nabytkiem. Wszystko jest w nim inne, niż w starym Mi-2. Do tej pory pilot sterował ciężką wajhą, teraz ma coś w rodzaju joystica i klawiaturę komputerową. Może też włączyć autopilota. Żeby się z tym wszystkim zapoznać przez kilka dni urządzaliśmy loty treningowe.
Szkolenie się już skończyło, więc wczoraj maszynę przekazano do służby. Śmigłowiec został poświęcony i zrobił rundę honorową nad Lublinkiem z wiceministrem zdrowia Adamem Fronczakiem na pokładzie.
Fronczak mówił, że EC 135 to jeden z 27 nowych śmigłowców, które będą pracować w bazach LPR. - W Łodzi będzie miał co robić. W ubiegłym roku z łódzkiej bazy lotniczej pogotowie wylatywało 360 razy - wyliczał. - Mimo to życzę, byście nowego śmigłowca używali jak najrzadziej.
A co ze starym śmigłowcem-karetką? - Na razie stoi w Łodzi. Za kilka dni poleci do Poznania i tam dalej będzie latał w naszych barwach - mówi Gałązkowski.
Łódzka Baza LPR działa na Lublinku od 2004 roku. Załoga lotniczej karetki dyżuruje tam codziennie od świtu do zmierzchu. Wylatują kiedy trzeba szybko przetransportować chorych, albo ofiary wypadków z najdalszych zakątków województwa do łódzkich klinik. Kiedy pogotowie stratowało w Łodzi było czynne tylko jedno przyszpitalne lądowisko - obok Instytutu Centrum Zdrowia Matki Polki. Teraz maszyny LPR mogą jeszcze lądować przy szpitalu im. Kopernika. Wielu pacjentów trafia więc na Lublinek, skąd są przewożeni karetkami do szpitali.
Na wczorajszej uroczystości dyrektor Gałązkowski mówił o planach łódzkiego oddziału LPR. - Jeszcze w tym roku zaczynamy budowę bazy z prawdziwego zdarzenia - mówi.
Dziś ratownicy stacjonują na terenie łódzkiego portu lotniczego. Ich baza to kilka blaszanych pawilonów.
- Właśnie kupiliśmy pół hektara przy lotnisku i mamy pięć milionów na budowę nowej siedziby. Szykujemy się do ogłoszenia przetargów. Nowy budynek i hangar dla Eurocoptera powinny być gotowe za rok.
do góry
Nowoczesna latająca karetka już ratuje ludzi
z dnia 2010-07-30 07:27:25
Ratownicy Lotniczego Pogotowia przesiedli się dziś do nowoczesnego śmigłowca. Eurocopter zastąpił Mi-2, który odchodzi na zasłużoną emeryturę. Dzięki nowej maszynie piloci dotrą do pacjenta szybciej i w każdych warunkach. Będą mogli latać także nocą. Nowoczesna maszyna, która trafiła do Bydgoszczy, jest jedną z 23, którymi do końca roku mają dysponować ratownicy lotniczego pogotowia.
Wysłużony Mi-2 transportował pacjentów przez ponad 30 lat. Teraz zastąpi go Eurocopter. EC-135 Nowa maszyna jest szybsza, spala mniej paliwa i może odbywać dalsze loty. - To jest bajka po prostu: po tylu latach doczekaliśmy się przepięknego śmigłowca - cieszy się Ryszard Kohls, pilot Lotniczego Pogotowia Ratunkowego w Bydgoszczy.
Przed nim 600 lotów rocznie - tak często musi reagować Lotnicze Pogotowie Ratunkowe. Teraz ratownicy będą mogli lądować nawet w trudno dostępnych miejscach. - 13 komputerów, które są w tym śmigłowcu, czuwa nad nami, nad lotem, nad silnikami, nad całym płatowcem – wylicza Kohls.
Na pokładzie maszyny jest nowoczesny sprzęt medyczny, m.in. defibrylator z monitorami, respirator czy zestaw pomp infuzyjnych, którymi podaje się leki. Eurocopter w ciągu zaledwie 20 minut może dotrzeć do pacjenta oddalonego o prawie 100 km.
Piloci przeszli już odpowiednie szkolenie. Na nowej maszynie wylatali już kilkadziesiąt godzin. Teraz będą doskonalić lądowania nocą, bo Eurocopter może latać także po zmierzchu. Mi-2 transportowały pacjentów tylko w dzień. - Latanie w nocy jest bardzo niebezpieczne. To latanie w teren, którego się nie zna, z ograniczoną widocznością. Więc piloci muszą tę maszynę dobrze poznać - przyznaje Robert Gałązkowski, dyrektor LPR.
W regionie jest na razie tylko jedno lądowisko, gdzie śmigłowiec może wylądować nocą. Posiada je X Wojskowy Szpital Kliniczny w Bydgoszczy. Kolejne mają powstać w dwóch szpitalach uniwersyteckich.
Maszyny, z których każda kosztuje 22 mln zł, kupiło Ministerstwo Zdrowia. Bydgoszcz jest ósmą Śmigłowcową Bazą Ratownictwa Medycznego (HEMS) w Polsce, które wzbogaciło się o EC-135. - Do końca roku wszystkie bazy w Polsce będą dysponowały nowymi śmigłowcami – zapewnia wiceminister Marek Haber.
Eurocoptery mają latać w lotniczym pogotowiu przez około 20 lat.
do góry
Nocny lot śmigłowcem to już nie problem. Eurocopter EC 135 jest szybszy, lżejszy i może latać w nocy
z dnia 2010-07-30 07:25:21
System pełnej stabilizacji - czyli lot bez turbulencji oraz obrotowy fotel ratownika, który w razie potrzeby w czasie lotu może pomóc lekarzowi. To tylko niektóre z nowości technicznych, jakie wprowadzono do nowych śmigłowców medycznych - Eurocopter.
Wczoraj na płycie lotniska w Bydgoszczy odbyło się uroczyste wdrożenie do służby nowego śmigłowca EC 135. Maszyna została poświęcona przez kapelana ratownictwa medycznego - ks. Henryka Błaszczyka, a jej pierwszy lot odbył się z Rafałem Bruskim - wojewodą kujawsko-pomorskim na pokładzie.
W tym samym czasie swój ostatni lot ratunkowy odbył również żółty Mi-2, który przez ponad 30 lat działał niezawodnie.
Nowy śmigłowiec w bazie Lotniczego Pogotowia Ratunkowego to wynik umowy zawartej w 2008 roku pomiędzy ministrem zdrowia a konsorcjum Eurocopter.
Do tej pory dostarczonych zostało 12 maszyn, a do końca roku ma być ich 23. Zawarty kontrakt dotyczy również cyklu szkoleń pilotów i ratowników medycznych.- Przeszliśmy pięciotygodniowe szkolenie w Niemczech - mówi Ryszard Kohls, pilot pogotowia ratunkowego. - Na początku było ciężko, bo musieliśmy wyzbyć się wszystkich przyzwyczajeń - wyjaśnia. - Radar meteorologiczny, system pełnej stabilizacji, autopilot oraz niektóre z rozwiązań w kabinie medycznej sprawiają, że ta maszyna jeszcze przez wiele lat będzie uważana za nowoczesną.
Bydgoska baza HEMS (Helicopter Emergency Medical Service - Śmigłowcowej Slużby Ratownictwa Medycznego) jest ósmą, do której trafił śmigłowiec EC 135. W całym kraju oddziałów Lotniczego Pogotowia Ratunkowego jest 17. Po wprowadzeniu do wszystkich baz - nowe maszyny obejmą swoim zasięgiem ponad 90 procent całego kraju. Dyżury 24-godzinne zostaną wprowadzone po zakończeniu szkoleń lotniczych służby medycznej, czyli w przyszłym roku. W województwie kujawsko-pomorskim nocą można lądować w 10 Wojskowym Szpitalu Klinicznym z Polikliniką w Bydgoszczy i Chojnicach. Przystosowane lotnisko jest także w Inowrocławiu. Do 2011 roku ma być ich zdecydowanie więcej.
do góry
Bydgoszcz ma już swój Eurocopter
z dnia 2010-07-30 07:20:45
Wczoraj (27 lipca) odbyło się oficjalne wdrożenie do służby śmigłowca Eurocopter EC-135 Lotniczego Pogotowia Ratunkowego w Bydgoszczy.
Oficjalne wdrożenie do służby śmigłowca Eurocopter EC-135 Lotniczego Pogotowia Ratunkowego odbyło się w w Porcie Lotniczym im. Ignacego Jana Paderewskiego. Baza w Bydgoszczy jest ósmą w kraju, która otrzymała nowy śmigłowiec. Wcześniej maszyny wdrożono na lotniskach w Krakowie, Goleniowie, Warszawie, Gdańsku, Wrocławiu, Płocku oraz Łodzi.
Podczas uroczystości przyjęcia nowej maszyny w powietrzu znalazł się śmigłowiec Mi-2. Jak się później okazało - wystartował on do ostatniego zgłoszenia służąc w barwach LPR. Śmigłowiec Eurocopter przez ostatnie dni był wykorzystywany do szkolenia załóg. Wykonywano na nim loty w dzień oraz po zachodzie słońca. Swój dyżur na Kujawach i Pomorzu maszyna oficjalnie rozpoczęła dzisiaj (28 lipca).
W uroczystości oficjalnego uruchomienia dyżuru śmigłowca Eurocopter EC-135 udział wzięli m.in. Marek Haber, Podsekretarz Stanu w Ministerstwie Zdrowia; Rafał Bruski, Wojewoda Kujawsko-Pomorski; Robert Gałązkowski, dyrektor SP ZOZ LPR; ks. prałat Henryk Błaszczyk oraz licznie zgromadzeni spotterzy - pasjonaci lotnictwa.
Dane techniczne śmigłowca:
- Eurocopter EC 135 dla LPR
- wysokość: 3,51 m
- masa własna: 1455 kg
- prędkość maksymalna: 259 km/h
- prędkość przelotowa: 254 km/h
- wznoszenie maks. w locie poziomym: 7,62 m/s
- załoga: 3 osoby - pilot, lekarz oraz ratownik medyczny.
do góry
Wypadek autokaru z dziećmi. 11 rannych
z dnia 2010-07-29 16:10:07
10 dzieci i jedna z ich opiekunek zostało rannych w wypadku kolonijnego autobusu, do którego doszło w czwartek na Zakopiance w Bęczarce koło Głogoczowa. Najciężej ranna 16-latka została przewieziona do szpitala śmigłowcem.
Autokarem na kolonie jechało 45 dzieci i cztery opiekunki z Kielc. Z ustaleń policji wynika, że w wypadku rannych zostało 11 osób.
Policja nie zna jeszcze przyczyn wypadku. W związku z wypadkiem na zakopiance między Krakowem a Myślenicami wystąpią utrudnienia w ruchu.
Kierowca był trzeźwy
Jedno dziecko z urazem głowy śmigłowcem ratunkowym przewieziono do uniwersyteckiego szpitala dziecięcego w Krakowie-Prokocimiu. Jak poinformowała Teresa Staszczyńska z tego szpitala, jest to 16-letnia dziewczynka. Jest ranna w głowę i plecy. Jej stan jest dobry.
Pozostałe ranne osoby trafiły do szpitala w Myślenicach. Ich życiu nie zagraża niebezpieczeństwo.
do góry
Eurocopter rozpoczął służbę na łódzkim lotnisku
z dnia 2010-07-26 22:00:03
Lekki, szybki i może latać w nocy - Eurocopter 135 będzie wspierał ratowników. A jest potrzebny - tylko w zeszłym roku śmigłowiec Lotniczego Pogotowia ratunkowego startował z łódzkiego lotniska aż 360 razy!
Eurocopter to dwusilnikowy śmigłowiec, stawiany na równi z karetkami specjalistycznymi. Wyposażono go m.in. w respirator, defibrylator, zestaw pomp infuzyjnych. System automatycznej stabilizacji łagodzi skutki turbulencji, a rozmieszczenie sprzętu daje ratownikom optymalne warunki pracy przy podtrzymywaniu i przywracaniu czynności życiowych podczas lotu.
Maszynę obsługuje 3-osobowa załoga - pilot, lekarz i ratownik medyczny- która gotowa jest do startu w 4 minuty od momentu wezwania. Zespół wykonuje loty do nagłych zdarzeń - wypadków i zachorowań, ale także transportuje pacjentów wymagających opieki medycznej podczas podróży między szpitalami.
- W ubiegłym roku helikopter wystartował z Łodzi aż 360 razy. To pokazuje, że najnowocześniejszy sprzęt i baza z zakresu ratownictwa medycznego w mieście są potrzebne- powiedział Adam Fronczak, wiceminister zdrowia. Wiceminister, jako pierwszy w poniedziałek odbył też lot nad Łodzią, na pokładzie nowego Eurocoptera.
To siódma tego typu maszyna w Polsce, a do końca 2010 roku do Lotniczego Pogotowia Ratunkowego trafi jeszcze 16 nowoczesnych helikopterów EC 135.
do góry
Śmigłowiec Eurocopter 135 nowym nabytkiem Lotniczego Pogotowia Ratunkowego
z dnia 2010-07-26 21:56:46
Łódzka baza Lotniczego Pogotowia Ratunkowego może już korzystać z Eurocoptera 135. Nowoczesny śmigłowiec medyczny został oficjalnie zaprezentowany na Lotnisku im. W. Reymonta.
- Jest to kolejny wielki dzień dla Łodzi - powiedział Adam Fronczak, podsekretarz stanu w Ministerstwie Zdrowia. Baza Lotniczego Pogotowia Ratunkowego w Łodzi otrzymała nowoczesny śmigłowiec. Eurocopter 135, którym ratownicy mogą oficjalnie latać od dzisiaj (26 lipca) jest siódmą taką maszyną, latającą nad Polską.
Eurocopter kosztował ok. 22 mln złotych. W 23 minuty jest w stanie przelecieć do 90 km. Jego załogę tworzą trzy osoby - pilot, ratownik medyczny i lekarz. Dostarczenie Eurocoptera do Łodzi, to tylko pierwszy krok. Kolejnymi mają być 24-godzinne dyżury jednostki i wybudowanie nowej bazy.
Eurocopter 135 jest szybki i profesjonalnie wyposażony
Adam Fronczak po locie pokazowym przyznał, że wcześniej nie miał okazji latać takimi maszynami. - W tym helikopterze nie czuje się w ogóle, tego że się leci. Jest cichy i ma duże możliwości elastycznego manewrowania - przyznał Fronczak. Podsekretarz stanu w Ministerstwie Zdrowia był jednak tylko pasażerem. Zalety śmigłowca potwierdza jednak ten, który prowadził maszynę. - Możemy dotrzeć do pacjenta szybciej i lepiej mu pomóc. Eurocopter 135 jest odporny na wiatr o sile do 25 m/s z każdej strony, a przyrządy nawigacyjne można konfigurować jak się chce - wskazał zalety Eurocoptera Radosław Jędrzejczak, pilot.
W nowym śmigłowcu dużo zajęć ma ratownik medyczny. Podczas lotu na miejsce wypadku jest on nawigatorem - wprowadza do systemu współrzędne, natomiast po wylądowaniu i w drodze do szpitala jest do dyspozycji lekarza. Pomocnym urządzeniem dla niego jest obrotowy fotel, który ustawia go przodem do lotu lub pacjenta.
W Eurocopterze 135 bardzo dobrze jest wykorzystana przestrzeń. Rozmieszczenie sprzętu medycznego daje lekarzowi optymalne warunki pracy. Śmigłowiec jest także profesjonalnie wyposażony - znajdują się w nim m.in. nowoczesne defibrylator, respirator, zestaw pomp infuzyjnych, czy oświetlenie przypominające, to z sal operacyjnych (pomaga w ocenie prawidłowego koloru skóry u pacjenta).
Czas wylotu zespołu Lotniczego Ratownictwa Medycznego nie jest dłuższy niż 4 minuty od otrzymania zgłoszenia. W 2012 roku Eurocoptery mają objąć zasięgiem ok. 90 procent Polski.
do góry
Kolejne Eurocoptery w bazach LPR
z dnia 2010-07-23 18:54:48
W przyszłym tygodniu kolejne dwa nowe śmigłowce Eurocopter EC135 rozpoczną pełnienie dyżurów w bazach Lotniczego Pogotowia Ratunkowego. W poniedziałek wdrożenie EC135 do służby odbędzie się w Łodzi, dzień później w Bydgoszczy. Obecnie loty z pomocą nowe śmigłowce wykonują z sześciu baz.
W poniedziałek, 26 lipca, odbędzie się oficjalne wdrożenie do służby nowego śmigłowca LPR w bazie Śmigłowcowej Służby Ratownictwa Medycznego w Łodzi – informuje LPR.
– W uroczystości oficjalnego uruchomienia dyżuru HEMS w oparciu o nową maszynę udział weźmie Adam Fronczak, podsekretarz stanu w Ministerstwie Zdrowia, a także przedstawiciele łódzkich władz – powiedziała Justyna Sochacka, rzeczniczka lotniczego pogotowia.
Jak dodała, dzień później – we wtorek 27 lipca – nowy śmigłowiec rozpocznie pełnienie dyżurów w Bydgoszczy. EC135 już tam jest i służy do szkolenia załóg.
Dotychczas dyżury na nowo zakupionych dla LPR śmigłowcach Eurocopter EC135 pełnione są w sześciu bazach na lotniskach w Krakowie, Goleniowie, Warszawie, Gdańsku, Wrocławiu i Płocku. Do połowy przyszłego roku EC135 mają być wdrożone we wszystkich 17 bazach.
Eurocoptery pojawiają się w miejsce wycofywanych z eksploatacji śmigłowców Mi-2. LPR dysponuje jeszcze dwoma samolotami sanitarnymi Piaggio P.180 Avanti i Avanti II. Ich baza od roku mieści się na terenie wojskowego lotniska Okęcie w Warszawie.
do góry
W wypadku pod Warszawą zginęły dwie osoby. Utrudnienia
z dnia 2010-07-23 18:29:31
Dwie osoby zginęły w wypadku, do którego doszło w piątek po południu na drodze krajowej nr 8 w miejscowości Radziejowice k. Żyrardowa. Trasa jest zablokowana.
Policja wyznaczyła objazdy - poinformował rzecznik mazowieckiej policji Tadeusz Kaczmarek. Dodał, że czołowo zderzyły się tam samochód ciężarowy z osobowym fiatem seicento.
- Dwie osoby poniosły śmierć na miejscu, natomiast dwie kolejne zostały ranne i śmigłowcami zostały przetransportowane do szpitala - powiedział Kaczmarek. Trasa jest zablokowana w obydwu kierunkach. Policja organizuje objazdy lokalnymi drogami.
do góry
Skrzydla.org w LPR
z dnia 2010-07-22 09:36:44
W dniu 20.07.2010 mieliśmy przyjemność złożyć wizytę w bazie Lotniczego Pogotowia Ratunkowego na warszawskim Okęciu.
W bazie tej stacjonują dwa samoloty Piaggio P.180 Avanti, które były głównym celem naszej wizyty. Chcieliśmy dowiedzieć się jak maszyny te sprawują się w roli powietrznych ambulansów oraz jakie są wrażenia załóg i obsługi naziemnej z ich eksploatacji.
Samoloty Piaggio Avanti produkowane są we Włoszech od 1990 roku, a wersja Avanti II od 2005. Do dobiorców dostarczono już ponad 170 egzemplarzy tych samolotów - w tym dwa (o numerach konstrukcyjnych 1079 i 1124) do Lotniczego Pogotowia Ratunkowego, które są prawdopodobnie jedynymi samolotami tego typu w wersji medycznej. W bazie na warszawskim lotnisku Okęcie stacjonują 2 samoloty Piaggio Avanti: SP-MXH i SP-MXI. Drugi z samolotów to wersja nowsza wyposażona w nowsze silniki oraz awionikę.
Piaggio P.180 to konstrukcja efektowna oraz nowatorska pod wieloma względami. Maszyny te posiadają niecodzienny układ 3 powierzchni nośnych oraz pchające śmigła. Napęd stanowią dwa silniki turbośmigłowe Pratt & Whitney Canada PT6-66B o mocy 850 KM, które sprawiają, że Piaggio Avanti są jednymi z najszybszych samolotów turbośmigłowych na świecie osiągając maksymalną prędkość ponad 750 km/h. Dodatkowo umieszczenie silników w konfiguracji pchającej pozytywnie wpływa na komfort podróży powodując zmniejszenie hałasu wewnątrz kadłuba samolotu. Specyficzny kształt kadłuba będący wynikiem dążenia do zapewnienia jak najmniejszego oporu aerodynamicznego umożliwia osiągnięcie bardzo dobrych osiągów przy jednoczesnym zapewnieniu dużej kubatury wnętrza kadłuba co od razu rzuca się w oczy po wejściu do wnętrza samolotu. Należy wspomnieć, że samolot mimo swoich futurystycznych kształtów jest prosty w pilotażu - do pilotowania tych maszyn wymagana jest jedynie komercyjna licencja na samoloty 2 silnikowe.
Wymienione powyżej cechy miały duży wpływ na wybór tych samolotów do służby w LPR. Dzięki obszernemu wnętrzu - samolot może pomieścić łóżko z chorym oraz 5 foteli dla obsługi i urządzenia medyczne przy jednoczesnym zapewnieniu komfortu poruszania się. W trakcie lotu w samolocie panuje ciśnienie odpowiadające wysokości 1000 n.p.m. - a więc znacznie wyższe niż w samolotach liniowych - co nie pozostaje bez wpływu na zdrowie przewożonych, często ciężko chorych pasażerów.
Rozmowy z załogami oraz personelem technicznym wskazują jednoznacznie, że Piaggio Avanti to bardzo dobre i niezawodne maszyny. Samoloty nie sprawiają większych problemów technicznych mimo, że pierwszy Avanti w służbie LPR (SP-MXH) ma najwięcej wylatanych godzin w powietrzu ze wszsytkich wyprodukowanych do tej pory samolotów tego typu. Do niewielu mankamentów można zaliczyć ciężki dostęp do urządzeń pokładowych samolotu spowodowany małą ilością łatwo zdejmowanych paneli serwisowych co przy obsługach wymaga zazwyczaj demontażu dużej ilości śrub i paneli. Można wspomnieć o konieczności zamalowywania niektórych śrub po ich montażu co związane jest z wymogami aerodynamicznymi. Mankament ten związany jest jeszcze z założeniami projektowymi samolotu - zamysłem przy jego konstrukcji było osiągnięcie dużych prędkości jako celu nadrzędnego - codzienna eksploatacja była elementem drugoplanowym. Mimo, że samolot nie był projektowany do intensywnego użytkowania samoloty w LPR wykonują nawet do 25 godzin lotów tygodniowo.
Zapraszamy do obejrzenia zdjęć z naszej wizyty, które mamy nadzieję będą ciekawym dopełnieniem tego reportażu.
do góry
Tragiczny wypadek na przejeździe kolejowym
z dnia 2010-07-20 09:20:38
Na niestrzeżonym przejeździe kolejowym w miejscowości Wola Sufczyńska doszło do tragicznego wypadku - informuje TVN Warszawa. Samochód osobowy wjechał pod pociąg relacji Świnoujście-Lublin. Cztery osoby nie żyją. Jak powiedział rzecznik otwockiej policji sierżant Jarosław Sawicki, wśród ofiar jest dwójka dzieci.
Do wypadku doszło tuż po godz. 19.00. Na lokalnej drodze równoległej do trasy lubelskiej opel vectra wjechał pod nadjeżdżający pociąg. Samochodem jechała czteroosobowa rodzina.
Na miejscu zdarzenia, oprócz pogotowia, pojawił się również śmigłowiec Lotniczego Pogotowia Ratunkowego.
Informację o wypadku potwierdził dr Robert Gałązkowski z Lotniczego Pogotowia Ratunkowego. - Pociąg przez kilkaset metrów przesuwał samochód po torach. Na miejscu zginęły 3 osoby. W stosunku do czwartej podjęto działania reanimacyjne. Tuż przed odlotem śmigłowca doszło do zatrzymania krążenia. Pomimo akcji ratunkowej trwającej kilkadziesiąt minut osoba zmarła - dodał na antenie TVN24.
Policja ustala okoliczności tragedii. Trasa w kierunku Lublina jest zablokowana. Zdaniem rzecznika Państwowej Straży Pożarnej Pawła Frątczaka, ruch zostanie przywrócony w nocy. Wypadek na przejeździe kolejowym w Woli Sufczyńskiej spowodował bardzo poważne utrudnienia w kursowaniu pociągów w tym rejonie.
do góry
Krynica Morska: Kolejna ofiara wody
z dnia 2010-07-19 10:16:42
Dziś na niestrzeżonej plaży w Krynicy Morskiej utonął 41-letni mężczyzna. Śmierci uniknęła kąpiąca się z nim 17-letnia dziewczyna. Po przywróceniu jej oddechu po akcji reanimacyjnej, przetransportowano ją śmigłowcem do szpitala w Gdańsku. Świadkami tragedii byli ich bliscy.
- Nad morze przyjechała cała rodzina z Warmii i Mazur - informuje Sebastian Białachowski z Komendy Powiatowej Policji w Nowym Dworze Gd. - Warunki nie były sprzyjające i z uwagi na wysokie fale, kąpiel była zakazana. Mimo to dwoje z tej grupy, mężczyzna z dziewczyną, weszli do wody. Nie wiadomo, jak doszło do tragedii. Udało się uratować tylko 17-latkę.
Policja przestrzega kąpiących się przed brawurą. Morskie prądy i wysoka fala potrafią być zdradzieckie. 41-latek to już 15 ofiara wody na Pomorzu w tym roku.
do góry
Wypadek na bananie. Motorówka nie wróciła na pomoc
z dnia 2010-07-15 12:49:29
22-letni Rafał z Wrocławia z podejrzeniem złamania podstawy kręgosłupa leży w szpitalu. Troje dzieci jest na obserwacji lekarskiej. Motorówka, która ciągnęła banana, nie wróciła, by pomóc topiącym się pasażerom.
Do wypadku doszło w środę ok. godz. 14 w Dziwnowie. Tuż przy strzeżonym kąpielisku. Na gumowym bananie ciągniętym przez motorówkę siedziało siedem osób, w tym troje dzieci poniżej 12 lat. W pewnym momencie wszyscy wypadli do wody. Motorówka odpłynęła do swojej bazy kilometr dalej.
- Pasażerowie zszokowani tym, że motorówka nie wraca, zaczęli krzyczeć i panikować - mówi Wiesław Borowski, szef ratowników WOPR w Dziwnowie. - To samo działo się na plaży. Powstała wrzawa, turyści zaczęli wbiegać do wody, krzyczeć, piszczeć, machać rękami. Na brzegu zebrał się tłum plażowiczów. Ruszyliśmy od razu. Naszą uwagę przykuł mężczyzna, który leżał w wodzie na plecach i się nie ruszał. Inni starali się płynąć do brzegu. Wciągnęliśmy go na deskę i zabraliśmy na plażę. Okazało się, że nie może ruszać nogami. Cały czas był przytomny, choć zamroczony. Od razu wezwaliśmy karetkę.
Ranny to 22-letni Rafał, który przyjechał z rodziną na wakacje z Wrocławia. Chłopak spadając z banana, został uderzony przez siedzącego za nim mężczyznę kolanem w plecy. Cios był tak silny, że 22-latek stracił czucie w nogach. Został przewieziony helikopterem do szczecińskiej kliniki przy Unii Lubelskiej. Ma podejrzenie złamania podstawy kręgosłupa.
Późnym popołudniem do ratowników zgłosiło się jeszcze troje dzieci, które płynęły bananem. Wszystkie skarżyły się na zawroty głowy i wymioty. Zostały przewiezione do szpitala w Kamieniu Pomorskim z podejrzeniem wstrząśnienia mózgu.
- Widziałem, jak te dzieciaki pospadały i starały się dopłynąć do brzegu - mówi Paweł Stachowiak, który z żoną i córkami przyjechał z Zielonej Góry. - Część z nich mogła mieć najwyżej 10-11 lat. Rozmawiałem ze starszym chłopakiem, który też płynął tym bananem. Mówił, że starał się ratować dzieciaki, dociągnąć do brzegu, ale nie mógł, bo musiał trzymać rozpinającą się kamizelkę ratunkową. Dla nich to była prawdziwa walka, chociaż to niby tylko 20 metrów od brzegu.
- Te kamizelki były nieodpowiednie, starego typu, niedobrane do wagi pasażerów. Dobra kamizelka nie ma prawa się rozpiąć - mówi Borowski.
Dlaczego motorówka nie zawróciła na pomoc?
- Nie ma możliwości, żeby prowadzący motorówkę nie widzieli, że zgubili pasażerów - twierdzi Borowski. Wyjaśnia, że w motorówce zgodnie z przepisami musi jechać sternik i obserwator odwrócony tyłem do kierunku jazdy. - Od policjantów usłyszałem, że podobno "spanikowali" i uciekli.
Sama policja nie chce na razie udzielać szczegółowych informacji.
- Zarówno sternik, jak i obserwator byli trzeźwi - mówi Marta Pierko, rzeczniczka policji w Dziwnowie. - Musimy ich przesłuchać, wtedy będzie można powiedzieć coś więcej, ustalić przyczyny wypadku.
Apoloniusz Kurylczyk, dyrektor zachodniopomorskiego oddziału WOPR, podejrzewa błąd sternika.
- Przy warunkach, jakie są teraz na Bałtyku, kiedy woda jest spokojna i nie ma fal, musiało dojść do czegoś niespodziewanego albo do błędu sternika. Inaczej wypadek nie miał prawa się zdarzyć - mówi. - To pierwsze tak poważne zdarzenie na bananie, o jakim słyszałem. Zwykle te zabawy są bezpieczne. Oczywiście jeżeli sternik jest wykwalifikowany, nie robi niedozwolonych manewrów, nie przekracza szybkości.
Zgodnie z przepisami wszyscy, którzy jadą na takim bananie lub na czymkolwiek innym ciągniętym przez motorówkę, muszą mieć kamizelkę asekuracyjną. Mówi o tym rozporządzenie ministra sportu w sprawie uprawiania żeglarstwa z 2006 r.
- Ja bym postulował jeszcze wprowadzenie kasków, ponieważ najwięcej drobnych urazów powstaje właśnie w wyniku zderzenia się ludzi. Ale przepisy tego nie wymagają, więc firmy oferujące takie usługi nie muszą mieć ich na wyposażeniu.
Przejażdżki bananem może organizować każdy, kto prowadzi działalność gospodarczą, ma patent sternika i zgodę Urzędu Morskiego. Do chwili zamknięcia "Gazety" właściciel firmy z Dziwnowa był przesłuchiwany. Jego żona nie chciała z nami rozmawiać.
do góry
Eurocopter już na Lublinku
z dnia 2010-07-15 12:34:23
W hangarze portu lotniczego im. Władysława Reymonta stacjonuje już najnowszy śmigłowiec Lotniczego Pogotowia Ratunkowego Eurocopter EC 135. Oficjalnie maszyna zostanie zaprezentowana 26 lipca i właśnie tego dnia rozpocznie też służbę.
To doskonały śmigłowiec, który śmiało można porównać z klasą mercedesa wśród samochodów – mówi Sławomir Lach, pilot łódzkiego LPR.
– Po otrzymaniu sygnału o wypadku np. na granicy naszego województwa, jesteśmy tam w stanie dotrzeć w kilkanaście minut – mówią ratownicy.
Załogi łódzkiego LPR-u do 26 lipca będą szkolić się w lotach nocnych. Wcześniej wszyscy zostali przeszkoleni w lotach przy normalnej dziennej widoczności.
Eurocopter jest naszpikowany najnowszymi nowinkami technicznymi. Dzięki zaawansowanej technice maszyna może latać w nocy oraz przy bardzo trudnej widoczności. W łódzkim LPR służy jeszcze śmigłowiec Mi II.
Eurocopter waży ok. 1,5 tony. Jego masa gotowa do lotu wynosi natomiast jeszcze raz tyle. Maszyna może lecieć z maksymalną prędkością ok. 250 km/h i wznosi się na wysokość ponad 3 kilometrów. Kosztuje ok. 23 mln zł.
do góry
Ratownictwo medyczne potrzebuje uniwersalnego systemu łączności
z dnia 2010-07-14 15:32:48
Pomoc ratunkowego śmigłowca przy okazji katastrofy kolejowej w Korzybiu tym razem nie była potrzebna, ale w systemie ratunkowym na Pomorzu brakuje kilku ogniw.
Z taką oceną nie zgadza się Ryszard Sulęta, dyrektor Wydziału Bezpieczeństwa i Zarządzania Kryzysowego Pomorskiego Urzędu Wojewódzkiego w Gdańsku. Uważa, iż system jest wydajny i sprawny, co w praktyce potwierdzało się wielokrotnie. Przyznaje jednak, że można mieć zastrzeżenia do zintegrowanego systemu łączności...
– Konieczny jest zintegrowany system łączności i nie rozwiąże tego o system „112” bo ten funkcjonuje. Kanał „20” to ogólnopolski kanał ratowniczy, ale inne są kanały, w każdym województwie czy powiecie, zespołów wyjazdowych pogotowia ratunkowego. W takiej sytuacji SOR w każdym szpitalu powinny posiadać dwie radiostacje na podsłuchu – jedną na kanale ogólnym a drugą na kanale dysponenta przypisanego do SOR. Tak też być nie może. Musi powstać jeden uniwersalny system powiadamiania dysponenta – uważa dyrektor Sulęta.
Nie ma obowiązku
Przepisy nie nakładają też na służby ratownicze obowiązku powiadamiania szpitala, że za chwilę trafi do nich pacjent. To jedynie prawo zwyczajowe, ale bardzo ułatwiające pracę obydwu stronom. Problem jednak w tym, że pomorskie szpitale na razie nie są wyposażone w radiostacje a informację o transportowanym przez śmigłowiec pacjencie na SOR mogą otrzymać jedynie przez Centrum Powiadamiania Ratunkowego.
Taka sytuacja zaistniała na przykład w czasie transportu pacjentki z Pogorzelic do Gdańska, o czym zadecydował lekarz zespołu ratunkowego śmigłowca. Dyrekcja Pomorskiego Centrum Traumatologii uważa, że pogotowie powinno uprzedzić, że wiezie ciężko ranną osobę.
– Lekarz zespołu ratowniczego śmigłowca powiadomił o swojej decyzji lotu do PCT dyspozytora medycznego Centrum Powiadamiania Ratunkowego i prosił o poinformowanie o tym szpitala, bo innej możliwości nie było. SOR-y jest elementem systemu i powinny dysponować radiem. Ta sytuacja pokazała, że jest z tym problem – mówi portalowi rynek zdrowia.pl Justyna Sochacka, rzecznik centrali Lotniczego Pogotowia Ratunkowego w Warszawie.
do góry
Na Pomorzu brakuje lądowisk - śmigłowiec ratunkowy nie ma łączności ze szpitalem
z dnia 2010-07-14 15:07:28
Ranni z katastrofy w Korzybiu trafili do najbliżej położonych szpitali. Pomoc ratunkowego śmigłowca tym razem nie była potrzebna. To jeszcze jeden dowód na to, że system ratunkowy na Pomorzu działa sprawnie - twierdzą osoby odpowiedzialne za jego funkcjonowanie. Przyznają jednak, że w tym systemie brakuje jeszcze kilku ogniw, które koniecznie trzeba uzupełnić.
Po tym, jak dyrekcja Pomorskiego Centrum Traumatologii w Gdańsku poskarżyła się do wojewody, że z ciężko ranną kobietą z wypadku w Pogorzelicach, pow. lęborski, śmigłowiec leciał aż do Gdańska i że nikt z jego załogi nie uprzedził o tym szpitala (pisaliśmy o tym obszernie w sobotnim wydaniu "Dziennika Bałtyckiego") postanowiliśmy sprawdzić, jak działa system.
W opinii wielu lekarzyi ratowników pracujących w tym systemie kompleksową pomoc ofiara wypadku może otrzymać jedynie w Pomorskim Centrum Traumatologii, czyli Szpitalu Wojewódzkim w Gdańsku. Okazało się też, że na Pomorzu dramatycznie brakuje lądowisk, a system łączności między pogotowiem a szpitalami praktycznie nie istnieje. Przepisy nie nakładają też na służby ratownicze obowiązku powiadamiania szpitala, że za chwilę trafi do nich "ciężki" pacjent. To jedynie prawo zwyczajowe. - O tym, by pacjentkę transportować z Pogorzelic do Gdańska zdecydował lekarz śmigłowca i była to decyzja słuszna, bo bliżej położone szpitale - w Lęborku, Słupsku i Wejherowie - nie mają ani rezonansu, ani neurochirurgii - przekonuje Ryszard Sulęta, dyrektor Wojewódzkiego Centrum Zarządzania Kryzysowego.
Nieoficjalnie lekarze dodają: - Uniwersyteckie Centrum Kliniczne w ogóle nie było brane pod uwagę, głównie dlatego, że nie ma ortopedii, a "Wojewódzki" ma ją na wysokim poziomie.
- Według relacji pilota śmigłowiec zabrał ofiarę wypadku na pokład o godz. 8.35, o godz. 9.10 została ona przekazana do karetki - relacjonuje Szczepan Kierzkowski, dyrektor Regionu Północ Lotniczego Pogotowia Ratunkowego. - Wylądował tuż za płotem Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego, bo to jedyne miejsce w Gdańsku przystosowane do tego celu. Szpital Wojewódzki lądowiska nie ma, w ekstremalnych przypadkach (gdy stan pacjenta jest krytyczny) wstrzymuje się ruch i śmigłowiec "siada" na środku ul. Nowe Ogrody. Kobieta była ciężko ranna, ale jej życiu nic nie zagrażało. Dla odmiany z Zaspy, gdzie jest drugie lądowisko, do "Wojewódzkiego" jest zbyt daleko. A to był adres najwłaściwszy.
- To dla nas zaszczyt, że lekarze tak uważają - odpowiada dr Małgorzata Maj, wicedyrektor Pomorskiego Centrum Traumatologii. - Szkoda, że nie dostrzegło tego Ministerstwo Zdrowia, wyznaczając do tej roli UCK. Albo Pomorski NFZ, który ogranicza szpitalowi kontrakt na ortopedię. Z powodu naszej popularności większość pacjentów operowanych jest "na ostro". To pożera nam kontrakt, robią się gigantyczne kolejki na planowe zabiegi.
Dyrekcja PCT nadal jednak uważa, że pogotowie powinno uprzedzić, że wiezie ciężko ranną osobę. - Ratownik ze śmigłowca dzwonił w tej sprawie do Centrum Powiadamiania Ratunkowego i prosił o poinformowanie szpitala - twierdzi Justyna Sochacka, rzecznik centrali Lotniczego Pogotowia Ratunkowego w Warszawie. - Bezpośredniej łączności z SOR w Gdańsku nie mamy, bo w odróżnieniu od innych regionów gdańskie szpitale nie są wyposażone w radiostacje.
W tej sytuacji dyrektor Szczepan Kierzkowski obiecuje: - Dopóki szpitale nie kupią sobie radiostacji, będziemy je powiadamiać za pośrednictwem CPR.
do góry
Powiat kwidzyński: Walczą o lądowisko dla śmigłowca
z dnia 2010-07-13 15:04:52
Szpitale potrzebują w pełni sprawnego transportu lotniczego. Stałe lądowisko dla helikopterów umożliwi transport pacjentów bez względu na porę dnia czy pogodę. Plac ubitej ziemi nie wystarcza.
Całodobowe lądowisko dla śmigłowców medycznych, z oświetleniem, które pozwoli na lądowanie nocą i we mgle, to marzenie publicznej Spółki "Zdrowie", właściciela powiatowego szpitala w Kwidzynie. Władze spółki nie mają żadnych wątpliwości.
- To konieczność. Lądowisko jest niezbędne m.in. po to, by nasz SOR [Szpitalny Oddział Ratunkowy - red.] mógł być w pełni wykorzystywany - przekonujeAgnieszka Rogala, dyrektor szpitala i prezes spółki. - Będziemy starać się o dofinansowanie ze środków europejskich. Właśnie zakończyliśmy przygotowanie dokumentacji projektowej. W tych dniach powinniśmy też otrzymać pozwolenie na budowę. Lądowisko ma powstać tuż przy zakładach International Paper, gdzie dziś jest właściwie tylko ubita ziemia - dodaje Rogala.
Choć teren jest już czasem wykorzystywany przez śmigłowce medyczne, to brak nie-zbędnej infrastruktury znacznie ogranicza możliwość lądowania maszyn. Helikoptery nie mogą lądować tu w nocy ani przy złych warunkach pogodowych.
- Potrzebujemy lądowiska całodobowego, które bez względu na porę dnia czy pogodę pozwoli śmigłowcom przetransportować pacjentów zarówno do, jak i z naszego szpitala - tłumaczy Agnieszka Rogala.
Z tego względu sukcesowi przedsięwzięcia "kibicują" również władze Szpitala Specjalistycznego w Prabutach. Dyrektor placówki Paweł Chodyniak chciałby również mieć możliwość korzystania z lądowiska w Kwidzynie.
- Nieraz wzywamy śmigłowiec, by bezpiecznie i szybko przewiózł pacjentów do trójmiejskich klinik na dalsze badania lub leczenie - tłumaczy Chodyniak. - Podróż ambulansem trwa minimum 1,5 godz., w dodatku stan dróg powoduje znaczny dyskomfort przejazdu. Tymczasem niemal co drugie zamówienie helikoptera spotyka się z odmową, ze względu na aktualnie panujące warunki.
Transport lotniczy jest nieocenionym wsparciem w sytuacjach nagłego zagrożenia życia lub jako alternatywa dla transportu drogowego między ośrodkami medycznymi. Szczególnym przykładem jest przewóz pacjentów z ciężkimi urazami, np. po wypadkach komunikacyjnych.
- Choć projekt przygotowujemy już od tygodni, to wypadek, do jakiego doszło kilka dni temu w Lęborku, pokazał nam, jak bardzo potrzebne jest u nas lądowisko - mówi Violetta Krupińska, specjalista ds. pozyskiwania środków pozabudżetowych w Spółce "Zdrowie". - Jesteśmy białą plamą na mapie ratownictwa lotniczego. Najbliższe stałe lądowisko w Pomorskiem znajduje się w Gdańsku - podkreśla.
Szacunkowy koszt inwestycji to ok. 2 mln zł. Lądowisko ma zostać zbudowane od podstaw i być w pełni dostosowane do potrzeb śmigłowców pogotowia ratunkowego.
do góry
Nie bądźmy obojętni na osoby cierpiące z powodu upału
z dnia 2010-07-13 12:10:56
Zuzanna Dąbrowska: Witam. Moim gościem jest dr Zbigniew Żyła, zastępca dyrektora Lotniczego Pogotowia Ratunkowego ds. medycznych.
Panie doktorze, widziałam taką scenę: wczoraj na przystanku siedziała starsza pani, bardzo blada, widać było, że cierpi z powodu upału, że źle się czuje. I nad nią odbywało się konsylium zupełnie przypadkowych osób, które się zastanawiały: Ojej, jak tej pani pomóc? Czy może trzeba dzwonić już na pogotowie, czy jeszcze nie? A może podać wody? A może przykryć głowę? A może... Wszystko to świadczy o jednym – nie wiemy, jak się zachować w tak niby prostej sytuacji, jak straszny upał. Co robić?
Dr Zbigniew Żyła: Dzień dobry państwu. No, ten przykład, który pani opowiedziała, jest to dla nas największa bolączka. Dlaczego? Dlatego, że jeżeli mamy plażę, mamy słońce, mamy gorąco, wszyscy myślimy o udarze cieplnym, wszyscy myślimy, jak się zabezpieczyć, założyć chusteczkę, krem, filtry. Natomiast w przypadku, kiedy mamy do czynienia z takim upałem w środowisku miejskim, tak naprawdę nikt nie zastanawia się, że pewne takie objawy chorobowe – zasłabnięcia, złe samopoczucie – wiążą się nieodmiennie z upałem.
Ten problem badano w Stanach Zjednoczonych, był taki rok, gdzie jednego roku w Chicago odnotowano ponad pół tysiąca zgonów, potem scharakteryzowano te zgony jako zgony, w których upał był czynnikiem decydującym.
To, co pani powiedziała: mamy starszą osobę, mamy wysoką temperaturę, osoba być może przyjmująca leki kardiologiczne, przyjmująca leki moczopędne, być może chora na cukrzycę, i zasłabnięcie na przystanku. No, niewiedza niestety w naszym społeczeństwie na temat zasad pierwszej pomocy jest duża. Co w takim przypadku robić? Przede wszystkim z informacji już wcześniej uzyskanych od pani wiedziałem, że ta osoba miała problemy z kontaktem, czyli zaburzenia świadomości...
Z.D.: Tak.
Dr Z.Ż.: Takimi sposobami naszymi niespecjalnie jesteśmy w stanie pomóc tej osobie, czyli wiadomo – powiadamiamy służby ratownicze, zadzwonić po pogotowie. Po drugie staramy się utrzymać z tą panią kontakt. Jeżeli jesteśmy w stanie z nią rozmawiać, rozmawiamy. Jeżeli jest osoba przytomna, ma picie, napoić, zapytać, czy przyjmowała jakieś leki, czy ma jakieś dolegliwości w tym momencie. Koniecznie do cienia, miejsce przewiewne. Jeżeli... No, nie przypuszczam, żeby akurat starsza pani była bardzo ciepło ubrana, ale jeżeliby tak było bądź jakieś siatki, przypilnować tę osobę, zostać przy niej do momentu przybycia ratowników.
Jeżeliby się sytuacja pogarszała, pani by traciła kontakt z nami, jakieś zaburzenia oddychania, oczywiście położyć panią, zostajemy, pilnujemy, czekamy na ratowników, obserwujemy, staramy się utrzymać kontakt z tą osobą.
Z.D.: To był taki przypadek dosyć dramatyczny, przynajmniej dla mnie. Ale także ludzie znacznie młodsi, będący w dobrej formie, szczególnie będąc w mieście, czyli w sytuacji, kiedy nie ma przewiewu, kiedy ciepło oddają mury, zwielokrotniając je, też mają kłopoty. Zdarza się, że zakręci nam się w głowie, zdarza się, że czujemy, że się odwadniamy, że jest nam słabo. Co powinniśmy robić? Jak zadbać o samych siebie w taki dzień jak dziś?
Dr Z.Ż.: Przede wszystkim unikamy miejsc takich bardzo nasłonecznionych. Jeżeli jesteśmy w mieście, w pracy, no, obecnie większość biur już jest klimatyzowanych bądź – tak jak państwa piękne Radio – stare mury, jest tu stosunkowo chłodno. Natomiast jeżeli jesteśmy narażeni na temperaturę w komunikacji miejskiej, gdzie często osoby jadą ubrane w garniturze, pewien strój taki zuniformizowany, wtedy staramy się po pierwsze – dużo pijemy, jeżeli to jest możliwe, wykorzystujemy każdą wolną chwilę, żeby skorzystać z cienia, czyli na przystanku stoimy w cieniu, uzupełniamy płyny. Raczej polecałbym w tym momencie zwykłą wodę, nie płyny gazowane typu słodzone, i dla dzieci również, tylko zwykła woda w dużych ilościach. Jeżeli już po pracy, rozpinamy kołnierzyk, staramy się ściągnąć marynarkę, żeby skóra mogła oddychać, mogła odparowywać. Bo w zasadzie mamy kilka mechanizmów obronnych. Przede wszystkim to jest pocenie, to jest nasz naturalny mechanizm obronny. Podam przykład. Jeżeli wchodzimy do sauny suchej i do sauny wilgotnej, w saunie suchej jesteśmy stosunkowo dłużej w stanie wytrzymać niż w saunie wilgotnej, bo parowanie obniża nam temperaturę, jest to nasz mechanizm ochronny. I tak samo pozwólmy skórze parować. Ściągnijmy marynarkę, stańmy w cieniu, pijemy płyny.
No i uważamy na dzieci, bo u nich te mechanizmy... dzieci nie kontrolują się tak, zmiany zachodzą szybciej i często dziecko nie zwróci uwagę na pewne takie symptomy przegrzania.
Z.D.: Wspomniał pan o klimatyzacji. To jest dobrodziejstwo, jednocześnie jednak czasem bywa przekleństwem, szczególnie wtedy, kiedy z temperatury komfortowej 18° panującej w biurze albo w samochodzie, nagle wychodzimy na pełne słońce, gdzie dochodzi temperatura do 40°. I co wtedy? Jak się bronić przed wrażeniem, jakie to sprawia na organizmie?
Dr Z.Ż.: Użyła pani dwóch dobrych sformułowań: dobrodziejstwo i przekleństwo. Klimatyzacja rzeczywiście pomaga nam przetrwać w te upały, jeżeli jedziemy w korku, mamy ciszę i mamy chłodno. Natomiast ilość zachorowań, angin i zachorowań czy na drogi oddechowe, czy chorób uszu w lecie, co ciekawe, jest dosyć spora i to takich przebiegających z wysoką gorączką zarówno u dorosłych i u dzieci.
Jaki robimy podstawowy błąd? Na zewnątrz, tak jak dzisiaj, trzydzieści kilka stopni, a klimatyzacja skręcona maksymalnie na 17, 16, czasami 18°. Organizm niestety źle znosi takie nagłe skoki temperatury. Ja zalecałbym – i tak osobiście stosuję w samochodzie – ustawiamy temperaturę taką, żeby mieć komfort cieplny, żeby mieć lekko ciepło, 21 do 23°, nie pocimy się, nie mamy uczucia takiego gorąca, a jednocześnie wychodząc na zewnątrz, nie mamy tak dużego szoku dla organizmu. Szczególnie narażone są osoby, które muszą często... na przykład osoby, które przewożą przesyłki, wchodzą do zimnego wnętrza samochodu, wychodzą, wchodzą, wychodzą. Również dzieci – dla dzieci to może być zgubne.
Co więcej, niestety dużo osób ze względów oszczędnościowych, nawet mając dobre samochody, nie serwisuje klimatyzacji. Jest to bardzo niebezpieczne, ponieważ jest to ciepłe środowisko, wilgotne, wspaniała pożywka dla bakterii...
Z.D.: Cała masa drobnoustrojów, tak.
Dr Z.Ż.: Tak. Słynna choroba legionistów w Stanach, gdzie były przypadki śmiertelne. Jest to pożywka dla bakterii, wirusów i innych pierwotniaków. Tak że temperatura, komfort cieplny, ale niezbyt zimno. Bardzo oporne infekcje. No, korzystać z rozsądkiem.
Z.D.: Szokiem dla organizmu bywa też coś, co robimy nagminnie, będąc nad wodą, czyli kiedy już poleżymy sobie na słońcu i zrobi nam się bardzo ciepło, no, postanawiamy się ochłodzić i skaczemy do zimnej wody albo zsuwamy się z materaca, wskakujemy z pontonu, z pomostu, ze wszystkiego, co jest dostępne, i to już może skończyć się tragicznie, prawda?
Dr Z.Ż.: Tak. Żeby zilustrować, że to naprawdę nie są żarty i to – jak czasami obserwujemy – starsze, rozsądne osoby, zanim wejdą do wody, ochlapują się tą chłodną wodą. W Bałtyku woda ma kilkanaście stopni bądź może dzisiaj troszeczkę więcej, na zewnątrz jest blisko 40°, jesteśmy rozgrzani.
Nie daj Boże po alkoholu, który rozszerza naczynia, nie daj Boże jeszcze jakaś choroba, i wskakujemy do lodowatej wody. Bodajże dwa, trzy lata temu był taki przypadek, kiedy ratownik (ratownik!) zmarł, ponieważ opalał się na materacu, na wodzie i jak pewnego momentu postanowił się schłodzić, zsunął się do wody. Skurcz naczyń, nastąpiło zatrzymanie krążenia. Zmarł. Czyli młoda osoba, doskonale wysportowana, sprawna, no, zakończyło się to tragicznie. A jak to się może zakończyć szczególnie dla starszych osób, dla osób schorowanych, z otyłością, z innymi chorobami? Stopniowo wchodzimy, schładzamy się, być może nie będzie takiego szoku, przyjemniej będzie i zdrowiej i bezpieczniej.
Z.D.: Apelujemy więc przede wszystkim o rozsądek, apelujemy o picie wody, pomaganie sobie nawzajem i nieprzesadzanie z klimatyzacją. Dziękuję, panie doktorze, za rozmowę. Moim gościem był dr Zbigniew Żyła z Lotniczego Pogotowia Ratunkowego.
do góry
W Kędzierzynie-Koźlu ma powstać lądowisko dla helikopterów Lotniczego Pogotowia Ratunkowego
z dnia 2010-07-12 15:03:42
Śmigłowce mają lądować na wzgórzu kozielskiej wyspy.
Stamtąd do szpitala jest zaledwie dwieście metrów. Przez pobliski most na Odrze pacjenci w ciągu zaledwie dwóch minut mogą być transportowani do kozielskiego szpitala.
- Przygotowujemy już dokumentację budowy takiego lądowiska - informuje Józef Gisman, starosta kędzierzyńsko-kozielski.
Zdaniem władz powiatu powinno ono powstać z dwóch powodów. Po pierwsze Kędzierzyn-Koźle leży na styku kilku ważnych szlaków komunikacyjnych, m. in. autostrady A4 oraz węzła kolejowego łączącego Śląsk z zachodnią częścią Polski.
Urzędnicy tłumaczą, że na tych trasach może dochodzić do wypadków, przy których niezbędna będzie natychmiastowa pomoc medyczna. Drugi powód to stworzenie szansy na szybką transplantacje organów.
- Dlatego nasze plany traktujemy bardzo poważnie - zapewnia Gisman.
Jeszcze nie wiadomo, ile takie lądowisko będzie kosztowało, ale prawdopodobnie to kwota rzędu kilku milionów złotych. Powiatu nie stać na taki wydatek, pieniądze na ten cel miałyby pochodzić z Ministerstwa Zdrowia. Dokumenty w tej sprawie mają tam niedługo trafić.
do góry
TIR zabił dziecko i ojca
z dnia 2010-07-08 15:51:56
Tragiczny wypadek na drodze krajowej nr 6 w Pogorzelicach (woj. Pomorskie). W skutek uderzenia TIR-a w samochód osobowy, zginął kierowca renault megane i dziecko.
Do wypadku doszło w czwartek około godziny 7.50. - W wyniku zderzenia śmierć na miejscu poniósł 30-letni mieszkaniec Grójca. Pasażerka samochodu została odwieziona helikopterem ratunkowym do Gdańska z licznymi złamaniami kończyn - mówi TVN24 Daniel Pańczyszyn z policji w Lęborku.
W szpitalu w Lęborku zmarło 2-letnie dziecko. W czasie wypadku siedziało w foteliku.
Kierowca TIR zagapił się
Okoliczności zdarzenia wyjaśnia policja i prokurator. Wiadomo jednak, że kierowca (55 lat) samochodu ciężarowego iveco był trzeźwy. Jak wyjaśniał, wyjechał na przeciwległy pas ruchu, bo się zagapił. - Nie zdążył już nic zrobić i doszło wówczas do czołowego zderzenia z osobowym renault - tłumaczy Pańczyszyn.
W wyniku wypadku krajowa 6 była rano czasowo zablokowana. Później na drodze ustanowiono ruch wahadłowy.
do góry
Dostaną nowy śmigłowiec ratunkowy, ale nocą po rannych nie polecą
z dnia 2010-07-08 10:30:44
Nowy śmigłowiec Lotniczego Pogotowia Ratunkowego przyleci do nas jesienią. Ale choć nowa maszyna może latać przez 24 godziny na dobę, to na Lubelszczyźnie pracować będzie tylko w ciągu dnia. Powód? Lądowisko w Radawcu nie jest przystosowane do nocnych startów i lądowań.
Aktualnie wykorzystywany przez służby ratownicze śmigłowiec MI-2 stacjonujący w podlubelskim Radawcu, może latać tylko za dnia. Miało się to zmienić po tym, jak do Lublina trafi nowy Eurocopter EC135.
Ministerstwo Zdrowia kupiło 23 takie maszyny. Jedna z nich do Lublina trafi jesienią. Jednak nadal będzie pracować tylko w dzień.
– Nasza baza w Radawcu nie jest przystosowana do nocnych startów i lądowań. Nie ma tam oświetlenia, które pozwoliłoby robić to bezpiecznie – mówi Krzysztof Przybysz, dyrektor regionu wschodniego w Lotniczym Pogotowiu Ratunkowym. – Baza jest dzierżawiona od Aeroklubu Lubelskiego. Nie chcemy tam instalować nowych urządzeń, czy hangarów, bo nie jesteśmy właścicielami terenu. Szansą byłoby przeniesienie bazy do Portu Lotniczego w Świdniku – dodaje.
Przybysz zwrócił się z takim apelem do Zarządu Województwa, które jest większościowym udziałowcem w spółce Port Lotniczy Lublin.
– Świdnik jest przychylny temu pomysłowi, ale musimy czekać na decyzję środowiskową pozwalającej na budowę lotniska. Dopiero wtedy można będzie ewentualnie przekazać działkę pod nową bazę LPR – informuje Adrianna Iwan, rzecznik marszałka.
Najprawdopodobniej, jeśli uda się przenieść bazę LPR do Świdnika, ruszy ona najwcześniej wiosną przyszłego roku.
– Do tej pory będziemy latać tylko w dzień. A kiedy odwieziemy pacjenta do szpitala niedługo przed zmrokiem, śmigłowiec będzie musiał "nocować” przed szpitalem – mówi Przybysz i podaje przykład. – Zdarzyło się, że pod koniec dnia dostarczyliśmy pacjenta do szpitala przy alei Kraśnickiej w Lublinie. Okazało się, że szybko zapadł zmrok i śmigłowiec nie mógł już wrócić do bazy. Załoga wróciła do Radawca taksówką.
do góry
Helikopter ratunkowy z Radawca w nocy nie poleci
z dnia 2010-07-08 10:27:39
Już jesienią na Lubelszczyznę trafi nowy helikopter Lotniczego Pogotowia Ratunkowego. Będzie jednak mógł latać tylko w dzień, bo nie ma bazy przygotowanej do tego, żeby lądować w nocy.
LPR w naszym województwie stacjonuje w podlubelskim Radawcu, gdzie dzierżawi teren od aeroklubu. Obecnie lata stamtąd MI 2. Jesienią chorych zacznie transportować nowoczesny Eurocopter. Ministerstwo Zdrowia kupiło 23 takie maszyny dla całej Polski. - Nowy sprzęt mógłby pracować w nocy. Pod warunkiem, że miałaby, jak wrócić do bazy i w niej wylądować. W Radawcu takiej możliwości nie mamy. A nie chcemy montować nowoczesnych urządzeń na terenie, który nie jest naszą własnością - wyjaśnia Justyna Sochacka, rzecznik LPR.
Rozwiązaniem byłoby znalezienie nowego terenu na bazę dla pogotowia. LPR jest zainteresowane okolicą lotniska w Świdniku. We wtorek Krzysztof Przybysz, dyrektor Regionu Wschodniego LPR, zwrócił się do władz województwa o przekazanie terenu pod bazę.
- Rozważymy, jak możemy pomóc - informuje marszałek Krzysztof Grabczuk.
do góry
Z policji: Chłopiec nie przeżył wypadku
z dnia 2010-07-07 14:08:51
Tragiczny wypadek wydarzył się w poniedziałek między miejscowościami Brzozowiec i Trzebiszewo.
60-letni mężczyzna jechał z żoną i 9-letnim wnukiem nad morze. To on kierował volkswagenem Sharanem. W pewnym momencie z niewiadomych przyczyn zjechał z prostej drogi na pobocze i uderzył w przydrożne drzewo. Pasażerka nie doznała większych obrażeń, natomiast kierowca, z potłuczeniami głowy trafił do szpitala.
Chłopca przetransportował do gorzowskiego szpitala śmigłowiec. Mimo udzielenia natychmiastowej pomocy, 9-latek zmarł w nocy z poniedziałku na wtorek.
do góry
Eurocopter wkrótce w Łodzi
z dnia 2010-07-01 15:50:32
Dwóch łódzkich pilotów, którzy będą latać z chorymi nowoczesnym helikopterem ratowniczym EC -135, odbywa właśnie nocne loty szkoleniowe.
Szkoleni są też ratownicy medyczni, którzy podczas lotów będą wykonywać czynności nawigacyjne.
- Nowy helikopter ma być za dwa tygodnie - mówi Sławomir Lach, pilot i kierownik filii Lotniczego Pogotowia Ratunkowego w Łodzi. - Tyle samo czasu zajmą próbne loty w rejonie naszego miasta, gdy maszyna trafi na Lublinek. Dopiero potem będziemy nią transportować chorych.
Eurocopter EC-135 zastąpi dotychczas używany przestarzały śmigłowiec Mi-2. Będzie mógł latać w nocy i w trudnych warunkach pogodowych.
Nie trzęsie w nim, tak jak w śmigłowcu starego typu, co powodowało, że wkłucie się do żyły pacjenta było trudnym zadaniem. Kabina jest na tyle duża, że zapewnia swobodny dostęp do klatki piersiowej i głowy pacjenta, by wykonać masaż serca i intubację.
W ciągu 20 minut eurcopter może dotrzeć do miejsca odległego o 90 km od bazy. Maszyna kosztuje około 20 mln zł.
do góry
Pogotowie lotnicze: zamiast dzierżawy własność
z dnia 2010-07-01 09:52:38
Lotnicze Pogotowie Ratunkowe zadomowi się w Balicach. Za 1,8 mln zł kupiło działkę, na której powstanie baza dla śmigłowców, dzięki którym w środę uratowano dwie osoby.
- Jesienią wbijamy łopatę i wreszcie zaczynamy budować miejsce stacjonowania śmigłowców Eurocopter EC 135. Mamy na ten cel 5 mln zł - cieszył się Robert Gałązkowski, dyrektor LPR.
To bardzo potrzebna inwestycja, bo - przypomnijmy - w 2007 roku wojewódzki inspektor nadzoru budowlanego wyrzucił pogotowie z zajmowanego hangaru w obawie, że konstrukcja w każdej chwili może runąć. Od tego czasu bazą ratowników stał się prowizoryczny kontener.
W dodatku Kraków o mało co nie został wykluczony ze starań o unijne pieniądze na inwestycje, bo pogotowie tylko dzierżawiło powierzchnię na lotnisku. Wczoraj wreszcie sprawa gruntu została ostatecznie uporządkowana. Agencja Mienia Wojskowego sprzedała LPR półhektarową działkę za 1,8 mln zł. - To kolejny etap ucywilniania krakowskich Balic, czyli pozostawiania w rękach wojska tylko tego, co jest mu niezbędne, a przekazywania pozostałej części stronie cywilnej - mówił minister obrony narodowej Bogdan Klich podczas środowej uroczystości podpisania dokumentów.
- Wybudowanie bazy LPR w Balicach ma kluczowe znaczenie dla ratownictwa medycznego w Małopolsce - przekonywał Stanisław Kracik, wojewoda małopolski.
Podczas gdy na lotnisku kolejne przemowy wygłaszali (poza Klichem i Kracikiem) wiceminister zdrowia Jakub Szulc, prezes AMW Krzysztof Michalski i dyrektor Oddziału Terenowego AMW w Krakowie Grzegorz Stawowy, załoga LPR uratowała 12-letnią dziewczynkę z Kasinki, którą ukąsiła żmija. Dziecko przetransportowano do szpitala w Prokocimiu, a pacjenta z zawałem serca z Myślenic do Krakowa.
do góry
5 lat Lotniczego Pogotowia Ratunkowego w Suwałkach
z dnia 2010-06-30 14:47:37
28 czerwca 2010 r. w Krzywem uczczono jubileusz 5-lecia bazy Lotniczego Pogotowia Ratunkowego w Suwałkach. Spotkanie było okazją do wymiany prezentów, ale też informacji o rozwoju bazy LPR w Suwałkach. W lutym 2011r. do suwalskiej bazy LPR trafi nowoczesny śmigłowiec Eurocopter EC 135, który zastąpi wysłużonego Mi-2. Nowoczesna maszyna jest szybsza. Dodatkowym jej atutem jest to, że może nieść pomoc również w nocy, jest doskonale wyposażona.
Na Spotkaniu byli obecni pomysłodawcy tego przedsięwzięcia: Jan Zaworski, Prezydent Miasta Suwałk Józef Gajewski oraz dyrektor LPR - Robert Gałązkowski.
Powstanie LPR w Suwałkach było możliwe dzięki zabiegom i determinacji Jana Zaworskiego posła na Sejm IV kadencji Sojuszu Lewicy Demokratycznej. Prezydent miasta Suwałk Józef Gajewski udostępnił teren na lądowisko oraz 250 tysięcy złotych na organizację tymczasowej bazy - powiedział podczas spotkania dyrektor LPR - Robert Gałązkowski. Gdyby nie ci ludzie baza LPR w Suwałkach by nie powstała. Dodatkowymi argumentami za powstaniem bazy w Suwałkach jest to, że miasto położone jest w sąsiedztwie granicy z trzema państwami (Litwa, Rosja, Białoruś); przez Suwałki przebiega międzynarodowa trasa Via Baltica i dochodzi tu częściej do groźnych w skutkach wypadków drogowych.
W czasie 5 lat funkcjonowania w Suwałkach latającego pogotowia, przetransportowano ponad 1200 osób. Wiele z nich zawdzięcza temu życie i zdrowie.
W przyszłym roku rozpocznie się też w Suwałkach budowa nowej stałej bazy pogotowia za 5 mln złotych. Powstanie hangar i zaplecze socjalno-operacyjne ze stacją paliw, a także płyty postojowe dla śmigłowców. Budowa zakończy się w 2012 roku.
do góry
Lotnicze Pogotowie Ratunkowe w Suwałkach ma 5 lat
z dnia 2010-06-28 21:33:08
5-lecie świętuje dziś Lotnicze Pogotowie Ratunkowe w Suwałkach. Śmigłowiec LPRu pojawił się na suwalskim niebie w czerwcu 2005 roku. Od tego czasu przetransportował ponad 1200 osób. Nie ma dnia, żeby maszyna nie musiała startować na pomoc chorym i rannym w wypadkach.
Dziś, pięć lat od uruchomienia placówki przyszedł czas na podsumowania. W podsuwalskiej miejscowości Krzywe Robert Gałązkowski, dyrektor Lotniczego Pogotowia Ratunkowego spotkał się z władzami miasta, współpracującymi z LPRem służbami mundurowymi i częścią załogi.
Szef LPR'u przypomniał zaangażowanie w pozyskanie śmigłowca, które przed pięcioma laty wykazali Józef Gajewski, prezydent Suwałk i Jan Zaworski, ówczesny poseł. Już na starcie miasto przygotowało na potrzeby bazy odpowiednie nieruchomości.
Gałązkowski dziękował też za pomoc miejscowym strażakom, którzy towarzyszą każdemu lądowaniu maszyny. W rozmowie z dziennikarzami dyrektor obiecał dalszy rozwój LPRu w Suwałkach. Wiosną po zakończeniu szkoleń pilotów do Suwałk trafi bowiem nowoczesny śmigłowiec Eurocopter EC 135. Będzie on szybszy, lżejszy i bezpieczniejszy niż dotychczas użytkowane Mi-2 a jego wyposażenie będzie na najwyższym poziomie. Na dodatek nowa maszyna będzie mogła latać nocą.
Ponadto do końca 2012 roku pod Suwałkami powstanie nowy hangar z zapleczem socjalno-operacyjnym, nowe płyty postojowe dla śmigłowców. Całość pochłonie 5 milionów złotych. - To znak, że baza w Suwałkach pozostanie - cieszył się Józef Gajewski, prezydent Suwałk.
Na urodzinowym spotkaniu obecni byli też członkowie załogi LPR'u, między innymi lekarz Józef Suchocki, który lata w podniebnej karetce od 5 lat. Chociaż twierdzi, że praca w śmigłowcu nie różni się niczym od pracy w karetce pogotowia, to nie chciałby wrócić do naziemnego pogotowia. - Śmigłowiec zapewnia dreszczyk emocji - opowiadał.
do góry
Pomoc medyczna na Suwalszczyźnie szybciej dotrze do potrzebujących
z dnia 2010-06-28 21:30:17
"Pomoc medyczna na Suwalszczyźnie i w sąsiednich regionach będzie docierać jeszcze szybciej niż dotąd" - zapowiedział dziś (28.06) podczas jubileuszu 5-lecia bazy Lotniczego Pogotowia Ratunkowego w Suwałkach, dyrektor LPR - Robert Gałązkowski.
Wiosną do LPR trafi bowiem nowoczesny śmigłowiec Eurocopter EC 135, który zastąpi wysłużonego Mi-2. Nowoczesna maszyna jest szybsza. Lata z prędkością 240 km/h , o 60 km/h szybciej niż stary śmigłowiec. Dodatkowym jej atutem jest to, że może nieść pomoc również po zachodzie słońca, jest doskonale wyposażona - niewiele odbiega od standardów na OIOM-ie - i daje większe możliwości dotarcia do poszkodowanych.
Dyrektor Gałązkowski wyjaśnia, że po przeszkoleniu załogi będzie można stosować tzw. techniki wysokościowe. Nowy śmigłowiec jest wyposażony w belkę z liną. Będzie możliwość opuszczenia ratownika na łódź, czy też zabrania osoby rannej z wody i jej przetransportowania na ląd.
W przyszłym roku rozpocznie się też w Suwałkach budowa nowej stałej bazy pogotowia za 5 mln złotych. Powstanie hangar i zaplecze socjalno-operacyjne ze stacją paliw, a także płyty postojowe dla śmigłowców. Budowa zakończy się w 2012 roku. Władze Suwałk przekazały pogotowiu uzbrojoną działkę na której powstanie taka baza.
W czasie 5 lat funkcjonowania w Suwałkach latającego pogotowia, przetransportowano ponad 1200 osób. Wiele z nich zawdzięcza temu życie i zdrowie.
Średnio, śmigłowiec wykonywał jeden lot dziennie. Przede wszystkim transportował, do ośrodków specjalistycznych, pacjentów z zagrożeniem życia. "W czasie wakacji zwiększa się zwykle liczba wezwań do wypadków" - mówi lekarz lotniczego pogotowia ratunkowego Józef Suchocki. Są to głównie wypadki drogowe i wypadki na wodzie. Przykładem choćby pierwszy tegoroczny wakacyjny weekend. Ratownicy lecieli do kobiety poszkodowanej w zderzeniu skutera i motorówki na jeziorze Bełdany koło Rucianego Nidy. W niedzielę transportowali nurka, który zszedł na głębokość 105 metrów, w jeziorze Hańcza i najprawdopodobniej, ratując kolegę, zbyt szybko się wynurzył. Niestety nie udało się go uratować.
do góry
Płoccy ratownicy dostali nowe śmigła
z dnia 2010-06-24 08:01:06
Eurocopter EC 135 został dzisiaj, w środę, wdrożony do służby w Lotniczym Pogotowiu Ratunkowym w Płocku. To szósta tego typu maszyna w Polsce i druga na Mazowszu. EC 135 kosztuje ok. 22 milionów złotych. Maszynę zakupiło i przekazało do Płocka Ministerstwo Zdrowia.
Honorowym gościem uroczystości na lotnisku przy ulicy Bielskiej był ubiegający się o fotel prezydenta RP marszałek Sejmu Bronisław Komorowski. Wytknął swojemu kontrkandydatowi w walce o prezydenturę wykorzystywanie elementów, które powinny mieć wymiar pozapartyjny. – Ta uroczystość ma dwa wymiary, symboliczny i praktyczny. Plan wymiany śmigłowców ratowniczych realizowany jest już od wielu lat przez różne ekipy polityczne. Powstał jeszcze za rządów Marka Belki, a wdrażany w życie jest przez obecną ekipę rządzącą. To jeden z dowodów na to, jak istotna jest ciągłość państwa – mówił marszałek Bronisław Komorowski. – Warto, abyśmy zdali sobie sprawę z tego, że ochrona zdrowia nie powinna być traktowana jako element gry wyborczej.
Aby ratować życie
Kabina medyczna EC 135 została wyposażona w sprzęt medyczny najnowszej generacji. Jego zakupy konsultowane były z najbardziej doświadczonymi ratownikami medycznymi. – Każdy śmigłowiec dysponuje LifePackiem 15, czyli najnowocześniejszym na świecie defibrylatorem. Wysokiej klasy respirator znajdujący się w Eurocopterze to sprzęt, z którego korzystają zaledwie dwa „naziemne” OIOM-y. – powiedział plockowi.pl Michał Dąbrowski, ratownik medyczny Lotniczego Pogotowia Ratunkowego w Płocku. – W EC 135 bez najmniejszych problemów można prowadzić akcję reanimacyjną. Już niebawem nasz śmigłowiec ma być dodatkowo wyposażony w urządzenie służące do ucisku klatki piersiowej (masaż serca).
Dzięki specjalnej konstrukcji Eurocoptera EC 135 udało się zainstalować nosze, które gwarantują transport nawet bardzo wysokich pacjentów. Umożliwiają również uniesienie górnej części ciała, dzięki czemu pacjent może przyjąć pozycję siedzącą w czasie lotu. Jest to niezwykle istotne np. przy transporcie chorych z obrzękami płuc.
Latające 22 miliony
Eurocopter EC 135 to maszyna, w której zależnie od potrzeb może znaleźć miejsce cztery lub pięć osób. W wersji podstawowej są to pilot, lekarz, ratownik medyczny oraz pacjent. – Helikopter ma dwa silniki turbinowe dużo bezpieczniejsze niż w Mi-2. W razie awarii jednego z nich lot może być kontynuowany na drugim. Dzięki systemowi Ticass możliwa jest lokalizacja innych maszyn, które znajdują się aktualnie w powietrzu w pobliżu EC 135. Nie bez znaczenia jest fakt, że Eurocopter jest przystosowany również do lotów nocnych – powiedział szef płockiego LPR-u Robert Gałązkowski. – Wirnik jest usytuowany na wysokości 240 centymetrów, dzięki czemu jest dużo bezpieczniejszy niż w Mi-2. Podobnie jest z fenestronem, czyli tylnym śmigłem, które zostało zabudowane. Przy procedurze startowej trwającej cztery minuty Eurocopter ma zasięg do 80 kilometrów (Mi-2 miał 60-kilometrowy zasięg).
Obecny na środowej uroczystości wiceminister zdrowia Jakub Szulc przypomniał, że proces wymiany śmigłowców Lotniczego Pogotowia Ratunkowego został zapoczątkowany już w 2005 roku. – Do końca 2010 roku w bazach LPR-u powinno pojawić się łącznie 23 Eurocopterów EC 135. Zastąpią one stare, wysłużone Mi-2 – mówił minister Szulc. – Cieszę się, że ten śmigłowiec będzie funkcjonował w najnowocześniejszej bazie HEMS w Polsce. Życzę wszystkim, którzy będą wykorzystywali tę maszynę, takiej samej liczby startów i lądowań.
Podobne życzenia padły z ust niemal wszystkich gości, którzy zabierali głos podczas środowej uroczystości. Wyjątkiem był jedynie marszałek Sejmu. – Życzę wszystkim płockim ratownikom, aby ten śmigłowiec był wykorzystywany jak najrzadziej. Jeśli jednak zajdzie już taka potrzeba, niech jak najskuteczniej niesie pomoc tym, którzy jej potrzebują – powiedział Bronisław Komorowski.
do góry
Komorowski leciał płockim eurocopterem
z dnia 2010-06-24 07:54:05
Wczoraj nowy śmigłowiec EC135 płockiemu Lotniczemu Pogotowiu Ratunkowemu przekazał Bronisław Komorowski, marszałek Sejmu. - Dziś realizujemy ambitny plan zainicjowany kilka lat temu przez różne osoby z różnych ekip politycznych - mówi Bronisław Komorowski.
Marszałek życzył ratownikom i pilotom, aby jak najrzadziej musieli używać nowego śmigłowca, ale jeśli to będzie konieczne, żeby maszyna służyła im i pacjentom bez zarzutów.
Płocki eurocopter to szósta tego typu maszyna przekazana do służby w kraju. W sumie będzie ich 23. - Do końca tego roku przylecą do Polski wszystkie śmigłowce. A do połowy przyszłego roku zakończymy szkolenia pilotów i ratowników medycznych, którzy będą nimi latać - tłumaczył podczas przekazania helikoptera Robert Gałązkowski, szef Lotniczego Pogotowia Ratunkowego.
Nowiutki EC135 będzie służył w Płocku przez wiele lat. - Mam nadzieję, że będzie tu latać co najmniej dwadzieścia kilka lat - tłumaczył Gałązkowski.
Stary "Mikuś" - bo tak pieszczotliwie szef LPR nazywa Mi-2, który do wczoraj latał w Płocku, służył przez 36 lat. - To imponujący wynik, ale można powiedzieć, że teraz ta maszyna odlatuje do historii - zaznacza Gałązkowski.
Wczoraj eurocopter odbył swój pierwszy lot. A i pierwszy pasażer był specjalny. Był nim Bronisław Komorowski. - Chętnie spróbuję, nie boję się latać. W końcu byłem ministrem obrony narodowej - zaznaczył.
Wcześniej jednak maszynę poświęcił ks. prałat Henryk Błaszczyk, kapelan ratownictwa medycznego.
Nowa maszyna jest szybsza, zużywa mniej paliwa, wyposażona jest w radar pogodowy, autopilota, może latać w trudnych warunkach, jest bezpieczniejsza i bardziej komfortowa dla pacjentów. A przede wszystkim może latać w nocy. Na początku za sterami eurocoptera zasiądą piloci z Warszawy, bo płoccy nie mają jeszcze uprawnień do latania nową maszyną. - Obliczam, że płocczanie zaczną pracę najwcześniej jesienią - tłumaczy Justyna Sochacka, rzecznik prasowy LPR.
do góry
Płock: Bronisław Komorowski testował nowy śmigłowiec LPR
z dnia 2010-06-23 19:19:36
Kandydat PO na urząd prezydenta uczestniczył w uroczystości przekazania płockiej filii Lotniczego Pogotowia Ratunkowego śmigłowca Eurocopter EC 135.
Komorowski, który odbył kilkunastominutowy lot nową maszyną i wyraził zadowolenie, że lotnicze pogotowie będzie mogło w regionie płockim ratować ludzi przy użyciu nowoczesnego sprzętu. Zaznaczył przy tym, iż nowoczesne wyposażenie służby zdrowia to zasługa wielu lat pracy kolejnych ekip rządowych.
– To uczy pokory i jednocześnie buduje mechanizm respektowania zasady, że ciągłość polityki państwa polskiego daje najlepsze efekty – ocenił Komorowski.
Dodał, iż projekt wymiany śmigłowców Lotniczego Pogotowia Ratunkowego powstał w okresie, gdy premierem był Marek Belka, a przeznaczenie na ten cel konkretnych pieniędzy oraz zbudowanie mechanizmów finansowania to zasługa obecnego rządu PO.
Komorowski podkreślił, że cieszy się z zaangażowania w rozbudowę systemu ratownictwa medycznego pieniędzy polskich, czyli rządowych i samorządowych oraz środków Unii Europejskiej.
– To jest kolejny dowód na to, że umiejętność łączenia wysiłków, kooperacja, współpraca pomiędzy instytucjami daje dobry efekt w postaci zwiększenia potencjału istotnego z punktu widzenia opieki zdrowotnej i ratowania życia w sytuacjach krytycznych – powiedział Komorowski.
Wiceminister zdrowia Jakub Szulc zaznaczył, iż podejmowane działania, których celem jest poprawa bezpieczeństwa pacjentów, mają „wymiar zdecydowanie szerszy" i nie ograniczają się jedynie do wymiany śmigłowców w Lotniczym Pogotowiu Ratunkowym.
Jak dodał dobrze dzieje się, że obecnie wiele mówi się o służbie zdrowia, ale życzyłby pacjentom, „żeby o ochronie zdrowia chcieć dyskutować nie tylko podczas kampanii wyborczej”.
Poinformował też, iż w ciągu ostatnich dwóch lat nakłady na państwowe ratownictwo medyczne wzrosły z 1,1 mld zł do 1,7 mld zł rocznie. Wśród realizowanych zadań wymienił m.in.: remont i doposażanie 9 z 17 baz pogotowia lotniczego, budowę około 40 lądowisk dla śmigłowców oraz zakup 345 ambulansów ratowniczych i planowane kupno kolejnych 300 do końca 2011 r., a także modernizację 67 szpitalnych oddziałów ratunkowych. Część tych projektów realizowana jest przy wsparciu środków unijnych.
Baza Lotniczego Pogotowia Ratunkowego w Płocku jest szóstą tego typu placówką w kraju, która otrzymała Eurocopter EC 135. Zastąpi on tam wysłużony śmigłowiec Mi 2. Dzięki temu zwiększy się obszar działania lotniczego pogotowia z 60 do 90 km. EC 135 pokonuje dystans 90 km w ciągu 23 minut.
Dostawy nowych śmigłowców do baz Lotniczego Pogotowia Ratunkowego to wynik umowy z 2008 r. między Ministrem Zdrowia a konsorcjum Eurocopter. Dotychczas bazy zostały wyposażone w 10 maszyn, pozostałe 13 trafi do placówek do końca 2010 r. Koszt jednego śmigłowca EC 135 to około 22 mln zł.
do góry
Eurocopter LPR od środy stacjonuje w Płocku
z dnia 2010-06-23 07:24:05
W ratowaniu ludzi jest ekonomiczny, nie potrzebuje dużo miejsca do wylądowania, w dodatku może latać po nocy. Staruszek Mi-2 leciał 60 km po chorego, eurocopter w tym czasie pokona 90 km. Kosztuje całe 22 mln zł i - uwaga - od środy jest nasz! Stacjonuje w Płocku.
Na płockim lotnisku na dobre zagościł nowiutki eurocopter. Od środy zostaje na stałe, zastąpi wysłużonego Mi-2.
- Gdybyśmy chcieli porównać te dwie konstrukcje helikopterów, to tak jakby obok samochodu z lat 70. chcielibyśmy postawić nowego mercedesa - tłumaczy Justyna Sochacka, rzecznik Lotniczego Pogotowia Ratunkowego.
Nowy śmigłowiec to zupełnie inna technologia. Został wyposażony w radar pogodowy oraz autopilota. Stary Mi-2 tych urządzeń nie miał. - Eurocopter oczywiście może latać w trudnych warunkach atmosferycznych - zaznacza Justyna Sochacka
Wyposażony został także w najnowocześniejsze urządzenia medyczne. Jest bardziej komfortowy dla pacjentów, przy czym nie chodzi o jego wielkość, bo ta jest porównywalna z Mi-2. W czasie lotu jest w nim po prostu dużo ciszej. - Mało tego. Jego projekt był konsultowany z lekarzami i ratownikami medycznymi. Śmigłowce te są wykorzystywane na całym świecie, właśnie do ratowania ludzi - tłumaczy Justyna Sochacka.
Jest też oczywiście bezpieczniejszy. - Kiedy jedziemy starym autem, nigdy nie wiemy, czy przypadkiem nie stanie nam gdzieś na skrzyżowaniu i nie da się ponownie uruchomić. W pewnym sensie tak było z Mi-2. Teraz, kiedy będzie latał eurocopter, nie musimy się już o to obawiać. Będzie tylko lepiej - dodaje Justyna Sochacka.
Jednak największą różnicą między tymi śmigłowcami jest fakt, że Mi-2 mógł latać tylko od świtu do zmierzchu. Eurocopter może ratować ludzi także nocą. Co prawda nie od razu. Wcześniej trzeba sporządzić mapę, na której oznaczone zostaną miejsca, w których w nocy bez problemu wyląduje helikopter.
- O ile w dzień pilot może lądować np. na ulicy, czy boisku, to już w nocy nie jest tak łatwo. Wyznaczenie takich miejsc jest niezbędne - tłumaczy rzeczniczka LPR.
Na początek w płockiej bazie dyżury będą pełnić piloci z Warszawy. Mimo że w Płocku jest czterech lotników, a żeby obsadzić dyżury wystarczy trzech, to jednak żaden z nich nie ma jeszcze uprawnień do latania nowymi maszynami.
Płocczanie zaczną szkolenia dopiero w sierpniu. Pojadą do Niemiec, tam przez miesiąc będą mieli zajęcia teoretyczne i praktyczne (szkolenie zakończy się egzaminem). Zanim jednak zaczną loty w kraju, będą musieli jeszcze około miesiąca poczekać na wpis do licencji pilota. A później przed nimi jeszcze loty doszkalające, czyli kolejny miesiąc nauki. I dopiero wtedy zaczną się dyżury w płockim LPR.
- Obliczam, że płocczanie zaczną pracę najwcześniej jesienią - uzupełnia Justyna Sochacka.
Przypomnijmy, że do płockiej bazy nowy eurocopter miał przylecieć już kilka miesięcy temu. Niestety, wszystko opóźniło się z powodu wypadku w listopadzie ub.r. Na warszawskim lotnisku Bemowo podczas lotu szkoleniowego rozbiła się agusta - nowoczesny śmigłowiec, który od kilku lat stacjonował w stolicy. Eurocopter, który miał wtedy przylecieć do Płocka - zaczął służbę w stolicy.
do góry
Powietrzna karetka poleci bezpieczniej, nawet w nocy
z dnia 2010-06-22 12:30:07
Wrocławscy piloci Lotniczego Pogotowia Ratunkowego od poniedziałku latają nowoczesnym śmigłowcem za 22 mln zł. Nowa maszyna jest szybsza, bezpieczniejsza i przystosowana do pracy w nocy.
- To śmigłowiec nowej generacji, wyposażony w sprzęt światowej klasy. Długo na niego czekaliśmy i naprawdę bardzo się cieszymy, że już u nas jest - mówi dr Jacek Piechocki, lekarz LPR.
EC 135 to lekki dwusilnikowy śmigłowiec, który w przypadku awarii jednego z silników może bezpiecznie dokończyć akcję na drugim. Lata znacznie szybciej, bo zamiast 180 km na godzinę jak Mi2, może rozwinąć prędkość do 240 km. Dzięki nowej maszynie możliwy będzie większy promień działania zespołu ratowników, który wzrośnie z 60 do nawet 90 km.
Robert Gałązkowski, dyrektor LPR w Polsce, podkreśla, że nowy śmigłowiec daje szansę wykonywania operacji wysokościowych. - Na burcie ma zamontowaną belkę, do której można przyczepić linę i z pokładu desantować się do pacjenta. Następnie podpiąć chorego i przenieść go w takie miejsce, w którym będą warunki do zabrania go na pokład.
Eurocopter ma jeszcze jedną, niezwykle ważną zaletę - jest wyposażony w systemy wspomagania lotu, radary pokładowe, które umożliwiają bezpieczną pracę w nocy lub w trudnych warunkach pogodowych, np. we mgle. Tego typu akcje będą możliwe najwcześniej w przyszłym roku.
- Czekamy na sygnał pilotów, że są w pełni gotowi do latania w nocy. Biorąc pod uwagę wszystko, co zdarzyło się w polskim lotnictwie w ciągu ostatniego półtora roku, nie chcemy wywierać na nich najmniejszej presji - mówi dyrektor Gałązkowski.
Trzej piloci z wrocławskiej bazy LPR przeszli już kompletne szkolenie: najpierw uczyli się obsługi tego typu śmigłowca, a potem doskonalili się w powietrzu. We Wrocławiu jedynie lądowisko przy szpitalu wojskowym może przyjmować śmigłowce po zmroku. Dzięki unijnym środkom uda się przystosować także pozostałe.
Nowa maszyna jest znakomicie wyposażona w sprzęt medyczny. Na pokładzie znajduje się m.in. defibrylator, respirator, zestaw pomp infuzyjnych. Nasi lekarze zwracają uwagę na to, że miejsca do pracy mają mniej niż w śmigłowcach Mi2. - Wszystko jest jednak ergonomicznie urządzone - ocenia dr Piechocki. - Zastosowano unikatowe rozwiązanie z jednym tylko fotelem z tyłu dla lekarza. Ale gdy będą potrzebne dodatkowe ręce do pracy, sanitariusz siedzący z przodu może obrócić swój fotel i pomóc lekarzowi - zapewnia dyr. Gałązkowski.
Błyszczący żółto-czerwono-szary Eurocopter pięknie prezentował się w poniedziałek na tle wysłużonego Mi2. Nową maszynę przetestował dr Andrzej Nabzdyk, lekarz LPR, który w lutym ubiegłego roku wraz z pilotem Januszem Cygańskim i ratownikiem Czesławem Buśko śpieszył na ratunek ciężarnej kobiecie. W gęstej mgle ich śmigłowiec rozbił się 40 km od Wrocławia we wsi Jarostów. Pilot i ratownik zginęli na miejscu, doktor Nabzdyk stracił nogę.
- Przy moich 190 cm wzrostu jest trochę ciasno - żartował po wylądowaniu. - Ale poza tym komfort latania dużo większy - ocenił. W pokazowym locie uczestniczył też Karol Cygański, syn zmarłego pilota.
- Od tamtego wypadku wszyscy się zastanawiamy, czy lepszy sprzęt uchroniłby załogę od katastrofy. Nigdy już nie odpowiemy na to pytanie. Dlatego cieszę się, że loty ratunkowe będą od teraz dużo bezpieczniejsze - mówił wojewoda dolnośląski Rafał Jurkowlaniec.
Dostawa 23 nowych śmigłowców do baz LPR jest wynikiem umowy zawartej dwa lata temu przez resort zdrowia. W Polsce lata już 10 tego typu maszyn, pozostałe zostaną przekazane do końca roku.
do góry
Pierwszy lot wrocławskiego Eurocoptera
z dnia 2010-06-22 12:23:41
Niemiecki śmigłowiec ratowniczy EC-135 trafił w końcu do Wrocławia.
Nowoczesna maszyna, która zastąpi wysłużony Mi-2, wystartowała w swój dziewiczy lot. Inauguracyjnemu przelotowi Eurocoptera przyglądali się przedstawiciele władz, z wiceministrem zdrowia Jakubem Szulcem na czele.
- Nowe śmigłowce są potrzebne we Wrocławiu z powodu wypadków, które zdarzają się na pobliskiej autostradzie i w górach - mówił wiceminister. - Cieszy mnie zatem, że kolejny Eurocopter możemy oddać do dyspozycji właśnie na Dolnym Śląsku.
Wrocławski śmigłowiec EC-135 jest jedną z 23 maszyn, które pojawią się w Polsce w ramach wymiany helikopterów ratunkowych zaplanowanej na lata 2005 - 2010. Oprócz szybkości ich wielką zaletą jest możliwość przewożenia pasażerów w nocy.
- Dzięki nowym maszynom skróci się czas reagowania. Dla porównania, jeśli Mi-2 33 km pokonuje w ciągu 13 minut, to Eurocepter jest w stanie przebyć 52 km. W ciągu 20 minut będziemy mogli interweniować na dystansie od 90 do 100 km - tłumaczy Robert Gałązkowski z Lotniczego Pogotowia Ratunkowego.
Wśród załogi, która brała udział w pierwszym locie śmigłowca, na pokładzie znalazł się doktor Andrzej Nabzdyk, który jeszcze niedawno sam walczył o życie po lotniczej katastrofie w pobliżu Jarostowa.
- W przeciwieństwie do starych Mi-2, w nowych helikopterach jest nieco mniej miejsca, ale zakładam, że to kwestia mojej nienormatywnej długości - żartował. - Osoby średniego wzrostu nie powinny narzekać. Mówiąc jednak poważnie, EC-135 to rzeczywiście bardzo nowoczesna maszyna. Na wyposażeniu jest defibrylator i respirator, co pozwala ratować życie nawet w powietrzu. Te kilka minut może zadecydować o powodzeniu akcji ratowniczej.
do góry
Nowy śmigłowiec
z dnia 2010-06-21 20:09:14
Wrocławskie Lotnicze Pogotowie Ratunkowe od poniedziałkowego południa dysponuje nowym, nowoczesnym śmigłowcem ratunkowym. Eurocopter zastąpił wysłużonego MI-2. Nowa maszyna pozwoli do 2012 roku uruchomić we Wrocławiu całodobowe dyżury Lotniczego Pogotowia Ratunkowego.
Maszynę, która przez lata służyła wrocławskim ratownikom od Eurocoptera dzieli technologiczna przepaść. ECEK, jak mówią o nim piloci, jest szybszy, lżejszy i ma większy zasięg.
Eurocoptera pokochali już lekarze i ratownicy, którzy będą pełnić służbę na jego pokładzie. Najpóźniej za rok Eurocopter na misje medyczne wysyłany będzie także nocą, chodzi o to, by zdążyć przed Euro 2012 - teraz trwa weryfikacja miejsc, gdzie będzie mógł lądować.
Nowy śmigłowiec rozpoczął dyżur po 16 miesiącach od katastrofy we wsi Jarostów. Ratownicy lecieli wtedy na pomoc ofiarom drogowego karambolu. We mgle ich śmigłowiec z dużą prędkością uderzył w ziemię, zginęli ratownik medyczny i pilot, którego syn został zaproszony na dziewiczy lot nowej maszyny. Na pokładzie był też Andrzej Nabzdyk - lekarz, który jako jedyny przeżył katastrofę w Jarostowie.
Wrocław jest piątym miastem w Polsce, w którym Pogotowie Lotnicze wyposażono w Eurocopter.
do góry
Arkońska: bubel, a nie lądowisko
z dnia 2010-06-16 13:40:52
Wybudowane zaledwie pięć lat temu lądowisko przy szpitalu wojewódzkim przy ul. Arkońskiej w Szczecinie jest niebezpieczne - uznał szef Lotniczego Pogotowia Ratunkowego. I zakazał tam lądować śmigłowcom. - Nie będę ryzykował życia chorych i załogi - mówi.
Zakaz lądowania obowiązuje od 14 czerwca do odwołania.
Wydał go Marcin Podgórski, dyrektor regionu zachód Lotniczego Pogotowia Ratunkowego po tym, jak kilku pilotów zgłosiło mu ten sam problem. Mieli na pokładzie pacjenta w ciężkim stanie i wiatr ze "złego" kierunku. Musieli podjąć szybką decyzję: ryzykować niebezpieczne lądowanie czy awaryjnie lecieć na Jasne Błonia.
- Nie chcę, by piloci łamali przepisy i swoje sumienie - mówi dyrektor Podgórski. - Nie mogą działać pod presją.
Uważa, że otoczone drzewami i budynkami szpitalne lądowisko to "studnia", do której śmigłowce podejść mogą wyłącznie z jednej strony - od ul. Arkońskiej i działek. A tam dodatkowo przeszkadzają słupy trakcji tramwajowej.
LPR od tego roku lata nowoczesnym, naszpikowanym elektroniką EC 135, tzw. eurocopterem. - Ten śmigłowiec ma w instrukcji zalecenie, że musi podchodzić do lądowania czołowo do wiatru - twierdzi dyrektor LPR. - Na Arkońskiej nie ma możliwości manewru. Tak samo nie ma innej drogi odejścia w przypadku jakiejś awarii.
"Gazeta" opisywała problemy z lądowiskiem zaraz po jego oddaniu do użytku. W 2005 r. wybudowano je za ok. 1,5 mln zł (w tym za pieniądze z programu PHARE). Ówczesny szef centrali LPR od razu miał zastrzeżenia do tego miejsca. Twierdził, że lotnicze pogotowie prosiło, by zrobić lądowisko na usypanym wzniesieniu. Ale szpital to zignorował. Piloci mówili to samo co dzisiaj: drzewa, trakcja tramwajowa i trzy szpitalne budynki stwarzają zagrożenie.
Szpital potrzebuje lądowiska, bo ma oddział ratunkowy, neurochirurgię, dyżury kardiologiczne i może przyjmować chorych w nagłych sytuacjach. Jednak Urząd Lotnictwa Cywilnego nie chciał wpisać tego miejsca do rejestru lądowisk. Uznał je wyłącznie za miejsce niższego standardu, czyli tzw. miejsce startów i lądowań (do nagłych wypadków).
Justyna Sochacka, rzeczniczka centrali LPR: - Tam są drzewa. Ciągle rosną i są coraz większym zagrożeniem. Zgłaszaliśmy dyrekcji szpitala, że jest z tym problem. Ale nie podjęła żadnych działań.
Mariusz Pietrzak, dyrektor szpitala wojewódzkiego przy ul. Arkońskiej o zakazie lądowania dowiedział się we wtorek. - Nikt mnie wcześniej oficjalnie nie uprzedzał, że może dojść do takiej sytuacji - twierdzi. - Poprosiłem o pilne spotkanie w tej sprawie. Przecież ktoś to zbudował. Ktoś zatwierdził. Co roku dostajemy z Urzędu Lotnictwa Cywilnego zgodę na eksploatację tego miejsca. Na ten rok ją mamy. Po spotkaniu będę wiedział, co mamy zrobić. Ale na wiele rzeczy nie mam wpływu. Jasne jest, że ja nie poprawię trakcji tramwajowej.
Co teraz z chorymi? W związku z zakazem lądowania przy Arkońskiej w lewobrzeżnym Szczecinie śmigłowiec lądować może teraz tylko przy szpitalu przy ul. Unii Lubelskiej i na Jasnych Błoniach. Na Unii w ubiegłym tygodniu rozpoczęła się budowa nowego lądowiska. Ma być gotowe we wrześniu. Do tego czasu helikoptery przyjmuje stare lądowisko. Na Arkońską pacjenci będą teraz docierać z Jasnych Błoni karetką.
- Mam świadomość, że będzie to trwać o kilka minut dłużej, ale to bezpieczniejsze niż ryzykowne lądowanie - mówi Podgórski.
do góry
Gdańsk: tak chcą zbudować lądowisko przyszpitalne
z dnia 2010-06-15 13:27:22
Pomorskie Centrum Traumatologii w Gdańsku zamierza wybudować nowoczesną platformę do lądowania śmigłowców ratowniczych i transportowych.
Szpital ma koncepcję jak to lądowisko powinno wyglądać. Złożył wniosek do Ministerstwa Zdrowia o środki z dotacji unijnych na realizację tego projektu.
– Do sierpnia przedstawimy także wniosek o finansowanie z Regionalnego Programu Operacyjnego. Jeśli uda nam się pozyskać środki będziemy chcieli zrealizować ten projekt w formule „zaprojektuj i wybuduj” – mówi portalowi rynekzdrowia.pl Elżbieta Madeja dyrektor ds. ekonomiczno-finansowych Pomorskiego Centrum Traumatologii im. M Kopernika w Gdańsku.
Według założeń budowa lądowiska zostałaby ukończona przed zbliżającymi się mistrzostwami EURO 2012. Dzisiaj, choć województwo otrzymało do dyspozycji nowoczesny helikopter Lotniczego Pogotowia Ratunkowego, to praktycznie nie ma on gdzie lądować. Przylot śmigłowca do Centrum wymania wstrzymując ruchu ulicznego, bo maszyna siada na... torowisku.
– Nasz projekt zakłada budowę w centrum Gdańska tzw. lądowiska wyniesionego. Należy zbudować taką konstrukcję, która pozwoli na bezpieczne lądowanie helikopterów przez 24 godziny na dobę. Chcemy też, żeby zastosowano tam na tyle nowoczesne rozwiązanie, by po przylocie nie było konieczne przekładanie pacjenta do czy z karetki, lecz możliwy był bezpośredni transport na noszach windą na SOR – mówi dyrektor Madeja.
– Każda tego typu inicjatywa jest bardzo cenna, bo generalnie w Polsce nie mamy zbyt wielu lądowisk dla helikopterów sanitarnych, nie mówiąc już o tych z prawdziwego zdarzenia. Z pewnością jest takie lądowisko bardzo potrzebne – mówi portalowi rynekzdrowia.pl Justyna Sochacka, rzecznik prasowy LPR.
Budowa lądowiska według szacunków ma kosztować około 6 milionów złotych.
Za 4 lata każde centrum urazowe w kraju będzie musiało mieć takie lądowisko. W Gdańsku kolejne ma powstać na dachu nowo budowanego Centrum Medycyny Inwazyjnej, przy Gdańskim Uniwersytecie Medycznym.
do góry
Tarnobrzeg: powstanie lądowisko na platformie
z dnia 2010-06-15 12:27:20
Lądowisko na platformie umieszczonej kilka metrów nad ziemią w bezpośrednim sąsiedztwie oddziału ratunkowego chce zbudować Szpital Wojewódzki w Tarnobrzegu.
Przetarg na opracowanie projektu i dokumentacji właśnie został rozstrzygnięty. Jeśli architekci szybko się z nimi uporają, wizja budowy lądowiska znacznie się przybliży.
– Ponieważ wokół szpitala jest bardzo mało miejsca, lądowisko powinno znajdować się na platformie. Kluczowy problem stanowi kąt nalotu i wylotu. Jeśli uda się spełnić te parametry w miejscu, które wskazaliśmy, pomysł ten wydaje się być optymalny – wyjaśnia Wojciech Wąsik, zastępca dyrektora Szpitala Wojewódzkiego w Tarnobrzegu.
Dyrektor wierzy, że firma, która wygrała przetarg wywiąże się z tego zadania, a szpital będzie mógł wówczas wystąpić o środki unijne na tę inwestycję.
do góry
Zderzenie ciężarówek. A4 zablokowana
z dnia 2010-06-15 12:21:41
Nawet cztery godziny, może być zablokowana autostrada A4. Na 113-tym kilometrze, jadąc z Wrocławia w stronę Legnicy, doszło do zderzenia dwóch samochodów ciężarowych.
Jedna osoba została ranna w zderzeniu dwóch ciężarówek na autostradzie A4. Następnie została przetransportowana śmigłowcem do szpitala poinformowała młodszy aspirant Magdalena Krauze z dolnośląskiej policji.
Zostały wyznaczone objazdy. Kierowcy samochodów osobowych powinni kierować się na zjazd w kierunku miejscowości Jarosław, natomiast kierowcy samochodów ciężarowych powinni kierować się na Strzegom i Rawicz.
do góry
Otwarcie lądowiska w Garwolinie
z dnia 2010-06-14 16:25:55
W sobotę 12 czerwca oficjalnie oddano do użytku lądowisko dla helikopterów przy szpitalu powiatowym w Garwolinie.
- Warto marzyć, bo marzenia się spełniają, dzięki temu, że mamy przyjaciół, którzy nas w tym wspierali i konsekwentnie pomagali. Gdy obejmowałem funkcję dyrektora szpitala, nie sądziłem, że moje marzenia się spełnią – powiedział w trakcie uroczystości dyrektor SP ZOZ w Garwolinie Krzysztof Żochowski.
W oficjalnym otwarciu lądowiska wzięli udział burmistrzowie, wójtowie, radni i parlamentarzyści: Stanisława Prządka i Krzysztof Borkowski, a także Janina Ewa Orzełowska, Dyrektor Delegatury Urzędu Marszałkowskiego Województwa Mazowieckiego w Siedlcach. Nie zabrakło również znawców tematu, na otwarcie przybyli bowiem Krzysztof Przybysz, Dyrektor Regionu "Wschód" Lotniczego Pogotowia Ratunkowego, oraz Krzysztof Banaszek, Prezes Polskiej Agencji Żeglugi Powietrznej.
Były przemówienia, podziękowania, ale również modne ostatnio dyplomy i wyróżnienia. Trafiły one do rąk m.in. wspomnianych Krzysztofa Przybysza i Krzysztofa Banaszka, do Zarządu i Rady Powiatu oraz pracowników starostwa i szpitala.
Z bukietem białych róż, upominkiem i gratulacjami dla dyrektora Krzysztofa Żochowskiego przybył burmistrz Łaskarzewa Waldemar Larkiewicz.
Poświęcenia nowego ambulansu ratunkowego i lądowiska dla śmigłowców ratunkowych dokonał proboszcz parafii p.w. Przemienienia Pańskiego ks. prałat Ryszard Andruszczak. Koniec uroczystości uświetniło symboliczne przecięcie wstęgi, oficjalnie otwierające lądowisko.
Uroczystość na szpitalnym placu częściowo połączona została z obchodami Dnia Samorządowca. Główna ich część odbywała się w Miętnem. Mogli w niej jednak uczestniczyć wyłącznie zaproszeni goście. A szkoda, bo wspominane przez starostę tematy dotyczące problemów powiatu, ale i podsumowań dotychczasowych osiągnięć, które miały wypełnić czas spotkania w miętnieńskim dworku, z pewnością zaciekawiłyby nie tylko grono dziennikarzy, ale przede wszystkim mieszkańców.
do góry
Eurocopter LPR na targach ILA
z dnia 2010-06-09 15:22:58
Jednym ze śmigłowców prezentowanych na wystawie w Berlinie jest przeznaczony dla polskiego Lotniczego Pogotowia Ratunkowego Eurocopter EC135. Towarzyszy mu EC145 litewskiej straży granicznej. Dostawy 23 nowych śmigłowców dla LPR mają zakończyć się w tym roku.
Na wystawie odbywającej się w ramach targów ILA Berlin Air Show prezentowane są między innymi dwa śmigłowce Eurocopter: EC135 i EC145 – poinformował producent. EC135 to śmigłowiec przeznaczony dla polskiego Lotniczego Pogotowia Ratunkowego. Prezentowany egzemplarz jest 11. wyprodukowanym spośród 23 zamówionych przez resort zdrowia. Drugi Eurocopter na ILA – EC145 – to maszyna litewskiej straży granicznej.
Dotychczas Eurocopter dostarczył do Polski osiem śmigłowców. Cztery EC135 już są wykorzystywane do lotów ratowniczych i operują z baz HEMS na lotniskach Kraków-Balice, Szczecin-Goleniów, Gdańsk-Rębiechowo oraz Warszawa Babice.
Eurocoptery i wycofywane sukcesywnie Mi-2 stacjonują w 17 bazach regionalnych, ich liczba ma się zwiększyć o kolejną – w Koszalinie, gdzie obecnie funkcjonuje baza sezonowa. Jak mówi Justyna Sochacka, rzeczniczka LPR, do końca 2010 roku pogotowie ma otrzymać wszystkie 23 zamówione egzemplarze EC135. Pierwszy śmigłowiec przyleciał do Polski we wrześniu 2009 roku. Umowę z francusko-niemieckim konsorcjum o wartości blisko 500 mln zł, dotyczącą zakupu maszyn i symulatora, podpisano w czerwcu 2008 roku, po rozstrzygnięciu ogłoszonego rok wcześniej przetargu. Koszt jednego śmigłowca to ponad 22 mln zł. Dzięki nowym maszynom LPR będzie mógł nieść pomoc przez całą dobę.
do góry
Po Mi-2 będzie nam pomagał Eurocopter
z dnia 2010-06-07 11:00:23
Już w połowie czerwca do płockiej bazy Lotniczego Pogotowia Ratunkowego przyleci na stałe nowiutki Eurocopter.
Nowa maszyna będzie szybsza od swojego poprzednika, wysłużonego Mi-2, spali mniej paliwa i będzie mogła odbywać dalsze loty. Oprócz tego, ma więcej miejsca w kabinie, potrzebuje mniej miejsca do lądowania i co najważniejsze - może latać także nocą. To ważna nowość, bo z Mi-2 można korzystać wyłącznie od świtu do zmroku.
Aby obsadzić dyżury, potrzeba minimum trzech pilotów. - Płockich pilotów jest czterech, ale żaden z nich nie ma jeszcze uprawnień do latania nowymi maszynami - tłumaczy Justyna Sochacka, rzecznik Lotniczego Pogotowia Ratunkowego
Do momentu, kiedy nie zakończą szkolenia, dyżury w bazie pełnić będą piloci z Warszawy. Już odbywają próbne loty. 21 maja późnym wieczorem i w nocy ćwiczyli starty i lądowania w płockiej bazie.
Płocczanie rozpoczną szkolenia dopiero w sierpniu. Pojadą do Niemiec, tam przez miesiąc będą mieli zajęcia teoretyczne i praktyczne (szkolenie zakończy się egzaminem). Zanim jednak rozpoczną loty w kraju, będą musieli jeszcze około miesiąca poczekać na wpis do licencji pilota. A później czekają ich jeszcze loty doszkalające, to kolejny miesiąc. I dopiero wtedy rozpoczną się dyżury w płockim LPR. - Będzie to najwcześniej jesienią - uzupełnia Justyna Sochacka.
Przypomnijmy, że do płockiej bazy nowy Eurocopter miał przylecieć już kilka miesięcy temu, niestety, wszystko opóźniło się z powodu wypadku w listopadzie ub.r. Na warszawskim lotnisku Bemowo podczas lotu szkoleniowego rozbiła się Agusta, nowoczesny śmigłowiec, który od kilku lat stacjonował w stolicy. Płocki Mi-2 został oddelegowany do Warszawy, Płock przez jakiś czas musiał się obyć bez śmigłowca. Potem dostaliśmy kolejnego Mi-2 z Krakowa. W lutym Warszawa otrzymała nowego Eurocoptera, my na naszego musimy poczekać jeszcze kilkanaście dni.
do góry
Motocyklista w szpitalu
z dnia 2010-06-01 08:02:23
Rewal. Do poważnego wypadku doszło dziś po południu między Łukęcinem a Pobierowem (gmina Rewal). Jadący w kierunku Pobierowa motocyklista nagle stracił panowanie nad maszyną, przejechał na przeciwległy pas jezdni i przekoziołkował na pobocze. Mężczyzna przeżył upadek, ale śmigłowiec ratowniczy zabrał go w ciężkim stanie do Szczecina.
do góry
Sosnowiec: przyszpitalne lądowisko czynne także w nocy
z dnia 2010-05-10 08:00:20
Na lądowisku Wojewódzkiego Szpitalu Specjalistycznego im. św. Barbary w Sosnowcu od 7 maja mogą przez całą dobę lądować śmigłowce transportujące chorych.
Stało się to możliwe dzięki kosztującej 1,5 mln zł modernizacji lądowiska. Wyposażono je w specjalne oświetlenie ułatwiające pilotowi nawigację, betonową nawierzchnię w miejsce asfaltu i odpowiedni drenaż.
- Nasz szpital obsługuje 85 proc. lotów ratowniczych w województwie - informuje dyrektorka placówki Iwona Łobejko.
Mirosław Rusecki, rzecznik Szpitala przypomnia, że w Polsce urazy są trzecią przyczyna zgonów i czwarta inwalidztwa.
Na sosnowieckim lądowisku będą mogły lądować m.in. Eurocoptery. Na taki śmigłowiec czeka w województwie śląskim Lotnicze Pogotowie Ratunkowe. Przypomnijmy, że na początku października 2007 r. Ministerstwo Zdrowia ogłosiło wynik opiewającego na blisko 500 mln zł przetargu na dostawę śmigłowców dla LPR. Wybrano EC135 niemiecko-francuskiego Eurocoptera, należącego do koncernu EADS, odrzucono zaś A109S Grand AgustaWestland. Firma wystąpiła jednak o unieważnienie przetargu. W lutym 2008 r. Sąd Okręgowy w Warszawie uznał, że jest on ważny.
Dotychczas do LPR dostarczono osiem Eurocopterów, które zajmują miejsce Mi-2. Nowe śmigłowce są szybsze, lżejsze i mają większy zasięg niż wysłużone Mi-2.; mogą też latać w nocy.
do góry
Szczecin: wybudują całodobowe lądowisko
z dnia 2010-05-05 11:32:42
Przy Szpitalu Klinicznym nr 1 w Szczecinie powstanie pierwsze w Zachodniopomorskiem całodobowe lądowisko dla helikopterów ratunkowych.
Jak poinformowała Joanna Woźnicka, rzecznik szpitala, lecznica podpisała już umowę z Ministerstwem Zdrowia na finansowanie inwestycji. Lądowisko umożliwiające śmigłowcom lądowanie przez całą dobę ma powstać do końca 2010 r.
Woźnicka dodała też, że obecnie trwają procedury przetargowe i dopiero po ich zakończeniu znana będzie cena budowy obiektu.
Rzeczniczka podkreśliła, że dla szpitala jest to bardzo istotna inwestycja.
– W ub. r. na starym przyszpitalnym lądowisku śmigłowce pogotowia lądowały 230 razy, w tym roku już 99 razy. Ze względu na brak oświetlenia loty mogły się odbywać tylko w dzień. Bo zakończeniu inwestycji będziemy mogli przyjmować znacznie więcej pacjentów przewożonych drogą powietrzną – zapewnia Woźnicka.
W Szpitalu Klinicznym nr 1 mieści się centrum leczenia urazów wielonarządowych, które przyjmuje najciężej poszkodowanych w wypadkach pacjentów z całego województwa zachodniopomorskiego.
Szczeciński obiekt będzie jednocześnie pierwszym w regionie całodobowym lądowiskiem. Obecnie najbliższe znajduje się w Wejherowie w Pomorskiem.
Woźnicka powiedziała, że lądowisko ma zostać wybudowane od podstaw tuż przy szpitalu, ale w innym miejscu niż to dotąd wykorzystywane, na którym – ze względu na ukształtowanie terenu i pobliskie drzewa – trudno jest lądować.
W Polsce jest obecnie 16 lądowisk przyszpitalnych, spełniających wszystkie normy.
– Obecnie nasze helikoptery latają tylko od świtu do zmierzchu, ponieważ dysponujemy jeszcze starym sprzętem, śmigłowcami Mi-2, które nie są przystosowane do lotów nocnych – powiedziała Justyna Sochacka, rzecznik Lotniczego Pogotowia Ratunkowego.
Dodała, że sprzęt jest sukcesywnie wymieniany i do końca roku w pogotowiu mają latać 23 Eurocoptery, które trafiły już do baz w Szczecinie, Gdańsku, Krakowie i Warszawie. W tych bazach planowane jest wydłużenie dyżurów do 24 godzin.
Pogotowie zwróciło się do władz wszystkich gmin w kraju o podanie miejsc, na których możliwe jest nocne lądowanie. Mogą to być np. boiska szkolne, na których przy odpowiednim oświetleniu i zabezpieczeniu przez straż pożarną będą mogły lądować śmigłowce. Po sprawdzeniu zaproponowanych lądowisk pogotowie wprowadzi je do swojej bazy miejsc, w których można lądować również nocą.
do góry
7-latek zabrany helikopterem do Prokocimia
z dnia 2010-04-08 07:50:15
Mszana Dolna. 7-letni chłopiec z Kasiny Wielkiej, który połknął patyk z lizaka został zabrany helikopterem do Uniwersyteckiego Szpitala Dziecięcego w Krakowie - Prokocimiu.
Dziś przed południem do lekarza opieki całodobowej w Mszanie Dolnej zgłosiła się rodzina z 7-letnim chłopcem z Kasiny Wielkiej, który połknął plastikowy patyk od lizaka.
Okazało się, że patyk złożył się w pół. Chłopiec zaczął mieć problemy z oddychaniem, później zaczął krwawić. Nie wiadomo było w którą część przewodu pokarmowego patyk się wbijał.
Na miejsce pojechała załoga pogotowia. Podjęto też decyzję po wezwaniu śmigłowca Lotniczego Pogotowia Ratunkowego, który wylądował na stadionie sportowym w Mszanie Dolnej – lądowisko zabezpieczali strażacy.
Na miejscu lekarz śmigłowca wraz z zespołem ratowniczym karetki, przy pomocy narzędzi usunął chłopcu patyk. Jednak ze względów bezpieczeństwa 7-latek został zabrany helikopterem do Uniwersyteckiego Szpitala Dziecięcego w Krakowie Prokocimiu.
do góry
Lądowisko dla Eurocoptera
z dnia 2010-03-29 16:23:02
W tym roku obok Akademickiego Szpitala Klinicznego przy ul. Borowskiej ma powstać nowoczesne lądowisko dla śmigłowców. Teren ma być podświetlony i przystosowany do nocnych lotów nowych śmigłowców.
Obecnie helikoptery lądują na wzniesieniu obok szpitalnego oddziału ratunkowego. Jest ono jednak bardzo prowizoryczne. Nie ma utwardzonych dróg, ekipa ratowników grzęźnie w błocie i ma problem z dowiezieniem chorego na oddział.
Niedawno wrocławska Akademii Medyczna otrzymała z ministerstwa zdrowia 10 mln dofinansowania.
Część tej kwoty chcemy wykorzystać na budowę nowoczesnego lądowiska z podgrzewaną płytą i utwardzonym dojściem do szpitalnego oddziału ratunkowego. Miejsce ma być przystosowane również do nocnych lądowań – informuje Arkadiusz Foerster, rzecznik ASK.
Lądowisko ma być oświetlone i przystosowane do prowadzenia elektronicznej nocnej nawigacji. To warunek, aby przy wrocławskim szpitalu funkcjonowało jedno z 12 centrów urazowych w Polsce.
Teren ma zostać przystosowany w tym roku.
Obecnie wrocławskie Lotnicze Pogotowie Ratunkowe posiada wyłącznie wysłużone śmigłowce Mi-2. Nie będą one mogły lądować na nowej płycie, bo są do tego nieprzystosowane – tłumaczy Juliusz Jakubaszko, kierownik Zakładu Medycyny Ratunkowej Akademii Medycznej we Wrocławiu.
Justyna Sochacka, rzeczniczka Lotniczego Pogotowia Ratunkowego zapewnia, że nowe śmigłowce EC-135 Dolny Śląsk otrzyma w lipcu 2010.
- Wcześniej załoga będzie musiała przejść szkolenie na nowym sprzęcie i zaliczyć nocne loty – dodaje rzeczniczka.
do góry
Nowy śmigłowiec LPR pojawi się w Białymstoku dopiero w październiku
z dnia 2010-03-22 19:49:27
Najpierw szkolenie pilotów i załóg, remont bazy, a dopiero potem sprzęt. Dlatego nowy śmigłowiec Eurocopter EC135 Lotniczego Pogotowia Ratunkowego pojawi się w Białymstoku dopiero jesienią.
Będzie przystosowany do lotów w nocy oraz przy słabej widoczności. Zostanie wyposażony w najnowocześniejszy sprzęt do ratowania życia. Tyle, że przyleci do białostockiej bazy Lotniczego Pogotowia Ratunkowego dopiero za sześć miesięcy.
Eurocopter EC135 zastąpi wysłużonego już Mi-2. Ale najpierw nasi piloci muszą nauczyć się latać na nowym sprzęcie. - W kwietniu przejdą miesięczne szkolenie w Niemczech - tłumaczy Justyna Sochacka, po. rzecznika prasowego LPR. Potem czekają ich jeszcze loty ćwiczebne w Warszawie. Tam szkolenie przejdą też ratownicy.
Przygotowań wymaga również baza lotnicza na Krywlanach. Potrzebny jest remont. Ale w tym roku będą to niemal wyłącznie zabiegi kosmetyczne.
- Utwardzenie oraz wyrównanie podłoża od płyty postojowej do hangaru. Te zabiegi umożliwią już przyjęcie nowego śmigłowca - zapewnia Justyna Sochacka. Generalny remont ma być później.
do góry
Nowy śmigłowiec dla bydgoskiego ratownictwa medycznego
z dnia 2010-03-22 19:41:53
Jeszcze w tym roku Lotnicze Pogotowie Ratunkowe w Bydgoszczy wzbogaci się o nowiuteńki śmigłowiec. Tym, co odróżnia go od ponad 30-letnich poprzedników jest możliwość latania o zmierzchu.
Eurocopter EC 135 (tak nazywa się śmigłowiec) to lekka, dwusilnikowa maszyna. W razie awarii jednego z silników, można kontynuować lot na drugim. Jednak najważniejsze dla pacjentów jest to, że śmigłowiec, w związku z zainstalowanym na pokładzie sprzętem medycznym, przypomina specjalistyczną karetkę. – Nazywamy go "małym oddziałem intensywnej terapii” – komentuje Justyna Sochacka, rzecznik prasowy LPR. – W skład wyposażenia wchodzi między innymi defibrylator, respirator oraz zestaw pomp infuzyjnych.
Nowy i lepszy sprzęt medyczny to nie jedyna cecha odróżniająca EC 135 od wysłużonych już śmigłowców MI-2. – Eurocopter może latać o zmierzchu – wskazuje dalej rzecznik prasowy.
Ale w związku z tym wymaga on także specjalnych – nocnych lądowisk. A takich na Kujawach i Pomorzu nie ma. Do zbudowania jak na razie jedynego szykuje się bydgoski "Jurasz”. Budowa ma ruszyć w tym roku. W pozostałych gminach śmigłowiec będzie lądował na specjalnie wyznaczonych i oświetlonych miejscach, za każdym razem przy obecności straży pożarnej.
Tymczasem eurocopter (jeden z 23 zakupionych przez resort zdrowia) trafi do Bydgoszczy na przełomie lipca i sierpnia. Piloci, którzy będą sterować maszyną, już w kwietniu wyjadą na miesięczne szkolenie do Niemiec.
do góry
Nowoczesny Eurocopter lata nad Oświęcimiem
z dnia 2010-03-22 19:33:39
Mieszkańcy Oświęcimia od pewnego czasu mogą usłyszeć odgłos przelatującego i zobaczyć lądujący na terenie szpitala helikopter. To nowoczesna maszyna Lotniczego Pogotowia Ratunkowego, którą zakupiło Ministerstwo Zdrowia. Koszt jednego Eurocoptera wynosi ponad 20 mln zł.
Województwo małopolskie swój pierwszy Eurocopter dostało w grudniu. To „najwyższa półka” wśród helikopterów ratujących życie. EC 135 jest szybki, zwinny i bardzo dobrze wyposażony. Dwusilnikowy śmigłowiec, który w razie awarii jednego z silników może kontynuować lot na drugim. Na wyposażeniu maszyny znajduje się defibrylator, respirator i zastaw pomp infuzyjnych. Załogę stanową: pilot, lekarz i ratownik medyczny.
– Eurocopter latający nad Oświęcimiem, zastąpił starego i wysłużonego Mi-2 – powiedziała naszemu reporterowi Justyna Sochacka, rzecznik Lotniczego Pogotowia Ratunkowego.
Eurocopter w Oświęcimiu będzie ratować życie i zdrowie, gdy najważniejszy jest czas. Teraz, częściej transportuje pacjentów ze szpitala do szpitala.
– To osoby w ciężkim stanie, zaintubowane, których przewóz zwykłą karetką, mógłby je narazić na dodatkowe urazy – mówi doktor Andrzej Jakubowski, zastępca dyrektora szpitala powiatowego w Oświęcimiu. Maszyna cieszy się uznaniem wśród pacjentów. – Ci, którzy są świadomi i trafiają na jej pokład, reagują bardzo pozytywnie – dodaje.
Helikoptery ratunkowe to przede wszystkim szybka pomoc ofiarom wypadków.
– Maszyny są niezastąpione podczas masowych zdarzeń, gdzie pomocy potrzebuje gro osób. Zwykłe karetki nie są w stanie w tak krótkim czasie przewieźć poszkodowanych, potrzebujących natychmiastowej pomocy - podkreśla doktor Jakubowski.
Nowoczesne śmigłowce na polskim niebie to wynik porozumienia pomiędzy francusko-niemieckim konsorcjum Eurocopter EADS Company, a Ministerstwem Zdrowia.
– Obecnie na terenie całego kraju służy 6 maszyn. Cztery ratują życie, na pozostałych dwóch szkoli się pilotów – dodaje Sochacka.
Do końca 2010 roku, w barwach lotniczego pogotowia ratunkowego, latać będą 23 Eurocoptery. – Koszt jednego to ponad 20 mln zł. – wylicza rzecznik.
Problemem, z którym muszą sobie poradzić szpitale - także ten w Oświęcimiu - są lądowiska. Stare Mi-2 latały wyłącznie w dzień i nie wymagało to specjalnego przygotowania miejsca startu i lądowania. Wyposażenie Eurocoptera pozwala na odbywanie nocnych lotów, a przez to odpowiednie oświetlenie miejsc przy szpitalach.
– Zależy nam żeby lądowiska były profesjonalne. Obecnie takich miejsc jest 15. – zaznacza Sochacka.
– Lądowisko w Oświęcimiu czeka kompleksowy remont. Zostanie zainstalowane specjalne oświetlenie, a płyta miejsca startu i lądowania będzie podgrzewana, co pozwoli na użytkowanie lądowiska przez cały rok, 24 godziny na dobę – informuje Ryszard Tabaka, rzecznik starostwa powiatowego w Oświęcimiu. Na ten cel w budżecie powiatu zabezpieczono środki finansowe.
Eurocopter wyląduje też w bardziej „ekstremalnych” warunkach i to jego kolejny atut.
– Ofertę przygotowania lądowiska kierujemy także do władz gmin, powiatów i miast – podkreśla rzecznik LPR. Schemat wygląda następująco. Gmina wyznacza miejsce jako lądowisko (plac, boisko piłkarskie, fragment drogi) i kontaktuje się z Lotniczym Pogotowiem Ratunkowym. – Wtedy przyjeżdżają nasi ludzie, sprawdzamy teren. Jeżeli miejsce otrzyma pozytywną ocenę, trzeba jeszcze przeszkolić okoliczną straż pożarną i w ten sposób powstaje kolejne lądowisko – zaznacza Justyna Sochacka. Zadaniem strażaków, w przypadku akcji ratunkowej, będzie zabezpieczenie i specjalne oświetlenie miejsca, w którym ma wylądować śmigłowiec.
do góry
Wypadek spadochroniarza.
z dnia 2010-03-22 09:32:33
Na oddziale intensywnej opieki medycznej szpitala w Zielonej Górze przebywa 37-letni skoczek, który w sobotę po południu miał poważny wypadek podczas pokazów w Żaganiu w woj. lubuskim. - Mężczyzna popełnił błąd przy lądowaniu i uderzył w ziemię. Ma złamaną nogę i najprawdopodobniej wstrząs mózgu - mówi tvn24.pl nadkomisarz Sylwia Woroniec z policji w Żaganiu.
Do wypadku doszło kilka minut po godzinie 17 podczas obchodów 66 rocznicy Wielkiej Ucieczki, czyli ucieczki 80 lotników ( w tym sześciu Polaków) z niemieckiego obozu jenieckiego Stalag Luft III.
Skoczek na OIOM-ie
Jeden ze skoczków aeroklubu w Zielonej Górze popełnił błąd podczas lądowania i - według świadka, który przysłał nam informację o zdarzeniu platformę Kontakt TVN24 - "z bardzo dużą siłą uderzył o ziemię".
Na miejscu natychmiast pojawili się ratownicy. Mężczyzna doznał otwartego złamania podudzia lewej nogi. - Z objawami wstrząsu mózgu został zabrany po kilkunastu minutach przez helikopter Lotniczego Pogotowia Ratunkowego do szpitala wojewódzkiego w Zielonej Górze - relacjonuje oficer prasowa żagańskiej policji.
Lekarze odmawiają informacji na temat stanu zdrowia skoczka. Potwierdzają jednak, że rzeczywiście nadal przebywa na OIOM-ie.
do góry
Znów coś "odleciało" z Gorzowa na południe! Tym razem Eurocopter
z dnia 2010-03-21 13:31:02
Ratowniczy śmigłowiec nie będzie stacjonował przy szpitalu w Gorzowie. Politycy PO szukają winnych
Ministerstwo Zdrowia zawarło umowę z Lotniczym Pogotowiem Ratunkowym (LPR) na finansowanie lotniczych zespołów ratownictwa na kolejne trzy lata. Umowa nie przewiduje stworzenia bazy dla Eurocoptera w Gorzowie, choć jeszcze rok temu sprawa była otwarta. Lotnicze Pogotowie Ratunkowe zapewniało o tym wojewodę lubuskiego.
Pogotowie Lotnicze stawiało warunek: przekazanie ziemi i rozpoczęcie budowy infrastruktury. - Najlepszym miejscem dla śmigłowca jest przyszłe, planowane lotnisko tuż za granicami Gorzowa. Jeśli zostałaby ostatecznie wybrana lokalizacja przy szpitalu i jeśli LPR ma wydać pieniądze na zbudowanie bazy, musimy mieć jasność co do własności gruntu lub długoletniej dzierżawy i pewność, że nie spotkamy się z protestami mieszkańców - mówił Robert Gałązkowski, dyrektor LPR. Później jednak w piśmie do senatora Henryka Macieja Woźniaka alarmował, że brak tytułu prawnego do gruntu uniemożliwia powstanie bazy. Decyzja w sprawie nieruchomości nie została jednak podjęta do tej pory. Wcześniej marszałek, do którego należy teren lądowiska, proponował jedynie użyczyć działkę. Pogotowie wolało wieczystą dzierżawę lub własności. Poprzednie kierownictwo szpitala nie chciało się "pozbywać" lądowiska. Obecny dyrektor lecznicy oddałby bez żalu terenu pod bazę LPR.
Wojewoda: Trzeba było szybciej z tą ziemią
Wszystko wskazuje na to, że "medicopter" nie trafi do Gorzowa. A była na to szansa. Jak informuje wojewoda lubuski Helena Hatka, jeszcze jesienią ub.r. Ministerstwo Zdrowia zapewniało, że weźmie pod uwagę argumenty za lokalizacją bazy w Gorzowie. A te mówią o zbyt dużych odległościach z Zielonej Góry, Poznania i Szczecina oraz dużej liczbie wypadków na drogach dojazdowych do granicy, m.in. A2, S3 i nr 22. - Te argumenty wydawały się być przekonujące dla ministerstwa. Tak wynikało z prowadzonej korespondencji - mówi wojewoda Hatka. Dlatego nie kryje zaskoczenia decyzją ministerstwa i zapowiada, że dalej będzie zabiegać, by Eurocopter stacjonował na północy regionu. - Wiem, że ministerstwo dysponuje jeszcze dwoma śmigłowcami. Nic nie stoi na przeszkodzie, aby w Lubuskiem stacjonowały dwa "medicoptery" - mówiła Hatka w Radiu RMG.
Wojewoda nie kryła, że jednym z powodów odmowy ministerstwa był brak decyzji marszałka w sprawie przekazania przyszpitalnych gruntów na lądowisko.
Wojewoda liczy jednak na pomoc dyrekcji gorzowskiego szpitala i Urzędu Marszałkowskiego. Chce doprowadzić też do spotkania z minister zdrowia Ewą Kopacz.
Marszałek: Wojewoda się myli
Marszałek Marcin Jabłoński mówi, że jest zdumiony wypowiedziami wojewody Hatki. - Gdyby była to krótka wypowiedź, mógłbym uznać, że wojewoda się pomyliła. O Eurocopterze mówiła jednak szerzej. Samorząd od dłuższego czasu zajmował się tą sprawą. Pozwoliliśmy wojewodzie starać się o lokalizację Eurocpotera w Gorzowie. Wcześniej prosiliśmy ją o wskazanie miejsca, gdzie Eurocopter mógłby się znaleźć. Gdyby to miejsce wskazała, resztę załatwilibyśmy już szybko. Jej zarzut o braku starań samorządu mija się z prawdą. Wojewoda próbuje wytłumaczyć tym brak swojej skuteczności - komentuje marszałek.
Wicemarszałek Elżbieta Polak twierdzi, że urząd zgromadził od 2005 r. 30 dokumentów Eurocoptera. - Niczym nieuzasadnione jest obarczanie zarządu województwa winą za niedopełnienie formalności - komentuje Polak.
Tworząc sieć swoich baz. Lotnicze Pogotowie zakłada, że śmigłowiec powinien dotrzeć do miejsca wypadku maksymalnie w pół godziny. Najbliższe śmigłowce ratunkowe stacjonują pod Zieloną Górą, w Poznaniu oraz w Goleniowie pod Szczecinem.
Sprawa lokalizacji bazy lotniczej ciągnie się od ponad pięciu lat. Najpierw małe lotnisko i baza śmigłowców ratunkowych miała powstać w rejonie Wojcieszyc, ale przeciw takiej lokalizacji zaprotestowali mieszkańcy pobliskich Różanek. Pod uwagę brano więc lądowisko koło szpitala przy ul. Dekerta. LPR natomiast, aby rozpocząć jakiekolwiek działania przygotowujące budowę bazy, czekało na formalne przekazanie lądowiska. Procedurę Urząd Marszałkowski rozpoczął już w 2008 r. i do dziś jej nie zakończył.
do góry
Nowoczesny śmigłowiec będzie ratował warszawiaków
z dnia 2010-03-12 12:59:09
Szybki, zwinny i świetnie wyposażony. Śmigłowiec EC 135 jest już gotowy do lotów i stacjonuje w bazie Lotniczego Pogotowia Ratunkowego na warszawskim lotnisku Babice. Powietrzna karetka jest wyposażona w najnowocześniejszy sprzęt do ratowania życia. Problemem pozostaje brak lądowisk. Nowe, za pieniądze unijne, zamierza wybudować wkrótce Centrum Zdrowia Dziecka.
Warszawa jest trzecią bazą, po Krakowie i Szczecinie, gdzie stary śmigłowiec Mi-2 został zastąpiony Eurocopterem. Jest on szybszy, lżejszy, ma większy zasięg, może latać w nocy.
Nowa karta w historii bazy
EC 135 to lekki dwusilnikowy śmigłowiec, który w razie awarii jednego z silników może bezpiecznie kontynuować lot na drugim. Małe rozmiary i stosunkowo niewielka średnica łopat ułatwiają lądowanie. W kabinie medycznej nowego Eurocoptera zastosowano unikalne rozwiązania, zainstalowano sprzęt medyczny, który stawia ten śmigłowiec na równi z karetkami specjalistycznymi. Na wyposażeniu znajduje się m.in.: defibrylator, respirator, zestaw pomp infuzyjnych.
- To jest maszyna, która otwiera nową kartę w historii tej bazy, ale też w historii Lotniczego Pogotowia Ratunkowego to śmigłowce, na których będziemy wykonywać operacje przez 20 kilka lat - Robert Gałązkowski, dyrektor LPR.
Będzie latał nocą
Eurocoptery wyposażone są w autopilota, urządzenie ostrzegające przed zbliżaniem się innych statków powietrznych oraz radar pogodowy, umożliwiający ominięcie obszarów niebezpiecznej pogody. Koszt jednego śmigłowca Eurocopter to ponad 22 mln złotych.
- Ten śmigłowiec może więcej, możemy przedłużyć dyżur na godziny nocne. Pod tym względem Warszawa jest jednym z lepiej zabezpieczonych miast w Polsce – mówi Marcin Wiktorzak z LPR.
W listopadzie ubiegłego roku w Warszawie doszło do wypadku śmigłowca LPR Agusta A109 Power, który odbywał lot egzaminacyjny. Rannych zostało dwóch pilotów. Śmigłowiec nie nadawał się od dalszego użytkowania, ani do remontu.
Powstanie lądowisku w Międzylesiu
Jest nowoczesny śmigłowiec brakuje tylko lądowisk, gdzie maszyna mogłaby wylądować. Brak miejsc do lądowania to ogromny problem stolicy. Zdarza się więc, że piloci zmuszeni są lądować w nietypowych miejscach. - W środku lasu, na zaoranym polu, w kartoflisku, tam gdzie trzeba, żeby być jak najszybciej, jak najbliżej – przyznaje Andrzej Kolęda, pilot LPR.
W Warszawie tylko Wojskowy Instytut Medyczny i Centrum Zdrowia Dziecka mają prawdziwe lądowiska, ale nawet tu warunki nie są doskonałe, bo aż pół kilometra dzieli lądowisko od gmachu centrum. Z lądowiska do szpitala, dzieci trzeba jeszcze przewieźć karetką. Ale to ma się zmienić.
- Planujemy, że lądowisko, które powstanie do roku 2011 będzie taką platformą przed centrum. Dodatkowym elementem tego projektu jest wybudowanie nowej kliniki anestezjologii – opowiada Paweł Trzciński, rzecznik Centrum Zdrowia Dziecka.
Zbierają propozycje
Mali pacjenci w ciężkim stanie mogliby więc prosto ze śmigłowców trafiać do nowej kliniki. Jednak jedno lądowisko sprawy nie rozwiązuje.
- Zbieramy wszystkie propozycje, byłyby one finansowane ze środków unijnych i sądzę, że do końca tego roku przynajmniej będziemy wiedzieli ile tych lądowisk będzie i gdzie one będą – zapowiada Michał Borkowski, pełnomocnik wojewody ds. ratownictwa medycznego.
Bez wątpienia, miejsca dla latających karetek powinny mieć te szpitale, które będą obsługiwać pacjentów na euro 2012. Na razie do takiej budowy przymierza się wyłącznie Szpital Bródnowski.
Przedsięwzięcie bez precedensu
Jak podkreśla LPR, wymiana floty ratowniczej to przedsięwzięcie, które nie ma precedensu w polskim lotnictwie sanitarnym. Dostawa śmigłowców nie jest jednoznaczna z natychmiastowym wdrożeniem ich do dyżurów. Warunkiem rozpoczęcia działalności operacyjnej na nowej maszynie jest ukończenie szkolenia przez pilotów i członków załóg. Szkolenia rozpoczęły się w pierwszej połowie ubiegłego roku w Niemczech.
do góry
Eurocopter dla Warszawy
z dnia 2010-03-12 12:55:21
W Lotniczym Pogotowiu Ratunkowym w Warszawie-Babicach zaprezentowano nowoczesny śmigłowiec Eurocopter 135 (czyt. eurokopter). Jest on w gotowości, by nieść pomoc poszkodowanym w drogowych głównie wypadkach w promieniu kilkudziesięciu kilometrów od Warszawy.
Pilot Lotniczego Pogotowia Ratunkowego w Warszawie-Babicach Andrzej Kolęda mówi, że śmigłowiec daje duży komfort lotu. Jak podkreśla, jest lekki w sterowaniu, w kabinie pilota jest duża widoczność, a specjalne urządzenie ostrzega o zbliżających się samolotach.
W Polsce mamy sześć takich nowoczesnych maszyn, które zastępują stopniowo wysłużone śmigłowce Mi-2. Dyrektor Lotniczego Pogotowia Ratunkowego w Warszawie Robert Gałązkowski przekonuje, że eurokopter jest szybszy, lżejszy, a małe rozmiary śmigieł ułatwiają lądowanie w trudnych miejscach.
Jeden taki śmigłowiec kosztuje ponad 22 miliony złotych. Dotychczas w bazach pogotowia ratunkowego jest sześć takich maszyn. Jak powiedział IAR wiceminister zdrowia Jakub Szulc, nie zabraknie pieniędzy na zakup kolejnych siedemnastu eurokopterów, które mają trafić do jednostek pogotowia lotniczego do końca roku. Finansowanie zakupu śmigłowców zapewnia specjalna ustawa.
Warszawa jest trzecią - po Krakowie i Szczecinie - bazą, w której do dyspozycji są eurokoptery. Baz, do których trafią śmigłowce, ma być osiemnaście - zapowiada Ministerstwo Zdrowia.
Śmigłowce są wyposażone w nowoczesny sprzęt medyczny. Mają wszystkie urządzenia potrzebne do ratowania życia, w tym defibrylator, respirator, zestaw pomp infuzyjnych. W maszynie zainstalowano system oświetlenia z jakiego korzystają lekarze w salach operacyjnych.
Dwusilnikowy śmigłowiec, produkcji francusko-niemieckiej, ma służyć pogotowiu lotniczemu przez około 25 lat.
do góry
Jest kolejny śmigłowiec ratowniczy dla stolicy. Ale nie ma gdzie lądować...
z dnia 2010-03-11 15:58:56
Stołeczne pogotowie lotnicze ma nowy śmigłowiec. Eurocopter EC 135 jest szybszy, nowocześniejszy i lepiej wyposażony od wysłużonych Mi-2. Może latać także w nocy. Nie ma tylko gdzie lądować. Przynajmniej w Warszawie.
- Jeśli chodzi o samo miasto Warszawa, jest to niestety problem - przyznaje w rozmowie z reporterem TOK FM Krzysztof Przybysz, dyrektor regionu wschodniego w Lotniczym Pogotowiu Ratunkowym. Mniej dyplomatyczny jest doktor Konrad Bońda, na co dzień członek załogi śmigłowca ratunkowego. - Dyrektorom warszawskich szpitali brak dobrej woli - ocenia ratownik. - Jeśli przewozimy pacjenta ponad sto kilometrów, to nie możemy tyle samo czasu czekać na to, żeby karetka z lądowiska dowiozła go na Szpitalny Oddział Ratunkowy - tłumaczy dr Bońda. - Ścigamy się z czasem, mówi się o złotej godzinie od wypadku - podkreśla.
Dwa lądowiska w mieście. Prawie trzy...
- Mieliśmy pacjentkę w ciąży. Przewoziliśmy ją do szpitala na ul. Karowej tylko dlatego, że obok jest budynek BBN-u z wyniesionym lądowiskiem - przytaczają przykłady inni ratownicy. - Jeśli wszyscy w koło powtarzają, że najważniejszy jest pacjent, to dobrze, żeby za tymi słowami poszły też jakieś działania - dodają.
Lądowiska dla śmigłowców powinny znaleźć się przy każdym SORze w stolicy. Na razie są tylko dwa, gdzie oficjalnie przy zachowaniu wszystkich warunków bezpieczeństwa może lądować helikopter z pacjentem. To przy ul. Szaserów, gdzie mieści się Centralny Szpital Kliniczny MON i przy Centrum Zdrowia Dziecka. - Lądujemy też przy szpitalu na ul. Banacha, ale to tylko lądowisko przygodne, bo nie jest zarejestrowane, nie posiada oświetlenia i nie spełnia wszystkich formalnych wymagań - przyznaje dyrektor Przybysz.
Karetką szybciej?
- To są duże opory dyrektorów szpitali - twierdzi dr Bońda. Nie chcą wykładać pieniędzy z własnego budżetu na budowę lądowisk. Efekt jest taki, że śmigłowiec z pacjentem od wypadku do lądowiska przylatuje szybciej niż kartka przeciśnie się przez korki i dowiezie poszkodowanego z lądowiska do właściwego szpitala. Budowa lądowiska to spore koszta, ale menadżerowie w szpitalach są po to by te pieniądze znaleźć.
Tymczasem nowy śmigłowiec pogotowia swoje miejsce na stałe znajdzie na lotnisku Babice. Za sobą ma już dwie misje. Maszyna kosztowała 22 mln złotych. W sumie do końca 2010 roku w służbie Lotniczego Pogotowia Ratunkowego w całej Polsce ma być ponad 20 takich maszyn. Wszystkie finansowane z pieniędzy Ministerstwa Zdrowia.
do góry
Warmińsko-Mazurskie: skąd będzie latał EC 135?
z dnia 2010-03-05 09:12:12
Baza LPR być może będzie musiała przenieść się pod Olsztyn.
Prawdopodobnie 10 marca dowiemy się gdzie w województwie Warmińsko-Mazurskim będzie stacjonował nowy helikopter Lotniczego Pogotowia Ratunkowego EC 135.
Dotychczas helikopter LPR stacjonował na terenie Aeroklubu Warmińsko-Mazurskiego Olsztyn – Dajtki. Niestety, żeby mógł tam stacjonować nowy EC 135, trzeba wybudować nowe pomieszczenia dla LPR. Problem w tym, że nie można tego zrobić gdyż plan zagospodarowania terenu mówi, że mają tam być ścieżki rowerowe – podaje Gazeta Wyborcza.
Nad zmianą planu zagospodarowania terenu pochylił się Wojewódzki Sąd Administracyjny w Olsztynie.
– 10 marca ma zapaść decyzja WSA. Jeżeli będzie dla nas korzystna to skłaniamy się ku tej lokalizacji – mówi portalowi rynekzdrowia.pl Justyna Sochacka, rzecznik prasowy LPR.– Jeżeli sąd zdecyduje inaczej wówczas będzie rozpatrywana inna lokalizacja bazy, poza Olsztynem. Alternatywą jest usytuowanie bazy w Gryźlinach...
Lotnicze Pogotowie Ratunkowe do końca tego roku ma otrzymać wszystkie z 23 zakupionych helikopterów EC 135. Do baz w Szczecinie i Krakowie już trafiły nowe maszyny.
do góry
Dajtki czy Gryźliny? Skąd wyleci helikopter pogotowia
z dnia 2010-03-04 10:19:33
Aeroklub z Dajtek i olsztyńskie starostwo zarządzające lotniskiem w Gryźlinach stają do wyścigu o nową bazę dla superhelikoptera lotniczego pogotowia. - Dla chorych drugorzędne znaczenie ma, czy lądowisko będzie w Olsztynie czy poza miastem - uspokaja pełnomocnik wojewody ds. ratownictwa.
Pogotowie lotnicze w Olsztynie potrzebuje nowej bazy, by obsługiwać ratowniczy śmigłowiec EC 135, który w całym kraju zastępuje wysłużone Mi-2. - Maszyna jest nowocześnie wyposażona i z tego powodu wymaga innego traktowania, niż obecnie użytkowane śmigłowce - wyjaśnia Robert Gałązkowski, dyrektor Lotniczego Pogotowia Ratunkowego.
Jego zdaniem warunków na przyjęcie nowych śmigłowców nie spełnia obecna baza na Dajtkach, gdzie Mi-2 korzysta z gościnności Aeroklubu Warmińsko-Mazurskiego. - W użytkowanym przez nas hangarze przechowywane są także inne samoloty, mają do niego wstęp ludzie niezwiązani z LPR - dodaje Gałązkowski. - Warta 22 mln zł nowa maszyna z delikatnym wyposażeniem elektronicznym wymaga osobnego pomieszczenia, by odpowiednio ją serwisować.
Na dodatek miejsce, gdzie stoi gotowy do startu śmigłowiec, dzieli od hangaru kilkadziesiąt metrów. Mi-2 ma koła, można go przepchać. Nowy EC 135 stoi na płozach, więc przestawić go byłoby o wiele trudniej. - Moim obowiązkiem jest utrzymanie działalności LPR na Warmii i Mazurach, dlatego muszę szukać miejsca na bazę spełniającą konieczne warunki - wyjaśnia Gałązkowski.
Dyrektor wyjaśnia, że zaczął się rozglądać za miejscem poza Olsztynem, bo na lotnisku na Dajtkach nie można zbudować nowych pomieszczeń dla LPR. Uniemożliwia to przyjęty jeszcze w 2001 r. plan zagospodarowania przestrzennego, który w miejscu planowanego hangaru przewiduje budowę ścieżek rowerowych. Lotnisko walczy w sądzie administracyjnym o uchylenie tego planu, by budowa bazy stała się możliwa. - W pozwie zaznaczyliśmy, że przed uchwaleniem planu nie konsultowano tego z Aeroklubem Polski, który jest wieczystym użytkownikiem tego terenu i jego zarządcą, ani z Urzędem Lotnictwa Cywilnego - opowiada Michał Szanter, dyrektor Aeroklubu Warmińsko-Mazurskiego. - Dlatego uważam, że sąd uchyli zapisy planu. Za tydzień wszystko się wyjaśni.
Gałązkowski, czekając na decyzję sądu, wystąpił do powiatu olsztyńskiego o wydzierżawienie na bazę hektara terenu na terenie lądowiska w Gryźlinach. Satysfakcji z takiej propozycji nie ukrywa starosta Mirosław Pampuch, który zamierza zrobić w tym odległym od centrum Olsztyna o 20 km miejscu lotnisko z prawdziwego zdarzenia. - Jesteśmy już po rozmowach z firmą, która ma tu otworzyć stację paliw dla samolotów [pisaliśmy o tym dwa tygodnie temu - red.]. Powstanie bazy LPR byłoby kolejnym elementem ożywienia lądowiska - mówi. - Wystąpiliśmy już oficjalnie do władz Stawigudy, która jest współwłaścicielem terenu, o zgodę na budowę siedziby lotniczego pogotowia. Decyzję podejmie rada gminy.
Szanter przekonuje, że budowa bazy LPR na Dajtkach byłaby korzystna dla pacjentów. - Rozumiem starostwo, które chce promować Gryźliny. Pamiętajmy jednak, że to u nas jest lepsze wyposażenie przydatne przy startach i lądowaniach, takie jak oświetlenie pasa czy wskaźnik wiatru - mówi. - Leżymy też bliżej olsztyńskich szpitali, co ma znaczenie, jeśli helikopter kilka razy wraca na miejsce wypadku, by przetransportować chorych, a potem leci na lotnisko, by zatankować paliwo. Zużywa na to mniej czasu.
Także Marek Zaczek, pełnomocnik wojewody ds. ratownictwa, uważa, że pozostawienie bazy LPR w Olsztynie byłoby lepszym rozwiązaniem. - W tym samym miejscu stacjonuje też karetka pogotowia, jest infrastruktura - wylicza. - Jednak dla pacjentów różnica między Gryźlinami i Olsztynem nie jest wielkim problemem. Bo to skąd helikopter wystartuje do akcji przy tej odległości nie ma znaczenia.
Gdzie więc LPR postawi nową bazę? - Czekamy na orzeczenie sądu w sprawie planu dla Dajtek. Wtedy będziemy się zastanawiać - odpowiada Robert Gałązkowski.
Nowe śmigłowce pogotowia
Ministerstwo Zdrowia dało pieniądze na 23 śmigłowce ratownicze EC 135. Dotąd dostały je bazy w Szczecinie i Krakowie. Pozostałe maszyny mają być dostarczone do końca 2010 roku. Nowy śmigłowiec Lotniczego Pogotowia Ratunkowego ma 12 metrów długości, 10-metrowe łopaty (krótsze o pięć metrów, niż w Mi-2), co ułatwia lądowanie na drogach i w trudnym terenie. Naszpikowany jest elektroniką - ma autopilota, system automatycznej stabilizacji lotów, urządzenia sygnalizujące zbliżanie się innych statków powietrznych, radar pogodowy pozwalający ominąć niebezpieczne obszary oraz tzw. transponder, umożliwiający pilotaż w dzień i w nocy.
do góry
Gdańsk: już za miesiąc Eurocopter wystartuje do pracy
z dnia 2010-02-25 16:36:14
W gdańskiej bazie Lotniczego Pogotowia Ratunkowego na lotnisku w Rębiechowie, stacjonuje już nowoczesny śmigłowiec ratowniczy Eurocopter EC-135.
– Zanim śmigłowiec wejdzie do użytku operacyjnego, piloci muszą spędzić za jego sterami jeszcze trzydzieści godzin, realizując specjalny program szkoleniowy, zatwierdzony przez Urząd Lotnictwa Cywilnego – mówi portalowi rynek zdrowia.pl Justyna Sochacka, rzecznik prasowy LPR.
Na razie zatem na nowym nabytku LPR szkolą się piloci. W ramach szkolenia trenują podejścia do różnych szpitalnych lądowisk. Nowa maszyna przystosowana jest także do latania w nocy, więc i ten wariant trzeba przećwiczyć. Gorzej natomiast z liczbą lądowisk przystosowanych do lądowań nocnych. Najbliższe, poza Rębiechowem jest w Elblągu.
Uczyć się muszą nie tylko piloci, ale także pozostali członkowie załogi: ratownicy i lekarze. Zanim wszyscy nie przejdą wymaganego szkolenia, dyżur pełnić będzie, tak jak do tej pory, śmigłowiec Mi-2.
– Zgodnie z harmonogramem, szkolenie w gdańskiej bazie powinno zakończyć w przyszłym miesiącu. Pod koniec marca nowa maszyna powinna wejść w grafik dyżurów – zapowiada rzecznik LPR.
W podobnym terminie służbę powinnien zacząć kolejny Eurocopter EC-135, który będzie stacjonował w Warszawie.
Nowe maszyny LPR mają większy zasięg niż używane do tej pory śmigłowce Mi-2. Są dużo szybsze i mają znacznie lepsze wyposażenie medyczne. Łatwiejszy jest też załadunek rannego. Dzięki mocniejszym silnikom Eurocopter jest także znacznie bezpieczniejszy: w przypadku awarii jednego z dwóch silników, można normalnie kontynuować lot.
do góry
Nowoczesny helikopter ratowniczy jest już w Pomorskiem
z dnia 2010-02-25 11:54:22
Mieszkańcy województwa pomorskiego otrzymali nowoczesny helikopter ratowniczy - Eurocopter 135. Póki co szkoli się na nim załoga, ale jeszcze w marcu będzie wykorzystywany na dyżurach Lotniczego Pogotowia Ratowniczego w Gdańsku.
Gdańska maszyna jest jedną z 23 zamówionych przez ministra zdrowia dla Lotniczego Pogotowia Ratunkowego. Wszystkie, zgodnie z kontraktem, mają być dostarczone do Polski do końca roku.
Do tej pory zostało dostarczonych sześć maszyn - jedna już jest wykorzystywana w Krakowie, druga w Szczecinie, a na pozostałych póki co szkolą się załogi ratownicze.
Tak jest w gdańskiej bazie LPR, która znajduje się przy pasie startowym lotniska w Rębiechowie.
- Zanim śmigłowiec będzie wykorzystywany na dyżurach, piloci muszą spędzić za jego sterami pięćdziesiąt godzin, realizując specjalny program szkoleniowy, zatwierdzony przez Urząd Lotnictwa Cywilnego - mówi Justyna Sochacka, rzecznik prasowy LPR.
- Muszą też przećwiczyć loty nocne. Na nowej maszynie szkolą się nie tylko piloci, ale i pozostali członkowie załogi: ratownicy i lekarze.
Eurocopter 135 zastąpi wysłużony śmigłowiec radzieckiej konstrukcji Mi-2.
- Jest zdecydowanie szybszy, ma najlepsze wyposażenie medyczne i jest bezpieczniejszy. A co najważniejsze może latać nocą - mówi Sochacka.
Niestety, w województwie pomorskim jest tylko jedno zarejestrowane przyszpitalne lądowisko sanitarne dla śmigłowców ratowniczych - przy szpitalu w Wejherowie.
- Oprócz tego są tzw. miejsca przystosowane do startów i lądowań. Powinna je mieć każda gmina. Niestety, nie wszystkie takie miejsca nadają się w praktyce do lądowań, zwłaszcza nocnych. Te będą się odbywały przy współpracy ze Strażą Pożarną - wyjaśnia Justyna Sochacka.
Załoga ratownicza będzie latała śmigłowcem do wypadków i nagłych zachorowań. Zajmie się też transportem pacjentów wymagających opieki medycznej pomiędzy zakładami opieki zdrowotnej oraz transportem medycznym spoza granic kraju, np. transportem Polaków, ofiar wypadków lub nagłych zachorowań, do których doszło poza granicami Polski.
do góry
Kłopoty z transportem chorego do śmigłowca
z dnia 2010-02-22 09:52:29
W Nakle nad Notecią boisko boczne stadionu miejskiego wyznaczone jest na lądowisko dla śmigłowców Lotniczego Pogotowia Ratunkowego. 21 lutego 2010 roku zaistniała konieczność transportu chorego śmigłowcem z Nakła nad Notecią.
Boisko boczne zaśnieżone grubą warstwą śniegu do tego nieodgarnięty dojazd ze śniegu dla karetki spowodował , że śmigłowiec ze względu na bezpieczeństwo wylądował na płycie głównej. Zrodził się kolejny problem, jakim była zamknięta brama na kłódkę. Tylko dzięki strażakom i obsłudze karetki dostarczono chorego do śmigłowca.
Wszyscy wiemy, że w naszym klimacie są zimy i trzeba przewidywać i taką konieczność jak wylądowanie śmigłowca LPR w celu zabrania chorego bądź rannego do innego szpitala a tym samym przygotowanie lądowiska i dojazdu do niego. Do końca zimy pozostało jeszcze trochę czasu i dajemy pod rozwagę służbą odpowiedzialnym za lądowisko rozwiązanie tego problemu na przyszłość.
do góry
Śmigłowiec na boisku
z dnia 2010-02-22 09:49:48
Lekarze z braniewskiego szpitala wezwali śmigłowiec Lotniczego Pogotowia Ratunkowego, aby przetransportował pacjenta do szpitala specjalistycznego w Olsztynie.19 lutego na odśnieżonej płycie stadionu w Braniewie wylądował śmigłowiec Lotniczego Pogotowia Ratunkowego. Poszkodowaną osobę przewieziono ze szpitala karetką, a następnie umieszczono w śmigłowcu.
Miejsce lądowania maszyny zabezpieczali braniewscy strażacy. Ratownicy pomogli także w przetransportowaniu rannego z karetki do śmigłowca.
To pierwsza od dłuższego czasu wizyta jednostki LPR w Braniewie.
do góry
Czołowe zderzenie ciężarówek
z dnia 2010-02-19 10:04:16
Dziś na prostym odcinku drogi pomiędzy Gniewowem a Starą Przysieką (gm. Śmigiel) doszło do czołowego zderzenia dwóch samochodów ciężarowych. Tir wiozący kilkadziesiąt ton ładunku wbił się w kabinę mniejszej ciężarówki.
Do zderzenia doszło podczas wymijania. 46-letni kierowca ciężarowego mana z Kościana został zabrany do poznańskiego szpitala przez śmigłowiec Lotniczego Pogotowia Ratunkowego. Ma otwarte złamanie podudzia.
- Z naszych wstępnych ustaleń wynika, że do zderzenia pojazdów doszło podczas ich wymijania na wąskim, ograniczonym po bokach śnieżnymi zaspami odcinku drogi – relacjonuje Mateusz Marszewski, oficer prasowy kościańskiej policji, tłumacząc, że daf z naczepą prowadzony przez 53-latka z powiatu gostyńskiego zderzył się z ciężarowym manem kabinami. - Obaj kierujący byli trzeźwi.
W akcji ratunkowej uczestniczyli strażacy z Kościana i Śmigla, pogotowie ratunkowe z Kościana oraz śmigłowiec Lotniczego Pogotowia Ratunkowego. Policja bada okoliczności wypadku.
do góry
Zaparkował na szpitalnym lądowisku dla helikopterów
z dnia 2010-02-18 09:55:23
Bezmyślnością popisał się ojciec małego pacjenta DSK i zaparkował na szpitalnym lądowisku dla helikopterów. Śmigłowiec, który właśnie nadleciał, miał niemały problem z bezpiecznym wylądowaniem.
– Zamówiliśmy śmigłowiec, aby zabrał jednego z pacjentów do innego szpitala. Okazało się, że na lądowisku stoi zaparkowany samochód – opowiada Agnieszka Osińska, rzecznik Dziecięcego Szpitala Klinicznego.
– Wezwaliśmy policję, po numerach rejestracyjnych doszliśmy, kim jest właściciel. Później szukaliśmy go w szpitalu. Jednak śmigłowiec musiał lądować, kiedy samochód jeszcze stał na lądowisku.
Kierowcę udało się znaleźć po kilku minutach na jednym z oddziałów. Przyjechał z chorym dzieckiem na spzitalny oddział ratunkowy. Jednak to go nie usprawiedliwia, będzie musiał ponieść koszty przyjazdu lawety, która została wezwana aby odholować samochód.
– Nie zauważyłem znaku – mówił nam mężczyzna. – Śpieszyło mi się i stanąłem gdzie było wolne miejsce.
– To pierwszy taki przypadek, kiedy ktoś zaparkował na lądowisku – mówi Osińska. – Brama nie jest teraz zamykana, bo ze względu na śnieg i mróz moglibyśmy mieć problem z jej szybkim otwarciem. Rozumiemy rodziców, którym się spieszy, ale nie można tak robić. Każdy z nas może być w sytuacji, kiedy dziecko potrzebuje pilnej pomocy, a nie można jej udzielić bo ktoś zastawił wjazd np. dla karetki.
do góry
Poległym w katastrofie Mi-2 LPR
z dnia 2010-02-18 09:50:56
W dniu Święta Lotnictwa w Jarostowie odsłonięto obelisk, upamiętniający dwie ofiary katastrofy śmigłowca Lotniczego Pogotowia Ratunkowego. Lecący z pomocą Mi-2 rozbił się tu dokładnie rok temu – śmierć ponieśli pilot i pielęgniarz. Ich pamięci poświęcono też dwa zasadzone dęby, którym nadano imiona tragicznie zmarłych: Janusz i Czesław.
Ratownik 13 wystartował z wrocławskiego lotniska 17 lutego 2009 roku o godzinie 7:26. Na 109 kilometrze autostrady A4 doszło do karambolu z udziałem kilkunastu samochodów. Byli ranni. Na pokładzie należącego do Lotniczego Pogotowia Ratunkowego śmigłowca Mi-2 (SP-ZXC) znajdowała się trzyosobowa załoga: pilot Janusz Cygański, pielęgniarz Czesław Buśko oraz lekarz Andrzej Nabzdyk. Maszyna leciała w kierunku Budziszowa Wielkiego, gdzie doszło do karambolu. Po około 10 minutach lotu nastąpiło nagłe pogorszenie pogody – pojawiły się mgła i intensywny opad śniegu. Według zapisu pokładowego zegara, dokładnie o godzinie 7:40:30 śmigłowiec z prędkością 160-180 km/h zderzył się z ziemią. Półtorej godziny później do wraku dotarły pierwsze ekipy ratownicze – o godzinie 9:30 potwierdzono informację o śmierci pilota i pielęgniarza. Lekarz, który wezwał pomoc, przeżył. Z poważnymi obrażeniami trafił do szpitala. Walczył o życie, stracił nogę. Dziś pracuje we wrocławskim pogotowiu.
Dzień po wypadku, 18 lutego, dyrektor LPR Robert Gałązkowski mówił: w dniu wczorajszym polskie ratownictwo lotnicze straciło dwóch wspaniałych i oddanych misji ratowania życia ludzi – pilota Janusza Cygańskiego i pielęgniarza Czesława Buśko. Odeszli od nas lecąc na pomoc poszkodowanym, realizując zadania Śmigłowcowej Służby Ratownictwa MedycznegoPół roku po katastrofie dr Nabzdyk wziął udział w uroczystości poświęconej pamięci tragicznie zmarłych pracowników LPR.
W miejscowości Jarostów, w pobliżu której rozbił się Ratownik 13, w dniu Święta Lotnictwa – 28 sierpnia 2009 roku – odsłonięto upamiętniający tragedię obelisk. Ufundowali go piloci i ratownicy z Jednostki Poszukiwawczo-Ratowniczej ze Złotoryi (z Bazy Lotniczej "Baryt") oraz LPR. Uroczystego odsłonięcia obelisku dokonały żony tragicznie zmarłych – Emilia Cygańska i Marta Buśko.
W smutnej uroczystości, oprócz kadry jednostki, przedstawicieli LPR, lokalnej delegatury ULC, władz samorządowych, wzięli udział pamiętający o kolegach lotnicy, ratownicy i strażacy oraz wiele innych osób. Spadochroniarze z "Trawersu" oraz pracownicy LPR wystawili posterunki honorowe. Zmarłych wspominali m.in. wójt gminy Udanin, Teresa Olkiewicz, oraz dr Zbigniew Żyła z LPR. Na zakończenie, w pobliżu zasadzono dwa dęby. Ku pamięci poległych śmiercią lotnika nadano im imiona: Janusz i Czesław.
Od dnia katastrofy do odsłonięcia obelisku załogi LPR jeszcze dwukrotnie niosły pomoc na terenie gminy.
Okolicznościowe spotkanie pod obeliskiem odbyło się także dzisiaj, w pierwszą rocznicę katastrofy. – Uczestniczyli w nim nasi współpracownicy, koledzy i przyjaciele. Poświęciliśmy poległym chwilę zadumy, zapaliliśmy znicze pod obeliskiem i złożylismy wieńce – mówi komendant Jednostki Poszukiwawczo-Ratowniczej ze Złotoryi, Jan Czesław Kusek. Wielu z ratowników z JPR doskonale pamięta Janusza Cygańskiego. – Od wielu lat współpracował z jednostką jako pilot i instruktor spadochronowy – wspomina kolegę Kusek.
do góry
Dolny Śląsk jest bez Eurocoptera
z dnia 2010-02-17 09:27:14
Rok po katastrofie Dolny Śląsk nie doczekał się nowoczesnego śmigłowca. Do wypadków na autostradzie rusza po zmroku zwykła karetka pogotowia.
Dwa ultranowoczesne śmigłowce Eurocopter EC135 Lotniczego Pogotowia Ratunkowego są już w Krakowie i Goleniowie (Zachodniopomorskie). Dolny Śląsk nadal ma stary helikopter Mi-2, o gorszych parametrach. Nie można nim latać po zmroku i w temperaturze poniżej minus 20 stopni C.
Tak sytuacja wygląda dziś, równo rok po tragicznej katastrofie śmigłowca ratowniczego przy autostradzie A4 w powiecie średzkim. Zginęli wtedy pilot Janusz Cygański i ratownik Czesław Buśko. Lekarz Andrzej Nabzdyk został poważnie ranny: w efekcie wypadku stracił nogę. Śmigłowiec rozbił się w gęstej mgle, lecąc na pomoc ofiarom karambolu.
- Ten Eurocopter przydałby się choćby w ostatni piątek, gdy w podwrocławskim Turowie mieliśmy o 7 rano takie czołowe zderzenie dwóch samochodów, że do szpitali trafiło sześciu poszkodowanych - opowiada Zbigniew Dragan, wicedyrektor Pogotowia Ratunkowego we Wrocławiu.
Zaznacza, że o ile w granicach miasta ambulanse lepiej sprawdzają się w czasie dowozu ofiar do izby przyjęć, to poza granicami najskuteczniejszy jest helikopter. Ale o tej porze roku tak wcześniej rano Mi-2 nie mógł wystartować.
Dwa kolejne Eurocoptery trafią do Gdańska i Warszawy. - Ale w następnej kolejności jest Wrocław - zapewnia Robert Gałązkowski, dyrektor LPR. EC135 ma być u nas na przełomie lipca i sierpnia.
Zaraz po katastrofie minister zdrowia Ewa Kopacz twierdziła, że pierwszy z 23 zamówionych dla Polski nowoczesnych śmigłowców trafi do Wrocławia. Miało do tego dojść w sierpniu 2009 roku. Potem nie chciała komentować tej wypowiedzi.
- Musiało dojść do nieporozumienia - uważa Gałązkowski. Tłumaczy, że zgodnie z harmonogramem dostawy śmigłowców pierwszy miał się pojawić w Polsce w sierpniu 2009 r. Potem piloci musieli przejść szkolenia. W grudniu Eurocopter trafił do Krakowa.
- Kraków, Goleniów, Warszawa i Gdańsk to bazy regionalne, obejmujące swym zasięgiem większy obszar niż filie naszego pogotowia, do których należy Wrocław - tłumaczy dyrektor LPR. Podkreśla, że Wrocław jako pierwszy z filii dostanie EC135. Piloci zakończyli już szkolenie teoretyczne i wybierają się do Niemiec na praktyczne.
do góry
Doktor Nabzdyk wrócił do pracy
z dnia 2010-02-17 09:23:42
Cała Polska usłyszała o nim rok temu, gdy jako jedyny ocalał z katastrofy śmigłowca lotniczego pogotowia ratunkowego. Andrzej Nabzdyk był ciężko ranny, stracił nogę, ale wrócił do pracyAndrzej Nabzdyk pracuje na oddziale ratunkowym szpitala we Wrocławiu. Pomaga ofiarom wypadków. Pod lekarskim fartuchem ukryta jest nowoczesna proteza nogi. Tylko jej właściciel zna prawdę o ciężkim leczeniu i rehabilitacji.
O jego życie walczyli lekarze, z którymi dziś pracuje na oddziale. Rok temu rutynowy lot do ofiar karambolu na autostradzie zakończył się katastrofą. Zginął pilot i ratownik medyczny. Andrzej Nabzdyk przez kilka dni walczył o życie.
Gdy tylko poczuł się lepiej zapowiedział – nie będę rencistą. Lotniczy śmigłowiec zamienił jednak na karetkę.
To cud, że przeżył. A potem nie poddał się i wrócił.
– Półtora miesiąca po wyjściu ze szpitala już stałem na nogach, już chodziłem. Nie zdążyłem sobie wyrobić poczucia bycia niepełnosprawnym – powiedział Andrzej Nabzdyk.
W pogotowiu nikt nie ma wątpliwości, że to właściwy człowiek na właściwym miejscu. Dr Nabzdyk pracuje też pracuje w miejskim centrum powiadamiania ratunkowego i prowadzi szkolenia.
17 lutego, doszło do katastrofy lotniczej, w której zginęły dwie osoby. Śmigłowiec Lotniczego Pogotowia Ratunkowego z trzema osobami na pokładzie leciał do wypadku na autostradzie A4, niedaleko Wrocławia. Na miejsce jednak nie dotarł, rozbił się we mgle.
Pielęgniarz Czesław Buśko i pilot Janusz Cygański zginęli na miejscu. Cudem ocalał tylko Nabzdyk, któremu trzeba było amputować prawą nogę.
Lekarz z katastrofy mało co pamięta. Dlatego też niewiele o niej mówi. Dopiero z mediów bądź od znajomych dowiadywał się o szczegółach tragedii. Lekarz nie pamiętał np. z iloma osobami rozmawiał przez telefon, gdy w rozbitym śmigłowcu czekał na pomoc.
W ubiegłym roku Andrzej Nabzdyk został odznaczony Krzyżem Kawalerskim Odrodzenia Polski, który przyznawany jest przez prezydenta RP.
do góry
LPR: nowy śmigłowiec
z dnia 2010-02-16 10:18:39
Zielonogórskie Lotnicze Pogotowie Ratunkowe czeka na nowy śmigłowiec i szykuje się do budowy nowej bazy. Maszyna ma pojawić się u nas wraz z początkiem przyszłego roku„To Eurocopter EC 135 z wyposażeniem najnowszej generacji i takim sprzętem medycznym. Mi - 2 Plus który lata teraz, od przyszłego roku nie będzie dopuszczony do lotów" - mówi Paweł Gątkowski, kierownik filii zielonogórskiego Pogotowia.
Nowy śmigłowiec musi mieć odpowiednie warunki do przechowywania, stąd w połowie roku na lotnisku w podzielonogórskim Przylepie zacznie się budowa bazy dla zielonogórskiego Pogotowia Lotniczego.
„Wewnątrz hangaru musi panować odpowiednia temperatura. Całkowicie nowa baza stanie na wjeździe do lotniska. Nie będzie ganiania do śmigłowca, jak teraz, będziemy go mieli przez ścianę" - cieszy się Paweł Gątkowski.
Projekt budowy bazy jest już gotowy. Do końca robót ratownicy będą dyżurować w obecnej siedzibie.
do góry
Wałbrzych: Piloci śmigłowców LPR zdobywali doświadczenie nad górami
z dnia 2010-02-10 10:57:37
Przez ubiegły tydzień miejscowość Sokolec w gminie Nowa Ruda była miejscem intensywnych ćwiczeń pilotów Lotniczego Pogotowia Ratunkowego ze Szczecina i Zielonej Góry. W najbliższym czasie będą zastępowali swoich kolegów pilotów z wrocławskiego LPR. Dlatego musieli się zapoznać ze specyfiką startów, lotów i lądowań w obszarach górskich.
- Piloci z wrocławskiego LPR przez miesiąc będą w Niemczech, gdzie przejdą wstępne szkolenie na śmigłowcach eurocopter - wyjaśnia Wojciech Wiejak, pilot i instruktor lotniczy. - Maszyny zastąpią w LPR śmigłowce typu Mi-2. Eurocopter dla Dolnego Śląska ma trafić do Wrocławia w lipcu tego roku.
W barwach LPR mają latać docelowo 23 śmigłowce eurocopter EC 135. Pierwszą z takich maszyn ma już Kraków. Na przyszły rok zaplanowano kolejne szkolenie pilotów w lotach nad terenami górskimi, ale już na nowych maszynach.
To w okolicach Sokolca wykorzystano również do skoordynowania działań LPR z ratownikami Wałbrzysko-Kłodzkiej Grupy GOPR. - Ćwiczyliśmy m.in. naprowadzanie śmigłowca na wyznaczone miejsce z wykorzystaniem GPS - tłumaczy Mariusz Rzepecki, zastępca naczelnika Wałbrzysko-Kłodzkiej Grupy GOPR.
Oprócz ćwiczeń, piloci i ratownicy GOPR uczestniczyli również w prawdziwych akcjach ratowniczych. W ubiegły wtorek w okolicach masywu Śnieżnika zabłądziło dwóch 25-letnich studentów z Wrocławia. Ze względu na pogorszenie warunków pogodowych, zeszli ze szlaku w pobliżu Góry Stromej i zatelefonowali po pomoc pod numer alarmowy GOPR.
Mężczyźni nie potrafili podać dokładnego położenia. Ratownicy musieli bazować wyłącznie na opisie miejsca, w którym znaleźli się turyści. Dzięki kunsztowi pilota Wojciecha Wiejaka udało się namierzyć miejsce, gdzie przebywali studenci. Śmigłowiec musiał dwa razy przyziemiać na niewielkiej polanie, by wysadzić ratownika oraz zabrać go z poszkodowanymi.
Studenci byli przemarznięci, ale ich życiu nie zagrażało niebezpieczeństwo. W piątek połączone siły GOPR i LPR udzieliły natomiast pomocy 10-letniemu chłopcu. Zjeżdżając na nartach ze stoku w Sokolcu, upadł i złamał nogę. Ratownicy przetransportowali go śmigłowcem do szpitala im. Sokołowskiego w Wałbrzychu, który ma oddział ratunkowy z lądowiskiem.
do góry
Służby przygotowują się do powodzi
z dnia 2010-02-10 10:55:27
Do walki z wielką wodą gotowych jest 110 tysięcy ratowników i 10 tysięcy żołnierzy.
Przygotowanych jest blisko 1300 łodzi, pontonów i motorówek, ponad 6,5 tysiąca agregatów prądotwórczych i prawie 8 milionów worków na piasek.
To nie koniec, w gotowości jest też 48 samolotów i śmigłowców policji, straży granicznej, GOPR-u, TOPR-u oraz Lotniczego Pogotowia Ratunkowego.
Wojsko ma do dyspozycji 2 416 jednostek różnego typu sprzętu specjalistycznego. W razie potrzeby może też użyć 41 śmigłowców i dwóch samolotów.
do góry
Śmigłowce mają gdzie lądować
z dnia 2010-02-10 10:49:49
Większość lądowisk w powiecie krakowskim wyznaczono na boiskach sportowych. Pół roku temu wojewoda zwrócił się do wszystkich gmin w Małopolsce o wyznaczenie miejsc do lądowania dla śmigłowców ratunkowych. Dotychczas takie miejsca wskazało i dokumentację do Lotniczego Pogotowia Ratunkowego przekazało 76 samorządów spośród 182 w Małopolsce.
- Gminy powiatu krakowskiego spisały się na medal. Wszystkie wyznaczyły miejsca do lądowania - powiedziała "Dziennikowi Polskiemu" Joanna Sieradzka, rzeczniczka prasowa wojewody małopolskiego.
W 90 procentach lądowiska wskazano na boiskach sportowych, które bez większych nakładów spełniają wymogi stawiane przez pogotowie lotnicze: płaski teren z dostępem do dróg, którymi w każdej chwili może dojechać na boisko karetka przewożąca osobę chorą czy poszkodowaną w wypadku. Jednak najczęściej brakuje na nich oświetlenia.
W gminie Skawina działa wiele zakładów pracy. Są duże firmy produkcyjne, m.in. na terenie dawnej Huty Aluminium czy Elektrownia i trzeba liczyć się z różnymi zdarzeniami. Na kilkunastokilometrowym odcinku przebiega też bardzo ruchliwa droga krajowa. Przy poważnych wypadkach najszybszym środkiem transportu jest helikopter, bo karetki zbyt długo przebijać się muszą przez zakorkowane drogi.
Skawina, największa gmina w powiecie krakowskim wyznaczyła 21 miejsc do lądowania. Sześć jest w mieście, m.in. na starorzeczu Skawinki, placu przy cmentarzu komunalnym i boiskach. Po trzy są w Radziszowie i Woli Radziszowskiej, a po dwa w Facimiechu i Krzęcinie.
Miejsce do lądowania przydało się np. w styczniu w Czernichowie przy akcji ratowania mieszkanki Krakowa. W Czernichowie miała drewniany domek, który po przyjeździe chciała ogrzać palnikami z butli gazowych postawionych na podłodze. Kiedy przechodziła koło jednej z nich, zapaliło się jej ubranie. Poparzoną kobietę do krakowskiego szpitala zabrał helikopter, który wylądował w pobliżu domu, na łące pomiędzy Urzędem Gminy, a obwodnicą Czernichowa. Tu wyznaczono miejsce na lądowisko. Będzie ono jeszcze funkcjonować, choć krótko, bo w tym roku władze mają plan zagospodarowania łąki na teren rekreacyjny.
do góry
Tymczasowe lądowisko dla śmigłowców sanitarnych w Będzinie
z dnia 2010-02-10 10:45:07
Na najbliższe dwa miesiące tymczasowe lądowisko dla śmigłowców w Będzinie, przy ul. Małobądzkiej i Sportowej, przejęło właśnie cały transport lotniczy, kierowany do Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego nr 5 w Sosnowcu.
Tyle ma bowiem potrwać gruntowna modernizacja przyszpitalnego lądowiska, która po zamontowaniu odpowiedniego oświetlenia m.in. pozwoli przyjmować tutaj helikoptery z rannymi także nocą. Nie bez znaczenia pozostaje także oczywiście fakt, że sosnowiecka placówka będzie jedynym w województwie śląskim Centrum Urazowym, gdzie właśnie głównie drogą lotniczą trafiać będą najciężej poszkodowane osoby. Co prawda wysłużony śmigłowiec MI 2 z gliwickiej bazy Lotniczego Pogotowia Ratunkowego po zmroku i tak nie może dziś być wykorzystywany w nagłych przypadkach, ale w Krakowie stacjonuje już nowoczesna maszyna EC 135 (Eurocopter), typowy śmigłowiec medyczny, przystosowany do lotów nocnych.
- I właśnie m.in. dlatego chcemy jak najszybciej zmodernizować nasze lądowisko. Nasza placówka znajduje się bowiem na granicy województw, śląskiego i małopolskiego, a Eurocopter z Krakowa lądował już u nas. Tak dzieje się na przykład wtedy, kiedy trzeba przetransportować osoby z okolic Olkusza - mówi Czarosław Kijonka, ordynator Szpitalnego Oddziału Ratunkowego w WSS nr 5.
Na Eurocoptera w Gliwcach trzeba będzie niestety poczekać jeszcze co najmniej rok. - Plany zakładają przekazanie go w lutym 2011 roku - mówi Justyna Wojteczek, rzeczniczka Lotniczego Pogotowia Ratunkowego.
By umożliwić ratownikom pełne wykorzystanie zalet nowej maszyny konieczna jest modernizacja lądowiska w sosnowieckim szpitalu, bo to właśnie tam w 85 procentach transportowani są pacjenci potrzebujący specjalistycznej pomocy. - Wyposażamy je w oświetlenie, ułatwiające pilotowi nawigację, nową nawierzchnię i odpowiedni drenaż - wyjaśnia Iwona Łobejko, dyrektorka WSS nr 5 w Sosnowcu. - Tylko w ubiegłym roku przyjęto w naszym oddziale ratunkowym prawie 17 tysięcy osób. Ponad 2500 z nich było w stanie zagrożenia życia - dodaje dyrektorka.
Remont lądowiska będzie kosztował około 1,5 mln zł. Pieniądze pochodzą m.in. z budżetu województwa śląskiego (1 mln 161 tys. 566 zł), z Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego (136 tys. 717 zł), a środki własne szpitala, to 7 tys. 331 zł.
Na czas modernizacji lądowiska przy sosnowieckim szpitalu helikoptery będą lądować w Będzinie. - Miejskie służby zostały włączone do niezbędnych przygotowań np. odśnieżania i oczyszczenia terenu. Zabezpieczeniem podczas lądowań i startów będzie zajmować się straż miejska - mówi Radosław Baran, prezydent Będzina.
Jedyne centrum
Do końca 2013 r. w całej Polsce ma zostać uruchomionych 14 centrów urazowych, czyli wydzielonych części szpitala, w których specjalistyczne oddziały zabiegowe są powiązane ze sobą organizacyjnie. Jedyne w woj. śląskim powstanie w WSS nr 5 w Sosnowcu. Centra pozwolą na szybką diagnostykę i kompleksowe leczenie w jednym, wysoko wyspecjalizowanym szpitalu. O ich lokalizacji decyduje zarówno jakość ośrodka medycznego, jak i liczba ludności w jego niedalekim zasięgu, czy też dostępność do lądowiska dla śmigłowca ratunkowego. Każde centrum urazowe będzie dysponować stale gotową salą operacyjną, pracownią endoskopii diagnostycznej i zabiegowej, pracownią diagnostyki obrazowej i laboratoryjnej.
Stale dyżurować w nim będą wyspecjalizowane zespoły lekarzy.
do góry
Smardzów: Pomogli uratować człowieka
z dnia 2010-02-10 10:42:31
Lądowisko dla śmigłowca ratunkowego w gminie Oleśnica znajduje się w Smardzowie.
- Umiejscowione za budynkiem świetlicy boisko spełnia minimum warunków, by w sytuacji zagrożenia życia w warunkach dobrej widoczności mógł tam lądować śmigłowiec - mówi Jerzy Trzciański z gminy. 5 lutego pan Jerzy otrzymał wiadomość od dyspozytorki pogotowia o planowanym przylocie śmigłowca Lotniczego Pogotowia Ratunkowego z Warszawy po ciężko poparzonego pacjenta przebywającego w oleśnickim szpitalu.
- Rozpoczęło się organizowanie przedsięwzięcia - mówi Jerzy Trzciański. - Do akcji przystąpił jak zawsze solidny i pracowity sołtys Smardzowa Tadeusz Cieślak wraz z synem Krzysztofem.
Sprawnie, swoim domowym sposobem, odśnieżyli płaszczyznę, gdzie miał lądować śmigłowiec oraz drogę dojazdową. Lądowaniu i startowi towarzyszyli strażacy i patrol policji. Gdy wylądował śmigłowiec ratownicy medyczni pobrali z niego potrzebny sprzęt i pojechali po pacjenta. Po powrocie karetki poszkodowany został sprawnie przetransportowany do śmigłowca, który odleciał do Nowej Soli.
Akcję prowadziła i koordynowała dyspozytor Pogotowia Ratunkowego w Oleśnicy Lidia Dębowska. Zabezpieczenie decyzyjno - medyczne prowadziła doktor Jolanta Szymańska - Frankiewicz. Zdjęcia dokumentujące akcję wykonała wnuczka sołtysa Małgorzata Cebula.
do góry
Szpital w Bełchatowie chce lądowiska przez całą dobę
z dnia 2010-02-10 10:39:39
Bełchatowski szpital chce tak zmodernizować lądowisko dla helikopterów, żeby można było z niego korzystać całą dobę.
Na razie przygotowywana jest dokumentacja dla tego przedsięwzięcia. Pieniądze na to miałyby pochodzić m.in. z funduszy unijnych.
Lądowisko dla helikopterów Lotniczego Pogotowia Ratunkowego działa w Bełchatowie od 2006 r. Niestety można tu lądować i startować tylko w ciągu dnia. Żeby helikoptery przyjmować również w nocy, lądowisko musiałoby być odpowiednio przystosowane.
- W tym celu musimy zainstalować wymagane oświetlenie płyty lądowiska, pasa startowego i budynków szpitala - mówi Aneta Kurzyńska, odpowiedzialna za projekt konkursowy. - Te prace pozwolą przy okazji zmodernizować cały teren lądowiska, ulepszyć drogę dojazdową, by w efekcie zapewnić komfort choremu i personelowi oraz poprawić estetykę obiektu.
Żeby w unijnym programie wystartować, wniosek trzeba złożyć do kwietnia. Rozstrzygnięcie planowane jest na wrzesień. Na razie Bełchatów pracuje jeszcze nad dokumentacją inwestycji.
To niejedyne unijne pieniądze, o jakie bełchatowski szpital zabiega. W sumie złożono sześć projektów na ok. 10 mln zł dofinansowania.
Dzięki nim w szpitalu byłby nowy sprzęt i oprogramowanie do diagnostyki obrazowej, tomograf komputerowy i nowoczesna aparatura do diagnozowania pacjentów.
Z kolei w zakładzie rehabilitacji wiosną powinien być już sprzęt kupiony dzięki pieniądzom z Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych.
do góry
Eurocopter w 2011?
z dnia 2010-02-10 10:35:13
Na początku 2011 roku w gliwickiej bazie Lotniczego Pogotowia Ratunkowego pojawi się nowoczesny Eurocopter.
Maszyna zastąpi będący obecnie na wyposażeniu wysłużony śmigłowiec Mi2. Pod koniec stycznia śmigłowiec Mi2 miał przymusowy postój. Powód? Zastrzeżenia co do jakości paliwa. Zapadła decyzja o zawieszeniu lotów. Po sprawdzeniu okazało się jednak, że wszystko jest w porządku. Po incydencie z paliwem śmigłowiec dostał zgodę na wznowienie lotów. W niedzielę, 7 lutego brał udział w akcji ratunkowej w górach.
Baza Lotniczego Pogotowia Ratunkowego w Gliwicach należy do najrzadziej wykorzystywanych tego typu placówek w kraju. Dlaczego? Ponieważ to czy ekipa śmigłowca zostanie wezwana do wypadku, zależy przede wszystkim od dyspozytora pogotowia. A ten najczęściej na miejsce akcji wysyła tradycyjną karetkę. Tak więc, w efekcie helikopter wzywany jest sporadycznie.
Stare śmigłowce nie są przystosowane do lotów nocnych, a więc mogą latać jedynie pomiędzy 8.00 a 18.00, a w zimie tylko do 15.00. Powodem jest brak wspomagania pilota. Sporą przeszkodą jest także brak odpowiednich miejsc do lądowaniaNowa maszyna w 2011?
W ostatnim czasie pojawiła się informacja, że nowoczesna maszyna, która może latać nocą, pojawi się w miejsce wysłużonego Mi2 pod koniec roku. To byłoby idealne rozwiązanie, ponieważ wtedy kończy się także pozwolenie na eksploatację starej maszyny.
Miejsce na bazę Lotniczego Pogotowia Ratunkowego wynajmowane jest od gliwickiego aeroklubu i obecnie nie ma nawet warunków, aby nowy śmigłowiec mógł tam stacjonować. Dodatkowo wojewoda wystąpił o przeniesienie bazy z powrotem do Katowic. Nikt nie jest jednak w tej chwili w stanie odpowiedzieć czy tak się stanie.
do góry
Wojewoda przypomina gminom o lądowiskach
z dnia 2010-02-08 14:37:54
Trwają prace przy wyznaczaniu dodatkowych miejsc do lądowania dla śmigłowców ratunkowych w Małopolsce. Takie miejsca powinny powstać w każdej gminie. Do tej pory jedynie około 40 proc. gmin wyznaczyło lądowiska.
Dodatkowe lądowiska będą służyć temu, aby jak najszybciej przetransportować chorego czy rannego z miejsca wypadku. Chodzi o to, aby śmigłowce Lotniczego Pogotowia Ratunkowego mogły lądować jak najbliżej miejsca wypadku. Dlatego LPR za pośrednictwem wojewodów poprosił samorządy gminne o wyznaczenie takich miejsc. Powinien to być teren płaski, w pobliżu głównych szlaków komunikacyjnych, dostępny w każdej chwili. O utrzymanie go we właściwym stanie będzie dbała gmina. Mają to być dodatkowe miejsca do lądowania, niezależne od lądowisk przy szpitalach.
Wyznaczanie miejsc trwa już od lipca ubiegłego roku. We wrześniu wojewoda przypominał samorządom o wyznaczeniu miejsc do lądowania. - Do tej pory z tego zadania wywiązało się w pełni około 40 proc. gmin - mówi Stanisław Kracik, wojewoda małopolski. - Chciałbym samorządom, które do tej pory nie wyznaczyły lądowiska, przypomnieć o tej konieczności. To jest sprawa ratowania ludzkiego życia.
76 gmin wyznaczyło miejsca do lądowania i przesłało pełną, właściwą dokumentację do Lotniczego Pogotowia Ratunkowego, które następnie weryfikuje te dane i przeprowadza wizję na miejscu. Pozostałe spośród 182 małopolskich gmin albo przekazało niewystarczającą dokumentację albo w ogóle lądowiska nie wyznaczyło.
- Nie chodzi tu o publiczne wskazywanie palcem winnych - zaznacza wojewoda. - Jednak ci, którzy się z tego obowiązku nie wywiązali, muszą się zmobilizować.
do góry
Goleniowskie służby razem
z dnia 2010-02-08 10:18:08
W Urzędzie Gminy Goleniów odbyło się spotkanie szkoleniowe dotyczące współpracy PSP i OSP z Lotniczym Pogatowiem Ratunkowym. Wykładów i szkoleń wysłuchali też zachodniopomorscy włodarzeNa szkolenie przybyło około 130 strażaków z jednostek OSP z terenu powiatu goleniowskiego.
W spotkaniu udział wzięli zaproszeni goście: Pani Poseł Magdalena Kochan, Wojewoda Zachodniopomorski Marcin Zydorowicz, Dyrektor Regionu Zachód LPR Marcin Podgórski, Zachodniopomorski Komendant Wojewódzki PSP st. bryg. Henryk Cegiełka, V-ce Starosta Tomasz Kulinicz, Prezes Zarządu Oddziału Powiatowego ZOSP RP w Goleniowie K. Ziemba oraz Burmistrzowie i Wójtowie Gmin powiatu goleniowskiego.
Marcin Podgórski zaprezentował zagadnienia związane z rozszerzeniem możliwości operowania Lotniczego Pogotowia Ratunkowego na terenie powiatu goleniowskiego, a w szczególności zagadnienia związane ze sposobami organizacji lądowisk (w tym lądowania w porze nocnej).
Następnie przekazano jednostkom OSP sprzęt do oznaczeń miejsca lądowania śmigłowca w porze nocnej. Poruszono również kwestię reaktywacji działalności lądowiska przy Szpitalu Powiatowym w Goleniowie.
Starosta przekazał do kolportowania i prowadzenia działań prewencyjnych ulotki „CZAD CICHY ZABÓJCA”. Ponadto podsumowano akcję „Gorący Ratownik Ognista Krew” - wyróżnienie otrzymało 12 jednostek OSP, które aktywnie uczestniczyły w IV edycji konkursu i oddały najwięcej krwi.
do góry
Lotniarz roztrzaskał się o ziemię
z dnia 2010-02-08 10:08:55
Tragiczny wypadek w okolicach Brzegu (łódzkie). 50-letni mężczyzna na własnoręcznie skonstruowanym moto-ślizgaczu rozbił się o ziemię. Policja bada, jak doszło do zdarzenia.
Jak mówił w rozmowie z TVN24 młodszy kapitan Arkadiusz Makowski, rzecznik prasowy łódzkiego komendanta wojewódzkiego straży pożarnej w Łodzi, do wypadku doszło ok. godziny 13:30. Zanim straż dojechała na miejsce, był tam już zespół ratownictwa medycznego i Lotniczego Pogotowia Ratunkowego.
- Zespół ratownictwa medycznego stwierdził zgon mężczyzny - powiedział Makowski.
Z dotychczasowych ustaleń policji wynika, że mężczyzna leciał na prototypie motolotni na płozach.
- Właściciel sam go zrobił i wykorzystywał do jazdy po śniegu i lodzie. Był to taki moto-ślizgacz - powiedział PAP biorący udział w akcji ratowniczej aspirant straży pożarnej Mirosław Kaźmierczak.
Jak dodaje w rozmowie z tvn24.pl rzecznik poddębickiej policji Elżbieta Tomczak przyczyną tragedii mógł być nagły i silny podmuch wiatru. - Z relacji świadka wynika, że mężczyzna kilkakrotnie przekoziołkował i rozbił się o ziemię - mówi Tomczak.
do góry
Ratownicy GOPR uratowali studentów z Wrocławia
z dnia 2010-02-08 10:04:33
Tragicznie mogła się zakończyć wyprawa w okolice Śnieżnika dla dwóch 25-latków.
Ze względu na załamanie pogody i złe warunki atmosferyczne, w okolicach góry Stromej zabłądzili i zeszli ze szlaku. Na szczęście mieli telefon komórkowy i zadzwonili pod numer alarmowy wałbrzysko-kłodzkiej grupy Górskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego.
– Mężczyźni nie potrafili podać swojego dokładnego położenia. Musieliśmy bazować tylko na opisie miejsca, w którym się znaleźli – mówi Mariusz Rzepecki, z-ca naczelnika wałbrzysko-kłodzkiej grupy GOPR. – We wskazane miejsce ruszyli na nartach ratownicy od strony Międzygórza i Czarnej Góry oraz śmigłowiec Lotniczego Pogotowia Ratunkowego z ratownikami.
Dzięki kunsztowi pilota śmigłowca, udało się namierzyć miejsce gdzie przebywali studenci i wylądować na niewielkiej leśnej polanie skąd zostali ewakuowani. Ich życie uratowało to, że zastosowali się do przekazanych przez telefon zaleceń ratowników. Wykopali w śniegu wielka jamę i schronili się w niej. Studenci byli bardzo wychłodzeni, ale ich życiu nie zagraża już niebezpieczeństwo.
do góry
Zderzenie trzech samochodów w Kliniskach
z dnia 2010-02-02 13:14:15
Jak informuje korespondent portalu Karetkowo.pl około godziny 11:30 doszło do wypadku na trasie Szczecin - Goleniów, w którym poszkodowana została 1 osoba. W wypadku pod Kliniskami uczestniczyły 3 pojazdy.
Został zadysponowany również śmigłowiec HEMS, który przetransportował poszkodowanego z urazem twarzo-czaszki do Szpitala Klinicznego nr 1 przy Unii Lubelskiej w Szczecinie.
do góry
W Starogardzie i okolicach czad truje mieszkańców
z dnia 2010-02-02 09:54:42
starogardgdanski.naszemiasto.pl
Starogardzcy strażacy ostrzegają - tak wielu interwencji, związanych z ulatniającym się czadem, jak ostatnio, nie było od lat.
- Na szczęście nie ma ofiar śmiertelnych, ale poszkodowanym trzeba często udzielać pomocy medycznej - informuje mł. asp. Karina Stankowska, rzecznik starogardzkiej straży pożarnej.
Do groźnej sytuacji doszło w Starogardzie Gd., gdzie w jednym z bloków przy ul. Pomorskiej strażacy zastali nieprzytomną 24-letnią kobietę, która wcześniej została wyniesiona z łazienki przez współlokatorów. Poziom tlenku węgla był znacznie podwyższony i strażacy ewakuowali lokatorów z mieszkania. Wydano też zakaz użytkowania piecyka gazowego do czasu sprawdzenia jego stanu technicznego.
- Kobieta odzyskała przytomność i została zabrana przez Lotnicze Pogotowie Ratunkowe do Centrum Medycyny Morskiej i Tropikalnej w Gdyni, gdzie udzielono jej pomocy, podając czysty tlen w komorze hiperbarycznej - dodaje rzecznik.
Podobne zdarzenie nastąpiło w budynku jednorodzinnym w Starogardzie Gd., gdzie zatruciu czadem uległo młode małżeństwo wraz z 10-letnim synem. Chłopiec także musiał być szybko przetransportowany helikopterem do gdyńskiego Centrum Medycyny Morskiej i Tropikalnej w Gdyni.
- W cięższych przypadkach bowiem praktycznie jedynym ratunkiem dla poszkodowanych jest podawanie tlenu w komorze hiperbarycznej - wyjaśnia Krzysztof Gruszko, kierownik Szpitalnego Oddziału Ratunkowego w Starogardzie Gdańskim.
Natomiast w miejscowości Smoląg, w gminie Bobowo, w wyniku podwyższonego stężenia tlenku węgla w mieszkaniu poszkodowane były dwie kobiety, które przewiezione zostały do Szpitala Świętego Jana w Starogardzie Gdańskim.
Strażacy nie wskazują jeszcze konkretnie, co w tych zdarzeniach było przyczyną podwyższonego stężenia tlenku węgla. Jak jednak mówią, najczęściej dochodzi do tego z powodu niesprawnych urządzeń grzewczych oraz braku odpowiedniej wentylacji w pomieszczeniach.
Liczba dnia : 100 zł - około tyle kosztuje prosty czujnik czadu, który można zainstalować w mieszkaniu.
do góry
Wypadek samochodowy w miejscowości Szczurowa; ciężko ranna pasażerka
z dnia 2010-02-02 09:50:40
W dniu 01 lutego 2010 r. o godzinie 12:33 do Powiatowego Stanowiska Kierowania Komendy Powiatowej Państwowej Straży Pożarnej w Brzesku wpłynęło zgłoszenie o wypadku samochodu osobowego w miejscowości Szczurowa.
Jako pierwsza przybyła na miejsce zdarzenia OSP z KSRG ze Szczurowej. Po dokonaniu rozpoznania przez dowódcę stwierdzono, że samochód osobowy uderzył w betonową barierę mostka. W wyniku wypadku, uwięziona została w pojeździe ciężko ranna pasażerka.
Po zabezpieczeniu miejsca zdarzenia, wydobyto poszkodowaną, którą przekazano obecnemu na miejscu zespołowi Pogotowia Ratunkowego. Na miejsce do poszkodowanej wezwany został śmigłowiec Lotniczego Pogotowia Ratunkowego.
do góry
Autobus zmiadżył nogi 11-latka
z dnia 2010-02-02 09:48:25
Fatalny wypadek w Nowym Targu. Kierowca autobusu Miejskiego Zakładu Komunikacji chcąc uniknąć zderzenia z innym pojazdem zjechał na chodnik i uderzył w grupę pieszych. Trafił m.in. w 11-letniego chłopca, przygniatając go do przydrożnego ogrodzenia.
Do wypadku doszło w poniedziałek przed godz. 8.00 na ul. Kowaniec. Kierowca chcąc uniknąć uderzenia w samochód, który zatrzymał się przed nim, odbił gwałtownie w lewo, stracił panowanie nad pojazdem i wyjechał na chodnik.
Ranny chłopiec ze zmiażdżonymi obiema nogami został przetransportowany śmigłowcem Lotniczego Pogotowia Ratunkowego do specjalistycznego szpitala w Prokocimiu. Grozi mu amputacja kończyn, ale lekarze sprawdzają, czy nogi uda się jeszcze uratować.
Okoliczności wypadku bada policja. Wiadomo, że kierowca był trzeźwy. Jutro zostanie przesłuchany i najpewniej postawione zostaną mu zarzuty.
do góry
Eksplozja przy ulicy Matejki
z dnia 2010-02-01 13:39:57
Pięć osób zostało rannych, w tym dwie ciężko, w wybuchu gazu na parterze wieżowca przy ul. Matejki w Szczecinie.
Wśród rannych jest dwoje dzieci. Wg informacji straży pożarnej najciężej ranni to osoby z mieszkania, w którym doszło do wybuchu. Jedna z nich ma bardzo ciężkie poparzenia, sięgające 60 proc. powierzchni ciała.
W akcji ratowniczej uczestniczył między innymi śmigłowiec Lotniczego Pogotowia Ratunkowego.
do góry
Paliwo do śmigłowców Lotniczego Pogotowia Ratunkowego nie było chrzczone
z dnia 2010-01-28 14:10:43
Na zlecenie Grupy Lotos S.A. i Lotniczego Pogotowia Ratunkowego (LPR) trzy niezależne laboratoria badawcze wykonały w ciągu ostatnich 48 godzin szereg badań próbek paliw pobranych w bazach LPR. Wyniki wszystkich badań wskazują jednoznacznie na zachowanie przez paliwo lotnicze produkowane przez Lotos najwyższych parametrów jakościowych.
Grupa Lotos już od chwili uzyskania informacji o wątpliwościach swojego klienta uruchomiła stosowne procedury oraz zaangażowała swoich najlepszych specjalistów w celu jak najszybszego przeanalizowania składu próbek paliw dostarczonych LPR. Oprócz wyspecjalizowanej w tego typu badaniach spółki Lotos Lab próbki analizowało również niezależne laboratorium renomowanej, szwajcarskiej firmy SGS, będącej światowym liderem w testach i certyfikacji dla firm z branży naftowej i chemicznej.
Wyniki analiz SGS jednoznacznie potwierdzają najwyższą jakość paliwa JET A-1 z Lotos-u.
Lotnicze Pogotowie Ratunkowe czasowo zawiesiło w środę loty śmigłowców we wszystkich bazach. Jak poinformowała rzeczniczka LPR Justyna Wojteczek, decyzję tę podjęto z powodu ryzyka związanego z podejrzeniem występowania zanieczyszczenia paliwa. Okazało się, że winna była woda. Jak podkreślają eksperci, znikoma ilość wody w paliwie to normalna rzecz. Zawiniła pogoda i długotrwały, większy niż przez ostatnie lata mróz. To on spowodował, że w trakcie roztankowywania cysterny w paliwie wykryto grudki konsystencją przypominające śnieg.
do góry
Lotnicze Pogotowie Ratunkowe wznawia loty
z dnia 2010-01-28 14:04:17
Lotnicze Pogotowie Ratunkowe wznawia loty śmigłowców - poinformował w środę dyrektor LPR Robert Gałązkowski. O czasowym zawieszeniu lotów we wszystkich bazach zdecydowano z powodu podejrzenia zanieczyszczenia paliwa.
Po kilkakrotnym przebadaniu próbek paliwa stwierdzono, że były w nim śladowe ilości wody, które z powodu bardzo niskiej temperatury przybrały nietypową formę - grudek przypominających płatki śniegu. Gałązkowski poinformował, że istniało zagrożenie zatkania filtrów paliwa.
"W paliwie znajdowały się znikome ilości wody, nieprzekraczające norm, zaskoczyła nas przyroda. W ostatnich dniach temperatura spadała poniżej -25 stopni, z takim zjawiskiem w LPR nie mieliśmy do czynienia przez ostatnie 10 lat" - mówił Gałązkowski podczas środowej konferencji prasowej.
Jak podkreślił, wszystkie bazy dostały polecenie sprawdzenia paliwa w zbiornikach i wyczyszczenia filtrów. Około ośmiu baz zgłosiło już gotowość do lotu. Dodał, że jeszcze w środę wszystkie bazy zostaną postawione w stan gotowości.
Gałązkowski dodał, że do każdego paliwa tankowanego do śmigłowców dodawany jest środek zapobiegający krystalizacji, tak więc nie było bezpośredniego zagrożenia podczas lotów, a grudki zauważono już w cysternie przed zatankowaniem maszyn. Niepokój - choć okazał się na wyrost - był w pełni uzasadniony - zaznaczył. "Decyzja o zawieszeniu lotów była trudna, ale podyktowana odpowiedzialnością za bezpieczeństwo załóg i pacjentów" - podkreślił Gałązkowski.
Marcin Zachowicz, rzecznik prasowy Grupy Lotos S.A., do której należy spółka Lotos Tank dostarczająca paliwo LPR, poinformował w środę PAP, że "paliwo jest najwyższej jakości, nie ma zanieczyszczeń ani wody". Jego zdaniem, "woda mogła pojawić się na skutek błędów w procesie logistycznym, który miał miejsce po odbiorze paliw z rafinerii".
Podkreślił, że "wyniki wszystkich badań wykonanych w niezależnych laboratoriach wskazują jednoznacznie na zachowanie przez paliwo lotnicze produkowane przez Lotos najwyższych parametrów jakościowych".
Paliwo analizowało m.in. niezależne laboratorium renomowanej, szwajcarskiej firmy SGS, będącej światowym liderem w testach i certyfikacji dla firm z branży naftowej i chemicznej.
Zachowicz dodał, że Lotos produkuje paliwo lotnicze od lat 90. Rokrocznie ok. 80 proc. wolumenu produkcji trafia na eksport, m.in. do Szwecji, Danii, Norwegii czy Finlandii. "Nigdy wcześniej odbiorcy zagraniczni ani krajowi nie zgłaszali problemów z jakością dostarczonych paliw" - zaznaczył.
Gałązkowski przypomniał, że śmigłowce, którymi dysponuje LPR, nie mogą latać przy bardzo dużym mrozie: śmigłowiec MI-2 nie lata, gdy temperatura jest niższa niż -20 stopni, a Eurocopter - gdy mróz jest większy niż -30 stopni.
Jak wynika z relacji szefa LPR, problem zauważono w niedzielę po południu podczas przepompowywania paliwa z cysterny do dystrybutorów, przy temperaturze -17 stopni. W paliwie pojawiły się niezidentyfikowane grudki. Gałązkowski podkreślił, że problem został poważnie potraktowany przez dostawcę paliwa, który zaoferował wszelką pomoc.
Jak wyjaśnił dr Wojciech Dzięgielewski z Instytutu Technicznego Wojsk Lotniczych, paliwo było dobrej jakości, wody nie było na tyle dużo, by je zdyskwalifikować.
Lotnicze Pogotowie Ratunkowe odpowiada m.in. za udzielanie pomocy w przypadku nagłych zachorowań oraz wypadków drogowych oraz za transport pacjentów między zakładami opieki zdrowotnej. Zespół Śmigłowcowej Służby Ratownictwa Medycznego tzw. HEMS (ang. Helicopter Emergency Medical Service) to zwykle pilot, ratownik medyczny lub pielęgniarka i lekarz.
do góry
Łódzka komora hiperbaryczna ratuje życie wnuczki i dziadka z Pleszewa pod Poznaniem
z dnia 2010-01-25 09:53:23
W niedzielę nad ranem mieszkańcy domu jednorodzinnego w Pleszewie pod Poznaniem zatruli się tlenkiem węgla. Dwoje z pięciorga lokatorów nie żyje. Dziadek i wnuczka walczą o życie w Łodzi. Przywieziono ich na zabieg do komory hiperbarycznej.
- Telefon o konieczności uruchomienia komory dostałem przed godziną dziewiątą. Jednak do końca nie wiedziałem, czy uda mi się zorganizować zespół, bo przecież nie mamy już dyżurów - opowiada dr Krzysztof Chmiela z Ośrodka Tlenoterapii Hiperbarycznej przy ul. Kopernika, gdzie jest komora hiperbaryczna, jedna z sześciu w Polsce, gdzie odtruwa się osoby po pożarze.
Pół godziny po południu na lotnisku im. Reymonta ląduje śmigłowiec Lotniczego Pogotowia Ratunkowego z Warszawy. Na jego pokładzie znajduje się 13-letnia dziewczynka spod Poznania, podtruta tlenkiem węgla. Jest zaintubowana. Oddychać pomaga jej respirator. Poziom karboksyhemoglobiny w jej organizmie grozi śmiercią. Karetka wiezie ją prosto do Ośrodka Tlenoterapii Hiperbarycznej przy ul. Kopernika. Dziewczynka ma przejść zabieg w komorze hiperbarycznej.
- Do zatrucia doszło nad ranem. Wtedy dochodzi do najgroźniejszych zatruć, bo tlenek węgla unosi się zaledwie pół metra nad podłogą - wyjaśnia Krzysztof Chmiela, doktor z łódzkiego ośrodka.
Ofiarą zaczadzenia jest również 63-letni dziadek dziewczynki. Do ośrodka przy ul. Kopernika dociera 15 minut po wnuczce. Jego stan jest lepszy. Mężczyzna może sam oddychać. Najbliższe półtorej godziny w komorze hiperbarycznej ma uratować życie dziewczynce i dziadkowi. - Pierwszy zabieg jest terapeutyczny. Musi zostać powtórzony w poniedziałek, bo tlenek węgla jeszcze pozostanie w organizmie i może spowodować uszkodzenie mięśnia sercowego. Mieliśmy już pacjenta, który podczas odtrucia dostał zawału serca - wyjaśnia Krzysztof Chmiela. - Można stosować nawet do pięciu zabiegów tlenoterapii.
Po niedzielnej tlenoterapii wnuczka i dziadek spod Poznania trafili do Instytutu Medycyny Pracy w Łodzi. Zorganizowanie dla nich zabiegu w Łodzi stało pod ogromnym znakiem zapytania, bo od tego roku łódzki ośrodek nie może już pełnić nocnych dyżurów. Narodowy Fundusz Zdrowia przyznał mu za mało pieniędzy. Kontrakt opiewa zaledwie na 700 tys. zł, a potrzebne jest 3,5 mln zł. Przez to komora może działać tylko trzy razy w tygodniu i to zaledwie przez kilka godzin.
do góry
Czuchów: tragedia na sankach
z dnia 2010-01-21 09:21:17
Do tragicznego wypadku doszło 17 stycznia na górkach w Czuchowie (gmina Czerwionka-Leszczyny). Podczas zabaw na sankach, w 10-letnią dziewczynkę wjechał jej kolega. Nieprzytomne dziecko zostało przetransportowane do kliniki w Katowicach.
O wypadku policjantów z komisariatu Czerwionki-Leszczyn powiadomili świadkowie zdarzenia. Podczas zjazdów z górki w okolicach przejazdu kolejowego, 10-latka wywróciła się z plastikowego jabłuszka. Prosto na nią wjechał jej rówieśnik na metalowych sankach. Dziewczynka uderzyła się w głowę i straciła przytomność. Policjanci natychmiast po zgłoszeniu wezwali pogotowie ratunkowe. Lekarze zdecydowali, że potrzebna jest natychmiastowa pomoc specjalistów. Dziewczynka została przetransportowana śmigłowcem Lotniczego Pogotowia Ratunkowego do Kliniki Neurochirurgii w Katowicach. Obecnie nie zagraża jej niebezpieczeństwo.
do góry
Na dachu szpitala powstanie lądowisko dla śmigłowców
z dnia 2010-01-21 09:16:02
Szpital w Stalowej Woli już za dwa lata może mieć na dachu lądowisko dla śmigłowców. Pozwoli to na szybkie przywiezienie chorego na zabiegi ratujące życie albo przewiezienie chorego do specjalistycznych ośrodków w innych miejscowościach.
Dzięki posiadaniu oddziału ratunkowego, stalowowolski szpital wpisuje się w ogólnopolski program ratownictwa medycznego. A ten zakłada wyposażenie szpitali w lądowiska. W Stalowej Woli lądowisko może być tylko na dachu szpitala, ponieważ w ogrodzenie nie ma na to miejsca. Dookoła są zabudowania, tereny leśne i linie energetyczne biegnące od pobliskiej elektrowni.
UNIA WSPOMOŻE
Choć w sąsiedztwie Stalowej Woli znajduje się trawiaste lotnisko, to jednak przyjęto zasadę, że transport chorego nie może się odbywać łączonymi środkami lokomocji. Bezpośrednio z sali operacyjnej ma trafić na pokład śmigłowca i zostać przewieziony we wskazane miejsce.
- Koszt budowy platformy na dachu to wydatek około czterech milionów złotych – szacuje Antoni Bochnak, zastępca dyrektora szpitala do spraw administracyjno-eksploatacyjnych. 85 procent tej kwoty pochodziłoby z Unii Europejskiej z programu infrastruktura i środowisko.
Lądowisko byłoby zbudowane na dachu nowego pawilonu. Już podczas wznoszenia obiektu przewidziano, że powstanie taka platforma. Dach ma więc wzmocnioną konstrukcję, niezbędną do przyjęcia śmigłowca.
BĘDZIE DRUGI GARAŻ
Stalowowolski szpital obsługiwałby transport lotniczy także dla pacjentów ze szpitala w Nisku. Nisko nie ma bowiem oddziału ratunkowego, ponadto lądowiska mają być od siebie oddalone powyżej 30 km. A to oznacza, że drugie lądowisko powstałoby dla szpitala w Tarnobrzegu.
Na Podkarpaciu, w Sanoku, już stacjonuje śmigłowiec pogotowia ratunkowego. Drugi taki "garaż” ma być wybudowany w Rzeszowie. Rząd już zamówił dwadzieścia lekkich śmigłowców do transportu medycznego. To wielozadaniowe Eurokoptery EC 135. Mają opinię najnowocześniejszych karetek powietrznych w Europie.
do góry
Rannego narciarza zabrało LPR
z dnia 2010-01-18 09:31:59
Śmigłowiec Lotniczego Pogotowia Ratunkowego przetransportował do Krakowa rannego mężczyznę, który w niedzielę po południu próbował pojeździć na nartach w Andrychowie.
Na razie nieznane są dokładne okoliczności tego nietypowego jak na Andrychów zdarzenia. Wiadomo, że w niedzielę (17.01) po południu w rejonie ul. Starowiejskiej, na granicy Andrychowa z Wieprzem, znaleziono nieprzytomnego narciarza. Prawdopodobnie mężczyzna zjeżdżał z górki, przewrócił się i doznał obrażeń.
Na miejsce wezwano pogotowie ratunkowe. Stan rannego okazał się poważny. Dlatego ratownicy zdecydowali o wezwaniu na miejsce śmigłowca Lotniczego Pogotowia Ratunkowego z Krakowa. To o wiele szybszy środek transportu, szczególnie w zimowych warunkach. Ranny mężczyzna została przetransportowany do jednego z krakowskich szpitali.
Na miejscu działania prowadzili także strażacy z JRG Andrychów, którzy zabepieczali teren akcji.
do góry
W ostatniej chwili odśnieżyli lądowisko dla helikoptera
z dnia 2010-01-18 09:27:59
To był prawdziwy wyścig z czasem. Gdyby nie natychmiastowa reakcja Państwowej Straży Pożarnej, która przygotowała awaryjne lądowisko dla śmigłowca Lotniczego Pogotowia Ratunkowego, młoda kobieta mogła stracić szansę na ratunek.
Wszystko przez pracowników OSiR, którzy zajęli się organizacją balu i nie odśnieżyli płyty stadionu. W sobotę, tuż po godzinie 10 , na Stadionie Miejskim w Skierniewicach miał się pojawić medyczny helikopter. Lekarze lecieli po 21-letnią, ciężko ranną kobietę, ofiarę porannego wypadku drogowego w Byczkach. Gdy maszyna wyleciała już z Łodzi, lekarze ze skierniewickiego pogotowia ratunkowego dowiedzieli się, że helikopter nie będzie miał gdzie "usiąść", bo lądowisko na stadionie jest nieprzygotowane na przyjęcie ratowników. Okazało się również, że na zaśnieżone boisko nie wjedzie karetka pogotowia.
- Nie było czasu do stracenia - mówi Krzysztof Niedźwiedzki, kierownik skierniewickiego pogotowia ratunkowego. - Nie mogliśmy czekać na reakcję zarządcy stadionu. Poprosiliśmy o pomoc strażaków. Ci natychmiast przyjechali na stadion.
Mieli jednak trudne zadanie. Musieli w ciągu niespełna godziny odśnieżyć znaczną część płyty boiska tak, by helikopter mógł bezpiecznie lądować, a karetka pogotowia mogła się po nim się poruszać.
Strażacy zdążyli w ostatniej chwili. Pług śnieżny wezwany przez OSiR wjechał na stadion, gdy helikopter już na nim lądował. Ratownicy mogli zacząć pracę.
Skierniewicki szpital nie ma własnego lądowiska, bo nie pozwala na to jego infrastruktura. Miejsca, na którym mogłyby lądować śmigłowce, nie ma też w bezpośrednim sąsiedztwie szpitala. Pogotowie ratunkowe jest więc zmuszone do korzystania z tak zwanego lądowiska zastępczego, zlokalizowanego na stadionie przy ulicy Pomologicznej. Znajduje się ono minutę drogi od szpitala. Teren jest własnością miasta, które podpisało umowę ze szpitalem.
Dariusz Diks, zastępca dyrektora skierniewickiego szpitala, nie ma wątpliwości, że lądowisko powinno być utrzymywane w stałej gotowości.
Dlaczego więc w sobotę nie było przygotowane, choć od opadów śniegu w mieście minął już prawie tydzień? Jeden z pracowników Ośrodka Sportu i Rekreacji, który opiekuje się stadionem miejskim, tylko wzruszył ramionami.- Zapomnieliśmy o odśnieżeniu. W ostatnich dniach mieliśmy mnóstwo innych spraw na głowie - stwierdził beztrosko. - Organizowaliśmy bal noworoczny, a helikopter nie lądował u nas już chyba ze dwa miesiące.
Mirosław Woźniak, prezes OSiR, który opiekuje się stadionem zapewnia, że sprawa zostanie wyjaśniona. - Przepraszam za zaistniałą sytuację i obiecuję, że więcej coś takiego się nie powtórzy - zapewnił prezes OSiR.
do góry
Helikopter wraca
z dnia 2010-01-12 10:04:57
Przez kilka miesięcy płocka służba zdrowia funkcjonowała bez helikoptera. Warszawa pilnie potrzebowała zastępczej maszyny, gdyż tamtejsza „Augusta” w wyniku awarii nie nadawała się nawet do remontu. Dlatego płocki MI-2 opuścił macierzystą stację, aby powrócić na koniec 2009 roku.
- Helikopter zapewnia szybszy transport co zwiększa szanse uratowania życia – mówi Justyna Wojteczek, rzecznik prasowa Lotniczego Pogotowia Ratunkowego. – Generalnie śmigłowiec przydaje się bardzo tam, gdzie są wypadki komunikacyjne, bo dochodzi wtedy do urazów wielonarządowych.
W Płocku szybki transport może się przydać także, jeśli dojdzie do poparzenia. W takich przypadkach poszkodowany musi trafić na oddział specjalistyczny. Samochód-karetka nie dotrze tak szybko do Łęcznej (najbliższy ośrodek oparzeniowy), jak helikopter.
Warszawskie kłopoty, mimo powrotu MI-2, ciągną się dalej. LPR otrzyma w tym roku kilkanaście nowoczesnych Eurocopterów EC-135. Kilka z nich już działa na terenie Polski i jeden z nich miał trafić do Płocka. W wyniku kłopotów w stolicy tak się jednak nie stało, ale w pierwszej połowie 2010 roku EC-135 prawdopodobnie zawita na płockim lądowisku.
W odróżnieniu od wysłużonych śmigłowców (takim dysponuje Płock) może m.in. latać po zmroku, posiada funkcję autopilota i radar pogodowy oraz szereg innych udogodnień.
– Płockie załogi przeszły już podstawowe szkolenia i są aktualnie w trakcie ćwiczeń udoskonalających – mówi Justyna Wojteczek. – Piloci musieli otrzymać uprawnienia na latanie śmigłowcem EC-135.
Wyposażenie pojazdu, jak i konstrukcja pokładu, była wielokrotnie konsultowana ze specjalistami ratownictwa medycznego LPR.
do góry
Śnieg sparaliżował autobusy. Karetki grzęzły w zaspach.
z dnia 2010-01-12 09:59:53
Chorą kobietę z Bielska Podlaskiego do szpitala w Białymstoku trzeba było wczoraj przetransportować śmigłowcem. Podróży karetką mogłaby nie przeżyć – śnieg zablokował bowiem drogi, a część miejscowości odciął od świata.
Pacjentka, którą transportowali ratownicy z Lotniczego Pogotowia Ratunkowego w Białymstoku, miała udar mózgu. Trafiła na neurologię. Ratownicy zdecydowali się polecieć po kobietę z powodu jej ciężkiego stanu i zasypanych dróg. Przejazd karetką z Bielska Podlaskiego spowolniłby przyjście z pomocą starszej kobiecie o co najmniej kilkadziesiąt minut.
Na szczęście, nie trzeba było wzywać pomocy do mieszkańców wsi Aleksandrowo w pow. siemiatyckim. Wczoraj rano nie dojechałaby tam żadna karetka. Śnieg odciął wieś od świata. Podobne problemy mieli też m.in. mieszkańcy mniejszych miejscowości w powiatach siemiatyckim i białostockim. Przez cały dzień pracował tam ciężki sprzęt odśnieżający. W miejscach, gdzie utkwiły karetki lub inne pojazdy, interweniowali strażacy. Tylko do godz. 14 wyjeżdżali aż 60 razy!
Na szczęście, wiatr nie uszkodził trakcji elektrycznej, ponieważ energetycy nie mieliby jak dojechać do miejsc awarii.
do góry
Będzie nowe całodobowe lądowisko przy Unii Lubelskiej
z dnia 2010-01-08 12:39:56
Helikoptery wreszcie będą mogły lądować po zmroku. Ministerstwo Zdrowia zmieniło swoją decyzję.
Ministerstwo Zdrowia przyznało Szpitalowi Klinicznemu nr 1 przy ul. Unii Lubelskiej 3 mln 74 tysiące złotych. Za te pieniądze ma być wybudowane całodobowe lądowisko dla helikopterów.
– Obecnie istniejące lądowisko nie było modernizowane od lat – mówi Marcin Podgórski, konsultant wojewódzki ds. ratownictwa medycznego i szef Lotniczego Pogotowia Ratunkowego na region zachodniopomorski. - Nowe będzie miało trochę inną lokalizację, tak by śmigłowiec pogotowia nie miał żadnych przeszkód. Dziś loty utrudnia nam stare drzewo, pomnik przyrody na nasypie.
Z lądowiska nie można korzystać w nocy, co utrudnia dostęp do Szpitalnego Oddziału Ratunkowego (SOR) i jedynego w województwie Centrum Leczenia Urazów Wielonarządowych. – Szpital przy Unii to dla nas placówka priorytetowa, bo właśnie tutaj kończy się większość naszych lotów – mówi Marcin Podgórski. – Transportujemy pacjentów urazowych, z wypadków.
Szpital przy ul. Unii Lubelskiej dostał pieniądze dopiero po odwołaniu się od wcześniejszej odmownej decyzji i protestach wojewody.
Szanse na budowę całodobowego lądowiska mają też inne zachodniopomorskie szpitale. Ministerstwo Zdrowia zamierza ogłosić w lutym konkurs dla szpitali w całej Polsce – łącznie do rozdysponowania ze środków unijnych ma być około 40 mln zł.
– Będę namawiał szpitale z Zachodniopomorskiego do wzięcia udziału w konkursie – zapowiada wojewoda Marcin Zydorowicz.
To ważne, bo w Zachodniopomorskiem nie ma dziś całodobowego lądowiska. Przy żadnym ze szpitali śmigłowiec nie wyląduje po zachodzie słońca. A warto dodać, że od 22 grudnia zachodniopomorskie LPR ma nowoczesny eurocopter, stacjonujący w Goleniowie.
– Będziemy mobilizować szpitale, aby składały wnioski – zapowiada Marcin Podgórski i dodaje, że te, w których działają szpitalne oddziały ratunkowe muszą mieć całodobowe lądowiska do 2012 r. (wymagać będą tego przepisy). Szef LPR chciałby, aby powstały one przynajmniej przy szpitalu w Koszalinie, Szczecinku, Drawsku Pomorskim, Gryficach oraz Choszcznie.
do góry
Szpital przy Unii Lubelskiej będzie miał całodobowe lądowisko
z dnia 2010-01-07 09:23:50
3 mln 74 tysiące złotych – to kwota, jaką Ministerstwo Zdrowia przyznało szpitalowi przy ul. Unii Lubelskiej w Szczecinie na budowę lądowiska, które umożliwi przyjmowanie pacjentów przez całą dobę.
- Szpital przy Unii Lubelskiej jest jedyną jednostką w województwie, która posiada Centrum Leczenia Urazów Wielonarządowych – mówi wojewoda Zydorowicz. – To priorytetowa dla całego regionu jednostka. Jedynym elementem, którego brakuje, jest lądowisko dla śmigłowców przystosowane do działań całodobowych.
Dofinansowanie zostało przyznane po odwołaniu, jakie szpital złożył po niekorzystnym dla niego rozstrzygnięciu konkursu ministralnego oraz protestach wojewody. Budowa lądowiska jest istotna teraz, kiedy w regionie do dyspozycji jest nowoczesny Eurocopter 135, a stacjonujący w Goleniowie oddział Lotniczego Pogotowia Ratunkowego wykonuje największą ilość lotów do zdarzeń w skali kraju – większość pacjentów jest transportowana właśnie do Publicznego Szpitala Klinicznego nr 1.
- Cieszę się bardzo, że udało się wywalczyć pieniądze na budowę lądowiska – mówi wojewoda Zydorowicz – Wierzę, że szpital szybko i sprawnie rozstrzygnie przetargi i przystąpi do realizacji inwestycji tak, by mogła ona być zakończona jeszcze w tym roku.
Ministerstwo Zdrowia ma w planach ogłoszenie w lutym konkursu dla szpitali na budowę lądowisk całodobowych w Polsce – łącznie do rozdysponowania ze środków unijnych w ramach konkursu ma być około 40 mln zł.
do góry
Nowy helikopter w przyszłym roku
z dnia 2010-01-06 10:22:24
Jeden z 23 nowych Eurocopterów EC135 trafi do bazy Lotniczego Pogotowia Ratunkowego w Suwałkach. Niestety nastąpi to dopiero na początku 2011 roku. Kolejka jest długa - na nowe śmigłowce czeka już Kraków, Szczecin, Gdańsk i Płock.
LPR otrzyma w sumie 23 helikoptery i symulator lotu. Wartość tego zamówienia wynosi 495 mln zł. W styczniu 2010 roku Eurocoptery pojawią się w bazach Lotniczego Pogotowia Ratunkowego w Krakowie, Szczecinie, Gdańsku i Płocku. Do końca roku będą wykorzystywane także w Warszawie, Wrocławiu, Bydgoszczy, Poznaniu, Łodzi i Olsztynie.
Na nowy śmigłowiec Suwałki trochę poczekają. Helikopter zostanie zastąpiony nowym dopiero na początku przyszłego roku - najprawdopodobniej w lutym. Taki harmonogram wyznaczyło Ministerstwo Zdrowia. W tym samym czasie nowe Eurocoptery zostaną dostarczone również do bazy w Kielcach, Lublinie, Zielonej Górze, Gliwicach i Sanoku.
do góry
Wypadek Agusty – raport wstępny
z dnia 2010-01-05 10:39:47
Na warszawskim lotnisku Babice 20 listopada 2009 roku doszło do wypadku należącego do LPR śmigłowca Agusta A109E Power. Jeden z członków załogi trafił do szpitala z urazem kręgosłupa, drugi nie odniósł obrażeń. Śmigłowiec został zniszczony. PKBWL opublikowała raport wstępny z wypadku.
Do wypadku śmigłowca Lotniczego Pogotowia Ratunkowego Agusta A109E Power (SP-HXA) doszło na lotnisku Babice 20 listopada 2009 roku o godzinie 14:20. Zgodnie z wydanym przez Dyspozytora Krajowego LPR zleceniem, celem lotu było przeszkolenie pilota pogotowia do wykonywania lotów z obu miejsc na śmigłowcu A109E i kontroli umiejętności na typie śmigłowca wielosilnikowego z załogą jednoosobową. Instruktorem oraz egzaminującym był pilot LPR posiadający stosowne uprawnienia, przyznane przez prezesa ULC.
Szkolenie naziemne odbyło się o godzinie 11:30, o godzinie 13:15, po zatankowaniu śmigłowca do 605 litrów i wypełnieniu dokumentacji po poprzednich lotach, załoga przystąpiła do praktycznej części szkolenia. Po zajęciu miejsc w kabinie A109E przez instruktora (fotel prawy – dowódczy) i szkolonego (fotel lewy) przystąpiono do procedury uruchamiania. Po starcie załoga wykonała lot do Garwolina, gdzie dla potrzeb dokumentacji zakładowej LPR wykonano zdjęcia nowo wybudowanego lądowiska przyszpitalnego. Podczas tego lotu szkolony zapoznawał się z różnicami w pilotażu z lewego fotela.
Po powrocie na lotnisko startu, gdzie na części trawiastej zostało wykonane manewrowanie przy ziemi – obroty w lewo i prawo o 90 oraz 180 stopni – załoga wykonała podlot na płaszczyznę operacyjną (helipad). Sterowanie śmigłowcem przejął instruktor w celu zademonstrowania sposobu wykonania sytuacji awaryjnych w kategorii A. Po wykonaniu zawisu znad środka helipadu i synchronizacji sztucznych horyzontów, instruktor zapoczątkował wznoszenie z przemieszczaniem do tyłu na wysokość około 70 stóp z kursem 250 stopni (w łożu wiatru), a następnie zasymulował awarię silnika przerywając wznoszenie i pochylając śmigłowiec, nadając mu prędkość postępową wylądował na miejscu startu. Instruktor powtórzył wszystkie czynności jak uprzednio i rozpoczął ponowne demonstrowanie tego elementu, ale na kierunku 260 stopni – w celu zwrócenia uwagi na sterowanie kierunkowe przy starcie z lekko bocznym wiatrem.
Po wykonaniu procedury lądowania awaryjnego na jednym silniku, instruktor wykonał bardzo krótkie w czasie podejście do zawisu z przelotem nad zachodnią krawędź helipadu. Tuż przed przyziemieniem śmigłowiec będący w ustalonym zawisie (bez przemieszczeń) na wysokosci około 1 m wykonał dowrót w prawo o kąt około 50 stopni, do kierunku około 280 stopni. Część kadłuba znajdowała się nad powierzchnią trawiastą. Przyziemienie nastąpiło z niewielkim przechyłem na prawą goleń podwozia głównego na części utwardzonej, natomiast przedniej stójki podwozia na trawie tuż poza helipadem z przemieszczaniem się śmigłowca do przodu.
Natychmiast po przyziemieniu instruktor zahamował ruch śmigłowca do przodu hamulcem postojowym (awaryjnym). W tym samym czasie śmigłowiec wpadł w silne narastające drgania przedniej części kadłuba z jednoczesnym przechyleniem na lewą goleń podwozia głównego. Nastąpiły szybkie odbicia z lewego koła podwozia głównego na prawe, po czym ponownie na lewe koło. Bardzo szybkim odbiciom na przeciwległe koła podwozia towarzyszyła zwiększająca się amplituda odrywania się śmigłowca od ziemi do ponownego z nią zetknięcia na około 30 cm. Po jednym z oderwań od podłoża, śmigłowiec wykonał gwałtowny dowrót w lewo z zadarciem przedniej części kadłuba z jednoczesnym przechyleniem na lewą burtę.
W momencie podniesienia przodu o kąt około 15 stopni, nastąpiło odcięcie belki ogonowej przez łopaty wirnika nośnego w odległości około 1/3 jej długości od strony kadłuba. W chwili przechylenia kadłuba na lewą burtę pod kątem około 20-30 stopni, obracające się łopaty wirnika nośnego ulegały destrukcji w wyniku zetknięcia z podłożem i konstrukcją śmigłowca, jednocześnie śmigłowiec odzyskał położenie postojowe zatrzymując się na trzech punktach podwozia z nosem skierowanym w kierunku około 180 stopni. Szkolony pilot wyłączył silniki wyłącznikami głównymi systemu FADEC, a instruktor przestawił zawory pomp paliwowych i przeciwpożarowych w pozycję wyłączone. Akumulatory zostały wyłączone przez pilota na prośbę przybyłej obsługi technicznej.
Pilot i instruktor podczas wypadku mieli zapięte pasy bezpieczeństwa. Instruktor nie odniósł żadnych obrażeń i o własnych siłach opuścił śmigłowiec, pilot z urazem kręgosłupa został przewieziony do szpitala. Śmigłowiec został zniszczony.
Dotychczasowe badania śmigłowca oraz jego dokumentacji wykazują, że śmigłowiec obsługiwany i użytkowany był zgodnie z obowiązującymi przepisami, a jego stan techniczny nie budził zastrzeżeń.
do góry
Do Płocka wrócił śmigłowiec
z dnia 2010-01-05 10:37:13
www.tvp.pl/warszawa/informacyjne/kurier-mazowiecki/wideo/04012010
Do Płocka wrócił śmigłowiec. Na razie jest to Mi-2 Plus, ale jeszcze w tym roku dyżury ma zacząć pełnić nowoczesny EC 135.
do góry
Mamy znów śmigłowiec lotniczego pogotowia
z dnia 2009-12-29 08:23:04
Płocka baza Lotniczego Pogotowia Ratunkowego znów działa. Od 25 grudnia ratownicy latają wysłużonym Mi-2, który dotarł do nas z bazy w Krakowie. Na nowy śmigłowiec musimy jednak jeszcze poczekać.
Swoją działalność baza LPR-u w naszym mieście musiała zawiesić w listopadzie - kilka dni po wypadku jednego ze śmigłowców pogotowia. Na warszawskim lotnisku Bemowo podczas lotu szkoleniowego rozbiła się Agusta, nowoczesny śmigłowiec, który od kilku lat stacjonował w stolicy.
Po wypadku nie nadawał się już do użytku, a Warszawa i okolice pozostały bez opieki latającej karetki. Dlatego dyrektor Samodzielnego Publicznego Zakładu Opieki Zdrowotnej Lotnicze Pogotowie Ratunkowe Robert Gałązkowski zadecydował, że śmigłowiec warszawski zastąpi maszyna z Płocka.
- Choć wiem, że żadne rozwiązanie nie jest dobre, musiałem się na jakieś zdecydować - tłumaczył "Gazecie". - Ostatni wypadek przewrócił wszystkie nasze plany do góry nogami.
Od kilku dni znów możemy czuć się bezpieczniej.
Do Płocka przyleciał Mi-2. Identyczny jak ten, którym ratownicy latali do tej pory. Tyle, że nie wróciła do nas maszyna z Warszawy, ale dotarł śmigłowiec z Krakowa. W tamtejszej bazie od niedawna służy nowiutki Eurocopter. Druga tego typu maszyna jest od niedawna w bazie w podszczecińskim Goleniowie.
Nowe nabytki latają szybciej, spalają mniej paliwa, mogą odbywać dłuższe loty. Oprócz tego mają więcej miejsca w kabinie, potrzebują mniej miejsca do lądowania i mogą latać także nocą. Z Mi-2 można korzystać tylko od świtu do zmroku. Nic dziwnego, że w każdym z miast, w którym mieści się baza LPR-u, na nowy śmigłowiec oczekują z niecierpliwością.
Kolejny Eurocopter wejdzie do użytku już pod koniec stycznia. - Maszyna poleci do Gdańska - zapowiada Robert Gałązkowski. - W połowie lutego o nowy śmigłowiec wzbogaci się baza w Warszawie. Dostawa Eurocoptera do Płocka przesunie się najprawdopodobniej na drugą połowę roku.
do góry
Nowoczesny helikopter trafił do pogotowia lotniczego w Goleniowie
z dnia 2009-12-23 09:29:01Szczecin. Nowoczesny helikopter Eurocopter z wyposażeniem medycznym rozpoczął służbę w Lotniczym Pogotowiu Ratunkowym w Goleniowie.
do góry
Goleniów: Eurocopter już w służbie
z dnia 2009-12-22 15:46:23
Od dziś śmigłowcem ratowniczym w Zachodniopomorskiem jest Eurocopter EC135. Na goleniowskim lotnisku dyżurna załoga symbolicznie przesiadła się z wysłużonego (i zasłużonego!) Mi-2 do supernowoczesnego Eurocoptera.
Jak powiedział obecny na uroczystości Robert Gałązkowski, dyrektor Lotniczego Pogotowia Ratunkowego, przekazanie nowoczesnej maszyny to zwieńczenie trwających od 2005 roku starań o wymianę używanej dotąd floty śmigłowców.
– Przed nami wiele kolejnych zadań, które umożliwią pełne wykorzystanie nowych maszyn – powiedział R. Gałązkowski. – Nie będą one już tak widowiskowe i spektakularne, ale będą nie mniej ważne. Przede wszystkim chodzi o budowę nowoczesnych lądowisk przy szpitalach, które będą mogły przyjmować te maszyny także w nocy. To zadanie może zostać zrealizowane jedynie przy udziale władz województwa i resortu zdrowia. Ukłon także w stronę strażaków, którym przypadnie rola organizatorów lądowań nocnych w terenie. To oni będą gwarantować, że lecący z pomocą śmigłowiec bezpiecznie wyląduje i wystartuje.
Zmiana sprzętu to milowy krok w ratownictwie powietrznym. Polska za dwa lata będzie dysponować najnowocześniejszą flotą ratunkową w Europie. Nowe maszyny są przystosowane do lotów nocnych, których nie mogły odbywać dotychczas używane Mi-2. Na razie jednak latać będą tylko za dnia, bo w kraju praktycznie nie ma przy szpitalach lądowisk nocnych umożliwiających bezpieczne lądowanie. Konieczne jest też przeszkolenie funkcjonariuszy straży pożarnych, którzy będą przygotowywać prowizoryczne lądowiska w terenie, zabezpieczać ich otoczenie, a w trudnych warunkach atmosferycznych i w nocy także pomagać pilotowi bezpiecznie wylądować.
Nowe śmigłowce, jakie stopniowo są wprowadzane do służby są zaprojektowane z myślą o lotnictwie ratowniczym. Są mniejsze od Mi-2, mają wirnik o mniejszej średnicy, ale za to mają mocniejszy silnik, większą prędkość i zasięg. Pilot ma do dyspozycji najnowocześniejsze przyrządy nawigacyjne. Kabina śmigłowców dostarczanych do Polski jest zaprojektowana wedle wskazówek polskich ratowników i lekarzy. Wyposażenie maszyny odpowiada standardowi dobrej karetki reanimacyjnej i zapewnia udzielenie przewożonym pasażerom maksimum pomocy medycznej.
do góry
Eurocopter w Goleniowie
z dnia 2009-12-22 12:19:28
Dzisiaj jeden z najnowocześniejszych śmigłowców ratowniczych w Europie trafi do Goleniowa. Zachodniopomorskie jest drugim w kraju regionem posiadającym Eurocopter.
Zachodniopomorska baza Lotniczego Pogotowia Ratunkowego jest drugą po Krakowie, w której ratownicy będą mieli do dyspozycji śmigłowiec EC 135. Jest to kolejny krok do unowocześnienia floty śmigłowców w Polsce. Śmigłowiec jest mały, dzięki czemu bez problemu wyląduje na powypadkowym terenie. Dzięki specjalnej konstrukcji udało się po raz pierwszy zainstalować w śmigłowcu nosze takiej wielkości, że umożliwiają bezpieczny transport stosunkowo wysokiego pacjenta. Kabina medyczna natomiast jest wyposażona w wygodny w użyciu i nowoczesny defibrylator LifePack 15, respirator Weinmann Medumat Transport, zestaw pomp infuzyjnych Brown oraz ssak Weinmann. Koszt jednego Eurocoptera to 22 mln zł.
Lotnicze Pogotowie Ratunkowe ma do końca przyszłego roku mieć 23 takie maszyny, zgodnie z ustawą o wymianie floty z 2005 roku. Firma Eurocopter, która wygrała przetarg ma dostarczyć polskiemu lotnictwu medycznemu 23 śmigłowce, jeden symulator lotów (trzeci tego typu na świecie) oraz przeprowadzić cykl szkoleń dla pilotów.
– W tym roku do Polski trafiło 6 śmigłowców, ale mogły być one wdrożone dopiero po przeprowadzeniu praktyczno-teoretycznych szkoleń dla pilotów i mechaników. W tym momencie odpowiednie certyfikaty posiada baza w Krakowie i Szczecinie – mówi Justyna Wojteczek, rzecznik szczecińskiego LPR. Śmigłowce, które zastąpią MI2plus z oprogramowaniem z lat 60., były projektowane przy współpracy z pracownikami lotniczego pogotowia. – Przeanalizowano misje, opisano przykłady i punkty krytyczne, dzięki temu mamy unikalne kabiny medyczne dostosowane do naszych warunków – dodaje Wojteczek.
W samej tylko szczecińskiej bazie, helikopter ratunkowy był używany w mijającym roku 695 razy, z czego 90 proc przypadków to działania ratunkowe. Wymiana maszyn lotniczych w Polsce ma kosztować 495 mln zł.
do góry
Eurocopter LPR nad Szczecinem
z dnia 2009-12-22 12:12:23
Kolejny Eurocopter EC135 wkrótce trafi do służby. Jeszcze przed bożonarodzeniowymi świętami nowy śmigłowiec LPR ma rozpocząć pełnienie dyżurów w szczecińskiej bazie pogotowia. Od kilku dni maszyna stacjonuje w Porcie Lotniczym Szczecin-Goleniów.
Od kilku dni na szczecińskim niebie pojawia się żółty śmigłowiec Lotniczego Pogotowia Ratunkowego. To stacjonujący w Porcie Lotniczym Szczecin-Goleniów nowy Eurocopter EC135 (SP-HXD). Załoga ćwiczy podejścia do lądowania w zimowych warunkach. Przy takim właśnie "próbnym" lądowaniu udało się uchwycić latającą karetkę na lądowisku przy Szpitalu na Unii Lubelskiej. Mieszkańcy Szczecina przyzwyczają się powoli do nowego, niskiego i nieco stłumionego dźwięku niosącego pomoc śmigłowca, który zastąpił wysłużonego Mi-2. Po wyrazie twarzy załogi można przypuszczać, że maszyna spełnia ich oczekiwania.
Dla Lotniczego Pogotowia Ratunkowego zakupiono 23 śmigłowce Eurocopter EC135. Pierwszy z nich 7 grudnia rozpoczął pełnienie dyżurów w krakowskiej bazie pogotowia. W tym tygodniu zaplanowane jest rozpoczęcie takich dyżurów w Szczecinie.
do góry
Eurocopter 135 oficjalnie gotowy do lotu!
z dnia 2009-12-22 12:09:25
O godzinie 11 w Goleniowie nasi ratownicy medyczni oficjalnie dostaną jeden z najnowocześniejszych helikopterów ratunkowych w Europie. Na ten moment czekali ponad 30 lat!
- Konstrukcja poprzedniego helikoptera pochodzi z lat 70. - opowiada Marcin Podgórski, dyrektor regionu zachód Lotniczego Pogotowia Ratunkowego. - Co prawda jego podzespoły przechodziły stale przeglądy i były wymiane, jednak wewnątrz nie mieliśmy zbyt wiele miejsca. Nowy Eurocopter 135 jest mniejszy, ale jego kabina oferuje więcej przestrzeni. Wreszcie w dogodnych warunkach, w trakcie lotu, będziemy mogli ratować życie pacjentów.
Nowy nabytek lata szybciej, pali mniej paliwa, przez co może kursować zdecydowanie dalej. Medycznie wyposażony jest podobnie jak poprzednik, w którym była aparatura światowej klasy. Przystosowany jest do latania nocą, potrzebuje mniej miejsca do lądowania. Niestety, wciąż problemem w naszym województwie są nocne lądowiska, których... brak! Mimo to ratownicy przeszli wszystkie niezbędne do udzielania w każdych warunkach szkolenia. Piloci uczyli się obsługi jednego z najnowocześniejszych helikopterów medycznych w Niemczech podczas kilkutygodniowych szkoleń.
do góry
Przyspieszona inauguracja
z dnia 2009-12-18 15:07:40
20 listopada br. był feralnym dniem dla warszawskiej filii Lotniczego Pogotowia Ratunkowego. W końcowej fazie wykonywanego lotu szkolnego zniszczeniu uległ śmigłowiec Agusta 109 Power. Szczęśliwie, wypadek nie pociągnął za sobą ofiar w ludziach. Przebieg i przyczyny zdarzenia bada specjalnie powołana komisja.
A-109 był jedynym śmigłowcem SP ZOZ LPR, mogącym wykonywać loty operacyjne przez 24 godziny oraz w trudnych warunkach atmosferycznych. Do dnia wypadku spędził w powietrzu 2614 godzin, z czego większość w lotach ratowniczych. Utrata tego wiropłata pozbawiła ratowników medycznych stołecznej aglomeracji i jej okolic najszybszego z możliwych rodzajów wsparcia, śmigłowca mogącego startować z lotniska EPBC. Trudności sprzętowe LPR nie pozwalają wprowadzić do dyżuru na Babicach nawet śmigłowca Mi-2. Po prostu rezerwy sprzętowe się już wyczerpały.
Mimo tak dramatycznej sytuacji rejon Warszawy nie został całkowicie pozbawiony wsparcia Śmigłowcowej Służby Ratownictwa Medycznego. Rozwiązaniem chwili była możliwość wykorzystania śmigłowców z filii w Płocku, Lublinie i Kielcach. Z uwagi na wagę problemu i po analizie sytuacji bieżącej, dyrekcja LPR podjęła decyzję o czasowym zawieszeniu dyżuru śmigłowca w filii w Płocku. Stamtąd, 25 października, przyleciał do Warszawy Mi-2 SP-SXG. Stolica znajduje się w centrum województwa mazowieckiego nie tylko administracyjnie, lecz i geograficznie. Z Babic wykonywanych jest znacznie więcej lotów ŚSRM niż w Płocku (średnio o 2/3). Mimo to pacjenci z okolic Płocka mogą cały czas liczyć na ratunek załóg z Warszawy, Bydgoszczy i Łodzi. (ciąg dalszy w numerze)
do góry
Eurocopter już w Goleniowie
z dnia 2009-12-14 14:24:55
Nowy śmigłowiec ratowniczy Eurocopter EC 135 we wtorek rozpocznie regularne loty. Maszyna jest już na lotnisku w Goleniowie, dwie załogi są przeszkolone, następne dwie ukończą wkrótce szkolenie. Uroczysta prezentacja maszyny w przyszły wtorek w Szczecinie na Jasnych Błoniach, a jeśli pogoda będzie zła - w goleniowskiej bazie Lotniczego Pogotowia Ratunkowego.
Eurocopter zastąpi wysłużonego Mi-2. Jest od niego mniejszy, ale ma o wiele większe możliwości. Po pierwsze, został od razu zaprojektowany jako maszyna ratownicza. Jego kabina została zaprojektowana zgodnie z wymaganiami pilotów, lekarzy i ratowników z LPR. Maszyna będzie mogła latać w nocy, gdyż jest wyposażona w najnowocześniejszy sprzęt nawigacyjny i ułatwiający prowadzenie maszyny (warunek: stworzenie odpowiednich lądowisk, mogących przyjmować loty nocne).
Goleniów jest drugą bazą w kraju, która otrzymała nowy śmigłowiec. Pierwszy przekazano do użytku 7 grudnia w Krakowie. Kolejne będą przekazywane do połowy 2011 roku, ostatni trafi w roku 2012 do nowej bazy LPR w Koszalinie.
LPR otrzyma łącznie 23 maszyny, każda warta 22 miliony zł. Lotnicze Pogotowie Ratunkowe będzie dysponować najnowocześniejszą flotą śmigłowców ratunkowych w Europie.
do góry
Nowoczesny śmigłowiec dla Pogotowia
z dnia 2009-12-14 14:22:06
Latający ratownicy mają nowy śmigłowiec. Eurocopter EC 135 dotarł już do bazy Lotniczego Pogotowia Ratunkowego na lotnisku w Goleniowie.
- Śmigłowiec wart 22 miliony złotych zastąpi wysłużonego Mi-2 - mówi Marcin Podgórski, dyrektor Regionu Zachód Lotniczego Pogotowia Ratunkowego. - Wyposażenie medyczne śmigłowca to w tej chwili najwyższa półka, jest najlepszy na rynku. Urządzenia nawigacyjne umożliwiają latanie w nocy.
Loty treningowe wciąż trwają, oficjalna prezentacja Eurocoptera ma się odbyć na Jasnych Błoniach w Szczecinie w przyszłym tygodniu we wtorek.
do góry
Powietrzna karetka
z dnia 2009-12-14 14:17:06
SP-HXD to oznaczenia nowego śmigłowca Lotniczego Pogotowia Ratunkowego, który jest praktycznie gotowy do normalnej służby. Maszyna od kilku dni jest już na goleniowskim lotnisku, odbywa loty ćwiczebne.
Szczecin jest drugą bazą w kraju, która otrzymała nowoczesny, warty 22 miliony zł śmigłowiec ratunkowy Eurocopter EC 135. Pierwszy 7 grudnia rozpoczął pracę w Krakowie. Nasz śmigłowiec miał rozpocząć służbę w styczniu przyszłego roku, ale stanie się to miesiąc wcześniej, jeszcze przed świętami.
Eurocopter jest maszyną zaprojektowaną od początku z myślą o roli powietrznej karetki ratunkowej. Wersja, która została zakupiona dla LPR ma kabinę zaprojektowaną zgodnie z sugestiami polskich pilotów, lekarzy i ratowników. Podobno jest lepiej wyposażona od maszyn latających w Niemczech. Wyposażenie ratownicze jest nie gorsze niż w naziemnej karetce reanimacyjnej. Pilot ma do dyspozycji najnowocześniejszy obecnie sprzęt nawigacyjny. Śmigłowiec jest mniejszy od Mi-2, pilotom łatwiej więc będzie wylądować. W przyszłości będzie latał także w nocy; warunkiem uruchomienia lotów nocnych jest odpowiednie przygotowanie lądowisk.
W goleniowskiej bazie jest obecnie dwóch pilotów przeszkolonych do lotów na Eurocopterze, wkrótce szkolenie zakończy dwóch następnych. Oficjalna prezentacja nowej maszyny odbędzie się we wtorek 22 grudnia na Jasnych Błoniach w Szczecinie, o ile dopisze pogoda. W przypadku złych warunków atmosferycznych uroczystość odbędzie się na lotnisku w Goleniowie. Lotnicze Pogotowie Ratunkowe otrzyma łącznie 23 maszyny Eurocotper EC 135, które do wszystkich baz pogotowia trafiać będą sukcesywnie do początku roku 2011. Jako ostatnia taki śmigłowiec otrzyma nowa baza, jaka powstanie w roku 2012 w Koszalinie.
do góry
Małopolska: samochód dachował. Śmigłowiec LPR w akcji
z dnia 2009-12-14 10:13:18
Wypadek samochodowy na drodze Kraków - Olkusz w miejscowości Czajowice. Samochód osobowy wypadł z drogi i dachując wpadł do rowu. Na miejsce wypadku przyleciał śmigłowiec Lotniczego Pogotowia Ratunkowego. Na szczęście obrażenia pasażerów okazały się nieznaczne.
- W wypadku ranne zostały trzy osoby w tym kilkuletnie dziecko. Dziecko zostało przetransportowane śmigłowcem do szpitala w Prokocimiu. Droga krajowa w momencie wypadku wyglądała jak lodowisko. Nawet samochody służb ratowniczych miały problem z szybkim dotarciem na miejsce wypadku - napisał na Alert24 internauta Michał.
Oficer dyżurny krakowskiej policji potwierdza, że doszło do kolizji, ale na szczęście nic się nikomu nie stało. Samochodem jechały dwie kobiety i dziecko. To ono zostało przewiezione helikopterem LPR do szpitala w Prokocimiu. Jednak lekarze nie stwierdzili poważniejszych obrażeń i jutro najprawdopodobniej dziecko będzie mogło wrócić do domu.
do góry
Eurocopter rozpoczął dyżur w Krakowie
z dnia 2009-12-11 09:46:50
Od 7 grudnia w krakowskiej bazie Lotniczego Pogotowia Ratunkowego stacjonuje nowy śmigłowiec. To pierwszy z nowo zakupionych 23 Eurocopterów EC135, który rozpoczął pełnienie dyżurów w pogotowiu, zastępując używany dotychczas Mi-2.
W dniu 7 grudnia 2009 roku do bazy Lotniczego Pogotowia Ratunkowego w Krakowie- Balicach przyleciał nowoczesny śmigłowiec Eurocopter EC135 (nr rej. SP-HXF). Lotnicze Pogotowie Ratunkowe w Krakowie to pierwsza baza lotnictwa ratunkowego, która wdrożyła dzisiaj do służby ten nowoczesny śmigłowiec. Eurocopter EC135 zastąpił używany dotychczas śmigłowiec Mi-2 Plus (SP-ZXT), który do tego dnia – 7 grudnia – pełnił dyżur w bazie LPR w Krakowie-Balicach.
W uroczystości przekazania śmigłowca uczestniczyli: wiceminister zdrowia Marek Haber, wojewoda małopolski Stanisław Kracik, dyrektor LPR Robert Gałązkowski, prezes Portu Lotniczego Kraków-Balice, dowódca 8 Bazy Lotniczej oraz przedstawiciele Państwowej Straży Pożarnej, Policji i GOPR.
Obecny na uroczystości ks. prałat Henryk Błaszczyk – kapelan ratownictwa medycznego – poświęcił nowa maszynę i odmówił modlitwę w intencji pilotów, lekarzy i ratowników medycznych, którzy zginęli podczas pełnienia służby, ratując życie poszkodowanych w wypadkach.
Po oficjalnej uroczystości odbyła się prezentacja nowego śmigłowca. Pokaz Eurocoptera po 15 minutach został przerwany, ponieważ załoga otrzymała wezwanie do pierwszej akcji ratunkowej na terenie województwa małopolskiego.
do góry
Nowy śmigłowiec ratunkowy już w Krakowie
z dnia 2009-12-08 12:51:02
Kraków jest pierwszym miastem w Polsce, do którego przyleciała nowa powietrzna karetka. Nowoczesny śmigłowiec EC 135 zastąpił wysłużony MI-2.
Kosztował 22 mln zł. Jest lekki, szybki (90 km może pokonać w 20 minut), na swój pokład może zabrać jednego pacjenta i, co najważniejsze, od początku zaprojektowano go na powietrzną karetkę. Jego wyposażenie jest porównywalne z karetką naziemną - śmigłowiec Eurocopter 135 ma na swoim pokładzie defibrylator, respirator i zestaw pomp infuzyjnych. Kabinę medyczną wykonano według wskazówek lekarzy, pilotów i ratowników Lotniczego Pogotowia Ratunkowego. Maszyna jest przystosowana do lotów w nocy i przy złej widoczności.
- Wdrożenie pierwszego eurocoptera do służby to historyczny moment. Następne po Krakowie będą bazy w Szczecinie, Gdańsku i Płocku lub Warszawie - powiedział na uroczystości przekazania śmigłowca w podkrakowskich Balicach dyrektor LPR-u Robert Gałązkowski.
Ministerstwo Zdrowia kupiło 23 takie maszyny. Flota ma być sukcesywnie wymieniana do końca 2010 roku. Podstawowym zadaniem zespołów śmigłowcowych są loty do wypadków i nagłych zachorowań, także przeloty transportowe z chorymi między szpitalami. Krakowski zespół wykonał od początku roku 355 lotów, w tym 223 do nagłych zdarzeń.
do góry
Ratunkowy eurocopter
z dnia 2009-12-08 12:38:51
Jeden z najnowocześniejszych śmigłowców ratowniczych w Europie rozpoczął pierwszy dyżur w bazie Lotniczego Pogotowia Ratunkowego w Krakowie Balicach.
To jeden z 23 niemieckich eurocopterów kupionych przez ministerstwo zdrowia. Zastąpił wysłużony helikopter MI-2.
Pilot Robert Hojdys nie może się nachwalić nowej maszyny. Mówi, że helikopter jest przede wszystkim doskonale wyposażony, szybszy i bezpieczniejszy. Lata z prędkością do 220 km na godzinę i ma większy zasięg, do 400 – 500 kilometrów.
Jeden eurocopter kosztuje 22 mln złotych. Kolejne maszyny mają trafić do Szczecina i Gdańska.
do góry
Kraków: jest helikopter, gorzej z lądowiskiem
z dnia 2009-12-08 12:31:52
W Krakowie rozpoczął służbę pierwszy w Polsce eurocopter, czyli jeden z najnowocześniejszych śmigłowców ratowniczych w Europie. Zastąpił wysłużone już śmigłowce Mi-2. Wczoraj wyleciał na pierwszy lot - do wypadku samochodowego.
Śmigłowiec umożliwi skuteczniejsze i szybsze ratowanie życia. - Maszyna porusza się z prędkością maksymalną około 240 km na godz., czyli prawie o 80 km szybciej niż jego poprzednik - mówi Wojciech Wiejak pilot maszyny. Jest w stanie w ciągu czterech minut dotrzeć na miejsce wypadku oddalone o 80 km od bazy. Może przelecieć 500 km bez tankowania, co zdecydowanie ułatwia akcje ratownicze - dodaje Wiejak.
Maszyna wyposażona jest w najnowocześniejszy sprzęt medyczny i techniczny. Na pokładzie znajduje się m.in. nowoczesny defibrylator, respirator oraz pompy infuzyjne. - Sprzęt ratujący życie na pokładzie tego śmigłowca jest porównywalny z tym znajdującym się w specjalistycznych karetkach - zaznacza Justyna Wojtecka, rzeczniczka Lotniczego Pogotowia Ratunkowego. Załoga składa się z pilota, lekarza oraz specjalistycznego ratownika medycznego. Piloci podkreślają także, iż ogromną przewagą eurocoptera nad jego poprzednikiem jest to, że może pracować także w nocy.
Niestety, na razie w całej Małopolsce nie ma ani jednego profesjonalnego lądowiska, które spełniałoby kryteria ratownictwa medycznego. Te, które funkcjonują przy szpitalach, wciąż nie mogą zapewnić śmigłowcom bezpiecznego lądowania w dzień i w nocy. Ponadto powinny one być blisko oddziałów ratunkowych, a tak nie jest. Kiedy to się zmieni? Nie wiadomo.
Kilka szpitali, w tym im. Żeromskiego, Narutowicza, Uniwersytecki Szpital Dziecięcy w Prokocimiu starają się o dofinansowanie na modernizację i budowę nowoczesnych lądowisk. Ale to są na razie tylko plany. - Projekt został zaakceptowany, ale kiedy dostaniemy pieniądze na inwestycję nie wiadomo - zauważa Leszek Gora, rzecznik Szpitala im. Żeromskiego.
Śmigłowiec ma służyć pacjentom przez 20 lat. Wczorajszy jego pokaz został przerwany, gdyż załoga otrzymała wezwanie na pierwszą swoją akcję ratunkową do wypadku samochodowego w okolicach Kazimierzy Wielkiej.
do góry
Z pilotem Wojciechem Wiejakiem o nowym śmigłowcu
z dnia 2009-12-08 12:27:42
Od kiedy pracuje Pan w Lotniczym Pogotowiu Ratunkowym?
- Na śmigłowcu latam od 1982 r.
Co pacjent zyska dzięki zastąpieniu Mi-2 EC 135?
- Sporo. Nowa maszyna, która jest o połowę lżejsza od starego śmigłowca, doleci do chorego znacznie szybciej, bo bez problemu rozwija prędkość 260 km na godzinę. Bez uzupełniania paliwa przeleci aż 500 km, co może przełożyć się na uratowanie ludzkiego życia. Wyposażona jest m.in. w system automatycznej stabilizacji, który łagodzi skutki np. turbulencji.
Gdzie eurocopter może wylądować?
- Prawie wszędzie. Na górskim zboczu, na polanie... Blisko niemal każdego miejsca, w którym czeka ma pomoc ciężko chory pacjent.
Rozmawiała Dorota Stec-Fus
do góry
Supernowoczesnym eurocopterem na ratunek Małopolanom
z dnia 2009-12-08 12:24:59
Najciężej chorzy Małopolanie mają od wczoraj większe szanse na ratunek: w Balicach na wezwanie czeka supernowoczesny śmigłowiec EC 135, tzw. eurocopter.
Maszyna jest jedną z 23 zamówionych przez resort zdrowia dla Lotniczego Pogotowia Ratunkowego. Wszystkie, zgodnie z kontraktem zawartym z firmą Eurocopter, mają zostać dostarczone do Polski do końca przyszłego roku.
Na płycie lotniska wojskowego w Balicach "małopolska" maszyna wylądowała wczoraj rano. Marek Haber, wiceminister zdrowia, podkreślił, że wymiana wysłużonych, niezbyt nowoczesnych śmigłowców Mi-2, to efekt pracy kilku kolejnych ministrów zdrowia.
W Polsce do niedawna nie było ani jednego pilota, który potrafiłby obsługiwać nowe maszyny, a potrzeba ich blisko 80. Niezbędne kursy - część szkolenia odbywa się w Niemczech - najwcześniej ukończyli krakowscy piloci: dlatego Kraków jest pierwszym miastem w Polsce, w którym nowoczesne śmigłowce będą latać po pacjentów.
Krakowskim sukcesem jest także projekt kabiny medycznej eurocoptera. Szefem projektu jest dr Zbigniew Żyła, krakowianin, zastępca dyrektora do spraw medycznych LPR. Jego zespół szczegółowo przeanalizował 40 tysięcy dotychczas wykonanych misji ratowniczych LPR i wyodrębnił najbardziej krytyczne sytuacje dla pacjenta. - W efekcie - jak podkreśla Robert Gałązkowski, dyrektor LPR - kabina medyczna EC 135 jest uważana za najnowocześniejszą na świecie.
Głównym problemem jest dziś brak zaplecza dla śmigłowca. Krakowski oddział LPR dysponuje przestarzałymi obiektami na Lotnisku Wojskowym w Balicach. Stanisław Kracik, wojewoda małopolski wyraził nadzieję, że zgodnie z deklaracjami szefostwa Ministerstwa Obrony Narodowej na lotnisku zostanie wydzielony obszar, na którym powstaną obiekty Lotniczego Pogotowia Ratunkowego. Wojewoda ma nadzieję, że nowa baza zostanie otwarta najdalej za trzy lata.
Ksiądz prałat Henryk Błaszczyk, kapelan ratownictwa medycznego, poświęcając nową maszynę, wspomniał pilotów LPR, którzy zginęli w trakcie służby, ratując życie innych.
do góry
Wojewoda wspiera pogotowie lotnicze
z dnia 2009-12-03 11:17:16
Każda śląska gmina ma wyznaczyć miejsce, gdzie bezpiecznie będzie mógł wylądować helikopter Lotniczego Pogotowia Ratunkowego. To pomysł wojewody i LPR.
- Chcemy, żeby gminy w całym województwie wybrały lądowiska do końca roku - mówi Adam Matusiewicz, wicewojewoda śląski. Nie ukrywa, że to pokłosie zamieszania po wrześniowej katastrofie w kopalni Wujek-Śląsk, gdzie helikoptery zamiast przed Centrum Leczenia Oparzeń musiały lądować na terenie strzelnicy myśliwskiej. Łowczy okręgowy ostrzegł jednak, że nie bierze za nic odpowiedzialności.
Matusiewicz wyjaśnia, że teraz chodzi o wskazanie w całym regionie takich miejsc, w których będzie mógł wylądować helikopter, a jednocześnie - w razie wypadku w okolicy - do lądowiska rannego będzie mogła dowieść karetka. - To bardzo skróci czas dotarcia poszkodowanego do szpitala. Helikoptery LPR mogą przelecieć z jednego końca województwa na drugi w kilkanaście minut - mówi Matusiewicz.
Justyna Wojteczek, rzeczniczka LPR, przekonuje, że wyznaczenie takiego lądowiska nie jest trudne, może to być np. boisko sportowe. - Musimy znać jego wymiary, współrzędne i wysokość przeszkód dookoła. Sprawdzimy te miejsca i powstanie mapa lądowisk. Otrzymają ją także m.in. strażacy, ponieważ w czasie nocnych lotów oni będą oświetlać i zabezpieczać lądowisko - mówi Wojteczek.
do góry
Wrocław: nie ma lądowiska, jest miejsce startów i lądowań
z dnia 2009-12-03 08:40:34
Przy szpitalnym oddziale ratunkowym Akademii Medycznej we Wrocławiu, aby możliwe było jego funkcjonowanie powstało miejsce startów i lądowań.
Nie udało się go wybudować w ciągu 3 lat, teraz powstało w 24 godziny. Wystarczyło zmienić nazwę z „lądowiska" na „miejsce startów i lądowań", a wymagania budowlane stały się całkiem inne – podaje radio RMF FM.
Dyrektor szpitala Piotr Pobrotyn w rozmowie z radiem poinformował, że to miejsce startów i lądowań dla śmigowców ratowniczych było budowane zgodnie z planem budowlanym, więc pacjenci mogą się czuć bezpiecznie.
Szpital podpisał umowę z NFZ na finansowanie nowego oddziału ratunkowego, a przy takim oddziale powinno być miejsce, gdzie może wylądować helikopter. Stąd tak gigantyczne przyspieszenie budowy nie lądowiska już, lecz miejsca startów i lądowań.
do góry
Tir zderzył się z busem, są zabici i wielu rannych
z dnia 2009-12-02 10:51:21
Dwie osoby zginęły, a 20 zostało rannych po zderzeniu pasażerskiego busa z tirem w Hajdaszku (Świętokrzyskie). Droga jest nieprzejezdna.
Do wypadku doszło około godz. 7.20. na drodze wojewódzkiej nr 766. - Śmiertelne ofiary to kierowca i pasażer busa - powiedziała Ewa Jurkiewicz z zespołu prasowego świętokrzyskiej policji.
Ranni zostali przewiezieni do szpitala w Pińczowie. Najciężej ranną pasażerkę helikopter pogotowia lotniczego zabrał na oddział ratunkowy do Kielc.
Policja nie podaje przyczyn wypadku. - Jest na to za wcześnie. Wyjaśniamy je - powiedział na antenie TVN24 Grzegorz Dudek ze świętokrzyskiej policji.
do góry
Ciemna strona nocy
z dnia 2009-12-01 09:32:55
Piloci lotniczego pogotowia kończą szkolenie z nocnego latania i pytają, gdzie maja lądować? Są gotowi do nocnych dyżurów, ale na przykład w Krakowie żaden szpital nie ma nocnego lądowiska i świetny śmigłowiec ze świetnym pilotem jest uziemiony.
do góry
Turysta spadł ze zbocza Ślęży
z dnia 2009-12-01 07:49:47
50-letni mężczyzna spadł w poniedziałek z góry Ślęża na Dolnym Śląsku. Poszkodowany najprawdopodobniej poślizgnął się i runął cztery metry w dół. Ma poważne urazy głowy, ale jego życiu nie zagraża niebezpieczeństwo.
Leżącego niedaleko szczytu góry mężczyznę zauważył policjant, który wezwał pogotowie ratunkowe. Ze wstępnych ustaleń wynika, iż wspinający się na Ślężę turysta poślizgnął się, po czym spadł cztery metry w dół. Po upadku przetoczył się jeszcze kilka metrów niżej i wylądował w skalnej szczelinie.
Ma urazy głowy i miednicy
Na miejsce wypadku zostało wezwane Lotnicze Pogotowie Ratunkowe. Ratownicy wciągnęli poszkodowanego na specjalnych noszach na szczyt góry, skąd zabrał go do wrocławskiego szpitala wojskowego helikopter.
Jak poinformowała portal tvn24.pl rzecznik wrocławskiej kliniki Katarzyna Żytniewska, życiu poszkodowanego nie zagraża niebezpieczeństwo. Lekarze w szpitalu stwierdzili u niego urazy głowy, klatki piersiowej oraz miednicy. Nie potwierdziły się na szczęście obawy o uszkodzeniu kręgosłupa 50-latka, jakie miała załoga helikoptera ratunkowego.
Trafi na stół operacyjny
W poniedziałek po południu mężczyzna trafił na oddział neurochirurgii, gdzie prawdopodobnie przejdzie operację związaną z pęknięciem kości czaszki, jakiego doznał wskutek upadku. Pacjent jest przytomny, ale nie pamięta jak doszło do wypadku.
Ślęża jest najwyższym szczytem Masywu Ślęży i wznosi się na wysokość 718 m n.p.m. Ze względu na bliskość Wrocławia, jest bardzo licznie odwiedzana przez turystów.
do góry
Warszawa: Ratownik 12 pełni dyżur
z dnia 2009-11-26 11:34:55
Ratownik 12 gotowy jest na wezwanie od rana do zmierzchu – informuje LPR. Od 25 listopada w stolicy dyżuruje śmigłowiec Mi-2 przeniesiony z Płocka. Dyżur w stolicy został zawieszony po wypadku śmigłowca Agusta 109, do którego doszło 20 listopada na lotnisku Babice.
Zespół Śmigłowcowej Służby Ratownictwa Medycznego w Warszawie wznowił 25 listopada dyżur. Ratownik 12 jest gotowy na wezwanie od rana do zmierzchu – poinformowało Lotnicze Pogotowie Ratunkowe. Do Warszawy został przeniesiony śmigłowiec Mi-2 z filii w Płocku, gdzie dyżur musiał zostać zawieszony. – Warszawa leży w centrum województwa mazowieckiego, wykonuje się tutaj znacznie więcej lotów niż w Płocku – argumentuje decyzję o przeniesieniu śmigłowca rzecznik prasowy LPR Justyna Wojteczek. – Ale pacjenci z okolic Płocka mogą liczyć na ratunek załóg z Warszawy, Bydgoszczy i Łodzi – dodaje.
Pełniąca dotychczas dyżur w Warszawie Agusta 109 w ostatni piątek, 20 listopada, uległa zniszczeniu. Do zdarzenia doszło po wylądowaniu śmigłowca, wykonującego lot z dwoma pilotami na pokładzie (zobacz: Wypadek śmigłowca LPR w Warszawie). Jeden z nich nie odniósł poważniejszych obrażeń, drugi jednak wciąż przebywa w szpitalu – doznał m.in. urazu kręgosłupa.
– Na razie trudno jest powiedzieć, kiedy zostanie wznowiony dyżur w Płocku. Staramy się jednak, by nastąpiło to jak najszybciej – zapewnia Justyna Wojteczek. Zależy to głównie od postępów w szkoleniu pilotów nowo zakupionych dla LPR śmigłowców Eurocopter EC135. Zgodnie z planem, cztery EC135 miały trafić do baz w styczniu 2010 roku. W ciągu najbliższych dziesięciu dni będzie wiadomo, czy wdrożenie nowego typu nie nastąpi wcześniej, jeszcze w grudniu.
Natomiast w najbliższym tygodniu w Polsce spodziewane są kolejne dwa Eurocoptery – obecnie w kraju są trzy, do końca roku LPR będzie dysponować sześcioma śmigłowcami. Płock nie cieszył się długo ratowniczym Mi-2. Uruchomienie filii LPR w tym mieście odbyło się 15 stycznia br.
do góry
Śmigłowiec ratuje tylko do godziny 15
z dnia 2009-11-26 10:50:51
W Warszawie znów dyżuruje medyczny śmigłowiec. Niestety, ma prawie 20 lat i może latać tylko od świtu do zmierzchu.
Od 20 listopada w stolicy nie było powietrznej karetki. Wtedy, podczas lądowania na lotnisku Bemowo, w wypadku doszczętnie rozbity został nowy śmigłowiec Agusta A109 Power należący do Lotniczego Pogotowia Ratunkowego (LPR). Nie nadaje się do remontu. W razie potrzeby wzywany jest śmigłowiec z Płocka, Łodzi, Lublina lub Kielc.
Wczoraj do Warszawy sprowadzono blisko 20-letni śmigłowiec Mi-2 z bazy w Płocku. O tej porze roku może latać tylko do godz. 15.
W LPR są jeszcze dwie nowoczesne maszyny Eurocopter EC-135, ale ich piloci dopiero się szkolą. - Chcemy, by jeden z tych helikopterów zaczął latać już w pierwszych miesiącach nowego roku - mówi Justyna Wojteczek, rzeczniczka LPR. - Staramy się, by piloci z Warszawy wcześniej mogli wziąć udział w szkoleniach.
do góry
Śmigłowiec LPR z Płocka rozpoczął dyżur w Warszawie
z dnia 2009-11-25 15:52:15
Śmigłowiec Lotniczego Pogotowia Ratunkowego, przeniesiony z bazy pogotowia w Płocku, jest już w Warszawie - poinformowała w środę PAP rzeczniczka LPR Justyna Wojteczek. Od piątku, po wypadku śmigłowca Agusta A109 Power, LPR nie miało maszyny zabezpieczającej rejon stolicy.
Śmigłowiec Mi-2 będzie stacjonować na warszawskim lotnisku Bemowo tymczasowo. Oznacza to zawieszenie bazy w Płocku. Maszyna z Płocka pozostanie w Warszawie prawdopodobnie do czasu zakończenia szkoleń pilotów, którzy będą latać na nowo zakupionych śmigłowcach Eurocopter EC-135. „Dołożymy wszelkich starań, aby pierwsza z tych maszyn rozpoczęła loty jak najszybciej” - powiedziała Wojteczek. Prawdopodobnie będzie to w pierwszej połowie grudnia.
W piątek Agusta A109 Power odbywała lot egzaminacyjny - jeden z pilotów zdawał przed drugim państwowy egzamin. Pogotowie informowało, że po wylądowaniu śmigłowca, pilot zdążył wykonać pierwsze dwie czynności zgodnie z procedurą, po czym maszyna wpadła w drgania. Ich skutkiem było urwanie belki ogonowej oraz łopat wirnika nośnego. Jak poinformowała PAP rzeczniczka LPR, jeden z poszkodowanych w piątkowym wypadku pilotów nadal przebywa w szpitalu. „Mężczyzna przeszedł operację kręgosłupa, teraz czeka go rehabilitacja” - powiedziała Wojteczek.
Maszyna, która uległa wypadkowi, nie nadaje się do dalszej eksploatacji ani do remontu. Ustaleniem przyczyn wypadku zajmuje się Państwowa Komisja Badania Wypadków Lotniczych. Zdaniem LPR, przyczyną wypadku mogło być zjawisko "rezonansu przyziemienia" - drgań, które mogą doprowadzić do tego, że śmigłowiec się rozpada.
W ubiegłym roku ministerstwo zdrowia kupiło za blisko pół miliarda złotych 23 śmigłowce Eurocopter EC-135 i symulator lotu. Jeszcze w tym roku LPR otrzyma pierwsze sześć śmigłowców. Nowe latające karetki wyposażone są w nowoczesne kabiny medyczne, pozwalające m.in. na natychmiastowe podjęcie reanimacji już na pokładzie, bez konieczności lądowania. Śmigłowce mają służyć LPR przez 25 lat. Pierwszy został zaprezentowany we wrześniu.
Używane dotychczas przez LPR śmigłowce Mi-2 mogą latać tylko od świtu do zmierzchu. Gdy Mi-2 zaczną ustępować Eurocopterom, całodobowe dyżury ma rozpocząć kilka baz w kraju: Warszawa, Gdańsk, Szczecin, Wrocław i Kraków.
do góry
Śmigłowiec już w Warszawie
z dnia 2009-11-25 15:49:04
Śmigłowiec Lotniczego Pogotowia Ratunkowego, przeniesiony z bazy pogotowia w Płocku, jest już w Warszawie - poinformowała rzeczniczka LPR, Justyna Wojteczek.
Od piątku, po wypadku śmigłowca Agusta A109 Power, LPR nie miało maszyny zabezpieczającej rejon stolicy.
Śmigłowiec Mi-2 będzie stacjonować na warszawskim lotnisku Bemowo tymczasowo. Oznacza to zawieszenie bazy w Płocku. Maszyna pozostanie w Warszawie prawdopodobnie do czasu zakończenia szkoleń pilotów, którzy będą latać na nowo zakupionych śmigłowcach Eurocopter.
"Dołożymy wszelkich starań, aby pierwsza z tych maszyn rozpoczęła loty jak najszybciej" - powiedziała Wojteczek. Prawdopodobnie będzie to w pierwszej połowie grudnia.
do góry
Można wylądować w kolejnym szpitalu
z dnia 2009-11-24 09:50:29
Śmigłowiec sanitarny może już przywozić rannych do szpitala na ul. Kurlandzkiej w Poznaniu. Powstało tam bowiem prowizoryczne lądowisko.
W szpitalu działa bardzo nowoczesny szpitalny oddział ratunkowy, ale dotąd helikopter tam nie lądował, bo nie miał gdzie. Jak powiedział nam Konrad Bora, szef poznańskiej filii Lotniczego Pogotowia Ratunkowego, szpital ostatnio zdemontował kilka latarń i uruchomił prowizoryczne miejsce do lądowania. Prowizorka na Ratajach zmniejszyła ruch przy szpitalu na ul. Lutyckiej - teraz śmigłowiec leci po prostu tam, gdzie ma bliżej.
Ze zmniejszonego ruchu zadowolony jest dyr. szpitala przy ul. Lutyckiej. - Leczenie pacjentów, którzy przywożeni są śmigłowcem, jest z reguły bardzo kosztowne. A my już w tej chwili przekroczyliśmy już limit o 4 mln zł i tych pieniędzy prawdopodobnie nie odzyskamy. Poza tym mniej pieniędzy dostajemy od NFZ za leczenie pacjentów na oddziale intensywnej opieki medycznej, bo zabrano nam tzw. II stopień referencyjności. Teraz podobno leczymy na takim samym poziomie jak szpitale powiatowe, więc tam pogotowie lotnicze może zawozić chorych. W Wielkopolsce są w końcu 22 lądowiska - tłumaczy.
Łukomski podzielił się swoimi sugestiami również z Borą. Ale ten się zbytnio nie wzruszył: - Współczujemy dyrektorowi Łukomskiemu, ale naszym zadaniem jest zawiezienie chorego jak najszybciej na szpitalny oddział ratunkowy.
Gdy w szpitalach na Kurlandzkiej i Lutyckiej nie ma miejsca, samolot leci na Ławicę. Stamtąd karetka wiezie chorego do najbliższego oddziału ratunkowego. - Ale to przedłuża - podkreśla Konrad Bora.
W tej chwili żadne z tych przyszpitalnych lądowisk na terenie Poznania nie nadaje się do lądowania w nocy. Na razie nie jest to problemem, bo śmigłowiec, którym dysponuje poznańska filia Lotniczego Pogotowia Ratunkowego, też nie może latać po zmroku. Za rok jednak wysłużoną maszynę ma zastąpić nowoczesny eurocopter. I wtedy możliwe będą loty nocne. Już zapadła decyzja o budowie nowoczesnego lądowiska przy szpitalu na Kurlandzkiej, ale na razie jest ono dopiero projektowane. - Niemniej budowę chcemy zakończyć w przyszłym roku - zapowiada wicedyrektor szpitala na Nowym Mieście Jan Sawicz.
Również dyr. Łukomski planuje modernizację lądowiska przy szpitalu na ul. Lutyckiej, ale teraz priorytetem jest budowa nowego bloku operacyjnego. Najszybciej gotowe będzie lądowisko przy szpitalu w podpoznańskim Puszczykowie, którego remont już się zakończył. Teraz załatwiane są już tylko formalności w Urzędzie Lotnictwa Cywilnego.
do góry
Płock znów bez lotniczej karetki
z dnia 2009-11-24 08:51:45
Baza Lotniczego Pogotowia Ratunkowego w Płocku zawiesza działalność. Nasz śmigłowiec będzie teraz stacjonować w Warszawie. Zastąpi rozbitą Agustę.
- Choć wiem, że żadne rozwiązanie nie jest dobre, musiałem się na jakieś zdecydować - tłumaczy dyrektor Samodzielnego Publicznego Zakładu Opieki Zdrowotnej Lotnicze Pogotowie Ratunkowe Robert Gałązkowski. - Wypadek sprzed kilku dni przewrócił wszystkie nasze plany do góry nogami.
Śmigłowiec Agusta, który od kilku lat stacjonował w Warszawie, rozbił się w piątek po południu na lotnisku Bemowo. Przez kilka dni Oddział LPR w stolicy pozostawał bez latającej karetki. Ostatecznie zapadła decyzja, że do Warszawy trafi Mi-2 z Płocka. A baza w Płocku na pewien czas przestanie funkcjonować. Ostatnie loty mają się odbywać dziś. Od środy śmigłowiec ma już stacjonować w stolicy.
Lotnicze Pogotowie Ratunkowe znalazło się w trudnej sytuacji. Jeszcze do niedawna miało w swojej dyspozycji 17 baz i 18 śmigłowców. Była więc maszyna rezerwowa, która zastępowała śmigłowce np. w trakcie okresowych przeglądów. Po wypadku pod Wrocławiem liczba baz i obsługujących je maszyn wyrównała się. Problem pojawiał się więc już w czasie przeglądów. Tak było w maju, gdy Agusta z Warszawy musiała lecieć na kontrolę do Belgii. Już wtedy do Warszawy poleciał śmigłowiec z Płocka. Teraz po wypadku jest podobnie. Z tą różnicą, że Agusta nie wróci już z przeglądu, bo nadaje się wyłącznie do kasacji.
- Za umieszczeniem śmigłowca w stolicy przemawia to, że Warszawa znajduje się w centrum województwa - mówi Gałązkowski. - Ale tak naprawdę każda decyzja, której bym nie podjął, byłaby dla kogoś krzywdząca. Ostatni wypadek zupełnie pokrzyżował nasze plany. Już wkrótce do baz zaczniemy wysyłać pierwsze Eurocoptery. Trzeci z kolei miał lecieć do Płocka. Teraz jednak nie jestem w stanie powiedzieć, kiedy płocka baza zyska nową maszynę. Wszystko uległo zmianie. Plany krzyżuje nam także pogoda. Szkolenia, w których biorą udział pierwsze Eurocoptery, trwają dłużej, niż planowaliśmy. Z powodu trudnych warunków wielokrotnie musieliśmy je odwoływać.
Według optymistycznych planów pierwsze dwa Eurocoptery mają trafić do baz w połowie grudnia. - Wtedy do Płocka znów poleci jeden z Mi-2 i baza wznowi działalność - obiecuje szef pogotowia lotniczego. To, że zamiast nowej maszyny nad Płockiem nadal latać będzie wysłużony śmigłowiec, sprawia, że do akcji ratownicy nadal nie będą mogli latać po zmroku.
do góry
W stolicy będzie latał śmigłowiec LPR z Płocka
z dnia 2009-11-24 08:33:43
Dla płockiej bazy LPR oznacza to zawieszenie działalności.
Po wypadku śmigłowca Lotniczego Pogotowia Ratunkowego na warszawskim lotnisku Bemowo, stolica została bez maszyny zabezpieczającej jej rejon. Obecnie województwo mazowieckie osłaniają śmigłowce z Płocka, Łodzi, Lublina i Kielc. Do wypadku śmigłowca doszło 20 listopada podczas podchodzenia do lądowania. Śmigłowiec Agusta A109 Power odbywał lot szkoleniowy.
Już pod dotknięciu podłoża, podczas lądowania, śmigłowiec wpadł w gwałtowne drgania, które trudno opanować pilotom. Ich skutkiem było urwanie belki ogonowej oraz łopat wirnika nośnego. Maszyna, która uległa wypadkowi, nie nadaje się do dalszej eksploatacji ani do remontu. Ustaleniem przyczyn wypadku zajmuje się Państwowa Komisja Badania Wypadków Lotniczych.
Jak powiedział PAP Robert Gałązkowski, szef Lotniczego Pogotowia Ratunkowego, tymczasowo w stolicy stacjonować będzie maszyna z Płocka.
– Niestety oznacza to zawieszenie bazy w Płocku – dodał Gałązkowski.
W ubiegłym roku Ministerstwo Zdrowia kupiło za blisko pół miliarda złotych 23 śmigłowce Eurocopter EC-135 i symulator lotu.
Jeszcze w tym roku LPR otrzyma pierwsze sześć śmigłowców. Nowe latające karetki wyposażone są w nowoczesne kabiny medyczne, pozwalające m.in. na natychmiastowe podjęcie reanimacji już na pokładzie, bez konieczności lądowania. Śmigłowce mają służyć LPR przez 25 lat.
Śmigłowce Mi-2, używane dotychczas przez LPR, mogą latać tylko od świtu do zmierzchu. Gdy Mi-2 zaczną ustępować Eurocopterom, całodobowe dyżury ma rozpocząć kilka baz w kraju: Warszawa, Gdańsk, Szczecin, Wrocław i Kraków.
do góry
Będzie nowy śmigłowiec dla Warszawy
z dnia 2009-11-23 13:57:00
Dwa nowe śmigłowce EC 135 Eurocopter zasilą Lotnicze Pogotowie Ratunkowe. Jeden z nich prawdopodobnie w połowie grudnia zastąpi rozbitą w piątek Agustę.
W piątek podczas lotu instruktażowego rozbił się stacjonujący w stolicy śmigłowiec LPR. Uszkodzenia są na tyle poważne, że jego naprawa się nie opłaca. Aglomeracja warszawska została bez ratunkowego helikoptera. - Jesteśmy w trudnym momencie - mówił w poranku TVN Warszawa Robert Gałązkowski, dyrektor Lotniczego Pogotowia Ratunkowego. - W razie wypadku trzeba będzie ściągać helikopter z Płocka. To może potrwać nawet kilkadziesiąt minut.
Eurocopter zamiast Agusty
Rozbitą Agustę zastąpi maszyna EC 135 Eurocopter. Do Polski przylecą dwie nowe maszyny. - Dziś lub jutro podejmiemy decyzję o przesunięciu jednej z maszyn do Warszawy - zadeklarował Gałązkowski. Powinny się pojawić w warszawskiej bazie do połowy grudnia.
Drgania przyczyną wypadku
Według komisji badającej przyczyny wypadku, pilot, który zdawał egzamin, bezpiecznie wylądował na lotnisku. Już na ziemi śmigłowiec wpadł w drgania. Wtedy płat śmigła odciął ogon maszyny. Obydwaj piloci, którzy byli w maszynie, zostali ranni. Jeden doznał tylko lekkich obrażeń, ale drugi z urazem kręgosłupa został przewieziony do szpitala.
do góry
Warszawa: wypadek śmigłowca ratowniczego
z dnia 2009-11-23 13:00:28
W Warszawie rozbił się śmigłowiec Lotniczego Pogotowia Ratunkowego.
Jak informuje portal rynekzdrowia.pl Justyna Wojteczek, rzecznik prasowy LPR, do zdarzenia doszło na lotnisku Babice.
– Dwóch członków załogi śmigłowca jest poszkodowanych. Nie ma ofiar. Na pokładzie nie było pacjenta – mówi nam Justyna Wojteczek.
Wypadkowi uległa nowoczesna maszyna marki Agusta A109 Power. Ten śmigłowiec mógł latać w ciężkich warunkach pogodowych, a w razie potrzeby lądować nawet na dachach budynków.
Obecnie śmigłowce te są użytkowane między innymi przez: Royal Air Force w Wielkiej Brytanii, japońską, dubajską, włoską i chińską Policję, patrol graniczny w Libii, łotewską Straż Graniczną, Biuro Bezpieczeństwa Publicznego w Pekinie (3 sztuki wykorzystywane podczas Letniej Olimpiady 2008), chilijskich karabinierów, Air Force w Południowej Afryce, szwedzkiej oraz malezyjskiej armii (dane wg www.aerospace-technology.com).
Od 2 lipca 2005 roku, jedna z takich maszyn jest używana przez Lotnicze Pogotowie Ratunkowe w Polsce. Posiada ona rejestrację SP-HXA i oznaczona jest kodem "Ratownik 12". Śmigłowiec ten na co dzień stacjonuje w Warszawie.
do góry
Wypadek śmigłowca w Warszawie; "wirnik urwał belkę"
z dnia 2009-11-23 12:54:48
Pilot i nawigator zostali poszkodowani podczas lądowania śmigłowca Lotniczego Pogotowia Ratunkowego na warszawskim lotnisku Bemowo - poinformował oficer dyżurny stołecznej straży pożarnej. Jak mówił na specjalnie zwołanym spotkaniu z dziennikarzami Robert Gałązkowski, szef Lotniczego Pogotowia Ratunkowego, życiu obu członków załogi nie grozi niebezpieczeństwo. W rozmowie z RMF FM szefowa resortu zdrowia Ewa Kopacz zadeklarowała "wszelką pomoc" dla rannych.
Do wypadku doszło po godzinie 14.45 podczas podchodzenia do lądowania. Śmigłowiec Agusta odbywał lot szkoleniowy. Jeden z pilotów zgodnie z przepisami odnawiał swoje uprawnienia - taki egzamin odbywa się co roku.
- Stan moich pilotów jest zadowalający. Nie ma zagrożenie życia. To zdarzenie na szczęście zakończyło się szczęśliwie dla ludzi - poinformował Robert Gałązkowski, dyrektor Lotniczego Pogotowia Ratunkowego.
Rzeczniczka Pogotowia Justyna Wojteczek poinformowała, że w wyniku wypadku jeden z pilotów ma lekkie zadrapania. Drugi ma uraz głowy, uskarżał się też na ból kręgosłupa. Został przewieziony do szpitala przy ul. Szaserów, prawdopodobnie zostanie tam na obserwacji.
Jak mówił szef Pogotowia, śmigłowiec po przyziemieniu, kiedy koła dotknęły już podłoża, wpadł w gwałtowne drgania. - Zaowocowały one tym, że jedna z łopat wirnika po prostu odcięła belkę tylną. Śmigłowiec nie nadaje się już nawet do remontu, to bardzo poważne uszkodzenie - mówił Gałązkowski.
Dodawał, że mogło dojść do zjawiska tzw. rezonansu przyziemieniowego. - Państwowa Komisja Wypadków Lotniczych będzie ustalała, co mogło być tego powodem - mówił.
Ewa Kopacz: oddaję wszystkie moce przerobowe
Lotnicze Pogotowie Ratunkowe nie ma teraz śmigłowca, który mógłby zabezpieczać Warszawę. Rejon województwa mazowieckiego będą obsługiwały śmigłowce z Płocka, Łodzi, Lublina i Kielc.
Minister zdrowia Ewa Kopacz powiedziała, że będzie chciała spotkać się z szefem LPR, aby ustalić przyczyny wypadku i spowodowane nim straty. Dopiero wtedy zapadnie decyzja o ewentualnej pomocy finansowej ze strony resortu i o tym, czy będzie potrzebny śmigłowiec zastępczy.
Jak mówiła minister rannym pilotom zostanie udzielona specjalistyczna pomoc medyczna. - Poszkodowani mogą liczyć na najlepszą możliwą opiekę. Oddaje się do dyspozycji wszystkie moce przerobowe w Polsce. Szpitale, specjaliści są w tej chwili do dyspozycji tych dwóch pilotów - powiedziała Kopacz.
"Feralny" śmigłowiec?
Maszyna latała w LPR cztery lata, w tym czasie spędziła w powietrzu 2614 godzin. Jak mówił Robert Gałązkowski między 17 kwietnia a 23 czerwca br. śmigłowiec był poddany gruntownemu przeglądowi technicznemu w autoryzowanym serwisie w Belgii, który zakończył się pomyślnie. Pogotowie podkreśla, że śmigłowiec jest ubezpieczony.
Szef Pogotowia zapewnił, że maszyna miała wysokiej jakości obsługę techniczną. - Do obsługi tego śmigłowca jest dedykowanych pięciu mechaników, z których trzech ma najwyższe uprawnienia - dodał Gałązkowski. Zaznaczył, że zarówno piloci jak i mechanicy nie zgłaszali żadnych zastrzeżeń na temat stanu maszyny.
Jak podaje RMF FM, feralny śmigłowiec w przeszłości miał problemy z przeniesieniem napędu. Właśnie takie awarie mogą doprowadzić do rezonansu maszyny.
Jest to jedyny śmigłowiec Agusta, używany przez Lotnicze Pogotowie Ratunkowe i jedyny taki w Polsce. Lotnicze Pogotowie Ratunkowe dysponuje kilkunastoma śmigłowcami Mi-2, które ze względu na unijne przepisy trzeba będzie wycofać po 2010 roku, a także śmigłowcem Agusta oraz dwoma samolotami. W przetargu na 23 nowe śmigłowce dla LPR Ministerstwo Zdrowia wybrało maszynę Eurocopter E135.
Gałązkowski zaznaczył, że od 17 września w Polsce jest pierwszy z 23 śmigłowców Eurocopter, które dla LPR kupiło Ministerstwo Zdrowia, ale nie mogą na razie zastąpić Agusty. - Pierwsze dwie grupy pilotów zostały przeszkolone, w tej chwili trwa szkolenie trzeciej grupy. Oprócz obowiązkowego szkolenia, aby bezpiecznie wdrożyć ich do latania na tym śmigłowcu, każdy z nich musi w Polsce przelatać ponad 30 godzin - powiedział Gałązkowski. Jego zdaniem, loty śmigłowca medycznego w rejonie Warszawy zostaną wznowione w drugiej połowie grudnia.
do góry
Lębork: szpital szuka miejsca na lądowisko dla śmigłowców
z dnia 2009-11-17 07:43:41
Samodzielny Publiczny Specjalistyczny Zakład Opieki Zdrowotnej wydzierżawił na ten cel nawet działkę.
Niestety, plany popsuł sanepid, który nie wyraził pozytywnej opinii o tej lokalizacji. Kolejną propozycją było umieszczenie go na terenie szpitala.
– Chcieliśmy lądowisko umieścić na platformie o wysokości 10 metrów w sąsiedztwie Szpitalnego Oddziału Ratunkowego – stwierdza Andrzej Sapiński, dyrektor lęborskiego szpitala. – Niestety, okazało się, że przeszkodą są tutaj przepisy, które lądowiska na platformie każą traktować, jako lotniska.
To oznacza, że przy takim obiekcie powinna powstać nie tylko profesjonalna obsługa lotów, ale i między innymi oddzielna jednostka straży pożarnej. Dyrektor próbował przekonać władze, że taka interpretacja w przypadku lądowiska przyszpitalnego nie jest trafna. Niestety, Ministerstwo Infrastruktury pozostało nieugięte. Szpital musiał zacząć szukać nowego miejsca na wybudowanie lądowiska.
Trwają poszukiwania kolejnych lokalizacji. Lądowisko powinno spełniać określone warunki, jednym z nich jest nie tylko brak wysokich budynków w najbliższej okolicy, ale i możliwość dojazdu do szpitala w czasie krótszym niż 5 minut. Ostateczna lokalizacja lądowiska będzie znana po ocenieniu przez profesjonalną firmę, czy zaproponowane miejsca spełniają warunki wyznaczone przez Ministerstwo Zdrowia.
Szpital zamierza starać się o pieniądze na budowę lądowiska z Ministerstwa Zdrowia, które przyspieszyło konkurs o dofinansowanie i związku z tym ze znalezieniem miejsca na budowę takiego obiektu placówka będzie musiała się pospieszyć. Bo że lądowisko jest potrzebne, w to nikt nie wątpi.
– W sytuacji ratowania zdrowia i życia, kiedy cenna jest każda minuta, szybki transport to priorytet – konkluduje Andrzej Sapiński.
do góry
Ranną dziewczynkę zabrał helikopter
z dnia 2009-11-16 10:55:54
Choć właśnie dzisiaj Dzień obchodzimy Pamięci Ofiar Wypadków Drogowych, to na naszych szosach wcale nie jest bezpieczniej. Do popołudnia doszło już do wielu wypadków w całym kraju. W jednym z nich rannych została dwójka dzieci.
Na krajowej "trójce" koło Zimnej Brzeźnicy na Ziemi Lubuskiej zderzyły się dwa samochody osobowe. - Ucierpiały cztery osoby - dwie kobiety i dwójka dzieci: 7-letni chłopiec i 12-letnia dziewczynka - poinformował TVN24 Waldemar Kasperowicz ze straży pożarnej w Żaganiu.
Trzy osoby zostały przewiezione do szpitala w Nowej Soli, 12-letnia dziewczynka natomiast musiała być przetransportowana helikopterem Lotniczego Pogotowia Ratunkowego do placówki w Zielonej Górze.
Jak mówił Kasperowicz, ze wstępnych informacji wynika, że do wypadku doszło, kiedy kierowca jednego z samochodów wymusił pierwszeństwo podczas skrętu. Wtedy uderzyło w niego nadjeżdżające z naprzeciwka auto. Okoliczności zdarzenia bada teraz policja.
Dzień ofiar
Światowy Dzień Pamięci o Ofiarach Wypadków Drogowych (World Day of Remembrance for Road Crash Victims) – przez szereg lat znany jako Europejski Dzień Pamięci – zainicjowany został przez angielską organizację RoadPeace w 1993 r.
W 2005 roku Zgromadzenie Ogólne ONZ zaprosiło państwa członkowskie i społeczność międzynarodową do obchodzenia trzeciej niedzieli listopada jako corocznego Dnia Pamięci o Ofiarach Wypadków Drogowych. Dzień ten ma być wyrazem uznania dla ofiar wypadków drogowych i ich rodzin.
do góry
Śmigłowiec wraca do pracy
z dnia 2009-11-09 09:07:43
Przez chwilę był główną atrakcją Dąbrowy Białostockiej i przez niego odwołano niedzielny mecz piłki nożnej. Mowa o śmigłowcu Lotniczego Pogotowia Ratunkowego, który w środę został uszkodzony przez karetkę. Jest już w Białymstoku i od poniedziałku ma normalnie dyżurować.
Helikopter stracił wirnik, po tym jak za blisko maszyny podjechała karetka przewożąca pacjenta i uderzył a w śmigło. Okazało się, że kierowca ambulansu był pod wpływem alkoholu. Maszyna pięć dni stała na stadionie miejskim. W tym czasie, po tragicznym wypadku Kani z udziałem trzech pograniczników, w województwie podlaskim na chodzie był tylko jeden śmigłowiec stacjonujący w Suwałkach. Ten z białostockiej bazy LPR powrócił do Białegostoku dopiero w niedzielę po południu.
do góry
Będzie lądowisko dla helikoptera Lotniczego Pogotowia Ratunkowego w Gorzowie
z dnia 2009-11-06 16:49:26
Będzie lądowisko dla helikoptera Lotniczego Pogotowia Ratunkowego przy Szpitalu Wojewódzkim - powiedział podczas dzisiejszej konferencji prasowej senator PO Henryk Maciej Woźniak.
Gorzowscy politycy i samorządowcy chcą ponadto, by przy szpitalu znajdowało się pełne zaplecze techniczne dla stacjonującego helikoptera. Senator Woźnak przyznał jednak, że do końca nie jest rozwiązana sprawa lotniska w Wojcieszycach, ale lądowisko z hangarem dla helikoptera może powstać w innej części terenu przyległego do szpitala.
Rządowa koncepcja Centrum Urazowego, a tym samym Lotniczego Pogotowia Ratunkowego, zakłada, ża powstanie ono w miastach w których istnieją uczelnie medyczne, bądź tam, gdzie szpital wojewódzki dysponuje nowoczesnym Oddziałem ratunkowym. "Ten drugi warunek spełnia Szpital Wojewódzki w Gorzowie" - dodał senator Henryk Maciej Woźniak.
do góry
Ciężarówki i citroen zderzyły się na "piątce"
z dnia 2009-11-06 13:06:53
Na krajowej 5, w miejscowości Trzeciwiec zderzyły się dwie ciężarówki i osobowy citroen. Jedna osoba została ranna. Ruch na tej trasie odbywał się wahadłowo.
W czwartek około godziny 11.30 doszło do groźnego wypadku na drodze krajowej nr 5. Z wstępnych ustaleń funkcjonariuszy wynika, że w miejscowości Trzeciewiec, (pow. bydgoski), zderzyły się dwie ciężarówki i osobowy citroen. Jak się okazało kierujący ciężarówką iveco uderzył w tył jadącego przed nim samochodu ciężarowego volvo, po czym poruszający się za tirami citroen c1 wjechał w tył samochodu ciężarowego iveco. 33-letni kierowca iveco został odtransportowany śmigłowcem do bydgoskiego szpitala. Teraz policjanci ustalają okoliczności i przyczyny wypadku. Ruch na drodze odbywa się wahadłowo.
do góry
Poprawił się stan 13-latka ciężko rannego w wypadku pod Klenicą
z dnia 2009-11-06 12:15:54
Jutro 13-latek zostanie przeniesiony na oddział chirurgii dziecięcej. Stan 14-latka jest ciężki, ale stabilny. Chłopiec jest w stanie śpiączki farmakologicznej.
W środę około godz. 7.30 seat alhambra jechał w kierunku Sulechowa. Na zakręcie koło Klenicy wpadł w poślizg i wleciał na przeciwległy pas ruchu. Tam zderzył się czołowo z tirem volvo. Z seata została tylko masa blachy i plastiku. Auto zostało doszczętnie zniszczone. Trudno było nawet rozpoznać markę. - Siła uderzenia była tak duża, że dwie osoby wyrzuciło z auta - informuje st. kpt. Ryszard Gura, rzecznik zielonogórskich strażaków.
Na miejsce tragedii pierwsza dotarła jednostka ochotniczej straży pożarnej oraz śmigłowiec Lotniczego Pogotowia Ratunkowego. Strażacy i ekipa śmigłowca pomagali ofiarom wypadku.
Do szpitala śmigłowcem trafił 13-letni chłopczyk. Jego stan był bardzo ciężki. - Leży na oddziale intensywnej terapii, ale jego stan poprawił się. Jutro chłopiec zostanie przeniesiony na oddział chirurgii dziecięcej - mówi rzeczniczka zielonogórskiego szpitala Adriana Wilczyńska.
14-latek, który do szpitala trafił karetką pogotowia, jest w stanie śpiączki farmakologicznej. Pozostanie w niej przez cztery lub pięć dni. - Jego stan jest ciężki, ale stabilny - mówi A. Wilczyńska. W środę przeszedł siedmiogodzinną operację. Lekarze cały czas walczą o jego życie.
Na miejscu wypadku zginęli 45-letni mężczyzna, kierowca seata, 39-letnia kobieta i 13-letni chłopczyk.
do góry
Karetka uszkodziła śmigłowiec LPR
z dnia 2009-11-06 12:02:40
W Dąbrowie Białostockiej karetka uderzyła w łopatę wirnika śmigłowca Mi-2 z białostockiej bazy LPR. Karetka miała zabrać zespół pogotowia do szpitala w celu przygotowania pacjenta do transportu lotniczego. Uziemiony śmigłowiec oczekuje na naprawę. U kierowcy karetki stwierdzono 0,25 promila alkoholu we krwi. Do zdarzenia doszło 4 listopada.
Białostocki śmigłowiec Lotniczego Pogotowia Ratunkowego wylądował 4 listopada około południa na miejskim stadionie w Dąbrowie Białostockiej. Do Mi-2 zbliżała się karetka, która miała zabrać załogę do szpitala w celu przygotowania pacjenta do transportu lotniczego. – Pojazd uderzył w łopatę wirnika Mi-2, w wyniku czego śmigłowiec został uszkodzony – mówi rzecznik LPR Justyna Wojteczek. Jak zaznacza Wojteczek, śmigłowiec miał wyłączony silnik i wirnik nie obracał się, jednak w chwili podjazdu samochodu podmuch wiatru poruszył łopatami. Mi-2 pozostał na stadionie, gdzie oczekuje na naprawę.
Jutro z zakładów w Świdniku mają dotrzeć łopaty wirnika, które zostaną zamontowane na Mi-2. – Staramy się, by śmigłowiec już w sobotę lub niedzielę był uruchomiony – mówi Justyna Wojteczek. Nie jest to jednak pewne i zależy od wielu czynników, np. niekorzystna pogoda może uniemożliwić oblot śmigłowca po naprawie.
Zgodnie z procedurami w LPR została powołana wewnętrzna komisja, która wyjaśni, czy nie było nieprawidłowości w zachowaniu załogi śmigłowca. Natomiast wezwana na miejsce zdarzenia policja ustaliła, że kierowca karetki, 47-letni mężczyzna, znajdował się pod wpływem alkoholu – stwierdzono u niego 0,25 promila alkoholu we krwi. Policja podjęła stosowne czynności, m.in. mężczyźnie zatrzymano prawo jazdy.
do góry
Białostockie służby zostały bez śmigłowców
z dnia 2009-11-06 11:57:46
Śmigłowiec Lotniczego Pogotowia Ratunkowego, który miał bazę w Białymstoku, utknął w Dąbrowie Białostockiej. Szpitalny ambulans uszkodził łopatę w wirniku maszyny. Teraz najbliższe jednostki LPR są w Suwałkach, Olsztynie, Warszawie oraz Lublinie. Lotnicze Pogotowie Ratunkowe z Białegostoku do Jeżewa dociera w ciągu kilku minut. W Boćkach za Bielskiem Podlaskim jest już po 15 minutach.
Ale teraz w Białymstoku nie ma śmigłowca ratunkowego. W środę utknął w Dąbrowie Białostockiej, gdzie szpitalny ambulans uszkodził jego łopatę. Teraz, w razie poważnego wypadku, do Jeżewa najprawdopodobniej pojechałaby karetka pogotowia. A do Bociek śmigłowiec z Warszawy lub Lublina. Ale dotarłby tam dopiero po 40-50 minutach.
- Zamówiliśmy już w Świdniku nowy komplet łopat - informuje Justyna Wojteczek, rzeczniczka LPR - Możliwe, że maszyna poleci w następnym tygodniu. Ale to wszystko jest jeszcze pod znakiem zapytania.
Śmigłowiec LPR miał zabrać pacjenta z tętniakiem aorty ze szpitala w Dąbrowie Białostockiej do Białegostoku.
- Już nieraz korzystaliśmy z usług LPR - opowiada Helena Hawrylik, dyrektorka szpitala. - Tym razem nasz kierowca podjechał zbyt blisko i zahaczył o łopaty śmigłowca.
Policja zatrzymała prawo jazdy kierowca. - Miał 0,25 promila alkoholu we krwi - informuje Marek Skutnik z zespołu prasowego podlaskiej policji.
Teraz najbliższe jednostki LPR znajdują się dopiero w Suwałkach, Olsztynie, Warszawie oraz Lublinie.
- To taka sama jednostka jak karetka specjalistyczna - wyjaśnia Barbara Bohdan, zastępca dyrektora Wojewódzkiej Stacji Pogotowia Ratunkowego w Białymstoku. – Ale jest wysyłany, gdy czas jego dotarcia będzie krótszy niż najbliższego ambulansu.
Zgodnie z ustawowymi przepisami karetka powinna być na miejscu zdarzenia w ciągu 15 minut w mieście, a poza nim w ciągu 20 minut.
Nie latają również śmigłowce podlaskich pograniczników. - Jeden straciliśmy w sobotę - mówi Anna Wójcik, rzeczniczka Podlaskiego Oddziału Straży Granicznej. - A drugi jest od miesiąca na przeglądzie.
Policyjny śmigłowiec to też już historia. Z końcem roku Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji zabrało naszym policjantom jedyny śmigłowiec.
do góry
Śmigłowiec nie wyląduje przy oddziale ratunkowym ASK
z dnia 2009-11-05 12:59:29
Najnowocześniejszy w Polsce oddział ratunkowy Akademickiego Szpitala Klinicznego przy ul. Borowskiej ma zacząć działać w grudniu. Niestety bez lądowiska dla śmigłowców, bo Akademia Medyczna, która powinna postarać się o pieniądze na jego budowę, nie zrobiła tego na czas. A teraz obwinia szpital o zaniedbanie.
Termin oddania szpitalnego oddziału ratunkowego (SOR) w Akademickim Szpitalu Klinicznym był przekładany już kilka razy. Początkowo władze Akademii Medycznej i dyrekcja szpitala zapewniały, że pierwszych pacjentów oddział zacznie przyjmować na początku 2008 roku. Później mówiono o marcu 2009 roku, a następnie o początku listopada. Teraz okazało się, że datę otwarcia znów trzeba przełożyć.
- Prace adaptacyjne zostały ukończone w 70 procentach, wkrótce wszystko powinno być gotowe. Trwa montaż sprzętu i aparatury medycznej - mówi prof. Juliusz Jakubaszko, kierownik katedry medycyny ratunkowej AM i konsultant krajowy. Szpital negocjuje teraz stawki z pielęgniarkami i lekarzami, którzy podejmą pracę na oddziale.
SOR przy Borowskiej będzie najnowocześniejszym tego typu oddziałem w Polsce. Jest ulokowany przy wielospecjalistycznym szpitalu klinicznym i ma pełnić kluczową rolę dla całego systemu ratownictwa medycznego na Dolnym Śląsku.
Niestety, pacjenci nie dotrą do niego śmigłowcem, bo przy szpitalu nie ma lądowiska. Prof. Jakubaszko tłumaczy, że plac, na którym mógłby lądować helikopter jest wytyczony, ale zabrakło pieniędzy na jego wyrównanie, utwardzenie i oświetlenie.
- Uczelnia mogła sięgnąć po środki unijne, jednak pod koniec ubiegłego roku spóźniła się z przygotowaniem wniosku do Ministerstwa Zdrowia. Przegapiła po prostu termin - mówi profesor.
Chodzi o pieniądze z unijnego programu operacyjnego "Infrastruktura i środowisko", z którego w czerwcu dolnośląskie szpitale dostały blisko 60 mln zł na poprawę standardów ratownictwa medycznego. Z tych pieniędzy skorzystały duże szpitale w Wałbrzychu i Legnicy, ale też wiele mniejszych. Na przykład powiatowy szpital w Oławie także zamierza wybudować lądowisko za europejskie pieniądze.
Kanclerz AM Artur Parafiński: - Profesor Jakubaszko to wybitny fachowiec od medycyny ratunkowej, ale w kwestiach budowlanych i przetargowych się nie specjalizuje. O pieniądze uczelnia nie występowała, bo było już po terminie, a poza tym to sam szpital powinien się o nie starać.
Z naszych informacji wynika jednak, że wniosek mogła złożyć również uczelnia, do której należy teren pod lądowisko.
Dyrektor ASK Piotr Pobrotyn nie aplikował o unijne środki, ponieważ, jak wyjaśnia, szpital zalegał ze składkami wobec ZUS. A uregulowanie spłaty długów publiczno-prawnych było jednym z warunków stawianych przez resort zdrowia. - Ale nic straconego, w kwietniu zawarliśmy układ z ZUS, więc nie ma już przeszkód formalnych, żeby złożyć odpowiedni wniosek. Zrobiliśmy to kilka dni temu - mówi Pobrotyn.
Na razie ASK zamierza korzystać z lądowiska szpitala wojskowego przy ul. Weigla. - Stamtąd karetka zabierze chorego i w ciągu pięciu minut przetransportuje do szpitala - zapewnia dyrektor Pobrotyn.
Prof. Jakubaszko: - W tej sytuacji to jedyne rozsądne rozwiązanie. Niestety, stoi w sprzeczności z ideą ratownictwa medycznego, którego istota polega na jak najszybszym dostarczeniu chorego do oddziału ratunkowego. Z helikoptera pacjent powinien od razu trafić na łóżko. Każde przekładanie go do karetki obniża szanse na przeżycie o 10 procent.
do góry
Lądowisko już jest, czekamy na śmigłowiec
z dnia 2009-11-05 10:57:40
Wojewoda lubuski Helena Hatka zabiega o śmigłowiec ratowniczy, który miałby stacjonować w grodzie nad Wartą. Chodzi o jeden z 23 helikopterów wyprodukowanych przez firmę Eurocopter, jakie mają wspomóc Lotnicze Pogotowie Ratunkowe. Przedwczoraj kolejny już raz rozmawiała o tym z Markiem Twardowskim, wiceministrem zdrowia.
- Takie lądowisko i medyczny helikopter jest już w Zielonej Górze. Jest pilna potrzeba aby, taka maszyna znalazła się w Gorzowie - mówiła nam wczoraj Alicja Jędrzejczak, rzeczniczka wojewody.
Medyczny śmigłowiec stanie się niezbędny, kiedy w całości będą gotowe autostrada A2 i droga ekspresowa S3, a także Centrum Urazowe, które będzie funkcjonować w Zielonej Górze. Jednak wczoraj nikt nie wiedział, czy i kiedy latająca karetka wyląduje w Gorzowie na już istniejącym lądowisku przy ul. Dekerta.
do góry
Śmigłowiec LPR uziemiony. Karetka pogotowia uderzyła w śmigło
z dnia 2009-11-05 10:41:47
Karetka pogotowia ratunkowego uderzyła w śmigło śmigłowca Lotniczego Pogotowia Ratunkowego. Kolizję ze statkiem powietrznym musi zbadać specjalna komisja. Helikopter jest uziemiony przy szpitalu.
Śmigłowiec Lotniczego Pogotowia Ratunkowego przyleciał do szpitala w Dąbrowie Białostockiej. czekał na pacjenta z wyłączonym silnikiem. Kiedy podjechała karetka pogotowia, doszło do kolizji ze śmigłem. Maszyna została uziemiona.
Prawdopodobnie zdarzeniem zajmie się specjalna komisja.
do góry
Tragiczny dzień na lubuskich drogach
z dnia 2009-11-04 15:23:40
4 OSOBY NIE ŻYJĄ; DWÓCH 13-LATKÓW WALCZY O ŻYCIE
Do dwóch tragicznych wypadków doszło w środę na terenie województwa lubuskiego. W pierwszym zginęło 6-letnie dziecko, w drugim trójka pasażerów. W szpitalu lekarze walczą o życie pozostałych dwóch osób. Informacje o wypadkach otrzymaliśmy od Państwa na platformę Kontakt TVN24.
Pierwszy wypadek zdarzył się na drodze krajowej nr 22 pomiędzy Gorzowem a Strzelcami Krajeńskimi (dokładnie między miejscowościami Różanki - Zdroisko, przy wyjeździe na północ drogą 22 z Gorzowa).
- Do wypadku doszło około godziny 7 rano. Na drodze były bardzo niesprzyjające warunki, jezdnia była śliska i oblodzona - mówi tvn24.pl asp. Sławomir Konieczny z wydziału prasowego komendy wojewódzkiej policji w Gorzowie.
Czołowo-bocznie (jeden uderzył w bok drugiego) zderzyły się dwa samochody - kia i seat, obydwa kierowane przez kobiety. Prawdopodobnie przyczyną było ostre hamowanie lub nagły ruch kierownicą. - Manewr doprowadził do tego, że seat stanął bokiem i doszło do uderzenia. Dwie kobiety zostały przewiezione do gorzowskiego szpitala. Natomiast 6-letni chłopiec jadący w seacie poniósł śmierć na miejscu.
Walka o życie
Do drugiego wypadku na terenie województwa lubuskiego doszło około godziny 7.40 na drodze wojewódzkiej nr 278 między miejscowościami Klenica i Bojadła.
- Ze wstępnych ustaleń policjantów wynika, że kierujący samochodem osobowym seat alhambra stracił panowanie nad samochodem i zjechał na przeciwny pas ruchu. Doprowadził do zderzenia czołowego z samochodem ciężarowym volvo - poinformował tvn24.pl rzecznik prasowy komendy wojewódzkiej policji w Gorzowie, podkom. Marek Waraksa.
Na miejscu zginęły trzy osoby. 45-letni mężczyzna kierujący seatem, jego 13-letni syn oraz 39-letnia pasażerka. Dwóch 13-letnich chłopców z ciężkimi obrażeniami ciała zostało przetransportowanych do szpitala w Zielonej Górze (jeden helikopterem, drugi karetką).
Jak poinformowała rzeczniczka szpitala wojewódzkiego w Zielonej Górze Adriana Wilczyńska, jeden z chłopców jest po operacji i przebywa na oddziale intensywnej opieki. Operacji został poddany także drugi chłopiec. Stan obu nastolatków lekarze oceniają jako bardzo ciężki.
- Lekarze walczą o ich życie. Siła uderzenia naprawdę była bardzo duża. Policjanci, którzy przybyli na miejsce, nie mogli początkowo rozpoznać nawet marki samochodu - powiedział Waraksa.
Droga nr 278 została po kilku godzinach odblokowana.
Trudne warunki
Dzieci zostały także poszkodowane w innym wypadku, do jakiego doszło na drodze lokalnej w pobliżu wsi Maszki w powiecie sulęcińskim. Tam w rowie wylądowało audi. Kierująca pojazdem straciła nad nim panowanie na śliskiej jezdni. W samochodzie jechała jeszcze jedna kobieta i dwójka kilkumiesięcznych dzieci. Poszkodowanych pogotowie zabrało do szpitala.
Do wypadków przyczyniły się trudne warunki pogodowe w województwie, przyznaje podkom. Waraksa. - Rano był bardzo mocny przymrozek. Woda zamarzła i było lodowisko. Warunki drogowe były bardzo złe. Ale nie bez znaczenia był też czynnik ludzki - podkreślił rzecznik.
Dlatego policja apeluje do kierowców o rozwagę i rozsądek, a przede wszystkim dostosowanie prędkości do warunków drogowych.
do góry
Czołowe zderzenie pod Gąbinem
z dnia 2009-11-03 10:48:01
Do groźnego wypadku w poniedziałek po południu doszło na drodze pomiędzy Dobrzykowem a Gąbinem. Około godz. 15 czołowo zderzyły się skoda felicia i volkswagen vento.
Kierujący skodą 18-letni mieszkaniec Żychlina wyprzedzał samochód ciężarowy.
- Ze wstępnych ustaleń wynika, że źle ocenił odległość do zbliżającego się z naprzeciwka volkswagena - mówi Arkadiusz Pola z posterunku w Gąbinie.
Jak dodaje Piotr Jeleniewicz, rzecznik prasowy płockiej policji, osiemnastolatek jechał z dziadkami. W wypadku najbardziej ucierpiała jego babcia, która w ciężkim stanie została odtransportowana do szpitala helikopterem. Karetkami zostali tam też przewiezieni trzej mężczyźni, w tym kierowca vento.
Przez trzy godziny przejazd drogą między Dobrzykowem a Gąbinem był utrudniony, policjanci kierowali samochody na objazdy.
do góry
Poszukiwania zaginionego śmigłowca
z dnia 2009-11-02 12:35:36
Akcja poszukiwawcza śmigłowca Straży Granicznej przeniosła się z okolic Klukowicz w powiecie siemiatyckim (podlaskie), gdzie ją rozpoczęto, w kierunku na wschód i południe od tej miejscowości. Ze względu na warunki pogodowe, w poszukiwaniach nie używa się śmigłowców - poinformował Marcin Janowski, rzecznik prasowy podlaskich strażaków.
Klukowicze, to miejscowość wymieniana w informacjach podanych przez świadka, który przed godz. 18.00 poinformował Straż Graniczną o tym, że słyszał lecący śmigłowiec, a potem huk. Tam jednak uczestnicy akcji nie natknęli się na żadne ślady katastrofy. Jak powiedział Janowski, akcja systematycznie oddala się od tego miejsca i przeszukiwane są kolejne obszary.
Wcześniej w akcji brał udział śmigłowiec Nadbużańskiego Oddziału SG. Po godz. 21 z Warszawy wyleciał również śmigłowiec Lotniczego Pogotowia Ratunkowego, musiał jednak zawrócić z powodu mgły.
Janowski powiedział, że poszukiwania prowadzone są jedynie z ziemi; kawałek po kawałku przeczesywane są tereny leśne i łąki. Biorą w nich udział m.in. strażacy, w tym ochotnicy - miejscowi, dobrze znający teren, a także funkcjonariusze SG, policja i wojsko, w sumie ok. 200 osób.
Na miejsce poszukiwań udał się wojewoda podlaski Maciej Żywno - poinformowała jego rzeczniczka Jolanta Gadek.
Rzecznik Komendanta Głównego Straży Granicznej Wojciech Lechowski poinformował wcześniej, że na pokładzie poszukiwanego śmigłowca Kania (rocznik 2006) z Podlaskiego Oddziału SG były trzy osoby, w tym pilot z 15-letnim stażem. Maszyna miała wszelkie dokumenty, badania dopuszczające do lotu - zaznaczył rzecznik.
Maszyna wystartowała przed godz. 16.00 do rutynowego patrolu wschodniej granicy z białostockiego lotniska Krywany. Ostatni kontakt ze śmigłowcem nawiązała o godzinie 17.38 placówka straży granicznej w Mielniku. Niecałe dziesięć minut później SG otrzymała informację od jednego z mieszkańców Klukowicz, że słyszał odgłos silnika śmigłowca a potem huk.
do góry
Lądowisko awaryjne w każdej gminie
z dnia 2009-10-29 10:13:51
Awaryjne lądowisko w każdej gminie naszego województwa - to pomysł wojewody śląskiego oraz Lotniczego Pogotowia Ratunkowego. Dzięki takim miejscom czas transportu chorych znacznie by się skrócił. Tymczasowe lądowisko musiałoby spełnić swoją rolę także w trudnych warunkach - nocnych czy zimowych. Wyznaczenie go nie pochłania dużych środków finansowych, jednak miejsce musi mieć określone parametry.
Mapa ma powstać do końca roku. Dobrze wiedzieć, że to pilot śmigłowca decyduje w trakcie akcji o miejscu do wylądowania. Może wylądować w innym niż wyznaczone miejsce. Tak było podczas akcji ratowniczej w kopalni Wujek-Śląsk, kiedy to helikoptery lądowały w ogródkach domów jednorodzinnych, tak by znaleźć się jak najbliżej tragedii.
Dążymy do tego, by każdy mieszkaniec woj. Śląskiego czuł się bezpiecznie - zapewnia wicewojewoda śląski Adam Matusiewicz.
do góry
Wypadek tira na drodze w Julinku
z dnia 2009-10-29 10:08:09
Jedna osoba została ciężko ranna w wypadku do którego doszło ok. godz. 10 w Julinku.
Jadący trasą z Leszna do Nowego Dworu Mazowieckiego tir marki Volvo zjechał nagle nie wiadomo z jakich przyczyn na przeciwległy pas ruchu.
— Jadącą tą stroną dwa kierowcom dwóch samochodów w ostatniej chwili udało się zjechać z drogi, ale mimo to renault zderzyło się z tirem — opowiada jeden z policjantów.
Kierowca samochodu osobowego, Łukasz L. został przetransportowany śmigłowcem Lotniczego Pogotowia Ratunkowego do szpitala przy ul. Lindleya. — Leży na oddziale intensywnej opieki medycznej. Ma skomplikowane złamania kończyn oraz miednicy — usłyszeliśmy w lecznicy.
do góry
Kolejne Eurocoptery w Polsce
z dnia 2009-10-28 11:08:13
We wtorek, 27 października, do Polski dotarły dwa kolejne śmigłowce Eurocopter EC135 dla Lotniczego Pogotowia Ratunkowego. Do końca roku przylecą jeszcze trzy egzemplarze. Pierwszy z nich już w grudniu tego roku może rozpocząć pełnienie dyżurów.
Lotnicze Pogotowie Ratunkowe otrzymało kolejne dwa śmigłowce. Eurocoptery wylądowały na warszawskim lotnisku Babice we wtorek, 27 grudnia. – Dokumenty odbioru podpisałem późnym wieczorem – mówi dyrektor LPR Robert Gałązkowski. – Do końca roku otrzymamy jeszcze trzy śmigłowce. Postanowiliśmy też przyśpieszyć ich wdrożenie.
Pierwsze Eurocoptery miały rozpocząć pełnienie dyżurów w styczniu 2010 roku. Na początek miały je otrzymać bazy w Krakowie, Szczecinie, Gdańsku i Płocku. Jednak ze względu na poważne problemy techniczne jednego z ratowniczych Mi-2, którego nie opłaca się remontować, pierwszy EC135 może pełnić dyżury ratownicze już w grudniu. W której bazie? – dyrektor Gałązkowski na razie nie zdradza.
Oficjalna prezentacja pierwszego Eurocoptera EC135 w barwach LPR odbyła się 10 września w Warszawie. Obecnie jest on wykorzystywany do szkolenia lotniczego.
do góry
Nowa jakość LPR-u
z dnia 2009-10-28 09:39:14
Po ponad 35 latach służby śmigłowców Mi-2, dzięki ustanowieniu programu „Wymiany śmigłowców Samodzielnego Publicznego Zakładu Opieki Zdrowotnej Lotnicze Pogotowie Ratunkowe w latach 2005-2010” w 2008 roku podpisano umowę z konsorcjum Eurocopter na zakup 23 śmigłowców ratunkowych EC 135 oraz symulatora lotów.
Wnętrze latającej karetki zostało zaprojektowane przez biuro projektowe Aerolite przy współpracy z załogą LPR-u, tak aby zapewnić jak najlepsze warunki do ratowania życia w EC 135. Dopracowano każdy detal – od precyzyjnego wymierzenia minimalnej wysokości kabiny do przeprowadzenia skutecznego masażu serca, aż po dobranie oświetlenia wnętrza o odpowiedniej temperaturze barwowej tak, aby ułatwić ratownikowi postawić diagnozę np. na podstawie wyglądu skóry. Śmigłowiec pozwoli ratownikom pracę również w nocy – do tej pory jedynie Agusta A109 mogła pełnić dyżur po zachodzie słońca. Wzrośnie również liczba zatrudnionych pilotów (z 52 w 2008 roku aż po 81 w 2010), ratowników oraz techników. Pierwsze cztery dostarczone Eurocoptery rozpoczną służbę w styczniu 2010 roku w Krakowie, Szczecinie, Gdańsku oraz Płocku, a ostatni w czerwcu 2012 roku w Koszalinie.
I na koniec krótkie porównanie danych technicznych Mi-2 Plus oraz EC-135:
Eurocopter jest lżejszy, ale około 2 razy mocniejszy (maksymalna moc ciągła to 2x285KM vs. 2x 621KM). Minimalnie różnią się zasięgiem, ale maksymalna prędkość przelotowa EC wynosi do 261km/h, zaś Mi-2 190km/h. Znaczna jest również różnica w prędkości wznoszenia: 4,2m/s Mi-2 przeciwko 10,9m/s Eurocoptera. Chcąc porównanie ująć jednym zdaniem, można powiedzieć że nowy nabytek Lotniczego Pogotowia Ratunkowego potrafi lecieć szybciej, dalej i wyżej, oraz daje większe możliwości pomocy pacjentowi.
do góry
Pierwszy ratowniczy EC 135 w Polsce
z dnia 2009-10-28 09:25:22
Skrzydlata Polska: www.altair.com.pl/cz-sp-an
10 września br., na warszawskim lotnisku Babice, miała miejsce uroczystość oficjalnego przekazania Śmigłowcowej Służbie Ratownictwa Medycznego pierwszego, z 23 zamówionych przed ponad rokiem, śmigłowca Eurocopter EC-135. Program wymiany śmigłowców Lotniczego Pogotowia Ratunkowego jest chyba jedynym w Polsce, który udaje się zrealizować mimo zmian opcji politycznych.
Zapoczątkował go bowiem, w 2005, minister zdrowia Marek Balicki. Obecnie kontynuuje go, z dobrymi efektami, minister Ewa Kopacz. Nie bez znaczenia był tu również wymóg Unii Europejskiej, który jasno określił, dokiedy Polska ma dostosować swoją flotę śmigłowców ratowniczych do unijnych przepisów.
Wiropłat przyleciał do Polski 4 września, oznakowany wówczas jeszcze tymczasową rejestracją niemiecką D-HCBQ. Za jego sterami zasiadała mieszana załoga polsko-niemiecka. ŚSRM reprezentował Wojciech Wiejak, pilotem fabrycznym byt Frank Ossowski. Po dokonaniu ostatecznego odbioru produktu, z usterzenia pionowego usunięto oznaczenia tymczasowe, pod którymi ukryte były litery rejestracji docelowej SP-HXB.
RUSZYŁO SZKOLENIE
Wraz z pierwszym śmigłowcem strona polska zyskała również pierwszych czterech wyszkolonych na ten typ lotników SP ZOZ Lotnicze Pogotowie Ratunkowe, są to: Wojciech Wiejak, Robert Hojdys, Janusz Roguski oraz Bogusław Góral. Zostali oni przygotowani przez instruktorów niemieckich do wykonywania lotów zgodnie z zasadami VFR. W chwili powstawania niniejszego materiału Wojciech Wiejak wraz z Robertem Hojdysem realizowali (również w Niemczech) program szkolenia na symulatorze. Pozostali dwaj lotnicy kończą pierwszy, centralny etap szkolenia. Prowadzony jest on na lotnisku Babice i obejmuje loty w załodze złożonej z dwóch pilotów i dwóch ratowników medycznych. Etap drugi realizowany będzie w bazach macierzystych i zakłada wykonywanie lotów w załodze pilot-ratownik medyczny. Docelowo, zgodnie z kontraktem, przez Eurocoptera przeszkolonych w zakresie podstawowym zostanie 50 pilotów Śmigłowcowej Służby Ratownictwa Medycznego. Pozostali piloci szkoleni będą już przez własnych instruktorów, wyłonionych z lotników pierwszej grupy.
SKOK TECHNOLOGICZNY
Z uwagi na niesłychanie duży skok jakościowy i technologiczny pomiędzy eksploatowanymi dotychczas Mi-2 plus a EC-135, szkolenie będzie bardzo intensywne. W tym przypadku nie chodzi jedynie o zwyczajne nauczenie nowej gałkologii. Zasiadanie za sterami Eurocoptera wymaga zmiany podejścia do wykonywania lotówśmigłowcem. Tu już latanie po znanych meblach - od drzewa na wzgórzu, do chałupki, i pomalowanego w połowie komina nie wystarczy! Trzeba sobie przypomnieć co to jest VOR, ILS, podejście ofsetowe. Nie wystarczy z mapy korzystać jak ze zwykłego GPS-a, system ten naprawdę daje znacznie więcej możliwości, pod warunkiem przełamania niechęci i obawy przed dotykaniem klawiatury i zmianą standardowych kombinacji. Ma to kapitalne znaczenie z uwagi na fakt pełnienia przez załogi nowych wiropłatów całodobowych dyżurów ratowniczych. W nocy, w trudnych warunkach meteorologicznych,perfekcyjne opanowanie i wykorzystanie możliwości oferowanych przez wyposażenie awioniczne może czasami zadecydować o uratowaniu życia nie tylko pacjenta, lecz i wszystkich ludzi obecnych na pokładzie, o ocaleniu wartego wiele milionów złotych sprzętu nie wspominając.
Do końca br. spodziewane jest ustawienie na Babicach, zakupionego wraz ze śmigłowcami, symulatora lotu. Budynek przeznaczony na ten cel już powstał i jest gotów do wyposażenia. O dalszych postępach w odmładzaniu latających ratowników będziemy starali się informować na bieżąco.
do góry
Nagroda im. błogosławionego Gerarda przyznana
z dnia 2009-10-27 10:36:33
Pani Minister Zdrowia Ewa Kopacz, w uznaniu zasług środowiska ratownictwa medycznego w Polsce, przyznała w tym roku po raz pierwszy nagrodę Ministra Zdrowia RP im. błogosławionego Gerarda.
Bł. Gerard ze względu na swe historyczne zasługi dla ratownictwa medycznego oraz cechy charakteru, został obrany jako sylwetka ideowa tej służby. To on na przełomie XI/XII wieku zakładał hospicja, przy których utrzymywane były załogi rycerzy zdolnych do niesienia pomocy medycznej pielgrzymom i kupcom przemierzającym szlaki między Europą a Bliskim Wschodem. Bł. Gerard jest także założycielem szpitala św. Jana Chrzciciela, który na początku XI wieku był jednym z największych i najprężniejszych szpitali Europy i Bliskiego Wschodu. Bractwo założone przez bł. Gerarda, prowadzące ten szpital, z czasem przyjęło formę Zakonu św. Jana, zwanego joannitami, a dzisiaj Szpitalnym Zakonem Kawalerów Maltańskich.
Wyróżnienie Minister Zdrowia jest podziękowaniem za trud codziennego ratowania ludzkiego zdrowia i życia. Za wybitne osiągnięcia w ratownictwie medycznym uhonorowani zostali: w kategorii „osób i instytucji wspierających” - ksiądz prałat Henryk Błaszczyk, duszpasterz służb ratownictwa medycznego, społecznik, który od lat wspiera środowisko ratownictwa medycznego w całym kraju w budowaniu jego etosu oraz spieszy z posługą słowa i sakramentów wszędzie tam, gdzie ratownicy medyczni proszą o wsparcie duszpasterskie, na co dzień ksiądz prałat jest Rektorem Sanktuarium Krzyża Świętego w Klebarku Wielkim (Archidiecezja Warmińska) oraz Archidiecezjalnym Duszpasterzem Ratownictwa Medycznego, znany jest jako osoba dialogu i promotor dzieł pomocy charytatywnej; w kategorii „zarządzanie ratownictwem” - dr Robert Gałązkowski, Dyrektor Lotniczego Pogotowia Ratunkowego, jedna z najważniejszych postaci w systemie ratownictwa medycznego, który swoją drogę rozpoczął od podstawowej służby ratownika medycznego, ostatecznie w oparciu o nieustannie rozwijane kompetencje i zdolności stał się jednym z głównych kreatorów standardów ratownictwa medycznego w kraju, jego wielkim dziełem jest m.in. powołanie do służby nowej flotylli śmigłowców medycznych, które od tego roku będą wprowadzane do państwowego systemu ratownictwa medycznego; w kategorii „lekarz, pielęgniarka, ratownik” - dr Andrzej Nabzdyk, lekarz i społecznik, członek załogi śmigłowca medycznego, który rozbił się spiesząc na ratunek ofiarom wypadku komunikacyjnego pod Wrocławiem, dr Nabzdyk wraz ze swoimi współpracownikami zaświadczył swoją postawą, że gotowość i służba w niesieniu pomocy są często opłacane ofiarą życia i zdrowia samych ratowników. Nagrody wręczono 13 października br. podczas Państwowych Obchodów Dnia Ratownictwa Medycznego w Szczecinie.
do góry
Katastrofa lotnicza. Wszystko na niby
z dnia 2009-10-27 08:31:33
Na łódzkim lotnisku spadł samolot. Wypadł z drogi startowej z dużą prędkością, stoczył się po trawiastym podłożu, zahaczył skrzydłem o ziemię i zaczął płonąć. Zginął pilot, większości pasażerów udało się wyjść o własnych siłach.
Po kilku minutach na miejscu katastrofy są już wozy lotniskowej straży pożarnej. Gaszą pianą wrak samolotu. W tym czasie służby lotniska zajmują się pasażerami. Tych, którzy nie wymagają poważnej pomocy, umieszczają poza strefą zagrożenia, jakieś 10 metrów od samolotu.
- Pasażerowie wychodzą tylnym wyjściem, co już daje wiedzę ratownikom, że największe zniszczenia są z przodu. Jest rzeczą niezwykle ważną, żeby ktoś się nimi zajął, bo pod wpływem stresu mogą zachowywać się dziwnie. Jeden z funkcjonariuszy wlecze po trawie rannego. Z jakichś przyczyn nie może iść. Może ma połamane nogi? Jest to brutalne, wygląda fatalnie, ale jest o wiele lepsze, niż przebywanie w pobliżu działania termicznego i niezwykle toksycznych gazów pożarowych - komentuje przez mikrofon dr Ignacy Baumberg, koordynator ratownictwa medycznego w Komendzie Głównej Państwowej Straży Pożarnej.
Wszyscy pasażerowie są poza strefą zagrożenia. Za chwilę podjeżdżają wozy straży pożarnej z miasta i karetki pogotowia.
Pasażerowie przebywają w dwóch grupach: zielonych i czerwonych. Grupa zielonych to ci, którzy mogą poruszać się o własnych siłach. Niby nie ucierpieli w wypadku, ale nie wiadomo, co może się za chwilę z nimi stać. Mogą być w szoku i uciekać, ktoś może dostać zawału serca. Trzeba posadzić ich przodem do ratownika, który obserwuje ich twarze.
Grupą czerwonych zajmują się ratownicy z karetek, lekarze. Wśród nich jest kobieta, która zaczyna rodzić. Przylatuje po nią helikopter Lotniczego Pogotowia Ratunkowego i zabiera ją do Matki Polki.
Służby medyczne rozstawiają namiot pneumatyczny. Ustala się też punkt składania zwłok. Na miejscu pracują służby ochrony lotniska, straż pożarna, ratownicy medyczni, straż graniczna, policja. W sumie 102 osoby.
- Proszę zobaczyć, tutaj nikt nie biega. W ratownictwie nie ma miejsca na bieganie, bo można się potknąć, skręcić nogę i taki ratownik jest wyłączony z akcji. Szybki marsz daje taki sam efekt, a kilkakrotnie zmniejsza ryzyko - zwraca uwagę Baumberg, który ocenił akcję jako "dosyć dobrą".
Akcja "Zagrożony Lot 2009", którą przeprowadzono wczoraj na Lotnisku im. Reymonta, jest nie tylko obowiązkowa dla portów lotniczych. Ma także na celu jak najlepsze skoordynowanie współpracy zewnętrznych jednostek ratowniczych.
do góry
Wkrótce LPR będzie ratować przez całą dobę
z dnia 2009-10-15 11:13:06
Jeden z pierwszych czterech nowych śmigłowców Lotniczego Pogotowia Ratunkowego trafi do bazy w Płocku. Dzięki temu ratownicy będą mogli latać także w nocy.
Eurocopter przyleci do Płocka na początku przyszłego roku.W tej chwili ratownicy LPR-u w całym kraju latają wysłużonymi MI-2. Ich wymiana na 23 nowoczesne Eurocoptery potrwa około 1,5 roku, maksymalnie dwa lata. Pierwsze cztery trafią do baz zimą.
- Trudno w tej chwili podać dokładną datę - tłumaczy dyrektor Samodzielnego Publicznego Zakładu Opieki Zdrowotnej Lotnicze Pogotowie Ratunkowe Robert Gałązkowski. - Pierwszy śmigłowiec jest w kraju, kolejne dotrą najprawdopodobniej w przyszłym tygodniu. Ale jeszcze musimy przeszkolić pilotów. Szkolenia już trwały, ale z powodu pogody musieliśmy je przerwać.
Wszyscy piloci, którzy będą latać nowymi Eurocopterami, mają za sobą szkolenia praktyczne i teoretyczne w niemieckiej fabryce śmigłowców. - Ponieważ Eurocoptery pod względem technicznym bardzo różnią się od Mi-2 postanowiliśmy, że każdy z pilotów przejdzie jeszcze 30 godzin dodatkowego szkolenia - dodaje Robert Gałązkowski. - Przy okazji wykorzystamy ten czas na wspólne ćwiczenia ze strażakami. Muszą się m.in. nauczyć przyjmowania śmigłowca w nocy.
Oprócz Płocka nowe Eurocoptery trafią także do Krakowa, Szczecina i Gdańska. Szef LPR-u wyjaśnia, dlaczego wybór padł akurat na te stacje.
- Kraków, Szczecin i Gdańsk to bazy regionalne - mówi Robert Gałązkowski. - Pracują w nich instruktorzy operacyjni, którzy będą nadzorować proces wprowadzania Eurocopterów. Poza tym śmigłowce będą w okresie gwarancyjnym. Siedziba podwykonawcy i stacja obsługi technicznej znajduje się w Warszawie. W stołecznej stacji nie lata już jednak wysłużony Mi-2, tylko całkiem nowa, jedyna w całym pogotowiu Agusta. Nie było sensu zamieniać jej teraz na Eurocopter. Dlatego kupiony w Niemczech śmigłowiec trafi do stacji położonej najbliżej Warszawy, czyli do Płocka.
Zdaniem Roberta Gałązkowskiego, nowe helikoptery w porównaniu z używanymi dotychczas są szybsze, bezpieczniejsze, mają o wiele więcej możliwości operacyjnych, mogą latać również bez kontaktu wzrokowego pilotów z ziemią. - Przede wszystkim spełniają wszystkie wymogi przepisów lotniczych - dodaje.
Chociaż Eurocoptery mogą latać również w nocy, godziny pracy poszczególnych stacji nie wydłużą się od razu. - Przede wszystkim mamy za mało ludzi do pracy i za mały budżet - tłumaczy dyrektor LPR. - Będzie się to zmieniało stopniowo. Najpierw nowe śmigłowce zaczną służbę tylko w ciągu dnia, potem wprowadzimy także dyżury nocne. Na pewno jednak dojdziemy do dyżurów całodobowych.
Lotnicze Pogotowie Ratunkowe w Płocku mieści się przy ul. Bielskiej, w południowej części lotniska. Kompleks składa się z hangaru, pomieszczeń socjalnych dla personelu oraz sali z inkubatorem. Płocka stacja swoim zasięgiem obejmuje nie tylko teren obsługiwany przez Wojewódzką Stację Pogotowia Ratunkowego i Transportu Sanitarnego. W razie potrzeby ratownicy polecą także w rejon Kutna, Raciąża, Żuromina, Włocławka, a nawet Golubia-Dobrzynia.
do góry
Ranni górnicy z „Bielszowic” wciąż w szpitalach
z dnia 2009-10-06 13:32:44
Poszkodowani leczeni są w Katowicach i Sosnowcu. Doznali m.in. złamań rąk i nóg oraz obrażeń wewnętrznych. Jeden z nich ma uraz głowy. Dziś przed południem w kopalni zbiorą się specjaliści, aby ustalić co dalej z zagrożonym rejonem.
Dwóch rannych górników leży w Górnośląskim Centrum Medycznym w Katowicach-Ochojcu. Obaj mają liczne złamania. Podczas badań okazało się, że jeden z pacjentów ma ponadto obrażenia narządów wewnętrznych, jest na Oddziale Intensywnej Opieki Medycznej. Drugi pacjent leży na oddziale ortopedii.
Kolejnych trzech poszkodowanych leży w Wojewódzkim Szpitalu Specjalistycznym Nr 5 im. św. Barbary w Sosnowcu. W najgorszym stanie jest 44-letni górnik, który wczoraj przed południem został do szpitala przetransportowany helikopterem Lotniczego Pogotowia Ratunkowego. Mężczyzna ma uraz głowy, jako jedyny po wypadku stracił przytomność. Stan dwóch pozostałych pacjentów lekarze z sosnowieckiego szpitala określają jako dobry.
W chwili wstrząsu w zagrożonym rejonie pracowało 25 górników, którzy przygotowywali ścianę wydobywczą do eksploatacji. W 10-stopniowej skali górniczej wysokoenergetyczny wstrząs w "Bielszowicach" określono jako "szóstkę", czyli jeden z silniejszych notowanych na Śląsku. W popularnej skali Richtera odpowiadałoby to sile ok. 2,5 stopnia.
do góry
Powstanie krajowy ośrodek koordynujący działania ratownicze
z dnia 2009-10-02 16:27:33
W Warszawie, na posiedzeniu Rządowego Centrum Bezpieczeństwa (RCB) podsumowano akcję ratunkową podjętą po niedawnym pożarze i wybuchu metanu w kopalni Wujek-Śląsk w Rudzie Śląskiej. Uczestniczyli w nim między innymi chirurdzy oparzeniowi, przedstawiciele Lotniczego Pogotowia Ratowniczego i Agencji Rezerw Materiałowych.
Jak powiedział Przemysław Guła, dyrektor RCB na konferencji prasowej, tragedia w rudzkiej kopalni pokazała, że prace nad stworzeniem ośrodka koordynacji ratownictwa na szczeblu krajowym muszą przebiegać w trybie pilnym. Podkreślił, że zdarzenia o charakterze masowym mogą zdarzyć się w każdym miejscu. W jego ocenie stworzenie takiego ośrodka będzie możliwe w niezbyt odległym czasie, bo tworzenie centrów zarządzania kryzysowego przewiduje znowelizowana ustawa o zarządzaniu kryzysowym.
Przemysław Guła wyjaśnił, że krajowy ośrodek koordynacji ma być zapleczem wspomagającym lekarza-koordynatora dyżurującego na poziomie wojewódzkim, jeśli zajdzie potrzeba rozlokowania poszkodowanych i zebrania zasobów z innych województw.
Podkreślił, że akcja ratownicza po katastrofie w Rudzie Śląskiej jest oceniana bardzo wysoko, jednak zdarzyła się na terenie województwa śląskiego, gdzie potencjał do reagowania w tego rodzaju zdarzeniach jest nieporównywalny z tym, z czym możemy mieć do czynienia na terenie kraju.
Guła zaznaczył, że była to pierwsza sytuacja, w której sięgnięto po rezerwy strategiczne Agencji Rezerw Materiałowych w doraźnej sytuacji. Dodał, że konieczne jest usprawnienie procedur tak, by możliwość taka istniała w sytuacji bieżącego reagowania i by decyzji w tej sprawie nie musiał podejmować minister zdrowia.
Lekarz-koordynator ratownictwa medycznego Śląskiego Urzędu Wojewódzkiego Wojciech Brachaczek powiedział, że akcja ratunkowa w kopalni była koordynowana siłami i środkami jednego dysponenta zespołów ratownictwa medycznego a Wojewódzkie Pogotowie Ratunkowe w Katowicach zadysponowało do akcji około 20 ambulansów, które współdziałały na miejscu zdarzenia - zarówno pomiędzy sobą, jak i z pięcioma zespołami Lotniczego Pogotowia Ratunkowego.
Poszkodowanych górników transportowano do Centrum Leczenia Oparzeń w Siemianowicach Śląskich i do wskazanych szpitali, dysponujących oddziałami intensywnej terapii, chirurgii lub chirurgii urazowej. Odbywało się to zgodnie ze wskazaniami do leczenia i cały czas w kontakcie z personelem Centrum Leczenia Oparzeń i dyspozytorem krajowym LPR - mówił Brachaczek.
Dyrektor Centrum Leczenia Oparzeń w Siemianowicach Śląskich Mariusz Nowak ocenił, że przekaz informacji podczas akcji po pożarze w kopalni był bardzo sprawny. Dzięki temu poszkodowani szybko trafili do odpowiednich placówek. Podkreślił, że przy tak dużej liczbie poszkodowanych pewne działania trzeba jednak prowadzić „na poziomie krajowym”.
– Myślę, że przyjmiemy standard postępowania w sytuacjach, gdzie oparzenia są na tak dużą skalę. Takich wypadków nie ma dużo, ale musimy być do tego przygotowani i pewne procedury muszą być ustalone wcześniej - zaznaczył Nowak.
do góry
Kierowca mleczarki wjechał w volkswagena. 1 osoba w szpitalu
z dnia 2009-09-28 09:05:31
Wypadek koło Bisztynka. Kierowca mleczarki wyjeżdżał z drogi gruntowej i prawdopodobnie nie zauważył jadącego z pierwszeństwem volkswagena i uderzył w jego bok. W wyniku tego osobówka wpadła na drzewo. Nieprzytomna pasażerka auta została przetransportowana helikopterem do olsztyńskiego szpitala.
W niedzielę około godziny 15.30 na drodze z Prosit do Księżna koło Bisztynka 46-latek kierujący ciężarowym volvo wyjeżdżał z drogi podporządkowanej. Kilka minut wcześniej odbierał mleko z jednego z tamtejszych gospodarstw.
Mężczyzna chcąc wjechać na drogę z pierwszeństwem, prawdopodobnie nie rozejrzał się dobrze i uderzył w bok jadącego tamtędy osobowego volkswagena.
Uderzenie mleczarki przewożącej 5 tysięcy litrów mleka było tak silne, że passat odbił się od zderzaka ciężarówki i drugim bokiem uderzył w drzewo. Siedząca po tamtej stronie 54-letnia kobieta z poważnymi obrażeniami została przetransportowana śmigłowcem do jednego z olsztyńskich szpitali.
56-latkowi siedzącemu za kierownicą osobówki i 46-latkowi z ciężarowego volvo nic się nie stało. Obaj kierowcy byli trzeźwi. Jeżeli w prowadzonym dochodzeniu potwierdzą się wstępne ustalenia dotyczące okoliczności wypadku, 46-latek może usłyszeć zarzuty skutkujące 3-letnim pozbawieniem wolności.
KWP Olsztyn
do góry
Najważniejsze są lądowiska
z dnia 2009-09-24 14:49:11
Gazeta Wyborcza Opole
Teraz najważniejsze jest, by jak najczęściej korzystać ze śmigłowców, by miały one gdzie lądować i gdzie zostawiać chorego – mówi posłanka Janina Okrągły z PO, która zobowiązała się, by pilotować sprawę ewentualnego postawienia na Opolszczyźnie bazy Lotniczego Pogotowia Ratunkowego.
Zresztą nie ma ona jakichś większych złudzeń, że wnajbliższym czasie taka baza miałaby tu szansę stanąć. – Jeśli się okaże, że te nowe śmigłowce dolatują do każdego miejsca naszego regionu wkilka naście minut, to nie ma sensu się teraz o to bić. Może kiedyś? – wyjaśnia i dodaje, że należy odpuścić sobie protesty, a zająć się pilniejszą kwestią, czyli brakiem lądowisk przy o polskich szpitalnych oddziałach ratunkowych. – Głównie przy WCM-ie. Na szczęście są już na to zministerstwa pieniądze – mówi.
Potwierdza to marszałek województwa Józef Sebesta; na lądowisko przy Wojewódzkim Centrum Medycznym przyznano szpitalowi 600 tys. zł, województwo zaś dołożyło już 70 tys. Wiosną ma być budowane. Cała inwestycja według kosztorysu ma pochłonąć w sumie 1,7 mln zł, ponieważ rezygnując z parkingu przyszpitalu na rzecz lądowiska, trzeba go wybudować z innej strony.
Co z lądowiskami wNysie i Kędzierzynie-Koźlu,które wymieniane są jako kolejne whierarchii ważności? – Tamtejsze szpitale należą do powiatów. Niech piszą projekty na dofinansowanie ich i składają je – mówi marszałek.
Senator PiS Norbert Krajczy z Nysy, szef tamtejszego ZOZ-u, czeka na stosowne pozwolenia, na pomiary hałasu itp. – Widząc, jak to idzie opornie, jest koncepcja zrobienia lądowiska na dachu mającej właśnie powstać dobudówki. Są to tzw. lądowiska wyniesione. I w tym właśnie sęk. Nie ma w Polsce stosownych przepisów, więc może nie nastąpić odbiór lądowiska. Pisałem już do stosownych ministerstw w tej sprawie. Wystarczy podpatrzyć regulacje czeskie. Oni zresztą też sami tego nie wymyślili, tylko ściągnęli od Niemców – wyjaśnia i dodaje, że pieniądze unijne na lądowiska mają być w2011 roku.
Posłanka Okrągły podkreśla też kilkakrotnie, że należy bić się o to, by w WCM-ie powstało centrum urazowe, wówczas także częściej śmigłowce lądowałyby u nas.
Ważną kwestią jest również szkolenie dyspozytorów, by wiedzieli, kiedy i jak wołać śmigłowiec. – Żeby się tego nie bali – mówi posłanka i dodaje, że takowe szykuje wojewoda i że mają one mieć charakter ciągły. Przypomnijmy, że u wielu dyspozytorów panuje przesąd, że częstsze wzywanie śmigłowców może powodować likwidowanie karetek, więc wkonsekwencji zwalnianie zespołów ratowniczych. – Nic bardziej mylnego – podkreślają politycy.
Kiedy wezwać helikopter
Uzasadnione wezwanie helikoptera jest zawsze, gdy„czas transportu drogą lotniczą z miejsca zdarzenia do SOR lub innego stosownego miejsca jest krótszy od czasu transportu innymi środkami lokomocji”, ale także wówczas, gdy dochodzi do zdarzenia masowego, wypadku komunikacyjnego, eksplozji i pożaru, upadku zwysokości, przysypania, tonięcia. Także wtedy, gdy mamy do czynienia m. in. z nagłym zatrzymaniem krążenia, ostrymi stanami kardiologicznymi, urazem głowy wymagającym pilnej interwencji, urazem kręgosłupa, ciężkimi złamaniami, oparzeniami II i III st. przekraczającymi 20 proc. powierzchni ciała, podejrzeniem oparzenia dróg oddechowych, oparzeniem elektrycznym, hipotermią.
do góry
Śmigłowiec w parku? To normalne
z dnia 2009-09-24 10:05:25
W Warszawie jest tylko jedno lądowisko z prawdziwego zdarzenia, dlatego śmigłowce Lotniczego Pogotowia Ratunkowego lądują w parkach lub na ulicy. By chorych dowieźć jak najbliżej szpitala, powstanie mapa miejsc, w których może usiąść śmigłowiec.
Młody chłopak odciął sobie wczoraj piłą dwa palce. Z Kozłowic Nowych w powiecie żyrardowskim musiał szybko trafić na operację do Szpitala im. Orłowskiego przy ul. Czerniakowskiej. Śmigłowiec LPR wylądował w parku im. Edwarda Rydza-Śmigłego obok pomnika Chwała Saperom, skąd do lecznicy chorego zabrała karetka.
Helikopter w warszawskim parku to żadna nowość. Średnio dwa razy dziennie w parkach, na skwerach czy ulicach lądują maszyny LPR - zabierają lub przywożą pacjentów w ciężkim stanie, najczęściej z wypadków drogowych. We wtorek śmigłowce transportowały do szpitali w Warszawie dwie osoby - jedną zaczadzoną i poparzoną, drugą postrzeloną. Od początku września warszawski zespół lotniczego pogotowia miał 56 lotów.
Tylko szpital w Międzylesiu ma lądowisko, które spełnia wszystkie wymogi. Maszyny mogą na nim siadać w dzień i nocy. Dwa inne szpitale - przy Banacha i Szaserów - mają miejsca przystosowane do lądowania. Jednak gdy chory ma trafić do Szpitala Bródnowskiego, helikopter ląduje w pobliskim parku. Kiedy zaś ma się znaleźć w szpitalu przy Niekłańskiej lub Praskim, wstrzymywany jest ruch na ul. Krowiej. - Gdy lądujemy w parku lub na ulicy, o pomoc prosimy straż pożarną i policję. Oni dbają o uprzątnięcie i zabezpieczenie terenu - mówi Justyna Wojteczek, p.o. rzecznik prasowego Lotniczego Pogotowia Ratunkowego.
Aby helikopter nie musiał szukać terenu, gdzie mógłby wylądować, w całym kraju ma powstać mapa miejsc, z których może korzystać pogotowie lotnicze. Gminy mają wskazać boiska, parki lub inne tereny, na których śmigłowiec mógłby stanąć. Niestety, miejscowości na Mazowszu robią to niechętnie. Na razie tylko 140 z ponad 400 gmin zadeklarowało, że poszukają u siebie takiego terenu. W województwie łódzkim już prawie wszystkie miejscowości je znalazły. - Gdy powstanie mapa miejsc, w których możemy lądować, szybciej pacjent otrzyma pomoc - podkreśla Wojteczek.
do góry
Strzelanina pod Otwockiem, dwie osoby nie żyją. Sędzia ranny. Dom płonie
z dnia 2009-09-22 15:15:43
Kobieta i mężczyzna zginęli podczas rozprawy sądowej, która odbyła się w domu w Celestynowie, koło podwarszawskiego Otwocka. Kilka osób, w tym sędzia, zostało rannych. Przyczyną była rodzinna kłótnia o podział majątku. Sprawcą jest 77-latek, który został przewieziony helikopterem do szpitala w Warszawie. Mężczyzna podpalił też dom.
- W tym domu trwała rozprawa sądowa, która miała ustalić rozdział majątku. Brali w niej udział sędzia sądu, protokolantka, adwokat jednej ze stron i członkowie rodziny. Podczas rozprawy doszło do rodzinnej tragedii - powiedział rzecznik KSP Marcin Szyndler.
Strzelanina zaczęła się ok. godz. 11.30.
- Udzielono pomocy 77-letniemu mężczyźnie z ranami postrzałowymi klatki piersiowej i przedramienia - został przewieziony helikopterem do szpitala na Szaserów w Warszawie - relacjonuje rzeczniczka Lotniczego Pogotowia Ratunkowego Justyna Wojteczek.
- O 12.47 znowu dostaliśmy wezwanie do tego samego miejsca. Stamtąd zabraliśmy jeszcze jedną ranną osobę. W sumie na miejscu było sześciu rannych - mówiła Radiu TOK FM Justyna Wojteczek
Policja mówi o trzech rannych osobach. Wśród nich jest sędzia prowadzący rozprawę.
Sprawca planował podpalenie
Pracę policji utrudnia fakt, że sprawca próbował podpalić dom, w którym doszło do tragedii. Mężczyzna chciał zatrzeć ślady zbrodni. Pożar ugasili strażacy. - Przesłuchujemy teraz wszystkie osoby, które mogą mieć jakiekolwiek informacje o tej sprawie - dodał Szyndler. Według policji sprawca prawdopodobnie planował podpalenie. Użył do tego wcześniej przygotowanych benzyny i szmat.
Straż na miejscu, a strzelanina trwała
- W momencie, gdy przyjechaliśmy na miejsce, trwała jeszcze strzelanina - mówi serwisowi Policyjni.pl Krzysztof Tuszowski rzecznik straży pożarnej w Otwocku. - Musieliśmy czekać około 20 minut nim policja wpuściła nas do środka. Z relacji policji wnioskujemy, że było to podpalenie. W jednym z pomieszczeń zgromadzone były szmaty - mówi Tuszowski. - Pożar rozwijał się na tyle długo, że zapaliło się poddasze. Teraz musimy zdzierać pokrycie, żeby dogasić ogień.
Dogaszanie pożaru - jak szacują strażacy - potrwa do 15.30
do góry
Centra Leczenia Oparzeń w całym kraju były gotowe na przyjęcie górników
z dnia 2009-09-21 14:03:42
W kraju, od 2003 roku, na mocy porozumienia zawartego przez Lotnicze Pogotowie Ratunkowe z ośrodkami leczenia oparzeń istnieje system wzajemnego powiadamiania o wolnych miejscach – przede wszystkim łóżkach intensywnej terapii ze stanowiskami przystosowanymi do leczenia osób poparzonych.
– Ta sprawa nie jest uregulowana w formie dokumentu prawnego, raczej w sposób w pewnym sensie honorowy między ośrodkami – mówi nam Adam Krajewski, kierujący Zachodniopomorskim Centrum Leczenia Ciężkich Oparzeń i Chirurgii Plastyczne Zachodniopomorskiego Szpitala Specjalistycznego w Gryficach i prezes Polskiego Towarzystwa Leczenia Oparzeń.
Ta honorowa umowa, o której mowa jest wewnętrzną inicjatywą specjalistycznych ośrodków oraz Polskiego Towarzystwa Leczenia Oparzeń. Podpisały ją ośrodki w Siemianowicach Śląskich, Gryfiach, Poznaniu, Nowej Soli, Krakowie. W sierpniu dołączył ośrodek w Łęcznej.
Każdego dnia systematycznie wszystkie ośrodki zgłaszają do LPR-u drogą elektroniczną wolne miejsca – przede wszystkim liczbę możliwych do nagłego wykorzystania łóżek intensywjnej terapii oparzeniowej.
– I wczoraj ten system zadziałał. Już po kilku minutach od pierwszej informacji o wypadku w kopalni, z inicjatywy dyspozytora LPR sprecyzowaliśmy ilość wolnych miejsc – opowiada Adam Krajewski. Według niego śmigłowce ratownicze LPR są tak dobrze wyposażone, że transport drogą powietrzną ofiar katastrof takich jak ta w kopalni „Wujek” jest bezpieczny i racjonalny z punktu widzenia korzyści dla pacjenta.
Tuż po piątkowym wypadku np. Gryfice zadeklarowały 3 miejsca, Łęczna zadeklarowała 5 miejsc, Nowa Sól – 1 miejsce. Tam mogli zostać hospitalizowani w razie konieczności górnicy wymagający specjalistycznej terapii oddechowej.
Podobnie działał ten system podczas wypadku w kopalni „Halemba” trzy lata temu. Niestety, wtedy wszyscy górnicy zginęli.
do góry
Poparzeni górnicy w stabilnym stanie
z dnia 2009-09-21 13:53:31
PAP
Stan górników, poparzonych w wyniku piątkowego zapalenia metanu w kopalni "Wujek-Śląsk", jest stabilny. Dwaj najciężej ranni utrzymywani są w stanie sedacji, czyli snu, który pomaga w ich leczeniu - informują lekarze siemianowickiej "oparzeniówki". "Stan wszystkich górników jest stabilny. Dwaj, przebywający na OIOM-ie, są podsypiający, ale prowadzeni w sedacji - to jedna z form leczenia. Robimy wszystko, co jest konieczne" - powiedział w poniedziałek dziennikarzom dyrektor Centrum Leczenia Oparzeń w Siemianowicach Śląskich, Mariusz Nowak.
Jego zdaniem, jest jeszcze zbyt wcześnie, aby oceniać, czy szanse leczonych w "oparzeniówce" górników na przeżycie wzrosły. "To początkowa faza oparzenia" - powiedział dyrektor. Zastrzegł, że sposób leczenia górników jest na bieżąco konsultowany ze specjalistami, m.in. w zakresie stosowania komór hiperbarycznych.
W siemianowickim szpitalu przebywa 18 rannych w piątkowej katastrofie górników. W poniedziałek część z nich była w komorze hiperbarycznej, co łagodzi ból i pomaga w leczeniu ran. "Wszyscy, którzy dostali komory hiperbaryczne, znieśli je dobrze" - powiedział dyr. Nowak.
"W odległych skutkach komory hiperbaryczne pomagają pacjentom, dając im większe szanse na pozytywne skutki leczenia" - ocenił dyrektor.
Niewykluczone, że wkrótce do CLO trafią także inni ranni w wypadku górnicy, którzy są obecnie w innych szpitalach. Do "oparzeniówki", dzięki decyzji Rządowego Centrum Bezpieczeństwa, trafił już potrzebny sprzęt, by przyjąć kolejnych pacjentów. Nie wiadomo jednak, kiedy trafią oni do Siemianowic.
Dyr. Nowak uspokajał, że przewiezienie do Siemianowic Śląskich kolejnych respiratorów z innych ośrodków nie oznacza, że stan górników się pogarsza. To jedynie zabezpieczenie na wypadek, gdyby tak się stało - wówczas szpital musi dysponować odpowiednią ilością sprzętu.
Jak podało w poniedziałkowym komunikacie Rządowe Centrum Bezpieczeństwa, do CLO dostarczono siedem pomp infuzyjnych z Lotniczego Pogotowia Ratunkowego na Bemowie, respirator ze szpitala MSWiA i pompę infuzyjną ze Szpitala Wojskowego w Krakowie oraz pięć kolejnych respiratorów z magazynów Agencji Rezerw Materiałowych. Przygotowano też transport
specjalistycznego sprzętu medycznego ze Szpitala Akademickiego we Wrocławiu. Transport do Siemianowic Śląskich zapewniły Państwa Straż Pożarna i Lotnicze Pogotowie Ratunkowe.
Dyrektor CLO zapewnił także, że nie ma niebezpieczeństwa, aby na leczenie górników zabrakło pieniędzy. Nowak rozmawiał o tym m.in. z szefem śląskiego oddziału NFZ.
"Każdy pacjent będzie zapłacony, będzie indywidualne rozpatrzenie" - powiedział, zaznaczając, że na przyszłość problem finansowania kosztownego leczenia innych pacjentów wymaga systemowego rozwiązania.
Nowak ocenił, że koszt leczenia górników w CLO może sięgnąć nawet blisko 2 mln zł. Kosztowna jest przede wszystkim nowatorska metoda przeszczepu tkanek pobranych od pacjenta i namnożonych w pracowni CLO. Wcześniej lekarze skarżyli się na problemy z refundacją tej metody. "Założyliśmy już 10 hodowli, systematycznie pobieramy tkanki od każdego pacjenta. Sprawa nie jest pilna - pobieramy je systematycznie, w zależności od ciężkości stanu, i hodujemy" - powiedział dyrektor.
Według wcześniejszych informacji, sama hodowla i dokonanie przeszczepu to rząd 50-250 tys. zł. Koszty leczenia ciężko poparzonego pacjenta dochodzą czasem do 300-400 tys. zł. Metoda ta jest stosowana w przypadku osób w ciężkim stanie, którzy mają oparzone znaczne powierzchnie ciała.
Takie obrażenia ma większość górników leżących w Siemianowicach. Dzięki działającej tam pracowni hodowli tkanek, lekarze mogą próbować pomóc poszkodowanym, pobierając od nich niewielki, parocentymetrowy fragment skóry. Hodowla pobranych z niego komórek trwa trzy, cztery tygodnie, w tym czasie pacjenci otrzymują opatrunki biologiczne - z banku tkanek.
Z 4 cm kw. naskórka można wyhodować wystarczającą ilość komórek, by pokryć nawet 60 proc. ciała. Pobrana tkanka jest "roztrawiana", dzielona na komórki i namnażana z użyciem specjalnego preparatu. Potem komórki nakładane są na ciało pacjenta za pomocą kleju fibrynowego, po czym już w organizmie namnażają się komórki skóry właściwej i naskórka.
Pracownia hodowli komórek i tkanek in vitro oraz bank tkanek działają w siemianowickim Centrum Leczenia Oparzeń od marca ub. roku. To jedyny taki ośrodek w kraju, a także jeden z trzech - obok Warszawy i Bydgoszczy - banków skóry. Dotąd dokonano w Siemianowicach 10 takich przeszczepów.
W wyniku katastrofy w rudzkiej części kopalni "Wujek" w piątek zginęło 12 górników, w sobotę w szpitalu zmarła 13. ofiara wypadku. 41 osób odniosło obrażenia. Przyczyną katastrofy - według wstępnych ocen - był zapłon metanu, niektórzy eksperci mówią też o możliwości wybuchu tego gazu.
do góry
Siedmiu górników nie żyje, kilkudziesięciu rannych w zapłonie w
z dnia 2009-09-18 13:54:24
Siedmiu górników zginęło, a niemal 40 zostało poparzonych w wyniku zapłonu metanu w kopalni "Wujek" w Rudzie Śląskiej. Niektórzy ranni są w ciężkim stanie. Ratownikom udało się już przetransportować rannych na powierzchnię, ostatni jest wydobywany w tej chwili.
Do zapłonu doszło około godziny 10.15. Poszkodowani górnicy są transportowani śmigłowcami LPR do Centrum Leczenia Oparzeń w Siemianowicach Śląskich. Część z nich ma prawdopodobnie trafić także do Szpitala Wojewódzkiego św. Barbary w Sosnowcu. Justyna Wojteczek, rzecznik Lotniczego Pogotowia Ratunkowego - W akcji uczestniczyło pięć śmigłowców, trzy odwiozły już pacjentów i wróciły na miejsce. Do Rudy poleciał także śmigłowiec z Warszawy.
Nie ma już miejsc w szpitalach
Poparzeni górnicy sa w stanie ciężkim. Trafili do szpitala w Sosnowcu i Siemianowicach Śląskich. Wiemy, że w szpitalu nie ma już miejsc, poparzeni górnicy przewożeni są do innych szpitali.
Do wypadku w kopalni "Wujek-Śląsk, Ruch Śląsk" w Rudzie Śląskiej-Kochłowicach, należącej do Katowickiego Holdingu Węglowego doszło ok. godz. 10.15 na poziomie 1050 metrów.
Górnicy są w ciężkim stanie
Na wezwanie pogotowia ratunkowego w Rudzie Śląskiej wyruszyły śmigłowce Lotniczego Pogotowia Ratunkowego, z Gliwic, Krakowa, Kielc i Wrocławia - poinformowała rzeczniczka LPR Justyna Wojteczek. Jak dodała, na razie nie ma dokładnych informacji o obrażeniach, jakie odnieśli górnicy; wiadomo, że są w ciężkim stanie.
Zapłony metanu zdarzają się rzadko. W danym rejonie ściany, gdzie wydobywa się węgiel tworzy się tzw. bąbel metanowy, do zapłonu którego wystarczy jedna iskra np. z jakiegoś urządzenia elektrycznego. Zapłon to pożar, o wiele mniej niebezpieczny niż wybuch.
do góry
Brakuje przyszpitalnych lądowisk dla helikopterów
z dnia 2009-09-14 12:06:14
Lotnicze Pogotowie Ratunkowe zyskało nowy śmigłowiec, wyposażony w nowoczesny sprzęt ratunkowy. Wkrótce mają pojawić się kolejne. Problem w tym, że w stolicy są zaledwie trzy przyszpitalne lądowiska. W nocy funkcjonuje tylko jedno z nich. Pojawia się zatem pytanie, czy nowe maszyny będą w pełni wykorzystywane?
W czwartek uroczyście zaprezentowano nowoczesny śmigłowiec, którego używać będzie Lotnicze Pogotowie Ratunkowe. To pierwszy, z partii 23 powietrznych karetek. Śmigłowiec nosi oznaczenie EC 135 i jest jedną z najnowocześniejszych tego typu konstrukcji na świecie.
Maszyna rozwija prędkość 240 km na godzinę i wyposażona jest w nowoczesny sprzęt niezbędny do ratowania ludzkiego życia.
Pani minister w super-helikopterze
Do pierwszego lotu wybrano najlepszych pilotów, a miejsce pokładowego lekarza zajęła sama minister zdrowia Ewa Kopacz. – Z Radomia do Warszawy przeleciałby w niewiele ponad 20 minut – zachwalała możliwości maszyny pani minister.
Rzeczywiście, nowy helikopter to powód do dumy szczególnie, że podobnych maszyn będzie więcej. Pojawia się jednak pytanie - gdzie mają lądować?
Brakuje lądowisk
Patrząc na stolicę z lotu ptaka, ciężko być optymistą. W Warszawie są tylko trzy przyszpitalne lądowiska - przy szpitalu Wojskowej Akademii Medycznej, szpitalu na Banacha i Centrum Zdrowia Dziecka.
Co istotne, tylko jedno z nich spełnia wszystkie wymogi. - Lądowisko, które znajduje się przy naszym szpitalu jest kompleksowo przygotowane do lądowania śmigłowców zarówno w nocy jak i w dzień – przyznaje Wojciech Luiński z Wojskowego Instytutu Medycznego. Na pozostałych można lądować jedynie w dzień.
Potrzeba jeszcze trzech
Zdaniem przedstawicieli Lotniczego Pogotowia Ratunkowego to stanowczo za mało. Według ratowników, w Warszawie powinny być jeszcze co najmniej trzy całodobowe lądowiska. - Mam nadzieję, że w ramach programów unijnych powstaną następne - mówi Robert Gałązkowski z LPR. - Aż się prosi, żeby dokończyć budowę lądowiska przy szpitalu na Banacha. Oby powstało lądowisko przy Szpitalu Dzieciątka Jezus – dodaje.
Szpital przy Lindleya już złożył wniosek o dofinansowanie z Unii Europejskiej. Jednak do budowy lądowiska jeszcze długa droga.
do góry
Tragiczny wypadek na przejeździe pod Ciechanowem
z dnia 2009-09-14 11:27:34
Dwie osoby - 51-letni mężczyzna i 2-letnia dziewczynka nie żyją. 32-letni mężczyzna i 4-letni chłopiec są w szpitalu, w bardzo ciężkim stanie. To efekt sobotniego wypadku na przejeździe kolejowym w miejscowości Pniewo-Czerechy niedaleko Ciechanowa.
Do tragedii doszło ok. godz. 16.40. Volkswagen sharan, w których podróżowało dwóch mężczyzn i dwoje dzieci, wjechał na niestrzeżony przejazd kolejowy i zderzył się z pociągiem ekspresowym relacji Gdynia-Kraków. 51-latek zginął na miejscu. 32-letni mężczyzna i dwójka jego dzieci trafili do szpitala - ojciec z czteroletnim synkiem do Ciechanowa, dwulatka śmigłowcem została przetransportowana do szpitala w Płocku. - Niestety. W niedzielę rano dotarła do nas informacja, że dziewczynka zmarła - mówi Leszek Goździewski, rzecznik policji w Ciechanowie.
Stan jej ojca i brata również jest bardzo ciężki. Obaj ranni nie odzyskali do tej pory przytomności, mają poważne obrażenia głów i klatek piersiowych.
- Nie wiadomo, kto prowadził. Wszyscy uczestnicy wypadku wypadli z auta - dodają policjanci.
Ruch kolejowy był wstrzymany aż do godz. 22. Pociąg Gdynia-Kraków cofnął się do Ciechanowa. - Oględziny miejsca wypadku były niezwykle skomplikowane. Części samochodowe rozciągnięte były na odcinku kilometra - dodają policjanci. - Pociąg po prostu rozerwał samochód na kawałki.
do góry
Bus wjechał pod pociąg
z dnia 2009-09-14 10:55:49
www.tvn24.pl
Jedna osoba zginęła, a cztery inne zostały ranne, gdy koło Mławy na Mazowszu bus zderzył się z pociągiem. Akcja ratunkowa nada trwa; bierze w niej udział również lotnicze pogotowie.
Jak powiedziała w TVN24 rzeczniczka Lotniczego Pogotowia Ratunkowego Justyna Wojteczek, do wypadku doszło na przejeździe kolejowym w miejscowości Pniewo koło Mławy (woj. mazowieckie).
- Jedna osoba nie żyje, trzy zostały ciężko ranne w wyniku zderzenia busa z pociągiem. Wśród rannych jest również 4-letnia dziewczynka, która w ciężkim stanie została przetransportowana helikopterem do szpitala specjalistycznego w Płocku - powiedziała Wojteczek.
Dwie dorosłe ranne osoby przewożone są do szpitala w Ciechanowie. Przyczynę wypadku na miejscu bada policja.
do góry
Zajrzyj do superśmigłowca
z dnia 2009-09-14 10:48:28
Jest szybki, sprawny i pozwoli uratować wiele ludzkich istnień. Stacjonujące w Warszawie Lotnicze Pogotowie Ratunkowe otrzymało w czwartek pierwszy z 23 supernowoczesnych śmigłowców ratunkowych. Piloci i lekarze są zachwyceni maszyną. - To sprzęt na najwyższym światowym poziomie - cieszą się.
Nowa karetka może latać z prędkością nawet 240 km/h. Specjalna konstrukcja sprawia, że maszyna jest znacznie cichsza niż standardowy śmigłowiec.
Jego wyjątkowość nie polega jednak na właściwościach lotnych. Najbardziej niezwykła jest kabina. Przy jej projektowaniu brali udział sami ratownicy. Dzięki temu spełnia najsurowsze wymagania lekarzy. - Te rozwiązania są unikalne - chwali się Robert Gałązkowski, dyrektor LPR.
Nie każdy sobie polata
Kabina, w której transportowany jest pacjent, jest na tyle duża, że lekarz bez problemu może przeprowadzić masaż serca. Specjalistyczne wyposażenie pozwala na pomoc pacjentom w nawet najbardziej skomplikowanych wypadkach.
Nie każdy pilot może usiąść za sterami nowego typu śmigłowca. - Mogą nim latać tylko najbardziej doświadczeni piloci, którzy dodatkowo muszą przejść specjalistyczne szkolenia - podkreśla Leszek Sawicki, szef szkolenia pilotów.
Nie ma gdzie lądować
Zadowolenie z nowej maszyny studzi nieco brak miejsc do lądowania przy lecznicach. Warszawie są tylko trzy przyszpitalne lądowiska - przy szpitalu Wojskowej Akademii Medycznej, szpitalu na Banacha i Centrum Zdrowia Dziecka. Tymczasem według LPR potrzebne są jeszcze co najmniej trzy całodobowe lądowiska.
do góry
W sierpniu 2010 r. do Lotniczego Pogotowia Ratowniczego w Bydgoszczy trafi nowoczesny śmigłowiec EC
z dnia 2009-09-14 10:03:04
www.pomorska.pl
Na razie 60 gmin z naszego województwa wyznaczyło miejsca, w których będzie mógł lądować nowy helikopter sanitarny.
Bydgoszcz jeden z 23 śmigłowców zakupionych przez Ministerstwo Zdrowia, otrzyma w trzeciej turze. - Czyli w sierpniu 2010 - precyzuje Justyna Wojteczek, rzeczniczka prasowa Lotniczego Pogotowia Ratunkowego. - W styczniu śmigłowce trafią do Gdańska, Szczecina, Krakowa i Płocka, w lipcu do Warszawy i Wrocławia.
W ramach kontraktu LPR otrzyma również symulator lotów. Piloci wcześniej będą się na nim szkolić, jak lądować, gdy przestanie działać silnik lub w ciężkich warunkach atmosferycznych - mówi Wojcieszek. - Symulator to bardzo zaawansowana technologia, pilot będzie miał wizualizację terenu Polski i będzie czuł się, jak w prawdziwym śmigłowcu.
A prawdziwy śmigłowiec to sprzęt bardzo wysokiej klasy. Eurokopter EC 135 jest wykorzystywany w służbie ratowniczej w 80 proc. krajów w Europie. Justyna Wojteczek tłumaczy:
- Standard kabiny został zmieniony na podstawie tysięcy godzin konsultacji. Polsko- szwajcarski zespół ratowników i lekarzy z bardzo długim stażem określił swoje potrzeby. Producenci dostosowali zaś maszynę do tych wymagań.
Zmiany na lepsze
W nowym śmigłowcu ratownik medyczny siedzi przy pilocie na obrotowym fotelu. Dzięki temu, w razie potrzeby, może przejęć do kabiny medycznej, by pomóc lekarzowi. Wcześniej nie było to możliwe.
Ponadto konstruktorzy przeanalizowali 40 tysięcy misji, by wyodrębnić krytyczne momenty podczas akcji ratunkowych. Okazało się, że ciągu roku było 30 przypadków zatrzymań krążenia u pacjentów. W eurokopterze jest możliwość zrobienia masażu serca bez awaryjnego lądowania. Wcześniej nie było to możliwe, bo brakowało miejsca na zrobienie prawidłowej resuscytacji, czyli na wyprostowanych rękach.
Strażacy pomogą i oświetlą
Są też zmiany techniczne. Nawet podczas dłuższej trasy można włączyć autopilota, który weryfikuje warunki pogodowe, sprawdza lądowiska. Śmigłowiec może latać przy kiepskiej widoczności, a nawet przy jej braku. Czyli, jak mówią fachowcy, przy zerowej widoczności.
Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji wydało rozporządzenie, że wszystkie gminy mają wyznaczyć niestandardowe miejsca, w których będzie mógł lądować śmigłowiec.
- Może to być pole, boisko, czy stadion - tłumaczy rzeczniczka. Lotnicze Pogotowie Ratunkowe zawarło umowę ze Strażą Pożarna, że podczas takich lądowań strażacy będą przyjeżdżać, by oświetlić to miejsce. Bardzo się z tego cieszymy.
W województwie kujawsko- pomorskim na razie 60 gmin wyznaczyło miejsca przystosowane do lądowania. 15 z nich musi jeszcze zostać zweryfikowanych.
- W powiecie toruńskim miejsce wyznaczyła gmina Obrowo, we Włocławku jest to stadion Leśny, w powiecie żnińskim gmina Gąsawa, zgłosiła się też gmina Osie. Z powiatu bydgoskiego nie ma na razie danych - wymienia Wojteczek.
W Juraszu - na dachu
W naszym regionie niewiele lądowisk zarejestrowanych jest w Urzędzie Lotnictwa Cywilnego, czyli spełniających określone wymagania. - W Toruniu lądowisko jest przy Wojewódzkim Szpitalu Dziecięcym, w Żninie w Pałuckim Centrum Zdrowia - informuje rzecznik. - 10 Wojskowy Szpital Kliniczny z Polikliniką SP ZOZ w Bydgoszczy jest w procesie rejestracji. Inne miejsca są tylko przystosowane do startów i lądowań śmigłowców.
Kamila Wiecińska, rzeczniczka szpitali uniwersyteckich w Bydgoszczy: - Mamy lądowiska przy obu szpitalach. Planujemy rozbudowę Szpitala Uniwersyteckiego nr 1 im. dra Jurasza. Przy ul. Skłodowskiej-Curie powstanie 4-piętrowy budynek na którego dachu planujemy stworzyć lądowisko. Rozbudowa rozpocznie się jeszcze w tym roku.
do góry
Nowy śmigłowiec dla Lotniczego Pogotowia Ratunkowego
z dnia 2009-09-14 09:59:59Obecna na prezentacji minister zdrowia Ewa Kopacz powiedziała, że zakup nowoczesnych śmigłowców dla LPR jest zasługą ponadpolityczną. Przypomniała, że ustawa, która to umożliwiła powstała w 2005 r., kiedy ministrem zdrowia był Marek Balicki. Podkreśliła jednak, że umowa na zakup śmigłowców podpisana została dopiero w 2008 r., po "wielu latach przerwy, w których nic się nie działo".
- Dzisiaj będziemy mieli tę satysfakcję, że bez względu na to, kto dokonuje odkrycia tego śmigłowca (maszyna była zakryta podczas przemówienia minister - PAP), to na długie lata jest on gwarantem wydłużania życia i ratowania życia naszym polskim pacjentom - dodała.
Dyrektor LPR Robert Gałązkowski podkreślił, że ostatnia systemowa wymiana śmigłowców zakończyła się 25 lat temu. Wówczas wprowadzono śmigłowce MI-2. - Te śmigłowce z racji swoich osiągów i parametrów przestały spełniać wymagania, które zapewniają bezpieczeństwo - powiedział.
Zwrócił także uwagę, że cały projekt wymiany śmigłowców LPR obejmuje szkolenie pilotów, personelu medycznego, mechaników i informatyków do obsługi symulatora lotów, który pojawić ma się Warszawie w październiku. Powstać mają także nowe bazy dla śmigłowców, a stare zostaną zmodernizowane. Podkreślił, że obsługa techniczna nowych maszyn w jak największym zakresie będzie realizowana w Polsce. Za granicą mają być zlecane wyłącznie te naprawy, których wykonanie w Polsce byłoby nieopłacalne.
Według Gałązkowskiego symulator lotów, na którym będą szkolić się piloci LPR ma być najnowocześniejszym urządzeniem tego typu w tej części Europy. Będzie zawierał wizualizację sześciu polskich lotnisk i dziewięciu lądowisk przyszpitalnych, zlokalizowanych w różnych miejscach w Polsce. Baza obiektów ma być wciąż rozwijana.
Nowa maszyna odbyła krótki lot z minister Kopacz na pokładzie. W czasie ceremonii minutą ciszy uczczono również pamięć załogi śmigłowca LPR, który rozbił się w lutym 2009 r. w czasie akcji ratowniczej w Dolnośląskiem.
Śmigłowce LPR mają objąć swym zasięgiem 90 proc. powierzchni kraju. Zgodnie z harmonogramem, w styczniu przyszłego roku śmigłowce rozpoczną działania operacyjne w Krakowie, Szczecinie, Gdańsku i Płocku; w lipcu w Warszawie i we Wrocławiu; w sierpniu w Bydgoszczy; w listopadzie w Poznaniu, w Łodzi i Olsztynie. W styczniu 2011 r. pojawią się w Białymstoku; w lutym w Kielcach, Lublinie, Zielonej Górze, Gliwicach i Suwałkach; w marcu w Sanoku. W czerwcu 2012 r. nowa stała baza pogotowia powstać ma w Koszalinie.
W nowej kabinie medycznej udało się umieścić rozwiązania, którego tej pory były dostępne tylko w większych śmigłowcach, np. możliwość przejścia z kokpitu pilota do kabiny w trakcie lotu. Oświetlenie kabiny ma odpowiednią temperaturę barwy i intensywność, aby lekarz i ratownik mógł poprawnie ocenić stan pacjenta, m.in. na podstawie barwy skóry. Według Gałązkowskiego, kabina medyczna opracowana przez LPR jest jedną z najnowocześniejszych na świecie.
Zamówiona przez ministra zdrowia konfiguracja śmigłowca wymagała od wykonawcy kilku zmian parametrów technicznych, konfiguracji i certyfikatów lotniczych. Śmigłowiec został wyposażony m.in. w dodatkowe okienko w drzwiach pilota, dodatkowe lampy do oświetlenia miejsca lądowania w terenie i zaawansowany komputer pokładowy do zarządzania lotem. Według LPR, jego małe wymiary mają pozwolić na bezpieczne lądowanie w miejscach niedostępnych dotychczas dla maszyn typu MI-2, które mają duży wirnik.
do góry
Nowa lotnicza karetka
z dnia 2009-09-14 09:17:02
Dziś w lotniczym pogotowiu ratunkowym latają 30-letnie maszyny Mi-2. Ministerstwo zdrowia kupiło właśnie nowe śmigłowce EC-135. Pierwsza z nich przyleciała wczoraj do szpitala im. Kopernika.
Wczoraj do szpitala im. Kopernika przyleciała nowa lotnicza karetka - śmigłowiec EC-135. Jest pierwszą z 23 maszyn, które dostanie lotnicze pogotowie ratunkowe. W czwartek minister zdrowia Ewa Kopacz przekazała ją ratownikom. Wczoraj EC-135 zaliczył pierwszy dłuższy lot. Dlaczego do Łodzi? Bo lekarze ze szpitala im. Kopernika zorganizowali Ogólnopolską Konferencję Medycyny Ratunkowej i Katastrof. Ratownicy nowym śmigłowcem są zachwyceni. Chwalą, go m.in. za perfekcyjne wyposażenie. W kabinie lekarz nie będzie musiał wstawać, by zrobić masaż serca, czy zaintubować pacjenta. Wszystkie potrzebne urządzenia sa na wyciągnięcie ręki. Cała aparatura medyczna to najnowsze modele.
Walory EC-135 poznał m.in. wiceminister zdrowia Adam Fronczak, który przyleciał do Łodzi na pokładzie nowej maszyny. - Lecieliśmy pół godziny - mówi. - Nie bujało, nic się trzęsło, cichutko, wygodnie. Pełen komfort. Nie to co w Mi-2.
A te właśnie 30-letnie maszyny latają w pogotowiu. Łódź nową maszynę dostanie prawdopodobnie w połowie przyszłego roku.
do góry
Zderzenie busa z ciężarówką. 5 osób rannych
z dnia 2009-08-17 15:17:46
Uwaga kierowcy! Po wypadku busa i ciężarówki całkowicie zablokowana jest droga krajowa nr 17 Warszawa - Lublin. W wyniku zderzenia pięć osób zostało rannych.
Do wypadku doszło w miejscowości Strzyżowice, powiat Puławy. Ciężarówka przewożąca butle z gazem zderzyła się z busem, którym podróżowało 16 osób.
- W wypadku pięć osób zostało rannych, w tym dwie poważnie - mówi Radiu TOK FM podinspektor Janusz Wójtowicz z lubelskiej policji.
W akcji ratunkowej brały udział dwa śmigłowce Lotniczego Pogotowia Ratunkowego.
Droga krajowa Warszawa - Lublin jest całkowicie zablokowana. W miejscu wypadku policja wyznaczyła objazdy. Utrudnienia mogą potrwać jeszcze około półtorej godziny.
do góry
Zderzenie na krajówce, po rannego przyleciał helikopter
z dnia 2009-08-12 08:12:39
Dwa samochody osobowe zderzyły się w środę na drodze krajowej nr 15 w miejscowości Sampława (gm. Lubawa). Po rannego mężczyznę musiał przylecieć helikopter. Sprawcą był najprawdopodobniej kierowca z pow. nowomiejskiego. To kolejny wypadek, do którego doszło w tym miejscu.
Do wypadku doszło w środę po godz. 14, kiedy jadący od strony Nowego Miasta Lub. kierowca Fiat Punto, 21-letni Kamil M. z powiatu nowomiejskiego, chciał skręcić w lewo do Iławy. Niestety z naprzeciwka — należy zaznaczyć, że widoczność w tym miejscu jest bardzo dobra — Skodą Felicia jechał 38-latek z pow. brodnickiego. Doszło do zderzenia. Uszkodzeniu uległy lewe strony obydwu pojazdów, w Fiacie wyrwane zostało koło.
Na drodze utworzyły się gigantyczne korki. Sprawę udrożnienia ruchu dodatkowo skomplikowała konieczność wezwania helikoptera (lądował na "krajówce"), który do szpitala w Olsztynie musiał zabrać 36-letniego pasażera Skody, który doznał urazu kręgosłupa i klatki piersiowej.
Szczegóły wypadku wyjaśniają policjanci z sekcji ruchu drogowego KPP w Iławie.
do góry
Wypadek drogowy w Brodach. Dwie osoby ranne
z dnia 2009-08-07 09:40:44
W czwartek nad ranem w Brodach pod Małą Wsią zderzyły się nissan z ładą samarą. Dwie osoby są ranne.
- Ze wstępnych ustaleń wynika, że do wypadek spowodował kierowca samary - mówi Mariusz Biernacki, dyżurny płockiej komendy. Jak doszło do zderzenia - jeszcze nie wiadomo, prawdopodobnie wszystko wydarzyło się podczas wyprzedzania.
Ranni zostali pasażer łady i pasażerka nissana. Mężczyznę do szpitala zabrał helikopter, kobieta pojechała karetką. Ich stan początkowo wydawał się bardzo poważny. W czwartek po południu było wiadomo, że ich życiu nie zagraża niebezpieczeństwo. Do szpitala trafił także kierowca łady. Wprawdzie policjanci, kiedy przyjechali na miejsce wypadku, nie zastali go w samochodzie, okazało się, że mężczyzna wysiadł z auta i gdzieś zniknął. - Ustaliliśmy, na kogo zarejestrowana jest łada i adres tej osoby. Okazało się, że auto prowadził młody mieszkaniec gm. Mała Wieś. Znaleźliśmy go w domu, mężczyzna wrócił tam kilka godzin po wypadku. Uskarżał się na bóle klatki piersiowej, pojechał do szpitala na obserwację - dodaje dyżurny.
do góry
Piorun poraził turystów
z dnia 2009-08-04 08:56:14
Do wypadku doszło w poniedziałek po południu na Połoninie Wetlińskiej. Piorun uderzył tuż obok pięcioosobowej grupy młodych turystów i poraził dwoje z nich. Zostali przetransportowani śmigłowcem do szpitala w Sanoku.
Jak poinformowali tvn24.pl ratownicy bieszczadzkiej grupy GOPR-u, jedna osoba odniosła ciężkie obrażenia zagrażające życiu. - Młody chłopak jest nadal nieprzytomny, ale z oznakami życia - powiedział Paweł Szopa, dyżurny ratownik GOPR w Ustrzykach Górnych. Jak dodał, druga osoba przetransportowana do szpitala śmigłowcem - młoda dziewczyna - czuje się dobrze.
Pozostałe trzy osoby nie wymagały pomocy lekarskiej i samodzielnie zeszły z gór.
jk//mat/bgr
do góry
Helikopter zabrał potrąconego jagodziarza
z dnia 2009-08-01 20:10:48
Tragedia na krajowej "trójce". Pomiędzy Babigoszczą a obwodnicą Przybiernowa (woj. zachodniopomorskie) samochód potrącił mężczyznę handlującego jagodami przy drodze. Ciężko rannego jagodziarza do szpitala zabrał śmigłowiec Lotniczego Pogotowia Ratunkowego.
Do zdarzenia doszło około godz. 9.30. W chwilę potem na drodze krajowej nr 3 utworzyły się duże korki. Na miejscu jest policja, która bada okoliczności wypadku.
Według jednego ze świadków zdarzenia, mężczyzna wybiegł na drogę. - Jak dziecko się zachował - komentował świadek.
do góry
Groźny wypadek w Ratajach
z dnia 2009-07-31 09:48:37
Do groźnego wypadku doszło w czwartek przed godz. 12 w Ratajach koło Pacanowa.
41-letni mieszkaniec Częstochowy jadący Skodą Fabią z nieznanych przyczyn zjechał na przeciwległy pas ruchu i zderzył się czołowo z Oplem Corsą, prowadzonym przez rok starszego tarnowianina. Sprawca wypadku w ciężkim stanie został przetransportowany helikopterem do szpitala w Kielcach i od razu miał operację. Kierowcę Opla Corsy przewieziono do szpitala w Busku.
do góry
Wypadek w Grabinie, jedna osoba nie żyje
z dnia 2009-07-24 12:26:16
Do szpitali trafiło 20 osób. W czwartek o 18.30 w Grabinie zderzyły się autobus i ciężarowy mercedes.
- To prawdziwa masakra - komentowali policjanci. Więcej mówić nie mieli czasu, dlatego przed zamknięciem tego numeru "Gazety" udało się nam ustalić, że: do wypadku doszło ok. 18.30. Ze wstępnych relacji służb prasowych płockiej policji wynika, że Łotysz prowadzący ciężarowego mercedesa chciał wyprzedzić (albo wyminąć) osobową hondę. Nie zmieścił się i otarł bokiem najpierw - jadący z naprzeciwka autobus PKS Mława relacji Giżycko-Łódź, potem o jadącą za autobusem toyotę.
Jedna osoba - pasażerka autobusu siedząca po jego lewej stronie - zginęła. Według wstępnych informacji dwadzieścia osób trafiło do szpitali, z czego cztery były poważnie ranne. Wśród poszkodowanych są pasażerowie i kierowcy autobusu oraz toyoty, a także łotewski kierowca tira. Ranni trafili do szpitali w Płocku, Łodzi i Warszawie, dwie osoby zabrały śmigłowce Lotniczego Pogotowia Ratunkowego. Na miejscu prócz policjantów pracowały ekipy ośmiu wozów strażackich i ośmiu karetek pogotowia.
Trasa na Łąck była całkowicie zablokowana, policjanci zatrzymywali samochody i kierowali je na objazdy na rondzie w Radziwiu i z drugiej strony - na rondzie w Łącku.
- Ale utrudnienia zaczynają się już w Gostyninie - przestrzegała Anna Lewandowska z biura prasowego płockiej policji. Godzinę po wypadku w komendzie przewidywano, że utrudnienia w ruchu potrwają jeszcze co najmniej trzy godziny.
do góry
Ufff! LPR nadal o nas będzie dbać
z dnia 2009-07-22 10:07:48Gazeta Współczesna Suwałki
Śmigłowiec Lotniczego Pogotowia Ratunkowego pozostanie w Suwałkach! W przyszłym roku stara maszyna zostanie, prawdopodobnie, zastąpiona nową – o większym zasięgu i z możliwością latania nocą. Za unijne pieniądze wybudowana zostanie też nowoczesna baza LPR.
Taką odpowiedź na wystąpienie posła Jarosława Zielińskiego dał Marek Haber, wiceminister zdrowia. Rozwiewa ona wszelkie obawy dotyczące przeniesienia bazy z Suwałk do Ełku.
Wydeptywali ścieżki
O tej sprawie pisaliśmy już parokrotnie. Zarówno ełckie władze, jak i tamtejsi parlamentarzyści wydeptywali ścieżki w Ministerstwie Zdrowia, by zabrać śmigłowiec do tego miasta. Twierdzili, że wówczas będzie on lepiej wykorzystany.
Rozpoczął się ostry bój. Helikopter LPR jest bowiem w Suwałkach bardzo potrzebny. Są miesiące, gdy startuje nawet dwa razy dziennie (częściej niż np. śmigłowiec stacjonujący w Białymstoku). Dzięki temu wielu ludziom udało się już uratować życie i zdrowie.
Poseł Zieliński chciał uzyskać jasną deklarację na piśmie. Bo ełczanie, jak twierdził, nie ustawali w swoich działaniach.
Trzeba przypilnować
– Teren północno-wschodniej Polski jest bardzo dobrze zabezpieczony przez funkcjonujące bazy w Olsztynie, Suwałkach i Białymstoku – odpowiada wiceminister Haber. – Nie ma potrzeby wprowadzania zmian oraz konieczności tworzenia gęstszej niż obecna sieci.
Ta ostatnia wypowiedź może oznaczać, że kompromisowy pomysł, aby śmigłowce stacjonowały zarówno w Suwałkach, jak i w Ełku, nie wchodzi w grę.
Wiceminister przypomina, że do 2010 roku lotnicze pogotowie będzie wyposażone w 23 nowoczesne śmigłowce, które, w przeciwieństwie do obecnych, mogą latać nocą.
Suwalska baza została natomiast ujęta w unijnym Programie Operacyjnym Infrastruktura i Środowisko. Ma być unowocześniana w latach 2010-2011.
– To dobre wieści, ale warto by pewnie przypilnować, aby jeden z tych nowoczesnych śmigłowców rzeczywiście do nas trafił – mówi poseł Zieliński.
do góry
Posłowie nie odpuszczą bazy LPR
z dnia 2009-07-22 09:14:04
Czy to koniec naszych szans na bazę Lotniczego Pogotowia Ratunkowego? Zdaniem ministrów nie możemy konkurować z Koszalinem, który oddalony jest od istniejących baz bardziej niż Opole. A mimo to posłowie są wciąż dobrej myśli.
Według Ministerstwa Zdrowia jest szansa na zbudowanie i utrzymanie tylko jednej dodatkowej bazy LPR, a bije się o nią nie tylko Opole, ale także Koszalin. Na Opolszczyźnie zasięg pomocy LPR, jest 100-procentowy, w okolicach Słupska i Koszalina nie, więc szanse bardzo zmalały.
Mówi poseł MN
Joanna Pszon: Klamka pewnie zapadła. Koszalin, a nie Opole będzie mieć bazę Lotniczego Pogotowia Ratunkowego.
Ryszard Galla, poseł MN: - Nie wszystko stracone. Tak w każdym razie ja uważam. Po pierwsze natężenie ruchu drogowego jest u nas większe, dochodzi fakt posiadania autostrady bez pasa awaryjnego. To powinno jednak przemówić na naszą korzyść.
Ale ministerstwo uważa, że można z Gliwic lub Wrocławia szybko do nas dolecieć.
- Nie zapominajmy, że chce z nami współpracować strona czeska. To moim zdaniem kolejny argument. A jeśli wziąć pod uwagę fakt, iż baza z Gliwic może się przenieść do Katowic, więc ta odległość się zwiększy, to już na pewno nie jesteśmy na przegranej pozycji. Pojawił się też argument, że nie mamy w zwyczaju wzywać śmigłowca. Teraz, kiedy będzie to nowy sprzęt, latający szybciej, w trudniejsze tereny i także nocą, to myślenie na pewno się zmieni.
Co jeszcze trzeba zrobić, żeby ministerstwo przekonać do naszych racji?
- Z mojej wiedzy wynika, że decyzja będzie podejmowana pod koniec wakacji, więc teraz może powinno dać się czas ministerstwu na przeanalizowanie danych, jakie dostarcza nasz wojewoda. Można też rozmawiać. Umawialiśmy się z panią poseł Janiną Okrągły z PO, że zajmiemy się tym.
Może lepiej umawiać się z Leszkiem Korzeniowskim, szefem PO w regionie. On już kilka razy rozmawiał z minister Kopacz. A może to czas, by się znów zjednoczyć, choć ponoć w ministerstwie mają już dość opolskich parlamentarzystów i ich lobbingu.
- Myślę, że w ciągu kilku dni spotkamy się i coś postanowimy. My naprawdę nie odpuścimy tej sprawy.
do góry
Wojewoda zabiegał o bazę lotniczego pogotowia
z dnia 2009-07-14 14:11:40
Ministerstwo Zdrowia w ciągu tygodnia ma odnieść się do opolskiego wniosku o utworzenie Lotniczego Pogotowia Ratunkowego. W walce o bazę LPR ma kontrkandydatów.
W poniedziałek z wiceministrem zdrowia Markiem Haberem spotkał się wojewoda opolski Ryszard Wilczyński. - To, czego ministerstwo od nas jako województwa oczekiwało, przedstawiliśmy. Teraz oczekujemy na ocenę naszego wniosku, co powinno nastąpić w ciągu tygodnia - mówi wojewoda, który zaznacza, że baza była tylko jednym z tematów jego rozmów z wiceministrem Haberem. Wiceminister przedstawił także swoje spostrzeżenia w tym temacie.
- Są takie, że ministerstwo może jeszcze utworzyć tylko jedną bazę. Ma do wyboru: czy na Opolszczyźnie, gdzie pokrycie, jeśli chodzi o pomoc LPR, jest 100-procentowe, czy np. w okolicach Słupska i Koszalina, gdzie czas dolotu śmigłowców jest powyżej 23 minut, co oznacza, że tego pokrycia nie ma - tłumaczy wojewoda Wilczyński. Wojewoda nie chciał oceniać szans Opolszczyzny na bazę. - Cieszę się, że w ogóle temat LPR został wywołany, bo na dziś musimy zrobić dwie rzeczy. Po pierwsze - stworzyć lądowiska koło WCM w Opolu, w Nysie i Kędzierzynie-Koźlu, bo ich nie ma i to nie pomaga w staraniu się o bazę LPR. Po drugie - nauczyć dyspozytorów korzystania z pomocy LPR. Na dziś dzień jedyne loty jakie są wykonywane to na trasie WCM - Siemianowice Śl. W pozostałych przypadkach liczba wezwań jest zerowa - zauważa wojewoda.
Marian Dąbrowski, zastępca dyrektora do spraw operacyjno-szkoleniowych LPR dodaje: - Opolszczyzna jako jedyne województwo nie ma bazy LPR. Jednak patrząc od strony organizacyjno-medycznej, ma zabezpieczenie w bazach z Gliwic i Wrocławia. Baza gliwicka zabezpiecza wschodnią część Opolszczyzny, wrocławska zachodnią. Specjalnie przesunęliśmy bazę z Katowic do Gliwic, by objęła swym zasięgiem wschodnią Opolszczyznę. Gdy wprowadzimy nowe, szybsze helikoptery, w każdym miejscu Opolszczyzny od momentu wezwania pomocy do pacjenta do dostarczenia go do szpitala minie mniej niż tak zwana złota godzina. Są miejsca w Polsce, które takiego zabezpieczenia w ogóle nie mają, choćby okolice Koszalina, Białej Podlaskiej. My chcielibyśmy, by tych baz było dużo więcej, ale nie ma dziś więcej śmigłowców, by je utworzyć. Opolszczyzna, mimo że ma możliwości, nie korzysta z pomocy LPR. Dlatego argument, że jak będziemy je mieli, to będziemy korzystali, jest nietrafiony.
We wtorek w tej sprawie z minister zdrowia Ewą Kopacz ma się spotkać się szef PO na Opolszczyźnie Leszek Korzeniowski.
Opolszczyzna jest jedynym województwem, które nie ma bazy lotniczego pogotowia na swym terenie; obsługują nas śmigłowce z Gliwic i Wrocławia. Kiedy ministerstwo kupiło nowe, "Gazeta" wystąpiła z inicjatywą, by wszyscy nasi posłowie bez względu na opcje polityczne, podpisali się pod jednym wspólnym stanowiskiem do ministerstwa i nie musieli się już licytować, kto więcej pism wysłał lub kto pierwszy zaczął batalię o bazę. Tym samym pierwszy raz w tej kadencji opolscy posłowie wykazali się taką jednomyślnością. 3 czerwca w obecności przedstawicielki "Gazety" i kilku posłów wręczono minister zdrowia Ewie Kopacz pismo, w którym wszyscy proszą o utworzenie bazy LPR w naszym regionie. Minister odpowiedziała, że przyjrzy się argumentom i rozważy propozycję.
W sprawę powstania bazy LPR zaangażowali się nie tylko posłowie, ale i zarząd województwa oraz prezydent Opola. Sejmik jednogłośnie przyjął apel o jej utworzenie. Marszałek Józef Sebesta zaznaczył, że Opolszczyzna ma już obiecane 600 tys. zł z Ministerstwa Rozwoju Regionalnego na lądowisko koło Wojewódzkiego Centrum Medycznego.
Zdaniem wojewody ostateczna decyzja o lokalizacji bazy zapadnie na przełomie 2009-2010 roku.
do góry
Sejmik chce bazy lotniczego pogotowia
z dnia 2009-07-08 11:40:55
Sejmik jednogłośnie przyjął wczoraj apel o utworzenie bazy Lotniczego Pogotowia Ratunkowego. - Mam nadzieję, że wzmocni to nasz głos i starania województwa o utworzenie u nas bazy - mówił marszałek Józef Sebesta.
W kraju jest 17 baz LPR, ale żadna nie ma siedziby na terenie Opolszczyzny. W apelu sejmik uzasadnia konieczność powstania bazy.
# Nasz region znajduje się pod opieką LPR z Gliwic i Wrocławia, co powoduje, że czas dotarcia lotniczych zespołów na miejsce wypadku znacznie się wydłuża. To może skutkować bezpośrednim zagrożeniem zdrowia i życia poszkodowanych
#Przez Opolszczyznę przebiega ponad 100 km autostrady, zwiększająca się liczba wypadków wymaga szybkiego dotarcia służb ratowniczych do poszkodowanych
# Utworzenie bazy daje szansę nawiązania współpracy transgranicznej ze stroną czeską, zwłaszcza że południowa część województwa to często tereny górskie, w których powietrzny transport sanitarny jest najszybszą lub często jedyną drogą niesienia pomocy.
Sejmik wskazuje jednocześnie Polską Nową Wieś jako miejsce pod utworzenie przyszłej bazy. W apelu, który trafi m.in. do premiera i minister zdrowia, zaznaczono także, że są prowadzone działania, by utworzyć przy szpitalach wysoko wyspecjalizowane lądowiska dla śmigłowców. - Mamy już informację o 600 tys. zł z Ministerstwa Rozwoju Regionalnego na lądowisko koło Wojewódzkiego Centrum Medycznego. O brakujących pieniądzach na jego dokończenie będę rozmawiał z dyrektorem WCM dr Markiem Piskozubem - mówi marszałek Sebesta.
Opolszczyzna jest jedynym województwem, które nie ma bazy lotniczego pogotowia na swym terenie; obsługują nas śmigłowce z Gliwic i Wrocławia. Kiedy ministerstwo zakupiło nowe maszyny i zaczęto mówić na Opolszczyźnie o potrzebie powstania tu bazy LPR, zaczęły też pojawiać się głosy różnych polityków, którzy uważali, że o lotnicze pogotowie walczą.
Wówczas "Gazeta" wystąpiła z inicjatywą, by wszyscy razem, bez względu na opcje polityczne, podpisali się pod jednym wspólnym stanowiskiem do ministerstwa i nie musieli się już licytować, kto więcej pism wysłał lub kto pierwszy zaczął batalię o bazę.
Tym samym pierwszy raz w tej kadencji opolscy posłowie wykazali się taką jednomyślnością. 3 czerwca w obecności przedstawicielki "Gazety" i kilku posłów wręczono minister zdrowia Ewie Kopacz pismo, w którym wszyscy posłowie Opolszczyzny proszą o utworzenie bazy LPR w naszym regionie. Minister odpowiedziała, że przyjrzy się argumentom i rozważy propozycję.
- Rozmawiałem z nią później i wywnioskowałem, że jest nam przychylna - zapewniał kilka dni temu poseł Leszek Korzeniowski.
do góry
Wypadek na autostradzie - rannego zabrał śmigłowiec
z dnia 2009-07-07 15:06:31
Zmiażdżona kabina, zniszczone tiry, dwie osoby w szpitalu i zamknięte pasy ruchu w stronę Warszawy. Taki jest finał zderzenia dwóch tirów na zjeździe z autostrady A2 w miejscowości Emilia koło Ozorkowa.
Do zdarzenia doszło około godz. 10.30 - pisze na platformę Kontakt TVN24 internauta Piotr.
Dyżurny policji autostradowej mówi, że do wypadku doszło po tym, jak na tira jadącego w kierunku Warszawy, najechała inna ciężarówka. - Zarówno jeden, jak i drugi kierowca nie potrafi powiedzieć, co było przyczyną zdarzenia - mówi portalowi tvn24.pl dyżurny miejscowej policji. - Kierowca tira, który najechał na jadący przed nim pojazd, został przetransportowany śmigłowcem do szpitala im. M. Kopernika w Łodzi - dodaje rzecznik. Kierowca drugiego pojazdu ze złamaniem kości strzałkowej lewej nogi trafił do szpitala w Zgierzu.
Dyżurny dodał, że oba pojazdy przewoziły ciężkie elementy. Dlatego też kierowca z drugiego tira mógł nie mieć szans wyhamować przed pojazdem.
W kierunku Warszawy zamknięte są obydwa pasy ruchu, jednak, jak mówi policja, za pomocą objazdu w miejscowości Emilia można ominąć miejsce wypadku.
do góry
Politycy obiecują, że nie zrezygnują z bazy LPR
z dnia 2009-06-25 08:49:04
Jedne dokumenty poszły do minister zdrowia, drugie przyszły od pani minister - trwają starania o bazę Lotniczego Pogotowia Ratunkowego. Urzędnicy i politycy obiecują, że szykują następne uderzenia.
Wczoraj do minister zdrowia Ewy Kopacz wysłano list intencyjny podpisany przez opolskiego wojewodę, marszałka województwa, a także prezydenta Opola, że będą partycypować w kosztach utworzenia w regionie bazy LPR. Kwoty nie padają. Do tego potrzebna jest konkretna decyzja i konkretne terminy, choćby po to, by wiedzieć, o jakim budżecie się mówi: tegorocznym, przyszłorocznym, a może jeszcze późniejszym.
Ale do takiego wyrażenia woli zachęcała minister zdrowia, kiedy przedłożyliśmy jej list podpisany przez wszystkich opolskich posłów, że baza taka jest potrzebna na Opolszczyźnie.
Na pytania odpowiemy
Także wczoraj przyszły do wojewody (obiecywane już trzy tygodnie temu) pytania minister. Trzeba jej podać liczbę interwencji lotniczych w województwie opolskim w latach 2007-2009 (pierwsze półrocze), a także ile w ogóle w tym czasie miało miejsce interwencji zespołów ratownictwa medycznego. Interesują ją również dane dotyczące wypadków drogowych w tym czasie, liczba lądowisk w naszym regionie i dane związane z ewentualną lokalizacją bazy, a także propozycją wsparcia finansowego.
- I to ostatnie właśnie pani minister otrzymała - wyjaśnia Szymon Ogłaza, szef gabinetu wojewody koordynujący starania Opolszczyzny o bazę. - Na pozostałe pytania w dużej części odpowiedzieliśmy, składając nasz wniosek, tyle że nie dotyczyły one tak długiego czasu. Musimy je zatem uzupełnić i jeszcze raz odpowiedzieć - mówi i zapewnia, że służby wojewody uczynią to jak najszybciej - jeśli nie do końca tego tygodnia, to już na pewno na początku przyszłego. - Nie ma co zwlekać, tym bardziej że wymowa pisma podpisanego przez wiceministra zdrowia Marka Habera nie jest optymistyczna. Pisze on nam, że pomimo pojawiających się lokalnych inicjatyw obecna siatka baz LPR jest optymalna. Ale my się nie poddajemy i nie poprzestajemy w staraniach - obiecuje Ogłaza.
Działania sąsiednich baz z Gliwic i Wrocławia potwierdza senator PiS-u Norbert Krajczy: - Wiem, że przysłały stanowiska, iż są w stanie zabezpieczyć potrzeby naszego województwa, bo to obecnie kilka lotów w czasie miesiąca, i że w takim przypadku nowa baza jest nieekonomiczna, tyle że jednocześnie chcą dodatkowego śmigłowca. Ja uważam, że baza u nas jest konieczna - mówi senator, który zapewnia, że pod jego wnioskiem o bazę na Opolszczyźnie podpisało się 33 kolegów z Izby Wyższej.
- I nie ma co się bać o pieniądze na lądowiska na Opolszczyźnie, których na razie nie ma, bo będziemy je mieć na 100 proc. na przełomie 2010 i 2011 roku z UE - dodaje, podkreślając, że to także powinno być naszym ważnym argumentem za bazą.
Nowych argumentów poszukamy
Zarząd województwa przygotował właśnie projekt apelu, który ma przyjąć sejmik. Ma on potem trafić nie tylko do minister zdrowia, ale także do premiera.
Jednym z ważnych argumentów ma być nasza współpraca z czeską stroną. Bo zdaniem urzędników na podstawie porozumienia z sąsiadującymi czeskimi krajami o współpracy dotyczącej ratownictwa medycznego mamy nie tylko regulację prawną umożliwiającą obsługiwanie przez naszą bazę także górzystych Jeseników, ale także podstawy, by wspólnie ubiegać się o pieniądze na bazę w ramach unijnych dotacji na współpracę transgraniczną. - Ale z tego, co wiem, już nie ma regulacji umożliwiającej rozliczanie lotów na czeską stronę, co jest na razie jakąś przeszkodą - uważa Krajczy. Ale nawet to nie zraża wszystkich do dalszych wysiłków, by starać się o bazę. - Coś wymyślimy - mówią zgodnie.
do góry
Maszyna rolnicza zmiażdżyła 14-latkowi stopę
z dnia 2009-06-23 07:48:11
Do nieszczęśliwego wypadku doszło we wtorek w trakcie prac polowych w pobliżu Nowego Miasta Lubawskiego. Maszyna do rozsiewania nawozu zmiażdżyła stopę 14- latkowi. Chłopiec trafił do szpitala.
Z ustaleń policjantów wynika, że 14- latek chciał pomóc starszemu bratu przy wsypywaniu nawozu do rozsiewacza. Chłopiec najprawdopodobniej poślizgnął się i wpadł do pracującej maszyny, która zmiażdżyła mu prawą stopę. Nastolatek został przetransportowany do szpitala śmigłowcem ratunkowym.
Policjanci wyjaśniają okoliczności zdarzenia.
KWP Olsztyn
do góry
10-letnia dziewczynka pogryziona przez psa
z dnia 2009-06-21 19:50:12
10-letnia dziewczynka w jednej ze wsi w gminie Nowe Miasto Lubawskie (warmińsko-mazurskie) została pogryziona przez psa. Lekarze walczą o życie dziecka - poinformowała Iwona Przybylińska z zespołu prasowego policji.
Informację o pogryzieniu dziecka otrzymał oficer policji w niedzielę po 10.00 od lekarzy z Iławy.
Policjanci ustalili, że pies był własnością rodziców dziewczynki. Zwierzę trafiło do nich w lutym ze schroniska dla zwierząt. Pogryzione dziecko zobaczył na podwórku jeden z sąsiadów i to on powiadomił służby ratunkowe. Mama dziewczynki w tym czasie była w pracy. Mała została przetransportowana do szpitala helikopterem.
Wezwano na miejsce powiatowego lekarza weterynarii i to on zdecyduje co stanie się z psem.
do góry
Wypadek na krajowej "15", helikopter lądował na drodze
z dnia 2009-06-21 09:26:10
Trzy samochody osobowe brały udział w wypadku, do którego doszło w niedzielę po południu w okolicach Rożentala (gm. Lubawa). Na krajowej "15" musiał lądować helikopter pogotowia.
Do wypadku doszło ok. godz. 17.30 na drodze krajowej nr 15. Trzy jadące od strony Ostródy do Lubawy auta zaczęły się wyprzedzać i właśnie wtedy z niewyjaśnionych jeszcze przyczyn doszło do wypadku. Jeden z samochodów dachował na polu zboża, drugi wylądował na boku w rowie. Kilka rannych osób zostało zabranych karetkami do szpitala. Po będącą w najcięższym stanie starszą kobietę przyleciał helikopter, który musiał lądować na "krajówce". Droga była zablokowana przez kilka godzin.
do góry
Wypadek pod Sierpcem: 1 osoba nie żyje
z dnia 2009-06-20 19:22:39
Jedna osoba zmarła, a pięć zostało rannych w wyniku wypadku samochodowego, do którego doszło w sobotę w południe na drodze krajowej nr 10 Warszawa-Toruń w miejscowości Stropkowo pod Sierpcem (woj. mazowieckie).
Jak poinformował PAP rzecznik sierpeckiej straży pożarnej Marcin Strześniewski, w miejscu wypadku występują utrudnienia w ruchu pojazdów - na krótkim odcinku trasy ruch odbywa się wahadłowo.
Do wypadku doszło, gdy z nieustalonych na razie przyczyn zderzyły się czołowo dwa samochody osobowe - w jednym podróżowały dwie osoby, w drugim małżeństwo z dwójką dzieci.
Po zderzeniu jedno auto zapaliło się. Pożar ugasili świadkowie wypadku. Na miejsce wezwano śmigłowiec lotniczego pogotowia ratunkowego.
Pomimo podjętej reanimacji zmarła najciężej poszkodowana w wypadku kobieta. Obrażenia pozostałych pięciu osób są poważne.
do góry
Wypadek na "siódemce"
z dnia 2009-06-16 18:20:16
INTERWENIOWAŁ ŚMIGŁOWIEC LPR
Do groźnie wyglądającego wypadku doszło na krajowej "siódemce". W okolicach Zakroczymia osobowa skoda najechała na tył pojazdu dostawczego, w wyniku czego dwie osoby zostały ranne. Jedna z nich została przewieziona helikopterem do szpitala. Zdjęcia z wypadku przysłał nam internauta Zdzisław na platformę Kontakt TVN24.
Około godziny 16:00 na terenie powiatu nowodworskiego doszło do zderzenia dwóch pojazdów. Kobieta kierująca skodą fabią najechała na tył samochodu dostawczego i wepchnęła go do rowu.
Samochód osobowy odbił się od dostawczego, zatrzymał się dopiero na prawym pasie jezdni. Pasażera jadącego skodą przetransportowano śmigłowcem do szpitala. Lekko ranna została także kobieta kierująca tym samochodem.
do góry
Czteroletnie dziecko wyskoczyło pod samochód
z dnia 2009-06-16 10:28:14
Było o włos od tragedii. Czteroletnia Paulinka szła z mamą poboczem drogi. Nagle się wyrwała i wpadła wprost pod koła przejeżdżającego samochodu.
Dziewczynka w tej chwili jest w szpitalu. - Na miejscu, gdy zabierała ją karetka, była przytomna - informuje Janusz Majewski z Komendy Powiatowej Policji w Kraśniku. Dodaje, że dziecko nie miało obrażeń zewnętrznych. Razem z matką zostało śmigłowcem przetransportowane na obserwację do szpitala w Lublinie.
Do wypadku doszło w miejscowości Świeciechów Duży w powiecie kraśnickim na Lubelszczyźnie. Czteroletnie dziecko szło poboczem drogi. Matka twierdzi, że trzymała dziewczynkę za rękę. Mała nagle się wyrwała i chciała przebiec na drugą stronę. Wpadła wprost pod koła samochodu.
Kierowca był trzeźwy. - Prawdopodobnie jechał dość wolno i tylko dlatego nie doszło do tragedii - mówią policjanci.
do góry
Wypadek na krajowej 16. Jedna osoba ranna
z dnia 2009-06-11 09:57:11
W czwartek po południu do groźnego wypadku doszło na krajowej 16 na trasie Barczewo-Biskupiec. Kierowca opla astry skręcał w lewo, gdy uderzył w niego jadący z tyłu mercedes.
Oba auta wpadły do rowu. Do szpitala przetransportowano helikopterem jedną osobę.
tb
do góry
Baza lotniczego pogotowia nowa czy na razie tymczasowa?
z dnia 2009-06-10 08:58:19
Bazę tymczasową Lotniczego Pogotowia Ratunkowego jesteśmy w stanie mieć już, nowoczesną pod nowy eurocopter trzeba by zbudować od zera. Ale to czeka wszystkich w kraju.
Po odwiedzeniu tymczasowej bazy w Gliwicach, opolski zespół jest na razie spokojny.
- Nasz aeroklub jest w stanie w każdej chwili taką samą tymczasową bazę przygotować, a nawet o wiele lepszą - zapewnia Szymon Ogłaza, szef gabinetu wojewody, członek specjalnej grupy, która koordynuje starania o bazę wojewody i samorządów.
Po gliwickiej oprowadzał nas w poniedziałek zastępca dyrektora LPR-u Marian Dąbrowski, który podkreślał, że nowe eurocoptery, które będzie rozdzielać Ministerstwo Zdrowia, wymagają innych warunków niż obecnie latające Mi-2 - maszyny dobre, lecz niespełniające już wymogów UE.
Przede wszystkim specjalnie dostosować trzeba hangary, które ze względu na skomplikowaną elektronikę tych śmigłowców muszą być ogrzewane.
- Nowoczesny sprzęt potrzebuje dobrych warunków, a eurocoptery to technologia nowej generacji - mówił Dąbrowski. Dlatego baza LPR-u w Gliwicach, w zaadaptowanych małym kosztem pomieszczeniach tamtejszego aeroklubu, jest bazą tymczasową. Docelowa ma wyglądać jak ta z Płocka, spełniająca wszystkie standardy nowoczesnej bazy ratowniczej. I czeka to wszystkie bazy w kraju. Dąbrowski więc podkreśla, że LPR nie będzie się raczej już godził na bazy tymczasowe.
- Ale też i rozdzielanie eurocopterów potrwa do 2011 roku. Jeśli decyzja będzie pozytywna, może do tego czasu będziemy mieć już nową bazę, na pewno szybciej jesteśmy w stanie dostosować nasz aeroklub do potrzeb nawet eurocoptera - uważa Ogłaza i zapewnia, że wszystkie te dane zostaną dostarczone do Ministerstwa Zdrowia.
Przypomnijmy, że pismo podpisane przez wszystkich opolskich parlamentarzystów, by w naszym regionie utworzyć bazę LPR-u, zawieźliśmy minister Ewie Kopacz. Ta zaś obiecała, że jeśli tylko spełnimy niezbędne wymogi, baza na Opolszczyźnie będzie. Pierwsze przymiarki będzie robiła już w poniedziałek, do tego czasu Opolszczyzna dostarczy jej kolejne argumenty.
Decyzja zapadnie w ciągu kilku miesięcy, co potwierdził wczoraj w Opolu wiceminister zdrowia Marek Haber. - Musimy rozdysponować 23 śmigłowce, z których przynajmniej trzy pozostaną w rezerwie. Trzeba przeanalizować ich rozmieszczenie w całej Polsce. Pewne decyzje w tej kwestii zostały podjęte kilka lat temu, teraz przyjrzymy się im jeszcze raz i będziemy decydować.
Haber podkreślał, że znaczenie ma czas dolotu śmigłowca z bazy w konkretne miejsca. - Trzeba je tak rozmieścić, by terytoria przez nie obsługiwane nie zachodziły na siebie. To musi być racjonalne pokrycie całej powierzchni kraju.
Czy nasze szanse zwiększa fakt, że w tworzeniu bazy opolskiej chcą partycypować Czesi? - Mamy na uwadze współpracę transgraniczną, gdy chodzi o ratownictwo - powiedział Haber.
do góry
Wypadek na A-2
z dnia 2009-05-29 14:13:17
Dwie osoby ucierpiały w wypadku, do którego doszło w piątek około godz. 8 rano na autostradzie A-2 w okolicy Komornik.
- W wypadku uczestniczyły trzy pojazdy, obrażenia odniosły dwie osoby. Jedna z nich jest w poważnym stanie, musiał interweniować śmigłowiec Lotniczego Pogotowia Ratunkowego - powiedział nam dyżurny z Komendy Wojewódzkiej Straży Pożarnej w Poznaniu. Policja bada przyczyny zdarzenia, autostrada jest przejezdna.
Do groźnego wypadku doszło również przed godz. 9. w Jelonku pod Poznaniem. Tam zderzyły się dwa samochody, ucierpiała jedna osoba.
do góry
Chcemy lotniczego pogotowia
z dnia 2009-05-27 11:32:39
Gazeta Wyborcza Opole
Już wszyscy: wojewoda, parlamentarzyści, sejmik i lokalna PO są za tym, by przy lotnisku w Polskiej Nowej Wsi powstała baza Lotniczego Pogotowia Ratunkowego. Ale trzeba się spieszyć.
- Róbmy coś ponad podziałami, odpowiedzialny wiceminister zdrowia czeka na nasz ruch, zamroził decyzję co do trzech śmigłowców - grzmiał wczoraj na sesji sejmiku opolski senator Norbert Krajczy z PiS-u. Wcześniej powiedział, że on już wysłał pismo do minister zdrowia w tej sprawie. Dołączył poseł Ryszard Galla z MN, że on również to uczynił.
Wszyscy są za
Zdziwiony był wojewoda odpowiedzialny za bezpieczeństwo w województwie, do którego należy najważniejszy ruch, czyli wniosek do minister zdrowia. - Jestem wdzięczny senatorowi za działania, ale wolałbym, żeby były one uzgodnione i skoordynowane z naszymi - mówił Ryszard Wilczyński i dodał, że zarzutów, iż za późno zajął się tą sprawą, nie należy kierować do niego, lecz do partyjnej koleżanki senatora Violetty Porowskiej, która jeszcze jako szefowa Opolskiego Centrum Zdrowia Publicznego mówiła, że lądowiska u nas nie potrzebujemy. - Dopiero powołany przeze mnie konsultant wojewódzki ds. ratownictwa medycznego dr Marek Dryja mi to uświadomił. Poszły już listy intencyjne do minister zdrowia i do szefa Lotniczego Pogotowia Ratunkowego. Pójdą wnioski - obiecał wojewoda.
Na wczorajszej sesji radni zgodzili się ze stanowiskiem komisji rodziny, zdrowia i spraw społecznych, że baza jest potrzebna i popierają jej ulokowanie w Polskiej Nowej Wsi, gdyż jest to miejsce optymalne - w centrum regionu, blisko autostrady i szpitali.
- Nie będzie też kłopotów formalnych, jakie byłyby w Kamieniu Śląskim, o którym mówią niektórzy, w tym senator Krajczy. W PNW jest już zaplecze i są ludzie, trzeba to tylko dostosować, a zasięg jego działania i tak obejmie cały region oraz przyległe powiaty, a także rejon Jeseników - dodał marszałek Józef Sebesta, stwierdzając, że nie może tu już być żadnej dyskusji o lokalizacji. Z kolei poseł Galla przypomniał, że już na tym lotnisku funkcjonuje też ratownictwo pożarnicze.
Jedyni bez bazy
Przypomnijmy, że LPR otrzymało 23 śmigłowce, a baz ma 17, jest więc o co się bić. W ostatnim czasie pomysłem, by baza powstała w Polskiej Nowej Wsi, zarażał wszystkich Adrian Wesołowski, opolski radny PO, a zarazem prezes Aeroklubu Opolskiego. Jego zdaniem utworzenie bazy LPR-u to tylko kwestia formalna, skoro nawet szef lotniczego pogotowia widziałby ją pod Opolem, a Opolszczyzna jest wciąż jedynym województwem, które takiej bazy nie ma. Do tej pory przylatywały do nas śmigłowce z Gliwic i Wrocławia. - W dodatku nie trzeba tego utrzymywać z regionalnych pieniędzy, bo robi to Ministerstwo Zdrowia. Płaci za dyżurujących 24 godziny na dobę lekarzy, pilotów, śmigłowiec i utrzymanie budynków. Jedyny nasz wkład to utworzenie tej bazy, czyli postawienie odpowiedniego budynku z dyspozytornią oraz wyremontowanie hangaru - mówi radny. Stąd miałby wówczas startować śmigłowiec do wypadków np. na autostradzie lub tam, gdzie nie można szybko dotrzeć karetką.
Dr Robert Gałązkowski, dyrektor Lotniczego Pogotowia Ratunkowego, potwierdza, że upomina się o utworzenie bazy na Opolszczyźnie od kilku lat. Jego zdaniem nie było jednak dotąd widać zainteresowania tym ani ze strony władz regionu, ani posłów.
6 maja w tej sprawie głos zabrał zarząd powiatu Platformy Obywatelskiej w Opolu, popierając ideę utworzenia bazy w PNW.
Decyzję podejmie minister zdrowia.
do góry
Awaria i pożar autokaru - 13 dzieci rannych, 3 ciężko
z dnia 2009-05-26 13:49:11
Opiekunka i 13 dzieci zostało rannych, w tym troje ciężej, gdy pękła opona autobusu, którym dzieci jechały na wycieczkę. Wybuchł mały pożar. Do zdarzenia doszło w Mikoszewie, w powiecie nowodworskim, niedaleko Gdańska.
Jak powiedział rzecznik nowodworskich strażaków Tomasz Komoszyński, tuż po zdarzeniu lekarze, którzy przybyli na miejsce, zbadali 14 osób (13 dzieci i opiekunkę). Jedno z trojga ciężej rannych dzieci - dziewczynka z obrażeniami nóg, została śmigłowcem przetransportowana do szpitala w Gdańsku. Dwójka pozostałych dzieci z poparzeniami - chłopiec i dziewczynka - trafiła do szpitala karetkami.
Lekarze zdecydowali się też zabrać do szpitala i dokładniej przebadać czwórkę innych dzieci. Pozostali uczniowie, którzy mieli lekkie obrażenia - otarcia naskórka i lekkie oparzenia, byli opatrywani na miejscu przez pogotowie ratunkowe.
Jak poinformowała Beata Domitrz-Borszewska z biura prasowego Komendy Wojewódzkiej Policji w Gdańsku, lekarze oceniają stan siódemki dzieci, które zostały hospitalizowane, jako dobry. - Także w przypadku trójki ciężej poszkodowanych dzieci lekarze mówią, że obrażenia nie są poważne - powiedziała Domitrz-Borszewska.
Rzecznik policji w Nowym Dworze Gdańskim, Sebastian Białachowski poinformował, że wszystkie dzieci, które podróżowały autokarem, zostały już zabrane z miejsca zdarzenia do domów. - Odebrali je rodzice - powiedział rzecznik i dodał, że przed odjazdem z częścią dzieci spotkał się psycholog z Centrum Interwencji Kryzysowej w Nowym Dworze Gdańskim.
- W tej chwili przesłuchujemy opiekunów oraz kierowcę autobusu. Nie mamy żadnej, nawet bardzo wstępnej hipotezy, co do przyczyn, w wyniku których doszło do wybuchu opony - powiedział Białachowski. Pojazd zostanie poddany specjalistycznym badaniom - dodał.
Policjanci ustalili, że autobus, w którym pękła opona, miał ważne badania techniczne i był kontrolowany tuż przed wyjazdem przez funkcjonariuszy z drogówki.
50 dzieci w wieku 10-11 lat z trzeciej klasy szkoły podstawowej w Pruszczu Gdańskim oraz czworo opiekunów jechało na "zieloną szkołę" do ośrodka w Mikoszewie.
Gdy wycieczka była już prawie na miejscu, kierowca zatrzymał się, ponieważ zauważył, że z oponą autobusu dzieje się coś niedobrego. Gdy większość dzieci już wysiadła i znajdowała się poza pojazdem, w wyniku przegrzania pękła przednia opona. To właśnie ona raniła dzieci.
Przy kole wybuchł mały pożar, który jednak został szybko ugaszony przez kierowcę podręczną gaśnicą.
Na miejsce przyjechało 7 zastępów straży pożarnej i karetki pogotowia.
do góry
Turyści na Mazurach bez ratunkowego helikoptera
z dnia 2009-05-22 14:17:35
Ani w tym, ani w przyszłym roku nie mamy co liczyć na dyżury ratowniczego śmigłowca w Giżycku. Pogotowiu brakuje maszyn. Bezpieczeństwo żeglarzom i wypoczywającym mają zapewnić wodne karetki .
Jedyna stała baza dla ratowniczego śmigłowca w woj. warmińsko-mazurskim znajduje się w Olsztynie. Zasięg działania helikopterów Mi-2, które teraz są na wyposażeniu Lotniczego Pogotowia Ratunkowego, to 60 km. To za mało, by dolecieć nad Wielkie Jeziora. Stąd podejmowane od lat działania, by chociaż w letnim sezonie maszyna dyżurowała także w Giżycku. Udawało się to w latach 2000-2002. W następnym roku po dwóch wypadkach śmigłowców ratunkowych zabrakło maszyn dla Mazur. Od tamtej pory dyżurów - nawet wakacyjnych - poza Olsztynem już nie ma.
Podobnie będzie w tym roku. - Po lutowej katastrofie [koło Jarostowa na Dolnym Śląsku, w której zginął pilot i ratownik - red.] mamy tylko 17 śmigłowców na 17 baz, więc nawet, kiedy zdarzy się usterka, nie mamy maszyny na zastępstwo - mówi Robert Gałązkowski, dyrektor Lotniczego Pogotowia Ratunkowego. - Dlatego nie wystarczy helikopterów do pracy w sezonie wakacyjnym na Mazurach.
Szef lotniczego pogotowia daje nam jednak nadzieję, że być może pod koniec 2010 r. kłopoty się skończą. W decydującą fazę wchodzi bowiem przetarg na dostarczenie 23 nowoczesnych, dwusilnikowych śmigłowców Eurocopter EC-135, które zastąpią wysłużone Mi-2. Eurocoptery spełniają wymogi tzw. I klasy osiągów. Oznacza to, że przy awarii jednego silnika mogą kontynuować lot i bezpiecznie wylądować na drugim. Ministerstwo Zdrowia ogłosiło chęć kupna nowych maszyn na początku 2008 r. - W sierpniu dostaniemy pierwszy egzemplarz, który będziemy testować - opowiada Gałązkowski. - Jeśli próby wypadną pomyślnie, do końca 2009 r. otrzymamy kolejne sześć maszyn, a w przyszłym sukcesywnie pozostałe. Olsztyn powinien dostać nowy śmigłowiec w listopadzie 2010 r.
Marek Zaczek, pełnomocnik wojewody ds. ratownictwa zapewnia jednak, że turyści i wypoczywający nad jeziorami mieszkańcy Warmii i Mazur będą bezpieczni. - Od 1 czerwca do 30 września będą nad tym czuwać cztery wodne karetki rozmieszczone w Giżycku, Mikołajkach, Rynie i Sztynorcie - mówi. - Odpowiedni kontrakt na takie usługi podpisał już Narodowy Fundusz Zdrowia.
Magda Mil, rzeczniczka NFZ w Olsztynie dodaje, że w piątek powinny się zakończyć rozmowy o zakontraktowaniu łodzi ratunkowej także na Jezioraku koło Iławy. - Będzie to pierwszy sezon dyżurowania wodnej karetki na tym akwenie - mówi Marek Zaczek.
Medyczni ratownicy na pewno się tu przydadzą. Jeziorak to najdłuższe jezioro w Polsce. Ciągnie się prawie 30 km - od Iławy po Zalewo. Północne zalesione brzegi są wysokie, południowe - niskie, co sprawia, że wieją tu zmienne wiatry. Nic dziwnego, że żaglówki często się na Jezioraku wywracają.
Przypomnijmy, że wodne karetki pierwszy raz patrolowały Wielkie Jeziora w 2003 r. Tego lata dyżurowała jedna łódź. Potem ich liczba wzrosła do trzech. Ratownicze łodzie są szczególnie przydatne tam, gdzie nie można dojechać zwykłą karetką.
do góry
Trzy osoby zginęły w studni
z dnia 2009-05-15 14:12:46
WYPADEK PODCZAS CZYSZCZENIA STUDNI
Mimo godzinnej reanimacji nie udało się uratować trzech mężczyzn, którzy wpadli do studni podczas jej czyszczenia. Według strażaków, przyczyną tragedii mogło być zatrucie spalinami z motopompy, używanej przez mężczyzn podczas prac.
Do tragedii doszło w piątek przed południem w Pakoszówce (woj. podkarpackie). Jak poinformował rzecznik podkarpackiej straży pożarnej, mężczyźni czyścili studnię, którą użytkowali na codzień.
Mogli podtruć się spalinami
- Używali do tego spalinowej pompy szlamowej, która w trakcie prac cały czas działała - powiedział w TVN24 st. kpt. Marcin Betleja. - Możliwe, że spaliny z tej pompy spowodowały tę tragedię - dodał strażak. Mężczyźni mogli bowiem podtruć się spalinami i wpaść do wody.
Wezwani na miejsce strażacy wyciągnęli poszkodowanych. Reanimowano ich blisko godzinę. Bezskutecznie.
W akcji ratowniczej uczestniczyły cztery jednostki straży pożarnej. Ściągnięty był też śmigłowiec Lotniczego Pogotowia Ratunkowego.
tka/iga
do góry
Łódź: Jeden z największych szpitali ma lądowisko dla śmigłowców ratowniczych
z dnia 2009-05-15 13:25:33
Jeden z największych łódzkich szpitali - im. M. Kopernika - ma lądowisko dla śmigłowców ratowniczych. W piątek nastąpiło jego uroczyste otwarcie.
Wybudowanie lądowiska, które znajduje się na tyłach wielkiego szpitalnego ogrodu, kosztowało 1,25 mln zł. Powstał kilkumetrowy nasyp otoczony siatką, obsiany trawą, z utwardzoną nawierzchnią i drogą dojazdową dla specjalnego pojazdu przewożącego pacjentów z lądowiska do Szpitalnego Oddziału Ratunkowego (SOR).
Dzięki temu w ciągu paru minut od lądowania śmigłowca chory przewożony jest wprost pod drzwi sali operacyjnej oddziału ratunkowego.
- W Polsce niewiele szpitali może pochwalić się posiadaniem lądowiska i Szpitalnym Oddziałem Ratunkowym. Naszemu szpitalowi to się udało - powiedziała rzecznik placówki Adriana Sikora.
Sikora przypomniała również, że historia budowy lądowiska w "Koperniku" zaczęła się pięć lat temu - w maju 2004 r., gdy na łódzkim lotnisku Lublinek (obecnie Port Lotniczy im. Wł. Reymonta) zaczęło działać Lotnicze Pogotowie Ratunkowe.
- Śmigłowce ratownicze świetnie sprawdzają się w szybkim transporcie chorych i rannych na duże odległości, ale nie mogły - z powodu braku odpowiedniego miejsca - lądować w pobliżu szpitala. Helikoptery lądowały więc na lotnisku, a stamtąd chorzy odbierani byli karetkami pogotowia i po podróży przez zakorkowane miasto docierali do szpitala - mówiła Sikora.
Jak twierdzi, to właśnie wtedy przed pięcioma laty, ówcześni szefowie "Kopernika" doszli do wniosku, że placówka ma dość miejsca na utworzenie lądowiska na swoim terenie, a konkretnie w tylnej części wielkiego szpitalnego ogrodu.
Rozpoczęto przygotowania do inwestycji, m.in. poprzez sprzedaż "cegiełek" na budowę lądowiska. Jak się później okazało najliczniejszą grupą wśród darczyńców były dzieci z łódzkich szkół - podstawówek i gimnazjów. Ich reprezentanci byli specjalnymi gośćmi podczas uroczystego otwarcia lądowiska.
do góry
Porażonej prądem dziewczynie amputowano nogę i ręce
z dnia 2009-05-12 09:22:54
15-latka, którą poraził prąd z linii wysokiego napięcia została przetransportowana helikopterem do Dziecięcego Centrum Oparzeń w Krakowie Prokocimiu. Lekarze walczą o jej życie. Zapadła decyzja o amputowaniu jej obu rąk.
Wcześniej amputowano dziewczynie nogę. Obie operacje, jak zapewniają specjaliści z Dziecięcego Centrum Oparzeń, były konieczne, by uratować to, co najcenniejsze — jej życie.
— Dziewczynka doznała bardzo ciężkich oparzeń — mówi Magdalena Oberc, rzeczniczka prasowa Uniwersyteckiego Szpitala Dziecięcego w Krakowie Prokocimiu, w skład którego wchodzi centrum oparzeń. — Zdajemy sobie sprawę, że amputacja to wielka tragedia dla piętnastolatki i jej rodziny, ale tę decyzję lekarze musieli podjąć; chodzi o uratowanie jej życia.
W sprawie wypadku przesłuchano wszystkich świadków zdarzenia. Policja nie ujawnia jednak treści złożonych zeznań.
do góry
W Wielkopolsce brakuje lądowisk dla helikopterów
z dnia 2009-05-11 08:24:20
Jeden z nowoczesnych śmigłowców z wymienianej floty Lotniczego Pogotowia Ratunkowego będzie w niedalekiej przyszłości dyżurował w Poznaniu. Maszyny jakie otrzyma LPR będą przystosowane do nocnych lotów. Problem w tym, że przy szpitalach w Poznaniu, podobnie jak w regionie, nie ma lądowisk przystosowanych do przyjmowania śmigłówców po zmroku.
W całej Wielkopolsce nie ma ani jednego dobrze wyposażonego, przyszpitalnego lądowiska, które mogłyby przyjmować rannych i chorych przez całą dobę. Helikopter ląduje więc tylko w ciągu dnia - podaje Gazeta Wyborcza.
- Jeśli nie będziecie mieli lądowisk z prawdziwego zdarzenia przy szpitalu, nie będzie całodobowych dyżurów Pogotowia Lotniczego - ostrzega jego dyrektor Robert Gałązkowski.
Helikopter, który obecnie obsługuje nasz region, i tak nie może latać w nocy, ale pod koniec przyszłego roku Pogotowie Lotnicze ma dostać nową maszynę, przystosowaną do lotów po zmroku. Wtedy też będą możliwe nocne dyżury. Tylko czy helikopter będzie miał gdzie lądować?
Poznań od lat planuje budowę nowoczesnego lądowiska przy Szpitalu im. J. Strusia, bo tam właśnie działa nowoczesny oddział ratunkowy. W tegorocznym budżecie są już zarezerwowane na ten cel pieniądze, ale na pewno nie uda się ich do grudnia wydać. Nie jest nawet pewne, czy lądowisko uda się zbudować w 2010 r.
- Problemem jest tzw. decyzja o środowiskowych warunkach zgody na realizację przedsięwzięcia - tłumaczy na łamach Gazety Wyborczej wicedyrektor szpitala Wiesław Kalina. - Wydział ochrony środowiska miał kilka zastrzeżeń, z którymi się nie zgodziliśmy. Sprawę rozstrzygnie więc Samorządowe Kolegium Odwoławcze. To przedłuża procedurę poprzedzającą zrobienie projektu. Potem trzeba jeszcze wystąpić o pozwolenia na budowę i ogłosić przetarg - wylicza Kalina. - W tym roku na pewno nie zdążymy.
Dyrektor Kalina mówi, że spory dotyczą między innymi szczegółowych warunków technicznych lądowiska, ale i zapewnienia ochrony akustycznej pobliskiemu hotelowi pielęgniarek.
Teoretycznie to, co najważniejsze, czyli sprawy związane z hałasem, są już jednak uzgodnione. Ale coś za coś: - Żeby nie przekroczyć dopuszczalnych norm hałasu w porze nocnej, zdecydowaliśmy, że lądowisko będzie czynne tylko w dzień - mówi dyr. Kalina. - Gdyby helikoptery miały tu lądować również w nocy, musielibyśmy wybudować wał wysoki na 15 metrów. A to znacznie podrożyłoby koszty inwestycji planowanej i tak na 4,2 mln zł - dodaje.
Co z innymi lądowiskami? - dociekają dziennikarze GW. To, które działa przy Szpitalu Wojewódzkim w Poznaniu ma być remontowane. Kiedy? Nie wiadomo. Na razie priorytetem jest tam bowiem termomodernizacja i budowa nowego bloku operacyjnego.
- Po pieniądze na remont lądowiska chcemy sięgnąć do kasy Unii Europejskiej - planuje dyrektor szpitala Jacek Łukomski.
Wygląda na to, że nocą helikoptery najwcześniej będą mogły lądować przy NZOZ Szpitalu im. prof. Stefana Tytusa Dąbrowskiego w Puszczykowie - tam remont lądowiska już się zaczął, a jego zakończenie planowane jest na lipiec.
Czy jedno całodobowe lądowisko wystarczy, by Pogotowie Lotnicze zaczęło pełnić całodobowe dyżury? - W Wielkopolsce takich lądowisk powinno być co najmniej pięć, bo jak zdarzy się masowa katastrofa, nie można jej przenosić do jednego szpitala - tłumaczy Gałązkowski. I dodaje: - Jeśli lądowisko będzie tylko jedno, zastanowimy się, czy dyżurować całą dobę, czy nie.
do góry
Lotnicze Pogotowie Ratunkowe w Polskiej Nowej Wsi?
z dnia 2009-05-11 08:06:27Jest już wielce prawdopodobne, że przy lotnisku w Polskiej Nowej Wsi powstanie baza Lotniczego Pogotowia Ratunkowego. Zadanie, by do tego doprowadzić, dostał od wojewody nowo powołany konsultant wojewódzki ds. ratownictwa medycznego.
Pomysłem stara się zarażać wszystkich Adrian Wesołowski, opolski radny PO, a zarazem prezes Aeroklubu Opolskiego.
Przecież płaci ministerstwo
Jego zdaniem utworzenie bazy LPR to tylko kwestia formalna, skoro nawet szef lotniczego pogotowia widziałby ją pod Opolem. - Jesteśmy jedynym województwem, które takiej bazy nie ma - zaznacza Wesołowski.
Na mapce na stronie internetowej LPR rzeczywiście w każdym województwie jest co najmniej jedna baza, tylko Opolszczyzna jest "pusta" i przylatują do nas śmigłowce z Gliwic i Wrocławia. - Nie trzeba tego utrzymywać z regionalnych pieniędzy, bo robi to Ministerstwo Zdrowia. Płaci za dyżurujących 24 godziny na dobę lekarzy, pilotów, śmigłowiec i utrzymanie budynków. Jedyny nasz wkład to utworzenie tej bazy, czyli postawienie odpowiedniego budynku z dyspozytornią oraz wyremontowanie hangaru - uważa radny. Stamtąd miałby wówczas startować śmigłowiec do wypadków, np. na autostradzie lub w miejscach, gdzie nie można szybko dotrzeć karetką.
Dr Robert Gałązkowski, dyrektor Lotniczego Pogotowia Ratunkowego, potwierdza, że upomina się o utworzenie bazy na Opolszczyźnie od kilku lat. - Nie było jednak widać odzewu ani ze strony władz regionu, ani posłów - mówi. - Gdy w Sejmie trwała walka o śmigłowce ratownicze i miejsce dla nich, zainteresowania ze strony Opolszczyzny nadal nie było widać. Więcej, dobiegały mnie głosy, że szkoda pieniędzy na budowanie bazy; najwyraźniej wypowiadali się ludzie, którzy nie mieli pojęcia, że całość tych kosztów ponosi Ministerstwo Zdrowia.
Gałązkowski podkreśla za to, że miał sygnały bezpośrednio od ratowników z karetek, którzy twierdzili, że śmigłowiec na Opolszczyźnie jest potrzebny i że chcieliby współpracy z LPR. - Trzeba by dokonać dokładnej analizy czasu dojazdu karetek do miejsc wypadków; nie powinien on przekraczać 20-30 minut i być może na Opolszczyźnie tak jest - mówi. - Myślę jednak, że na przykład do niektórych wypadków na autostradzie powinien docierać śmigłowiec.
Dyrektor byłby skłonny przygotować swoją opinię na temat zasadności powołania bazy LPR na Opolszczyźnie, gdyby władze regionu zwróciły się do niego w tej sprawie.
Wsparcie czy naciski partii?
Wesołowski rozmawiał o tym z członkiem zarządu województwa Tomaszem Kostusiem (też z PO). - To genialny pomysł - mówi Kostuś. - A też dobry moment, by coś postanowić, skoro Wrocław i Katowice wymieniają sprzęt i można starać się o śmigłowiec.
LPR otrzymała 23 śmigłowce, a baz ma 17. Zasada jest taka, że w każdej z nich stacjonuje po jednej maszynie, potrzebne są też rezerwowe, warto więc walczyć nawet o nowy śmigłowiec. - I władze regionu na pewno pomysł utworzenia bazy poprą i dołożą się do koniecznych inwestycji. Jednak piłka leży po stronie wojewody. To on odpowiada za bezpieczeństwo w województwie - mówi Kostuś i zaznacza, że mówił już o tym wojewodzie.
Nie tylko on. 6 maja w tej sprawie głos zabrał zarząd powiatu Platformy Obywatelskiej w Opolu, który napisał: "Mając na względzie sprawy bezpieczeństwa i ochrony obywateli, zwracamy się do naszych posłów, senatorów, marszałka województwa opolskiego i wojewody o poparcie idei utworzenia bazy Lotniczego Pogotowia Ratunkowego w Opolu - Polskiej Nowej Wsi. Zarząd wyraża przekonanie, że sprawną realizację tego zadania gwarantuje administracja rządowa za sprawą wojewody opolskiego". Pismo podpisał prezydent Ryszard Zembaczyński, szef PO w Opolu; trafiło ono na biurko wojewody.
Ryszard Wilczyński (on także jest z PO) wyjaśnia, że zna sprawę i zlecił zbadanie jej dopiero co powołanemu konsultantowi wojewódzkiemu ds. ratownictwa medycznego dr. Markowi Dryi. - To jeden z naszych priorytetów, wiemy, że czas goni, bo są właśnie zakupione nowe śmigłowce i chcemy starać się o jeden z nich. Rozeznajemy tylko, jak to zrobić. Potem już wojewoda z pomocą parlamentarzystów będzie o bazę zabiegać - obiecuje.
Decyzję o jej powstaniu podejmuje minister zdrowia - też z PO.
A lądowisko czeka na pieniądze
A co z mającym powstać lądowiskiem dla śmigłowców ratunkowych przy Wojewódzkim Centrum Medycznym? - Wszystkie sprawy związane z pozwoleniami są już załatwione - mówi rzecznik prezydenta Mirosław Pietrucha. Zaś dyrektor WCM dr Marek Piskozub potwierdza, że w tej chwili ma już obiecane z konkursu ogłoszonego przez agendę Ministerstwa Zdrowia finansowanie tego przedsięwzięcia w 50 procentach. - Na wszystko potrzeba ponad 1,5 mln zł. Ok. 600-700 tys. pójdzie na zbudowanie tafli lądowiska, odwodnienia jej, oświetlenie, drugie tyle na zbudowanie nowego parkingu, ponieważ lądowisko zajmie znaczną część obecnego - wyjaśnia i dodaje: - Temat jest gorący, wciąż na bieżąco monitorowany. Raczej jesteśmy spokojni, jednak termin, do kiedy mamy mieć przyznane pieniądze, to aż październik. Drugą część funduszy obiecał nam urząd marszałkowski. Jeśli wszystko pójdzie dobrze, czeka nas już tylko procedura przetargowa i sama budowa - mówi dyrektor WCM.
do góry
Zginął 21-latek
z dnia 2009-04-30 12:14:20
W czwartkowe przedpołudnie doszło do tragicznego wypadku na drodze Miłogórze - Kraszewo (pow. lidzbarski). W zderzeniu samochodu ciężarowego z osobowym śmierć poniósł 21-letni kierowca.
W tragicznym wypadku czołowo zderzyły się: ciężarowy mercedes i osobowy fiat panda. Na miejscu zginął 21-letni kierowca fiata pandy. Pasażerka tego auta z obrażeniami ciała została przewieziona do lidzbarskiego szpitala.
Rannego kierowcę samochodu ciężarowego przetransportowano śmigłowcem do szpitala w Olsztynie.
Policjanci ustalają przyczyny tego tragicznego zdarzenia. Na razie nie wiadomo kto był sprawcą wypadku.
Przez kilka godzin droga krajowa 51 na odcinku Miłogórze – Kraszewo w gminie Lidzbark Warmiński była zablokowana.
do góry
Cztery osoby ranne pod Gryfinem
z dnia 2009-04-28 15:05:00
Wypadek na budowie S3 pod Gryfinem. Bus wjechał w pracującą na jezdni koparkę.
Cztery osoby są ranne. Jedną śmigłowiec transportuje do szpitala. Do wypadku doszło przed godz. 11.
- Bus dosłownie wbił się w tę koparkę - opowiada jeden z kierowców, który przejeżdżał tamtędy po wypadku.
do góry
Śmigłowiec pod Winiarami nie będzie czekał
z dnia 2009-04-28 14:37:09Gazeta Wyborcza Płock
Są pierwsze zmiany w sposobie transportu rannych i chorych pacjentów ze śmigłowca LPR do szpitala na Winiarach. Wszystko po artykułach, w których opisywaliśmy problemy
z przekazywaniem pacjentów ze śmigłowca Lotniczego Pogotowia Ratunkowego na szpitalny oddział ratunkowy.
Po raz pierwszy o takich przypadkach wspominaliśmy na początku marca. To były incydenty
w porównaniu z przypadkiem, do którego doszło 20 marca. Ratownicy ze śmigłowca czekali na karetkę 16 min, dwa razy dłużej niż transportowali pacjenta. Po tym wypadku w szpitalu wyjaśniali nam zasady funkcjonowania systemu. Zastępca dyrektora ds. eksploatacyjno-technicznych Grzegorz Zgorzelski tłumaczył: - Nasze karetki służą do przewozu pacjentów między oddziałami i do domu.
I nie zawsze są na miejscu. Poza tym pracują tylko od godz. 6.30 do 15. Dlatego mamy umowę
z Wojewódzką Stacją Pogotowia Ratunkowego i Transportu Sanitarnego w Płocku. To pogotowie wysyła karetkę w pierwszej kolejności. A jeśli uznają np., że nie zdążą dojechać, proszą nas o pomoc.
Zapewniał, że sytuacje, w których śmigłowiec z chorym lub rannym na pokładzie czeka na przyjazd karetki, się nie powtórzą. Obiecał, że udoskonalony system odbioru pacjentów ze śmigłowca ruszy od
1 maja. - Okazuje się, że na zmiany będziemy musieli jeszcze poczekać, na pewno nie uda się ich wprowadzić w maju - tłumaczył wczoraj Grzegorz Zgorzelski. - Reorganizacja systemu przesunie się
o miesiąc lub dwa. Wynika to m.in. z braku pieniędzy na nowy pojazd. Ale zrobiliśmy pierwsze kroki, by system usprawnić. Spotkałem się z przedstawicielami pogotowia oraz LPR. Ustaliliśmy, że ratownicy ze śmigłowca za każdym razem powiadomią nas o transporcie pacjenta jeszcze przed startem z miejsca zdarzenia. W ten sposób karetka otrzyma więcej czasu na dojazd pod płytę lądowiska. Na razie rozwiązanie to sprawdza się.
do góry
LPR i PSP, czyli skazani na współpracę
z dnia 2009-04-21 10:30:53
W Nowogrodzie (Podlaskie) spotkali się (20. kwietnia) strażacy Państwowej Straży Pożarnej i ratownicy Lotniczego Pogotowia Ratunkowego, by rozmawiać o współpracy wynikającej choćby z wprowadzenia do użytku nowych śmigłowców, mogących startować i lądować o każdej porze dnia.
W spotkaniu uczestniczyli m.in. szefowie pionów operacyjnych poszczególnych komend wojewódzkich straży pożarnej i kierownictwo Lotniczego Pogotowia Ratunkowego. Dyrektor Samodzielnego Publicznego Zakładu Opieki Zdrowotnej Lotnicze Pogotowie Ratunkowe Robert Gałązkowski poinformował media, że
w ciągu kilku miesięcy na wyposażenie wejdą 23 niemiecko-francuskie śmigłowce Eurocopter EC135. Kontrakt jest wart 500 mln zł.
Dr Gałązkowski podkreślił, że porozumienie ze strażą pożarną jest bardzo ważne, bo to od strażaków będzie zależało, czy śmigłowiec będzie mógł bezpiecznie wylądować i wystartować z miejsca działań ratowniczych.
– Oddajemy swoje bezpieczeństwo w ręce strażaków – powiedział dyrektor Gałązkowski. – Dlatego strażacy będą szkolili się, jak wybrać, przygotować i oznaczyć bezpieczne miejsce lądowania, będą ustalane procedury i zasady techniczne łączności.
Dyrektor Gałązkowski ocenia, że maszyny trafią do użytku w sierpniu. Piloci będą musieli ćwiczyć na nich przed wejściem do normalnej służby i ten czas ma być wykorzystywany także do szkolenia strażaków
z poszczególnych województw, w zakresie nocnych lądowań. Ponadto, jak powiedział rzecznik prasowy podlaskich strażaków Marcin Janowski, straż pożarna chciałaby rozszerzyć współpracę z Lotniczym Pogotowiem Ratunkowym np. o transport strażaków w miejsca ważnych akcji ratowniczo-gaśniczych. Chodzi przede wszystkim o sposób finansowania takich akcji, czyli traktowanie ich przez pogotowie podobnie, jak ustawowych zadań z zakresu ratownictwa. Wówczas cena jest nawet kilkakrotnie niższa. Dyrektor Gałązkowski dodał, że nie widzi poważniejszych problemów takiego porozumienia.
do góry
Wypadek busa wiozącego dzieci pod Garwolinem
z dnia 2009-04-20 07:44:10Gazeta Wyborcza
10 chłopców jest w szpitalu w Garwolinie po zderzeniu busa z samochodem osobowych na trasie do Lublina. Pasażerka auta osobowego została zabrana do warszawskiego szpitala śmigłowcem. W wypadku nikt nie zginął.
Do zderzenia busa marki mercedes z osobowym oplem doszło około godz. 15 na trasie nr 17 w kierunku Lublina, 10 km przed Garwolinem, w okolicach miejscowości Gocław.
Busem jechało 15 chłopców w wieku 10-13 lat. Ośmiu z nich przebywa jeszcze w szpitalu w Garwolinie. Wcześniej na obserwację zatrzymano dziesięciu. Według wstępnych informacji żaden nie ma poważnych obrażeń.
W poważniejszym stanie są pasażerowie auta osobowego. Jedna z pasażerek została zabrana do szpitala w Warszawie śmigłowcem Lotniczego Pogotowia Ratunkowego. Pozostali poszkodowani są w szpitalach w Otwocku i w Warszawie.
Busem jechały dzieci. Dziesięciu chłopców jest teraz w szpitalu w Garwolinie.
Na miejscu są duże utrudnienia w ruchu. Policja bada przyczyny wypadku. Ze wstępnych ustaleń wynika, że pojazdy zderzyły się bokiem i zjechały do rowu.
do góry
"Siądzie" tu każdy helikopter
z dnia 2009-04-01 08:49:28
Helikoptery będą mogły na nim "siadać" nawet po zmierzchu. To ważna inwestycja, bo mimo kiepskich warunków technicznych obiekt przy sosnowieckiej lecznicy obsługuje już teraz około 95 procent wszystkich lądowań helikopterów ratunkowych w województwie śląskim.
Szpital w Sosnowcu należy do największych w regionie. Prężnie działa tu Szpitalny Oddział Ratunkowy (SOR). Przeciętnie w ciągu miesiąca helikopterem do szpitala dociera około 30 pacjentów. Dzięki modernizacji lądowiska i jego oświetleniu, "powietrznych" pacjentów może być znacznie więcej, a noc przestanie być barierą nie do przebycia dla ratowników i obsługi helikoptera.
- Teraz, już na godzinę przed zachodem słońca śmigłowce nie startują, bo trzeba się liczyć z tym, że nie mogłyby bezpiecznie wylądować. W tym czasie poszkodowani w wypadkach transportowani są do szpitali karetkami pogotowia ratunkowego. Wzywamy śmigłowiec między innymi do ofiar wypadków z poważnymi urazami kręgosłupów na Jurze. Jazda w takim stanie po dziurawych drogach z pewnością im nie służy - podkreśla Piotr van der Coghen, prezes Jurajskiej Grupy GOPR.
W szpitalu właśnie otwarto oferty na wykonanie projektu modernizacji lądowiska.
- Projekt zakłada przede wszystkim montaż nowoczesnego oświetlenia, co pozwoli na to, żeby śmigłowce lądowały u nas również po zmroku. Poza tym lądowisko zostanie utwardzone. Chodzi o to, żeby lądować na nim mogły również cięższe niż do tej pory maszyny - mówi Mirosław Rusecki, rzecznik prasowy WSS nr 5 w Sosnowcu.
Do tej pory brak oświetlenia nie był jedyną przeszkodą dla nocnych lądowań, bo tak naprawdę śmigłowce, które latają w Lotniczym Pogotowiu Ratunkowym miały na tyle ubogie wyposażenie, jeśli chodzi o system nawigacyjny, że i tak nie mogły latać po zmroku. Jednak lada miesiąc do LPR w Polsce mają trafić 23 nowoczesne helikoptery, które nie tylko będą mogły latać i lądować w nocy, ale nawet wysokość ich kabin pozwalać będzie na wykonanie zabiegów ratujących życie.
Budowa przyszpitalnego lądowiska ma kosztować 1,5 miliona złotych. Część pieniędzy da urząd marszałkowski, bo już w połowie lutego Sejmik Województwa Śląskiego wyraził zgodę za zaciągnięcie przez zarząd województwa zobowiązania w wysokości 150 tysięcy złotych na wsparcie wkładu własnego szpitala w remont lądowiska. Projekt został już także zgłoszony do dofinansowania z Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego.
- Konkursu na dotację z unijnych środków jeszcze nie rozstrzygnięto, ale na jego wyniki czekamy spokojnie. Niezależnie od tego, skąd będą pochodziły pieniądze na modernizację lądowiska, to zrobimy wszystko, by do niej doszło - zapewnia Rusecki.
W śląskim oddziale Lotniczego Pogotowia Ratunkowego lata w tej chwili tylko jeden helikopter ratunkowy, Mi-2 PLUS.
Kiedy do LPR trafią nowe śmigłowce, w naszym regionie pojawi się jeden z nich. Pracownicy LPR już nie mogą się doczekać zmian, podkreślają jednak, że zanim będzie można korzystać z możliwości nowoczesnych śmigłowców, najpierw trzeba odpowiednio przygotować lądowiska.
- Bardzo ważne jest ich oświetlenie - podkreśla Andrzej Duda, pilotze śląskiego oddziału LPR.
Przetarg na zakup śmigłowców rozstrzygnięto dwa lata temu. Wybrano śmigłowce EC135, produkowane przez firmę Eurocopter. Trafią do LPR do końca tego roku. Na zakup 23 helikopterów wydano 500 mln zł.
do góry
Ratownicze przeszkody na lądowisku
z dnia 2009-03-30 08:37:49
Dzięki śmigłowcowi, który stacjonuje w Płocku, pacjent może się znaleźć w szpitalu na Winiarach znacznie szybciej niż w przypadku przewozu zwykłą karetką. Przynajmniej teoretycznie. Bo w praktyce bywa z tym różnie.
Na początku marca jeden z czytelników opisywał nam przypadek, którego był świadkiem. Śmigłowiec wylądował, karetka podjechała, ale przejazd zablokował samochód jakiegoś beztroskiego kierowcy, który zastawił bramę. Inny czytelnik opowiadał, jak widział, że karetka stała pod bramą lądowiska i czekała, aż pracownik ochrony otworzy kłódkę.
- Mam wrażenie, że w płockim szpitalu jeszcze nie zdążyli się przyzwyczaić do nowej sytuacji - mówi dyrektor Regionu Wschód w Lotniczym Pogotowiu Ratunkowym Leszek Sawicki. - Muszą sobie zdawać sprawę, że od zgłoszenia o przylocie do lądowania upływa bardzo niewiele czasu. Dlatego trzeba reagować natychmiast. Na razie, delikatnie mówiąc, nie jest tak, jak być powinno. Sygnały, że w Płocku dzieje się coś niedobrego, miewałem już wcześniej. Jeszcze przed oficjalnym otwarciem stacji. Rozmawiałem na ten temat z dyrektorem szpitala. Ale widzę, że sytuacja się powtarza.
Ostatnio ratownicy ze śmigłowca czekali na karetkę kilkanaście minut. Leszek Sawicki potwierdza, że tak było w piątek, 20 marca. - Śmigłowiec, który stacjonuje w Płocku, był akurat na przeglądzie, dlatego teren zabezpieczali ratownicy z Warszawy - tłumaczy. - Jak wynika z raportu, na wezwanie płockiego pogotowia polecieli do miejscowości Alfonsów. Z pacjentem z ostrym zespołem wieńcowym na pokładzie wystartowali stamtąd o godz. 12.31. Osiem minut później byli już na lądowisku tuż przy szpitalu wojewódzkim. Jednak pacjenta mogli przekazać ratownikom z karetki dopiero po 16 minutach, o godz. 12.55. Tymczasem już same tylko przepisy mówią, że lądowisko powinno być w takiej odległości od szpitala, aby transport nie trwał dłużej niż cztery minuty.
Niestety, jak dodaje dyrektor Regionu Wschód, przypadek z 20 marca nie jest odosobniony.
- To kwestia organizacji - mówi. - Szpital, przy którym znajduje się lądowisko, powinien mieć np. oddzielny sprzęt, przeznaczony wyłącznie do transportu chorego czy rannego. W takich przypadkach doskonałym rozwiązaniem jest meleks z lawetą. W Płocku mają karetkę, tzw. transportówkę, ale zdarza się, że jest zajęta. Zrobiono wszystko, aby stacjonował u was śmigłowiec ratowniczy. Jego załoga lata na ratunek często w trudnych warunkach, a ktoś niweczy tę pracę. To bardzo przykre.
Dyrektor szpitala na Winiarach jest teraz na urlopie, nie udało nam się z nim skontaktować. Kiedy kilka tygodni wcześniej pisaliśmy o problemie, Stanisław Kwiatkowski tłumaczył: - Mamy w szpitalu dwie karetki - poloneza i volkswagena, i to one w razie potrzeby przewożą pacjentów. Albo robi to karetka pogotowia, jeśli jest w pobliżu. Ale nie jest to specjalny przyjazd z bazy pogotowia. W Ciechanowie i Ostrołęce mają meleksy. Napędzane akumulatorami nie zdają egzaminu jesienią i zimą.
do góry
Dramatyczne sceny w Świdnicy. Wypadek autokaru z dziećmi
z dnia 2009-03-27 13:26:07
Dantejskie sceny
Do szpitala w Świdnicy trafiło 21 dzieci, wśród nich 6, które tuż po wypadku straciły przytomność. Najciężej ranni są trzej opiekunowie i jedno dziecko. Kierowcy nic się nie stało, jest w szoku. W sumie poszkodowane były 33 osoby. Niektórym dzieciom udzielano pomocy medycznej na miejscy wypadku. - W specjalnym namiocie ratowniczym z dziećmi byli psychologowie i rodzice, którzy zdołali dotrzeć na miejsce zdarzenia. Działy się tutaj dantejskie sceny. Ojcowie, którzy przytulali małe, płaczące 10-12-letnie dzieci. One mówiły, że nigdy więcej na żadną wycieczkę już nie pojadą. Dzieci nie były w stanie samodzielnie iść – mówi Andrzej Dobkiewicz, dziennikarz lokalnej gazety, który był na miejscu wypadku.
Urwało mu dach
Do tragicznego zdarzenia doszło tuż po godzinie 10. Jak twierdzi policja, kierowca zlekceważył oznakowania i uderzył z nadmierną prędkością w wiadukt kolejowy w centrum Świdnicy. - Ten autobus nie ma dachu, z przodu nie widać siedzeń – zostały one wbite w podłogę. Trudno siebie wyobrazić dlaczego kierowca tamtędy pojechał. Pochodził ze Świdnicy, także wiedział, że wiadukt jest bardzo niski. Tam nie jeżdżą autobusy. Droga jest świetnie oznakowana – mówi Agnieszka Szymkiewicz z Polskiego Radia, która była na miejscu zdarzenia. I dodaje: - Dach został do połowy ścięty Siła uderzenia w wiadukt była tak duża, że jedna z opiekunek siedząca z przodu wypadła przez okno. Reszta osób została wbita razem z siedzeniami w podłogę. Dzieci mają poważne uszkodzenia rąk, nóg, klatki piersiowej i głów. Te dzieci były przerażone.
Najciężej poszkodowani trafili do szpitala. - Jedno dziecko z uszkodzeniem czaszki zostało helikopterem przetransportowana do placówki medycznej we Wrocławiu. Jedna osoba przygotowywana jest do operacji tu na miejscu – mówi dr Jacek Domejko, ze szpitala w Świdnicy.
Dzieciaki z Bystrzycy Górnej
Autobusem na wycieczkę szkolną jechało w sumie 48 osób w tym 45 dzieci z jednej ze szkół podstawowych w Bystrzycy Górnej.
Na miejscu pracuje kilka zastępów straży pożarnej, policja i prokurator. Nie wiadomo dlaczego kierowca zlekceważył znaki i wjechał pod wiadukt. Policja na razie nie może go przesłuchać. Jest w szoku.
do góry
Uciekali przed policją. Zginęli w wypadku
z dnia 2009-03-17 11:12:04
Dwaj mężczyźni zginęli w wypadku samochodowym uciekając przed policją. Do zdarzenia doszło w poniedziałek około godziny 13 na trasie Kobiela-Tolniki Wielkie.
Policjanci z drogówki otrzymali informację o tym, że osobowa mazda jedzie „wężykiem”. Kierowca na widok funkcjonariuszy, którzy dawali znaki i sygnały do zatrzymania, gwałtownie przyspieszył. Na chwilę zniknął policjantom z pola widzenia. Jeden kierowców przekazał funkcjonariuszom informację, w którym kierunku pojechała mazda. Kiedy policjanci dojechali do auta okazało się, że doszło do wypadku. Prawdopodobnie kierowca stracił panowanie nad autem i uderzył w drzewo. Policjanci stłumili dym wydobywający się z silnika, uwolnili kierowcę i pasażera z pasów bezpieczeństwa i udzielili im pierwszej pomocy. Na miejsce wezwano helikopter, który miał przetransportować rannych do szpitala. Niestety, obaj mężczyźni zmarli podczas próby reanimacji.
KWP Olsztyn
do góry
Śmigłowiec LPR czeka z chorymi pod szpitalem
z dnia 2009-03-09 22:40:38
Dochodzi do wypadku, ratownicy lecą śmigłowcem na pomoc. Lądują z rannym przed szpitalem i... tutaj film akcji się kończy. A przynajmniej zwalnia. Bo ktoś zastawił bramę karetce, albo ta dopiero dojeżdża w ostatniej chwili.
Tak przynajmniej wynika z relacji Czytelników, którzy byli świadkami akcji ratowniczej na Winiarach.
Oficjalnie stacja Lotniczego Pogotowia Ratunkowego działa w Płocku od 15 stycznia. Praktycznie zaczęła funkcjonować 10 dni wcześniej. Właśnie wtedy ratownicy zaczęli swój pierwszy dyżur. I już 10 minut po przyjściu do pracy polecieli ratować mężczyznę z zawałem.
Radość przy otwarciu była ogromna. Tym większa, że na bazę przy ul. Bielskiej sporo się naczekaliśmy. Według pierwszych zapowiedzi miała być otwarta w maju ub.r. Nie udało się jednak, bo gdy zbliżał się termin uruchomienia placówki - rozbił się jeden ze śmigłowców pogotowia. Maszyna, która miała przylecieć do Płocka, musiała trafić do istniejącej stacji i zastąpić uszkodzony helikopter. Później był kolejny termin, jesienny. Ale jego również nie udało się dotrzymać.
Wreszcie, w styczniu, wszystko ruszyło. Trzyosobowe zespoły (pilot, lekarz i ratownik medyczny) dyżurują od godz. 7 rano do zachodu słońca. Na razie latają używanym, ale wyremontowanym śmigłowcem Mi-2. Dyżury nocne zaczną się, gdy LPR wymieni śmigłowce na nowe - Eurocoptery.
Od chwili, gdy baza zaczęła funkcjonować, nad Płockiem bardzo często można zobaczyć śmigłowiec ratowników. Na miejscu wypadku pojawiają się często po kilku minutach. Zwykła karetka, która bardzo często musi przedostać się przez uliczne korki, jest przy śmigłowcu bez szans. A w przypadku zagrożenia życia liczą się minuty.
Bywają przypadki, że one uciekają przez bezmyślność. - Nie do pomyślenia - opowiada jeden z naszych Czytelników. - Parę dni temu przechodziłem obok lądowiska w momencie, gdy zbliżał się do niego śmigłowiec. Zatrzymałem się z ciekawości, zobaczyć, jak wygląda taka akcja. Karetka pogotowia podjechała do bramy, ale nie mogła przez nią przejechać. Ktoś zaparkował samochód tak, że zastawił sporą część wjazdu. Kierowca karetki manewrował i w końcu udało mu się przedostać. Ale niewiele brakowało, a ratownicy musieliby podawać sobie pacjenta nad samochodem. Straż miejska przyjechała po kilku minutach, ale niewiele zrobiła. Wypisali prawdopodobnie tylko mandat. Ale nie zabrali samochodu na lawetę.
- Rzeczywiście mieliśmy takie zgłoszenie - mówi komendant płockiej straży miejskiej Jacek Fuz. - Okazało się, że właścicielka samochodu przyjechała z dziećmi do poradni ortopedycznej. I z tego, co mówiła, nie zdawała sobie nawet sprawy, że zastawia wjazd.
W straży miejskiej tłumaczą, że oni sami nie są w stanie zabrać samochodu na lawetę. - Nie mamy odpowiedniego sprzętu - tłumaczy Jacek Fuz. Inny z Czytelników opowiadał jak widział, że karetka stała pod bramą lądowiska i czekała, aż ochroniarz otworzy kłódkę. Zdarza się też, że śmigłowiec czeka z rannym na pokładzie, a karetka - specjalnie do niego wezwana - dojeżdża w ostatniej chwili. Tylko po to, żeby przejechać z rannym kilkaset metrów. Taki problem z wzywaniem karetki miało wiele szpitali. Większość poradziła sobie, kupując tzw. meleksy - niewielkie pojazdy napędzane prądem. Na takie rozwiązanie kilka lat temu zdecydowali się np. w szpitalu św. Barbary w Sosnowcu. - Z dnia na dzień skończyły się kłopoty - mówi szef tamtejszego oddziału SOR Czarosław Kijanka. - Wcześniej też wzywaliśmy ambulans i zdarzało się, że trzeba było na niego czekać. Kupiliśmy meleksa w wersji long. Doskonale się sprawdza.
Dyrektor szpitala Stanisław Kwiatkowski nie pochwala pomysłu. - W Ciechanowie i Ostrołęce mają takie pojazdy - mówi. - Napędzane akumulatorami nie zdają egzaminu jesienią i zimą. Mamy w szpitalu dwie karetki - poloneza i volkswagena, i to one w razie potrzeby przewożą pacjentów. Albo robi to karetka pogotowia, jeśli jest w pobliżu. Ale nie jest to specjalny przyjazd z bazy pogotowia - zastrzega.
do góry
Dwaj ranni w wypadku na drodze do Poznania
z dnia 2009-03-09 09:28:16
W Rynarzewie na drodze krajowej nr 5 czołowo zderzyły się bmw i seat ibiza.
Do wypadku doszło w niedzielny ranek. Poszkodowani to kierowcy obu aut. Jednego z nich, 22-letniego mężczyznę, do szpitala przetransportował śmigłowiec, drugiego, 25-letniego przewieziono karetką. W pojazdach nie było pasażerów. W czasie usuwania skutków wypadku ruch w tym miejscu odbywał się wahadłowo. Policjanci ustalają przyczyny zdarzenia.
do góry
Podniebny wyścig z czasem
z dnia 2009-03-04 14:23:29
Z dyrektorem Lotniczego Pogotowia Ratunkowego dr n. med. Robertem Gałązkowskim, rozmawia Paweł Kralewski.
Paweł Kralewski: Jaką flotą dysponuje obecnie Lotnicze Pogotowie Ratunkowe?
Robert Gałązkowski: Dzisiejsze Lotnicze Pogotowie Ratunkowe to siedemnaście śmigłowców MI-2 Plus, jeden śmigłowiec Agusta A109E Power oraz dwa samoloty przeznaczone do transportu medycznego tj: Piaggio P.180 Avanti i Piaggio P.180 Avanti II.
PK: Jakie szczególne kwalifikacje trzeba posiadać aby zostać pilotem LPR?
RG: Przepisy lotnicze określają, że śmigłowiec ratowniczy może pilotować samodzielnie pilot, który posiada 1000 godzin nalotu ogólnego jako dowódca na statkach powietrznych, w tym 500 godzin jako pilot – dowódca na śmigłowcach. Jest to bezwzględny warunek aby samodzielnie pilotować śmigłowiec ratowniczy. Biorąc jednak pod uwagę obecną sytuację na rynku lotniczym , zatrudniamy również pilotów z mniejszym nalotem, którym umożliwiamy zdobycie tego nalotu. Dzięki temu, jako drugi pilot, nabierają nawyków, które w operacjach HEMS są niezbędne. Jest to bardzo specyficzne latanie. Za każdym razem w teren, którego się nie zna...
PK: Z jakimi problemami boryka się dzisiejszy LPR? Czy jest coś, co w znaczący sposób mogłoby podnieść jakość waszej pracy ?
RG: Takich problemów jest kilka. Po pierwsze, mamy stosunkowo niewiele czasu na przygotowanie operacji wymiany floty śmigłowców. Umowa została podpisana w czerwcu ubiegłego roku i od tego momentu musimy działać bardzo sprawnie na kilku frontach. Po pierwsze musimy zatrudnić nowych pilotów po to, aby wykorzystać w pełni możliwości tych śmigłowców. Po drugie stoimy przed problemem zatrudnienia kadry mechaników, która zabezpieczy właściwą obsługę sprzętu. Po trzecie musimy zabezpieczyć kompletną kadrę personelu centrali, czyli działów logistyki, obsługi technicznej, ciągłej zdatności do lotów. Nie wspomniałem jeszcze o inwestycjach infrastrukturalnych, które są niezbędne choćby po to, by uruchomić symulator lotów. To są najważniejsze elementy, które musimy realizować w trybie pilnym. Przeszkolenie 78 pilotów dla takiej jednostki jak nasza, to duże przedsięwzięcie i musi ono przebiegać tak, aby nie zakłócić działalności operacyjnej.
Zaniedbania z lat poprzednich przekładają się na obecny stan. Nie ma racjonalnego systemu szkolenia pilotów śmigłowcowych. Żadna szkoła publiczna w Polsce - oprócz wojskowej uczelni w Dęblinie - nie szkoli pilotów śmigłowców. Kolejny problem, to brak lądowisk przyszpitalnych. Wprowadzenie do eksploatacji nowych śmigłowców, będzie miało sens dopiero wtedy, kiedy będą miały gdzie lądować. Całodobowych lądowisk przyszpitalnych z prawdziwego zdarzenia w Polsce jest bardzo niewiele. Jeśli będzie utrzymywał się taki stan rzeczy, to trzeba będzie zadać pytanie, czy celowe jest w ogóle rozszerzanie dyżuru na porę nocną. Mam też nadzieję, że szpitale sięgną po środki unijne na budowę lądowisk przyszpitalnych.
PK: Jak jest z potrzebą służby nocnej?
RG: Nie powinno być tak, że ratujemy tylko od 7-ej do 18-ej. Zespół powinien być gotowy przez całą dobę. Niestety brak odpowiednio przygotowanych lądowisk uniemożliwia ratownictwo śmigłowcowe po zachodzie słońca. Przecież nikt nie wybiera godziny o której będzie miał zawał, czy wypadek. Statystycznie najwięcej zawałów jest w godzinach wczesno-rannych, a najwięcej wypadków komunikacyjnych w godzinach wczesno-wieczornych i wczesno-rannych. Jesteśmy w stanie na podstawie statystyk i doświadczenia określić kiedy i gdzie może dojść do wypadku.
PK: W jakich najtrudniejszych warunkach pogodowych wykonywane są loty ratownicze?
RG: To dowódca statku powietrznego podejmuje ostateczną decyzję - on analizuje prognozę. Rozmawiając o IFR, trwa dziś dyskusja w środowisku pilotów, czy zasadne jest, aby operacje od początku do końca wykonywać w IFR. Taka możliwość niewątpliwie istnieje w sytuacji transportu międzyszpitalnego z lotniska oprzyrządowanego na lotnisko oprzyrządowane. Jeśli chodzi o latanie do wypadków IFR potrzebny jest w sytuacji kiedy wlatujemy w trudne warunki a przejście do lotu na przyrządy staje się ratunkiem dla pilota i załogi. Oczywiście taki lot powinien być zwieńczony możliwością bezpiecznego lądowania na lotnisku do takich lotów przystosowanym.
PK: Kto może wezwać śmigłowiec LPR ?
RG: O zleceniu na lotniczy transport sanitarny decyduje lekarz opiekujący się pacjentem, ale jeśli zaistnieje taka potrzeba może wezwać nas Straż Pożarna, Pogotowie Ratunkowe, lekarz koordynator, w transporcie między szpitalnym, lekarz ze szpitala w którym znajduje się pacjent. Oprócz tego oczywiście służby ratownicze GOPR, TOPR, WOPR , czy MSR czyli Mazurska Służba Ratownicza.
PK: Czy LPR jest włączone jest w system poszukiwawczo- ratowniczy SAR. Jeśli tak, to w jakim zakresie ?
RG: System ten koordynuje Polska Agencja Żeglugi Powietrznej. Oprócz codziennej organizacji pracy kontrolerów pełni także istotną rolę w sytuacjach kryzysowych koordynując działania i współpracując z jednostkami poszukiwawczo ratowniczymi (SAR). Jeśli dojdzie do sytuacji kryzysowej i jest potrzeba, aby włączyć się w czynności poszukiwawcze, jak najbardziej realizujemy takie zadania, ale w tym przypadku podmiotem organizującym jest PAŻP.
PK: Poza Warszawą, flota nie jest zbyt nowoczesna. Dość często pojawiają się informacje o awariach śmigłowców LPR. Czy stan floty przekłada się w jakiś sposób na Waszą skuteczność?
RG: Do dziś używa się w armii karabin kałasznikowa. Podobnie odpowiem jeśli chodzi o śmigłowiec Mi-2 . Jest to śmigłowiec, którego konstrukcja umożliwia wykonywanie operacji. W zakresie obsługi jest on stosunkowo prosty, natomiast rzeczywistą bolączką jest brak produkcji tego śmigłowca. Mi-2, posiada bardzo dobre parametry jeśli chodzi o wielkość kabiny, ale nie odpowiada już przepisom lotniczym obowiązującym na świecie. Jeśli pyta Pan o jego awaryjność, to sądzę, że gdyby był profesjonalnie działający serwis i większa dostępność części zamiennych i gdyby poddano go modernizacji, to nie byłby wcale złym rozwiązaniem.
Oceniając nowe śmigłowce proszę pamiętać, że są to śmigłowce naszpikowane elektroniką. Wielokrotnie zdarza się, że nawet minimalne obniżenie parametrów eksploatacyjnych powoduje pojawienie się na monitorze sygnału o braku możliwości do startu. Patrząc więc na mobilność Mi-2 i nowoczesnych śmigłowców, to wbrew pozorom wypada ona korzystniej.
Agustę już poznaliśmy. Jest to śmigłowiec bardzo szybki doskonale nadający się do transportu. Nie jest jednak bez wad. Istnieje pewien problem ergonomii kabiny medycznej, stwarzający poważne trudności przy akcjach ratunkowych na pokładzie. Nie można też powiedzieć że są to śmigłowce bezusterkowe. Sprowadzanie części z Włoch czy Belgii pochłania czas, który wydłuża niezdatność sprzętu do służby. Dodatkowo obowiązuje nas ustawa o zamówieniach publicznych. Musimy ogłosić procedurę, zawrzeć stosowną umowę. To są nasze bolączki, ale taka niestety jest formuła prawna w naszym kraju.
PK: Niedawno rozstrzygnięto przetarg na zakup nowych śmigłowców. Dokonano wyboru, przede wszystkim pod kątem czynności medycznych na pokładzie. Uważa Pan, że dokonano dobrego wyboru?
RG: Jak będzie z Eurocopterem, to się dopiero się przekonamy. Mówienie dziś czy Agusta jest lepsza czy gorsza od Eurocoptera pod względem technicznym czy eksploatacyjnym jest nieco przedwczesne. Dziś po dwóch, trzech latach eksploatacji Agusty, możemy odważyć się na jakąkolwiek ocenę. Jestem pewien, że za trzy lata w kwestii Eurocoptera będziemy mieli podobne doświadczenia.
PK: Obecnie LPR dysponuje wysłużonymi śmigłowcami Mi-2, których eksploatacja stanie się niemożliwa po roku 2010 ze względu na przepisy unijne. Czy do tego czasu jest szansa aby zastąpić je nowymi maszynami?
RG: Umowa podpisana pomiędzy firmą Eurocopter, a Panią minister Kopacz zakłada, że do 15-ego grudnia 2010 roku musi zostać dostarczony ostatni z zamówionych śmigłowców. Ograniczenia eksploatacyjne śmigłowca Mi-2 weszły już w życie. Tak więc mamy mało czasu na spokojne wprowadzenie nowego sprzętu do służby. Pomimo wszystko, jestem też pewien że do końca 2010 roku, 17 baz które dziś funkcjonują w dyżurze stałym będzie funkcjonowało w oparciu o nowy śmigłowiec.
PK: Czy podwozie kołowe dyskwalifikuje śmigłowiec jako ratowniczy? Jak pokazuje przykład REGA czyli Szwajcarskich służb ratowniczych, A-109 z powodzeniem jest używany do akcji ratowniczych w Alpach Szwajcarskich, wykonując lądowania na pokrywie śnieżnej, czy grząskim gruncie. Część pilotów śmigłowcowych uważa, że to właśnie podwozie kołowe zapewnia większe bezpieczeństwo podczas lądowania w terenie przygodnym, łatwiej znaleźć trzy punkty podparcia niż dwie równoległe płaszczyzny. Co Pan o tym sądzi?
RG: Komisja przetargowa starała się wybrać śmigłowiec, który będzie umożliwiał wykonanie pełnego katalogu medycznych czynności ratunkowych. Każdy ma prawo wyrazić opinię na ten temat. Niektórzy eksperci twierdzili, że kontrakt ten nie zabezpiecza interesu polskich firm i polskiego przemysłu. Rodzi się tylko pytanie, czy te śmigłowce zostały kupione dla LPR po to aby ratować polski przemysł lotniczy czy po to by lekarze i ratownicy mogli skutecznie wykonywać swoje zadania?
PK: Czyli to typowa sytuacja, dla której nie ma stuprocentowych rozwiązań?
RG: Takim rozwiązaniem być może byłby Bell 429, którego prototyp produkują amerykanie, ale od dwóch lat nie są w stanie zakończyć fazy prób. Jest to maszyna, którą mieliśmy okazję poznać na targach w Berlinie i zrobiła na nas ogromne wrażenie. Bell 429 to kompozycja tego wszystkiego co potrzebuje medycyna.
PK: Brak pilotów śmigłowcowych w Polsce to problem dość powszechny. 23 śmigłowce to minimum 150 pilotów, czyli trzy razy tyle ile lata obecnie w ratownictwie. Szkolenie nowych trwa dość długo. Nie obawia się Pan, że za jakiś czas może ich zabraknąć?
RG: Przyjęliśmy pewne założenia, które przedstawimy niebawem Ministerstwu Zdrowia. Założyliśmy minimalny poziom zatrudnienia w wysokości 78 pilotów. Zastępca dyrektora do spraw operacyjnych cały czas prowadzi rekrutację, spotyka się z pilotami i ustala strategię przejścia do naszej firmy. W związku z tym że nie kształci się nowych pilotów w Polsce, to zaadresowany przez Pana problem, może się pojawić. Dlatego będziemy zatrudniać pilotów z mniejszym nalotem. Bardzo poważnie rozważamy możliwość rozpoczęcia samodzielnych szkoleń dla potrzeb lotnictwa sanitarnego. Jest to trudne wyzwanie, które wiąże się z ogromnymi kosztami.
PK: Czy uważa Pan, że ilość jednostek LPR w skali kraju, czy w samej Warszawie, jest wystarczająca? Z mapy zasięgu waszej działalności wynika, że nie wszyscy Polacy mogą liczyć na pomoc LPR?
RG: To co widzimy na mapie zasięgów to konsekwencja budowania systemu w latach 60-tych i 70-tych . Dokonaliśmy w ostatnim czasie kilku przesunięć baz, celem poprawienia ich dostępności i funkcjonalności. Po wprowadzeniu do eksploatacji nowych śmigłowców w 17-tu bazach, które dzisiaj funkcjonują i w 18 ej bazie którą chcemy uruchomić w Koszalinie, dostępność śmigłowca w czasie 20 minut dolotu od miejsca stacjonowania, będzie wynosiła w granicach 97 procent. Nie można patrzeć na śmigłowce ratownicze jako na lek na całe zło, nie mogą one być uważane jako ten środek, który zawsze znajdzie się tam gdzie jest potrzebny. Trzeba patrzeć na cały system. Na karetki, na śmigłowce, na dyspozytorów medycznych. Trzeba będzie się nauczyć właściwie i odpowiedzialnie korzystać z nowej infrastruktury
PK: Jakie istnieją relacje pomiędzy Lotniczym Pogotowiem Ratunkowym, a TOPR- em? Czy LPR ratuje również w górach?
RG: TOPR działa na zasadzie zrzeszenia i jest oddzielną jednostką organizacyjną. To wyspecjalizowana grupa, której obszarem działania jest teren górski. Należące do LPR lotnisko w Zakopanem przekazane zostało umową dzierżawy w użytkowanie TOPR-u. Rejon gór jest poza zakresem naszej działalności, co oczywiście nie wyklucza współpracy.
Mimo odrębności, naszym wspólnym celem jest ratowanie życia w nagłych wypadkach, co skłania nas do współpracy. Istnieje umowa pomiędzy LPR- em, a TOPR- em, która określa jasne zasady naszej kooperacji. TOPR dysponuje własnym śmigłowcem, ale jeśli zaistnieje taka potrzeba mogą liczyć na naszą pomoc. Podobnie sytuacja wygląda w drugą stronę.
PK: Zapewne słyszał Pan o sporze wokół lotniska Warszawa Babice. Ostatnimi czasy, to temat bardzo gorący. Jaka jest alternatywa dla funkcjonowania LPR w sytuacji gdyby zakończył się on niekorzystnie dla lotniska?
RG: Nie wyobrażam sobie innej sytuacji niż taka, w której będziemy musieli opuścić Bemowo tylko wtedy, kiedy będzie odtworzona infrastruktura na innym lotnisku. Nie wyobrażam sobie także sytuacji, w której pogotowie lotnicze miało by wynieść się poza obszar Warszawy, na odległość 30 czy 40 km.
W przypadku śmigłowca taka sytuacja drastycznie zmienia obszar działania. Są sytuacje, w których śmigłowiec, bez względu na to, czy będą lądowiska czy nie, będzie musiał lądować na lotnisku z powodu chociażby złych warunków atmosferycznych. Zachodzi wtedy potrzeba przewiezienia pacjenta z lotniska do szpitala. Pytam więc, czy można wieźć pacjenta z urazem kręgosłupa do szpitala na ul. Banacha z lotniska oddalonego od Warszawy o kilkadziesiąt kilometrów? Jeśli tak, to jest to nieporozumienie.
PK: Jak zachęciłby Pan do pracy potencjalnych kandydatów na pilota LPR?
RG: Przede wszystkim jest to praca która daje satysfakcję. Od umiejętności pilota i jego zaangażowania zależy, czy zespół dotrze na czas i czy w stosunkowo krótkim czasie przetransportuje pacjenta do szpitala. Niewątpliwie pilot jest tą osobą, która oprócz lekarza i ratownika daje szansę pacjentowi. Jest to wspaniała przygoda.
Kolejny ważny aspekt, to fakt, iż LPR to jednostka publiczna, która daje stabilność zatrudnienia i możliwość rozwoju. W sytuacji, kiedy pilot uzyska uprawnienia do lotów na śmigłowcu w lotach IFR ma szansę wejścia na znacznie wyższy poziom wynagrodzenia.
I najważniejsze, każdy z pilotów, który będzie chciał podjąć u nas pracę, do czego gorąco zachęcam, będzie miał możliwość rozpoczęcia swojej przygody na zupełnie nowym, bardzo nowoczesnym śmigłowcu ratunkowym z dużymi możliwościami operacyjnymi. Latanie nim będzie niewątpliwą przyjemnością.
PK: Bardzo dziękuję za rozmowę.
RG: Dziękuję.
do góry
Śmigłowiec ratunkowy już we Wrocławiu
z dnia 2009-03-02 08:44:50
Śmigłowiec MI-2 dla wrocławskiej fillii Lotniczego Pogotowia Ratunkowego przyleciał w sobotę z Warszawy. Zastąpił maszynę, która rozbiła się 17 lutego, lecąc na ratunek poszkodowanym w karambolu na A4.
Zginęli wówczas pilot i ratownik, a lekarz został ciężko ranny. Do soboty Dolny Śląsk zabezpieczały śmigłowce ratownicze z Gliwic i Zielonej Góry.
"Nowy" śmigłowiec ma ponad 30 lat i 1500 godzin wylatanych od ostatniego remontu. W przyszłym roku ma go zastąpić nowoczesny eurocopter.
do góry
Rząd przyspieszy z zakupami śmigłowców dla ratownictwa
z dnia 2009-02-24 08:06:23
Ministerstwo Zdrowia w związku z dzisiejsza katastrofą śmigłowca LPR będzie chciało przyspieszyć odbiór zamówionych helikopterów. Ministerstwo ma pieniądze na ten zakup – poinformowała podczas konferencji prasowej Minister Zdrowia Ewa Kopacz.
Premier Donald Tusk potwierdził, że rząd zamierza renegocjować termin dostawy maszyn dla LPR.
Umowa na zakup śmigłowców dla LPR została podpisana w czerwcu zeszłego roku. Zgodnie z nią pierwsze maszyny miały trafić do Polski w ciągu 12-14 miesięcy.
– Przetarg został rozstrzygnięty, było wiele odwołań i jedyną przeszkodą były procedury odwoławcze, a nie brak środków – mówiła minister.
Dzisiejsza wydarzenia spowodowały, że rząd przyspieszy z zakupem pierwszych śmigłowców z całej zamówionej floty.
– Gdyby nie tragedia, to nie mówilibyśmy o tym, że trzeba długo czekać, bo ostatnio na Radzie Ministrów rozmawialiśmy raczej o tym, czy stać nas na zakup wszystkich śmigłowców, bo jest to naprawdę duża flota i duże koszta, ale ta tragedia pokazuje nam, że jeśli będziemy rozkładali dostawy w czasie, to może uda się przyspieszyć termin dostawy pierwszych helikopterów – powiedział premier.
Decyzję o finalizacji umowy na zakup helikopterów kierownictwo resortu zdrowia podjęło na początku czerwca. Umowę podpisano z francusko-niemieckim konsorcjum Eurocopter na zakup 23 śmigłowców ratunkowych EC-135 i symulatora lotów. Firma jest zobowiązana zrealizować zamówienie do 15 grudnia 2010 roku.
Na początku października 2007 r. ministerstwo zdrowia ogłosiło wynik opiewającego na blisko 500 mln zł przetargu. Wybrano EC135 niemiecko-francuskiego Eurocoptera, należącego do koncernu EADS, odrzucono zaś A109S Grand AgustaWestland.
AgustaWestland wystąpiła jednak o unieważnienie przetargu. Firma wskazywała, że śmigłowiec Eurocoptera nie spełnia pewnych warunków zamówienia - maksymalnego pułapu i symulatora lotu określonej kategorii.
W lutym 2008 r. Sąd Okręgowy w Warszawie uznał, że przetarg jest ważny. Wyrok był prawomocny i oznaczał, że Ministerstwo Zdrowia mogło podpisać kontrakt na helikoptery. Sąd rozpatrywał odwołania od decyzji arbitrów, którzy unieważnili przetarg. Sąd odrzucił odwołanie złożone przez resort, uwzględnił natomiast odwołanie Eurocoptera. Stołeczna prokuratura rejonowa umorzyła w maju śledztwo w sprawie przetargu na śmigłowce dla LPR.
Obecnie pogotowie dysponuje wysłużonymi śmigłowcami Mi-2, których eksploatacja stanie się niemożliwa po roku 2010 ze względu na dostosowanie prawa lotniczego do wymogów UE. Pogotowie ma też jeden zakupiony w 2005 r. śmigłowiec Agusta A109 Power - o kilkadziesiąt centymetrów krótszy niż oferowany w przetargu A109S Grand.
do góry
Stryszek pod Bydgoszczą. Zawaliło się rusztowanie przy wiadukcie
z dnia 2009-02-16 09:32:31
pomorska.pl » Miasta » Bydgoszcz
9 osób zostało rannych po tym, gdy przy wiadukcie runęło rusztowanie.
Zakończyła się akcja ratownicza straży pożarnej i pogotowia ratunkowego z użyciem śmigłowca w podbydgoskim Stryszku. Około godziny 9.30 doszło tam do zawalenia rusztowania podczas prac remontowych przy wiadukcie.
Mężczyźni cudem uszli z życiem
- Spod rumowiska prętów uwolniliśmy trzech uwięzionych pracowników, wcześniej dwóch wyciągnęli ich koledzy. Jeden z rannych został przetransportowany śmigłowcem do szpitala. Miał połamane nogi i obrażenia klatki piersiowej - mówi kapitan Mariusz Wawerka, szef ratowników ze szkoły podoficerskiej Państwowej Straży Pożarnej.
Do trzech bydgoskich szpitali przewieziono dziewięciu mężczyzn. Czterech wyszło, po krótkiej obserwacji, jeszcze przed południem . Około godziny 14 do domu zwolniono kolejnych dwóch.
Jak doszło do wypadku?
- Najpewniej dźwig, który unosił deski szalunkowe, zahaczył o rusztowanie. Wtedy konstrukcja runęła - tłumaczy Kulczak.
Wiadukt kolejowy w Stryszku buduje firma Budimex/Dromex. Ruch pojazdów odbywa się tam już bez utrudnień.
do góry
Wypadek w Wadlewie
z dnia 2009-02-16 09:22:08
Kobieta kierująca terenowym suzuki zginęła na miejscu. Ciężko ranna dziewczynka przetransportowana śmigłowcem do szpitala.
Około godziny 14.00 na łuku drogi w miejscowości Wadlew (trasa Pabianice - Bełchatów) 30-letnia kobieta kierująca terenowym suzuki najprawdopodobniej wpadła w poślizg i uderzyła bokiem w jadącego z naprzeciwka tira. Kobieta zginęła na miejscu.
Strażacy z zakleszczonego auta wyciągnęli ciężko ranną 4-letnią dziewczynkę. Dziecko było reanimowane w śmigłowcu pogotowia lotniczego. Zostało przetransportowane do szpitala w Łodzi. Droga nr 485 za skrzyżowaniem z sygnalizacją świetlną w Wadlewie jest zablokowana.
do góry
Gdzie w Warszawie wylądują nowe śmigłowce ratunkowe
z dnia 2009-02-02 14:22:52
W sierpniu dotrze do Polski najnowszy nabytek Lotniczego Pogotowia Ratunkowego - pierwszy z 23 nowoczesnych helikopterów. Tymczasem na 157 miejsc przystosowanych do lądowania zaledwie 39 ma oświetlenie umożliwiające bezpieczne lądowanie nocą, a tylko 8 jest zarejestrowanych jako lądowiska. Szczególnie źle jest w Warszawie, gdzie spełniającym przepisy lądowiskiem przyszpitalnym dysponuje jedynie Wojskowy Instytut Medyczny.
- Warszawa jest specyficznym miastem, nie tylko ze względu na swoje rozmiary, ale także na mnogość zdarzeń, do których dochodzi w całej aglomeracji stołecznej oraz dużą liczbę szpitali wielospecjalistycznych - mówi portalowi rynekzdrowia.pl Robert Gałązkowski, dyrektor LPR. - Tymczasem helikoptery ratunkowe lądują na wolnych terenach zielonych lub korzystając z zabezpieczenia policji, w innych, zupełnie nieprzystosowanych do tego celu miejscach. W Warszawie powinno być, lekko licząc, 5-6 lądowisk przystosowanych do pracy przez całą dobę, aby LPR mogło normalnie wypełniać swoje zadania. To szczególnie istotne w sytuacji, gdy helikopter musi przemieszczać się z jednej placówki do drugiej, szukając wolnego miejsca dla pacjenta.
Zdaniem dyrektora Gałązkowskiego lądowiska powinny mieć: Szpital Bródnowski, Centralny Szpital Kliniczny Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego przy ul. Banacha, Szpital Kliniczny Dzieciątka Jezus Centrum Leczenia Obrażeń przy ul. Lindleya, Centralny Szpital Kliniczny MSWiA przy ul. Wołoskiej oraz któryś ze szpitali dziecięcych. Na razie wiadomo, że lądowisko ma powstać w rozbudowującym się CSK MSWiA, a do 2011 r. także w Szpitalu Bielańskim. Lądowisko planowane jest także w Szpitalu Południowym, który ma być budowany na Ursynowie.
- W połowie 2008 r. wicemnister zdrowia Marek Twardowski rozsłał pismo do wojewodów z prośbą o informowanie szpitali, że w ramach programu infrastruktura i środowisko można starać się o pieniądze na budowę lądowisk dla helikopterów ratunkowych - przypomina Robert Gałązkowski. - Powinno ich być 5-6 w każdym województwie, w bezpośrednim sąsiedztwie największych skupisk szpitali wielospecjalistycznych. Koszt budowy jednego wynosi obecnie od 400 tys. do 1,5 mln zł, w zależności od wielu uwarunkowań.
do góry
Partyzantka LPR
z dnia 2009-02-02 13:09:38
Życie Warszawy, Ewa Zwierzchowska 01-02-2009
To igranie z życiem pacjenta – tak lekarze mówią o sytuacji w Warszawie, gdzie na prawie 40 pełnoprofilowych szpitali jest… jedno całodobowe lądowisko dla helikopterów. Niestety, na budowę kolejnych wciąż brakuje pieniędzy.
Śmigłowcami transportowani są chorzy, często przewożone są też organy do przeszczepów. W Warszawie helikoptery mogą wylądować nocą jedynie przy szpitalu na Szaserów. Swoje lądowisko ma też Centrum Zdrowie Dziecka. Tyle że... kilometr od szpitala. Z helikoptera trzeba przesiadać się do karetki i nią pokonywać dalszą drogę.
To sytuacja niespotykana w Europie. W Berlinie, gdzie jest 38 specjalistycznych klinik, działa 12 całodobowych lądowisk. I nawet tam mówi się o konieczności budowy kolejnych.
Eksperci nie mają wątpliwości: – W stolicy miejsc dla śmigłowców jest zbyt mało w stosunku do liczby szpitali – uważa dr Robert Gałązkowski, dyrektor Lotniczego Pogotowia Ratunkowego. – Powinno powstać ich co najmniej pięć: przy szpitalach Bródnowskim, na Lindleya, Banacha, przy ul. Wołoskiej oraz przy jednej z lecznic dziecięcych – wylicza dyrektor Gałązkowski.
Jak radzą sobie z tym szpitale i piloci? – Musimy lądować w miejscach do tego nieprzystosowanych, np. na pasach zieleni. Nie jest to komfortowe ani dla załogi, ani dla pacjenta – opowiada Gałązkowski.
Udeptane pole i skwer
Problem doskonale zna lekarz Jacek Wesołowski, zastępca ordynatora Oddziału Medycyny Ratunkowej w szpitalu na Lindleya. Do placówki trafiają pacjenci z urazami z całego Mazowsza. Zdarza się, że dwa razy dziennie helikoptery pogotowia lądują na miejskim skwerku, w parku nieopodal lecznicy, bo nie mają innego miejsca. – Aby zabezpieczyć teren, wzywamy straż pożarną, miejską oraz policję. Pilnują, aby w okolicy nie kręcił się nikt niepowołany. Istnieje bowiem niebezpieczeństwo, że podmuch spowoduje poderwanie się jakiejś leżącej butelki i uraz gotowy – tłumaczy Wesołowski. – W innych miastach bywały już takiej, przypadki.
Kłopoty są też na Banacha. Śmigłowce lądują na „miejscu do lądowań awaryjnych” – czyli utwardzonej powierzchni obok zabudowań szpitalnych. Niestety, tylko w ciągu dnia. Nocą trzeba wzywać straż. Kilkoma samochodami ustawionymi dookoła terenu oświetlają to miejsce. – To bardzo kłopotliwe – przyznaje Beata Więcko, zastępca dyrektora ds. administracyjno-technicznych kliniki.
Kolejny warszawski szpital – Bielański – też cierpi z tego powodu. Maszyny lądują na jednym z boisk na pobliskim AWF. Niestety, tylko od świtu do zmierzchu. Zimą to zaledwie sześć, siedem godzin na dobę. Później chorego trzeba wieźć karetką do szpitala nawet przez pięć minut.
Jedyne lądowisko, na którym można lądować w nocy, a pacjenta nie trzeba przewozić ambulansem, jest przy Wojskowym Instytucie Medycznym na Szaserów. Piloci LPR mogą też – w nagłych przypadkach – korzystać z lądowiska Pałacu Prezydenckiego. – Mamy na to osobistą zgodę pana prezydenta – mówi Gałązkowski.
Funduszy brak
Dyrektorzy i lekarze ze stołecznych szpitali przyznają, że marzą o oświetlonych lądowiskach, z których chorego można przetransportować bezpośrednio na stół operacyjny. Takie powstają wszędzie, tylko nie w stolicy, np. w Sochaczewie czy Legionowie.
Do 2011 roku Szpital Bielański ma dysponować lądowiskiem na pięciokondygnacyjnym pawilonie. Będzie to pierwsze takie miejsce na dachu szpitala w stolicy. – Pacjent w ciągu kilkunastu sekund trafi szybką windą do Szpitalnego Oddziału Ratunkowego – mówi dr Grzegorz Michalak, zastępca dyrektora ds. lecznictwa.
Przygotowanie lądowiska będzie kosztować ok. 3 mln zł. Cała inwestycja – nowego budynku i miejsca dla śmigłowca – sięgnie 112 mln zł netto. Skąd Bielański weźmie na to pieniądze? – Rozbudowa jest ujęta w Długoletnim Planie Inwestycyjnym. Niezależnie od tego myślimy o unijnej dotacji – mówi Michalak.
Unijnym wsparciem na budowę lądowiska chce się posiłkować również szpital na Lindleya. Miałoby powstać na dachu jednego z istniejących już budynków. Koszt budowy to ok. 2 mln zł.
Szpital na Banacha również myśli o profesjonalnym oświetleniu. – Gdyby udało się zmodernizować lądowisko, przyziemień byłoby znacznie więcej – mówi Beata Więcko z kliniki. A lądowań helikopterów medycznych przybywa tu lawinowo. W 2006 r. było ich 216, a w ubiegłym roku już 352. Na razie jednak szpital nie ma pieniędzy. Potrzeba prawie 1,5 mln zł. – Zwracaliśmy się do Ministerstwa Zdrowia i miasta o pomoc finansową. Na razie bez efektów – dodaje Więcko.
Budowę własnego lądowiska ma również w planach Szpital MSWiA. Teraz helikoptery zatrzymują się na trawniku u zbiegu ulic Racławickiej i Wołoskiej. Koszt budowy szacowany jest na ok. 2,2 mln zł. Przewidywany termin zakończenia jego prac to 2011 r.
do góry
Wypadek autobusu pod Chełmnem. Trzy osoby zabite
z dnia 2009-01-19 14:16:51
Trzy kobiety zginęły, a czwarta jest w ciężkim stanie po zderzeniu nissana z rejsowym autobusem Veolii (dawny PKS) w Watorowie pod Chełmnem.
Do wypadku doszło krótko przed godz. 10 na prostym odcinku szosy powiatowej z Chełmna do Unisławia. Według wstępnych ustaleń policji, osobowy nissan, którym jechały cztery kobiety - matka i trzy córki - wpadł w poślizg i stanął na drodze bokiem. Po chwili na jego prawy bok najechał rejsowy autosan Veolii z Chełmna do Bydgoszczy. Uderzenie było na tyle mocne, że trzy pasażerki nissana zginęły na miejscu. - Przeżyła tylko jedna, siedząca za fotelem kierowcy, ale jest w bardzo ciężkim stanie. Obecnie jest reanimowana, za chwilę będzie przetransportowana helikopterem do szpitala w Bydgoszczy - relacjonuje Agnieszka Sobieralska, oficer prasowy chełmińskiej policji. - Niestety, na drodze panują trudne warunki. Jest ślisko, leży błoto pośniegowe.
Wiadomo już, że nie ma rannych wśród podróżujących autobusem - oprócz kierowcy (ustalono, że był trzeźwy) jechało nim ośmiu pasażerów. W akcji ratowniczej bierze udział pięć jednostek straży pożarnej i helikopter. Droga jest częściowo zablokowana. Ruch odbywa się wahadłowo.
do góry
Wypadek w Górach
z dnia 2009-01-19 14:15:13
Honda uderzyła w przydrożne drzewo, kierowca został ranny. Jego pasażerka, dziesięcioletnia dziewczynka, zginęła.
Do wypadku doszło na drodze krajowej nr 60 w Płocku - Górach, ok. godz. 7.45. Kierowca hondy, 42-letni mężczyzna, stracił panowanie nad samochodem, wpadł w poślizg i uderzył w przydrożne drzewo. Pasażerka hondy, dziesięcioletnia dziewczynka, zginęła na miejscu. Kierowcę do szpitala przetransportował śmigłowiec. Droga w miejscu wypadku była zablokowana w obydwu kierunkach przez ponad dwie godziny. Policja ustala dokładny przebieg tego zdarzenia.
do góry
Groźny wypadek w Lubuskiem
z dnia 2009-01-19 10:08:08
źródło: RMF FM
Troje rannych – wśród nich strażak, rozbity samochód osobowy, wóz strażacki i karetka - to bilans wypadku, jaki miał miejsce w pobliżu Świebodzina w Lubuskiem. Przyczyniła się do niego śliska nawierzchnia drogi. Policja apeluje do kierowców o ostrożność.
Na lokalnej trasie między miejscowościami Cibórz i Skąpe w powiecie świebodzińskim samochód osobowy rozbił się na drzewie. Rannych zostało dwoje pasażerów. Niedługo później jadący z pomocą wóz strażacki wpadł w poślizg i rozbił się w pobliżu miejsca wypadku. Ranny został jeden ze strażaków. Karetka pogotowia najechała na uszkodzony samochód strażaków.
Rannego strażaka musiał zabrać do szpitala śmigłowiec pogotowia lotniczego. Jego życiu nie zagraża niebezpieczeństwo - poinformował oficer dyżurny lubuskiej straży pożarnej.
Policja apeluje o ostrożność, przede wszystkim na drogach lokalnych i mniej uczęszczanych. W miejscach, do których nie docierają piaskarki, może być bardzo ślisko.
do góry
Powietrzna stacja pogotowia poświęcona
z dnia 2009-01-16 09:23:31
Płocka stacja Lotniczego Pogotowia Ratunkowego ruszyła pełną parą - w czwartek została otwarta, poświęcona przez bp. Piotra Liberę.
Na razie płocka załoga lata śmigłowcem Mi-2. Używanym, ale świeżo wyremontowanym. Dyżury mają się rozpoczynać o godz. 7 i kończyć na godzinę przed zachodem słońca. Dyżury całodobowe rozpoczną się, gdy za kilkanaście miesięcy płocka stacja dostanie nowy śmigłowiec. W razie potrzeby ratownicy polecą także do Kutna, Raciąża, Żuromina, Włocławka, a nawet Golubia-Dobrzynia.
do góry
Dziewięć osób rannych w wypadku autobusu
z dnia 2009-01-14 13:18:03
Dziewięć osób zostało rannych, kiedy autobus PKS uderzył rano w drzewo między miejscowościami Truskolas i Wierzchy niedaleko Nowogardu w Zachodniopomorskiem - poinformowała Alicja Bierbasz z biura prasowego Komendy Wojewódzkiej Policji w Szczecinie.
Po opatrzeniu lekkich obrażeń, w szpitalu ostatecznie pozostają trzy osoby, w tym kierowca autobusu.
Jak poinformował Robert Gałązkowski z Lotniczego Pogotowia Ratunkowego, które brało udział w akcji ratunkowej, stan wszystkich rannych można określić jako stabilny. Pacjentka w najcięższym stanie została odwieziona helikopterem do szpitala w Szczecinie. Ma uraz brzucha i klatki piersiowej - dodał.
Pozostali zostali odwiezieni karetkami do szpitali w Gryficach i Nowogardzie. Policja ustala przyczyny wypadku. Prawdopodobnie mogła się do niego przyczynić oblodzona nawierzchnia szosy.
Zobacz: tvn24
do góry
Helikoptery wylądują w Koperniku
z dnia 2009-01-12 14:42:49
Rusza pierwsze w Łodzi lądowisko dla helikopterów medycznych z prawdziwego zdarzenia. Nadzór lotniczy pozwolił korzystać z obiektu przy szpitalu im. Kopernika.
- Wreszcie nie jesteśmy w tyle za resztą Polski - cieszy się Sławomir Lach, pilot z łódzkiego pogotowia lotniczego. - W każdym dużym mieście jest kilka porządnych lądowisk. My przynajmniej mamy jedno.
Do tej pory w Łodzi było tylko jedno pseudolądowisko przed Matka Polką. Trudno inaczej nazwać ogrodzony wybetonowany plac z zamkniętą budką przy ul. Rzgowskiej. Każde lądowanie maszyny LPR to operacja, za którą odpowiada pilot, bo plac nie ma zgody na użytkowanie od Urzędu Lotnictwa Cywilnego.
Przy "Koperniku" już nie ma z tym problemu. Lądowisko to kilkumetrowy nasyp w szpitalnym ogrodzie. Wokół jest otoczony siatką i obsiany trawą. Na górze jest kilkusetmetrowa utwardzona kostka nawierzchnia z wielką literą H pośrodku. To znak dla maszyny LPR. Oprócz niego jest jeszcze specjalne oświetlenie płyty i szpitalnego budynku. - Zawsze włączamy je, gdy leci do nas pacjent - mówi Andrzej Kacprzyk, dyrektor techniczny szpitala. Zimą ma dodatkowy obowiązek - musi dbać, by płyta lądowiska była stale odśnieżona.
- Jest trochę ciasno między blokami, ale nie ma co narzekać - mówi Lach. - Lądowałem tam już nieraz i nie ma kłopotu.
Dyrekcja szpitala najbardziej obawiała się, że problem będą mieli mieszkańcy okolicznych domów i bloków. Bo lądujący helikopter strasznie hałasuje. - Na szczęście do tej pory nie było żadnych skarg - mówi Kacprzyk.
Helikopter od normalnych karetek różni się m.in. tym, że nie może wjechać do szpitalnej izby przyjęć. Ale w "Koperniku" zadbano o to, by pacjenta nie trzeba było targać na noszach z maszyny. Na lądowisku wybudowano specjalny podjazd, którym można dojechać do oddziału ratunkowego. Chorych wozi meleks. Może zawieźć pacjenta z helikoptera prosto na salę operacyjną.
LPR już od kilku tygodni ląduje przed szpitalem przy ul. Pabianickiej. Ale uroczyste otwarcie obiektu zaplanowano na koniec miesiąca. - Chcemy zaprosić urzędników, którzy nam pomogli - mówi Wojciech Szrajber, dyrektor Kopernika. Ponad mln zł na budowę wyłożył urząd marszałkowski.
Dla pacjentów, którzy z LPR polecą do "Kopernika", lądowisko to błogosławieństwo. Tych, którzy mają trafić do innych placówek, czeka droga z przeszkodami. Lądują na Lublinku, a stamtąd na sygnale karetka wiezie ich do szpitala. To nierozwiązany od pięciu lat problem łódzkiego LPR. Najgorzej jest w północno-wschodniej części miasta, gdzie działa kilka ważnych szpitali ("Barlicki", "Sterling, MSWiA, "Biegański). Pięć lat temu, kiedy LPR zaczynał działać w Łódzkiem, piloci próbował lądować blisko szpitali. Na boiskach piłkarskich, czy pustych parkingach. Ale gospodarze "dzikich lotnisk" przeganiali niechcianych gości.
Lach: - Dlatego nie miałbym nic przeciwko, gdyby szefowie innych szpitali poszli w ślady "Kopernika".
Źródło: Gazeta Wyborcza Łódź
do góry
Niegotowi na śmigłowiec
z dnia 2009-01-09 13:00:24
Nowości, Maciej Gogołkiewicz, Czwartek, 8 Stycznia 2009
W niecałe 10 minut może w rejon Włocławka i Lipna przylecieć z Płocka helikopter z lekarzem na pokładzie. Nie każdy jednak szpital w regionie będzie mógł go przyjąć.
W tym tygodniu w Płocku uruchomiono kolejną w Polsce bazę Lotniczego Pogotowia Ratunkowego. Pracuje w niej po dwóch ratowników i pilotów oraz siedmiu lekarzy. Każdego dnia dyżur pełni trzyosobowy zespół. W skład każdego wchodzi pilot, lekarz i ratownik.
- Jesteśmy gotowi w ciągu 10 minut dolecieć w rejon Włocławka czy Lipna - mówi Robert Gałązkowski, dyrektor LPR. - Zadanie to zapisane jest w planie ratunkowym. Cieszymy się, że również te obszary możemy teraz zabezpieczać.
Dotychczas miasta leżące we wschodniej części województwa kujawsko-pomorskiego mogły korzystać z helikoptera stacjonującego w bazie w Bydgoszczy. - Działo się to sporadycznie, bo i czas dolotu śmigłowca stamtąd jest nieco dłuższy - przekonuje Gałązkowski. - Płock to doskonała lokalizacja.
Lotnicze karetki są dobrze wyposażone i - co najważniejsze - mogą dotrzeć w miejsca trudno dostępne, gdzie dojazd normalnej ekipy ratunkowej byłby zbyt długi. O tym, czy przyleci do nas lekarz helikopterem, zdecyduje dyspozytor stacji pogotowia ratunkowego. - Nasi pracownicy są przeszkoleni w tym zakresie - mówi Ewa Krysińska-Błaszczyk, dyrektor stacji we Włocławku. - Jeśli będzie taka konieczność, skorzystamy z tej możliwości. W terenie mamy rozlokowanych osiem zespołów, które wystarczająco zabezpieczają mieszkańców. Usługi lotniczego pogotowia to dobra propozycja dla małych miejscowości oraz szpitalnych oddziałów ratunkowych - dodaje.
Pacjenci na pokładzie płockiego śmigłowca transportowani będą do szpitala będącego w stanie zapewnić specjalistyczną pomoc. Czasami szuka się najbliższego. Najlepiej, gdy placówka ma lądowisko dla śmigłowców. Włocławski szpital dopiero do tego się przygotowuje.
- Będzie to zwieńczenie trwającej już od kilku lat budowy szpitalnego oddziału ratunkowego - mówi Stefan Kwiatkowski, zastępca dyrektora ds. lecznictwa. - Trudno mi określić, kiedy to dokładnie będzie. Nie ma jeszcze projektu lądowiska, jego budowa jest jednak umieszczona w planie.
Szpital sporadycznie korzysta z transportu lotniczego. - Problem polega na tym, że pacjenta trzeba dowieźć na lotnisko w Kruszynie - dodaje Kwiatkowski. - Choć były przypadki, że śmigłowiec lądował na stadionie Przylesie.
Znacznie lepiej sytuacja wygląda w Lipnie. Tamtejszy szpital im. Jacka Tokarczyka do przyjęcia śmigłowców przygotował się już kilka lat temu. - Mamy lądowisko na przyszpitalnym placu - mówi zastępca dyrektora Aleksandra Pawłowska. - Spełnione są wszelkie warunki, dlatego korzystamy z możliwości transportu lotniczego.
Szpital w Lipnie przynajmniej raz w miesiącu przyjmuje śmigłowiec.
do góry
Pierwszy lot śmigłowca pogotowia ratunkowego - Płock
z dnia 2009-01-06 09:13:11
Choć jej uroczyste otwarcie zaplanowano na 15 stycznia, tak naprawdę zaczęła działać już w poniedziałek rano. Z bazy Lotniczego Pogotowia Ratunkowego śmigłowiec wystartował po raz pierwszy kilka minut po godz. 9.
- Ratownicy polecieli do miejscowości Zdziar Wielki - informuje dyrektor Samodzielnego Publicznego Zakładu Opieki Zdrowotnej Lotnicze Pogotowie Ratunkowe Robert Gałązkowski. - Pomogli 78-letniemu mężczyźnie z bólami w klatce piersiowej i podejrzeniem zawału serca. Zabrali go do szpitala wojewódzkiego w Płocku.
Ratownikom nie przeszkodził silny mróz. - Śmigłowiec ma silniki turbinowe, więc im jest zimniej, tym lepiej się zachowuje. Gorzej, gdy są upały - tłumaczy Arkadiusz Choiński, pilot. W lotniczym pogotowiu ratunkowym pracuje od czterech lat. Teraz na stałe będzie dyżurował w Płocku. - Bardzo mi to odpowiada, bo mieszkam w Warszawie, będę miał bliżej do pracy - wyjaśnia, uzupełniając, że do tej pory pracował w różnych bazach rozrzuconych po kraju.
Przyznaje, że płocka filia LPR-u wypada na tle innych bardzo korzystnie. - To najnowocześniejsza baza pogotowia lotniczego w kraju - ocenia. - Wszystko jest nowe, budynek wygląda bardzo dobrze.
Lotnicze Pogotowie Ratunkowe w Płocku mieści się przy ul. Bielskiej, w południowej części lotniska. Kompleks składa się z hangaru, pomieszczeń socjalnych dla personelu, sali z inkubatorem. Obok jest podziemna stacja paliw.
W bazie ma pracować po dwóch ratowników i pilotów oraz siedmiu lekarzy. Będzie także po jednym pilocie i ratowniku rezerwowym. Każdego dnia dyżur będzie pełnić trzyosobowy zespół. W skład każdego wejdą pilot, lekarz i ratownik.
Ratownicy i lekarze to osoby z Płocka, piloci pochodzą z innych miast. Wczoraj przy Bielskiej stawili się wszyscy, bo Urząd Lotnictwa Cywilnego przeprowadzał kontrolę gotowości bazy.
Problemów nie było, bo baza czekała gotowa od dawna. Według pierwszych zapowiedzi miała być otwarta już w maju ubiegłego roku. Nie udało się, bo rozbił się jeden ze śmigłowców pogotowia. Maszyna, która miała przylecieć do Płocka, trafiła do istniejącej już filii i zastąpiła uszkodzony śmigłowiec. Kolejnego terminu przypadającego późną jesienią też nie udało się dotrzymać.
Tym razem wszystko udało się dopiąć na ostatni guzik. Od wczoraj w hangarze na lotnisku dyżuruje śmigłowiec Mi-2. Maszyna jest używana, ale świeżo wyremontowana. Na razie ratownicy będą nią mogli latać tylko w ciągu dnia. Dyżury mają się rozpoczynać o godz. 7 i kończyć na godzinę przed zachodem słońca. Dyżury całodobowe rozpoczną się, gdy za kilkanaście miesięcy do płockiej stacji przyleci nowy śmigłowiec - Eurocopter.
Arkadiusz Choiński podpowiada, czego można życzyć jemu i pozostałym ratownikom ze stacji. - Tyle samo lądowań, co startów - mówi.
Płocka stacja swoim zasięgiem obejmuje nie tylko teren obsługiwany przez Wojewódzką Stację Pogotowia Ratunkowego i Transportu Sanitarnego. W razie potrzeby ratownicy polecą także do Kutna, Raciąża, Żuromina, Włocławka, a nawet Golubia-Dobrzynia. Do miejsca oddalonego o 60 km Mi-2 doleci w 20 minut. Nowy śmigłowiec w tym samym czasie pokona 80 km.
Źródło: Gazeta Wyborcza Płock
do góry
W Płocku ruszy baza Lotniczego Pogotowia Ratunkowego
z dnia 2008-12-30 12:34:27
Gazeta Wyborcza Płock/Rynek Zdrowia, 2008-12-30 11:32:00
Na początku stycznia 2009 r. (5 stycznia, red.) w Płocku zacznie działać stacja Lotniczego Pogotowia Ratunkowego.
Kompleks mieści się w południowej części lotniska. - Składa się z hangaru, pomieszczeń socjalnych dla personelu, sali z inkubatorem - wylicza Kajetan Górzyński, dyrektor Wojewódzkiej Stacji Pogotowia Ratunkowego i Transportu Sanitarnego w Płocku. - Działa system nawigacyjny, napełnione są zbiorniki podziemnej stacji paliw. Wszystkie odbiory są zakończone.
Do Płocka trafi używany, ale wyremontowany Mi-2. Pod względem wyposażenia będzie spełniał standardy specjalistycznej karetki naziemnej. Dyżury w bazie na zmiany ma pełnić kilka trzyosobowych zespołów.
Rekrutacja już się zakończyła. - Będziemy zatrudniać dwóch ratowników, dwóch pilotów oraz sześciu albo siedmiu lekarzy - zapowiada dyrektor SP ZOZ Lotnicze Pogotowie Ratunkowe Robert Gałązkowski. - Ratownicy i lekarze to osoby z Płocka i okolic. Piloci są spoza tego terenu. Tych ostatnich brakuje w całym kraju.
Na razie ratownicy będą latać tylko w dzień. Pod koniec 2009 albo na początku 2010 r. do Lotniczego Pogotowia Ratunkowego trafi pierwsza dostawa nowo zakupionych śmigłowców Eurocopter. Jedną z pierwszych maszyn ma dostać Płock. Wtedy zwiększy się liczba zespołów i stacja będzie mogła być czynna przez całą dobę.
Po uruchomieniu bazy Płock przestanie być białą plamą na mapie podobnych jednostek w całym kraju. Do tej pory było ich 16. Najbliższe w Warszawie i Bydgoszczy. W nagłych wypadkach rannych i pacjentów z Płocka i okolic transportował śmigłowiec z Warszawy.
Budowa bazy kosztowała 4,2 mln zł. Za śmigłowiec zapłaciło Lotnicze Pogotowie Ratunkowe, które pokryje też koszty funkcjonowania stacji. Pieniądze na infrastrukturę wyłożył marszałek województwa.
do góry
Wypadek w pracy. Jedna osoba jest ranna
z dnia 2008-12-05 08:40:39
600-kilogramowa paleta z materiałami budowlanymi przygniotła 52-letniego pracownika jednej z firm w Muszakach koło Nidzicy. Operator wózka widłowego, który podnosił paletę był nietrzeźwy.
Do zdarzenia doszło w poniedziałek na terenie jednej z firm w Muszakach, niedaleko Nidzicy. 52–letni mężczyzna w trakcie prac rozładunkowych został przygnieciony przez 600-kilogramową paletę z wełną mineralną. Ze złamaniem miednicy i ogólnymi potłuczeniami został przetransportowany śmigłowcem do szpitala w Olsztynie.
- Gdy 27-letni Krzysztof K. podnosił paletę z wełną mineralną, ta osunęła się na pomagającego w rozładunku mężczyznę. Jak się okazało operator wózka był pijany. Miał prawie jeden promil alkoholu w organizmie – informuje Anna Siwek z KWP w Olsztynie.
red.
do góry
IV Międzynarodowe Manewry Ratownictwa Wysokościowego
z dnia 2008-11-21 08:46:40
Wysokościowcy z kraju i zagranicy ćwiczą w Kielcach. W środę ratowali rannych uwięzionych we wraku samochodu i na skałach na Kadzielni.
Seria nieszczęść na kieleckiej Kadzielni. Kilku młodych wspinaczy utknęło na skałach. Ktoś nie mógł wydostać się z jaskini pod "skałką geologów”. Na dodatek przejeżdżający koło rezerwatu samochód runął z nasypu.
- Znaleźliśmy nieprzytomną osobę w jaskini. Trzeba było ją opatrzyć i ewakuować, wykorzystując techniki alpinistyczne, a później przekazać pogotowiu - relacjonował Sławomir Pytel z jednostki ratowniczo - gaśniczej numer 10 w Łodzi. - Dość trudno było zbudować stanowisko. To dla nas obcy teren. W Łodzi nie mamy skał, pracujemy zwykle na wieżowcach. Ale udało się.
W środę od rana w na kieleckiej Kadzielni zaroiło się od strażaków. Na szczęście tylko w ramach ćwiczeń, a właściwie drugiego dnia IV Międzynarodowych - VIII Ogólnopolskich Manewrów Ratownictwa Wysokościowego Kielce 2008. - Przygotowaliśmy kilka scenariuszy zdarzeń, do których może dojść w rzeczywistości - mówi Robert Włodarczyk, dowódca kieleckiej jednostki ratowniczo gaśniczej numer 3, która specjalizuje się w ratownictwie wysokościowym.
SERIA NIESZCZĘŚĆ
Oprócz uwięzionego w jaskini, w tarapatach znaleźli się też młodzi ludzie, którzy wyruszyli na wspinaczkę po ścianach rezerwatu - zawiśli na linach lub utknęli na skałach. Jakby tego było mało, doszło do nietypowego wypadku samochodowego. Auto przejeżdżające obok Kadzielni runęło z nasypu w dół. Zresztą właśnie ta akcja okazała się najbardziej czasochłonna. Nic dziwnego, trzeba było uwolnić z wraku aż cztery osoby i metodą tzw. tyrolki, czyli na linach rozpiętych w powietrzu, przetransportować je na drugi brzeg oczka wodnego.
Choć to ćwiczenia, wszystko wyglądało jak podczas prawdziwej akcji. "Poszkodowani” od razu trafiali do namiotu medycznego, pod opiekę ratowników z Polskiego Czerwonego Krzyża. A po jednego z "rannych” przyleciał nawet helikopter Lotniczego Pogotowia Ratunkowego.
ĆWICZYŁ NAWET BOR
Oprócz strażaków, na manewrach pojawili się też funkcjonariusze innych służb. M.in. reprezentant Biura Ochrony Rządu. - To znakomita forma przygotowania psychicznego i fizycznego do prawdziwych akcji, okazja do oswajania stresu. Te techniki mogą przydać się chociażby w sytuacji, gdyby ochraniania przez nas osoba miała wypadek w górach - mówi Tomasz Goleniowski.
Na skałach musieli się też sprawdzić panowie z bytomskiej Centralnej Stacji Ratownictwa Górniczego. - Zwykle pracujemy w kopalniach, ale i podczas ćwiczeń na wieżowcu, i tu w rezerwacie zgraliśmy się bardzo dobrze z kolegami z innych służb. Zresztą współpracujemy ściśle ze Strażą Pożarną - tłumaczy Dariusz Radoń. Dziś za to ratownicy górniczy znajdą się w stworzonych dla siebie warunkach. Na kolejny dzień manewrów przewidziano bowiem akcję w pogórniczych sztolniach w Miedziance.
Źródło: Echodnia, Monika Wojniak
do góry
Regionalni politycy chcą mieć w Ełku śmigłowiec LPR
z dnia 2008-11-17 13:48:40
Gazeta Współczesna,JJ/Rynek Zdrowia
Władze Ełku i regionalni politycy chcą, żeby do tego miasta została przeniesiona z Suwałk baza śmigłowcowa Lotniczego Pogotowia Ratunkowego (LPR). Uważają, że zmiana lokalizacji bazy spowoduje skrócenie czasu dolotu helikoptera ratowniczego na miejsce wypadków oraz umożliwi jego operowanie w rejonie Wielkich Jezior Mazurskich. Dyrektor LPR, Robert Gałązkowski zadaje jednak pytanie o sensowność przeprowadzki bazy.
Za powstaniem nowej bazy dla śmigłowca LPR w Ełku lobbują nie tylko władze miasta, ale także politycy. W sprawę zaangażował się poseł Platformy - Andrzej Orzechowski, który do projektu usiłuje przekonać minister zdrowia Ewę Kopacz.
Politycy nakłaniający resort zdrowia do zmiany miejsca stacjonowania maszyny LPR przywołują m.in. argument, że zasięg działania śmigłowca startującego z bazy w Suwałkach nie sięga Wielkich Jezior Mazurskich. - Jego stacjonowanie w Ełku spowodowałoby objęcie obszarem działań LPR nie tylko rejonu Wielkich Jezior, ale także Pojezierza Ełckiego, Augustowskiego oraz nadal sporej części Suwalszczyzny - zapewniają.
Obecnie śmigłowce Mi-2 w jakie wyposażone jest LPR latają na wezwania do wypadków w promieniu około 50 kilometrów od bazy. Na tyle pozwala ich zasięg i prędkość przelotowa. Użycie powietrznego ratownika ma sens, jeśli śmigłowiec dotrze na miejsce wypadku w czasie do 20 minut.
Teoretyczny zasięg działania helikoptera z bazy w Suwałkach obejmuje terytorium Białorusi oraz Obwodu Kaliningradzkiego, natomiast nie sięga on - według lokalnych polityków - Wielkich Jezior. To jeden z przytaczanych argumentów za zmianą stacjonowania śmigłowca LPR. Jest i drugi.
- Dodatkowo, za lokalizacją bazy helikoptera ratowniczego w Ełku przemawia fakt, że w szpitalu miejskim od roku istnieje ośrodek kardiologii interwencyjnej, gdzie z ostrym zespołem wieńcowym trafiło dotąd z terenu Suwałk, Giżycka, Augustowa, Pisza i Grajewa ponad 450 osób - przekonuje prezydent Ełku, Tomasz Andrukiewicz.
Zapytany przez portal rynekzdrowia.pl o opinię na temat przeniesienia bazy LPR do Ełku, dyrektor Lotniczego Pogotowia Ratunkowego, Robert Gałązkowski tłumaczy: - Mówiąc o nowej bazie w Ełku trzeba sobie postawić pytanie przede wszystkim o sens takiej ewentualnej decyzji. W mojej ocenie nic jej nie uzasadnia. Niebawem zostaniemy wyposażeni w nowe śmigłowce, szybsze i o większym zasięgu niż te, którymi dysponujemy do tej pory. Argument czasu w tym przypadku będzie zupełnie nieuzasadniony.
Dyrektor Robert Galązkowski dodaje: - Nie rozumiem też tezy, że śmigłowiec z Suwałk, nie obejmuje swym zasięgiem działania obszaru Wielkich Jezior Mazurskich, ale nie chciałbym polemizować na ten temat na łamach mediów. Mamy podpisane z wszystkimi odpowiednimi służbami umowy i w ciągu 20 minut jesteśmy w stanie podjąć pacjenta z łodzi na tym terenie.
do góry
Śmigłowiec na szosie
z dnia 2008-11-13 09:38:15
Śmigłowcem trzeba było ratować ofiarę wypadku drogowego nieopodal miejscowości Nowy Konik (mazowieckie) - informuje internauta na platformę Kontakt TVN24.
Informację o potrąceniu pieszego przez jadący samochód dostaliśmy na skrzynkę Kontakt TVN24 od internauty Michała. Według internauty, do wypadku doszło w niedzielę wieczorem w okolicach miejscowości Nowy Konik, na drodze krajowej numer 2 (Warszawa-Siedlce). W akcji ratowniczej brał udział śmigłowiec Agusta.
Oficer prasowy Komendy Powiatowej Policji w Mińsku Mazowieckim potwierdza informację o wypadku. - Samochód osobowy Opel Rekord potrącił mężczyznę w miejscowości Nowy Konik o godzinie 20.00. Mężczyzna został przetransportowany do szpitala śmigłowcem - relacjonuje policjant.
Co było przyczyną wypadku? Policja na razie nie ma jeszcze bliższych informacji dotyczących przyczyn zdarzenia.
tka
do góry
Urząd marszałkowski chce, by baza Lotniczego Pogotowia Ratunkowego powstała pod Bolesławcem
z dnia 2008-11-10 14:12:49
Polska The Times, Gazeta Wrocławska
Urząd marszałkowski chce, by baza Lotniczego Pogotowia Ratunkowego powstała pod Bolesławcem. GOPR chciałby ją mieć w Kotlinie Jeleniogórskiej.
W przyszłym roku do stacji Lotniczego Pogotowia Ratunkowego trafią pierwsze nowoczesne helikoptery - eurocopter. Zakupiono 23 takie maszyny. Mają one zastąpić przestarzałe i wysłużone śmigłowce Mi-2, których eksploatacja stanie się niemożliwa po roku 2010 ze względu na dostosowanie prawa lotniczego do wymogów UE.
Wiadomo też, że LPR będzie rozbudowywało swój system baz lotniczych.
Urząd Marszałkowski Województwa Dolnośląskiego stara się, by poza Wrocławiem na Dolnym Śląsku stacjonował jeszcze jeden śmigłowiec ratunkowy.
Roman Szełemiej, pełnomocnik zarządu województwa do spraw polityki zdrowotnej, przygotował wniosek do wojewody w tej sprawie. Stamtąd trafi on do Ministerstwa Zdrowia, które wkrótce będzie decydowało o rozmieszczeniu baz.
Według Szełemeja, śmigłowiec powinien stacjonować w centralnym punkcie zachodniej części województwa, bo ten obszar będzie obsługiwał. Jego zdaniem tym miejscem są okolice Bolesławca.
- Dolot w Karkonosze czy do zagłębia miedziowego zajmie najwyżej kilkanaście minut. Nie bez znaczenia jest bliskość autostrady A4. Tam ma miejsce bardzo wiele poważnych wypadków - tłumaczy Roman Szełemej.
Przedstawiciele urzędu marszałkowskiego znaleźli też teren pod przyszłą bazę pogotowia. Nieodpłatnie przekazanie ok. hektara gruntu zaoferował wójt podbolesławieckiej gminy Gromadka. Lądowisko mogłoby powstać w okolicy wsi Różyniec na dawnym, nieużywanym już od lat lotnisku armii radzieckiej.
Wadą tej lokalizacji jest jednak brak infrastruktury. By śmigłowce LPR mogły stąd operować, potrzebny jest hangar, baza paliwowa, pomieszczenia socjalne dla ratowników i pilotów oraz lądowisko przystosowane do nocnych lądowań z elektronicznym systemem naprowadzania.
- Niedawno wybudowana baza w Płocku kosztowała około pięciu milionów zł - mówi Robert Gałązkowski, dyrektor Lotniczego Pogotowia Ratowniczego.
Zdaniem Macieja Abramowicza, naczelnika grupy karkonoskiej GOPR, śmigłowiec powinien stacjonować w Kotlinie Jeleniogórskiej. LPR mógłby korzystać z istniejącej już infrastruktury lotniska Aeroklubu Jeleniogórskiego, a dolot do autostrady nie byłby problemem. Poza tym jeleniogórski szpital dysponuje już miejscem do lądowania śmigłowców. Ponadto w jeleniogórskiej bazie LPR mogliby na stałe dyżurować ratownicy GOPR. W razie akcji w górach wyruszaliby na nią śmigłowcem.
- Takiej możliwości nie będzie, jeśli śmigłowiec będzie stacjonował w rejonie Bolesławca. Nie możemy tam codziennie dojeżdżać - mówi Abramowicz.
Śmigłowiec w Karkonoszach przydałby się najbardziej zimą, wtedy wypadków jest najwięcej. W poprzednim sezonie narciarskim, gdy wojskowe śmigłowce stacjonowały pod Jelenią Górą, uratowano 33 osoby.
W kilku przypadkach poszkodowani zawdzięczają życie szybkiemu transportowi drogą lotniczą. Między innymi dwunastolatek poważnie ranny po zderzeniu z drzewem lub czeska turystka, która doznała urazu kręgosłupa.
Rafał Święcki - POLSKA Gazeta Wrocławska
do góry
Trudne wezwania
z dnia 2008-11-07 16:00:20
Rynek Zdrowia, www.rynekzdrowia.pl
Wyposażenie śmigłowców Lotniczego Pogotowia Ratunkowego w sprzęt medyczny jest takie samo, jak w państwach zachodnich
W Polsce, w 2000 roku, została utworzona sieć HEMS, czyli Śmigłowcowej Służby Ratownictwa Medycznego, wzorowana na standardach zachodnich (z ang. HEMS - Helicopter Emergency Medical Service). W 16 większych miastach wojewódzkich znajdują się bazy Lotniczego Pogotowia Ratunkowego, z których w ciągu trzech minut od przyjęcia zgłoszenia może wystartować śmigłowiec z lekarzem i ratownikiem na pokładzie. Latają bezpośrednio na miejsce wypadku lub do nagłych zachorowań.
Początki były trudne. Przed ośmiu laty, kiedy pogotowiu lotniczemu wyznaczono miejsce i zadania w tworzącym się systemie ratownictwa medycznego, złośliwi żartowali, że posiada śmigłowce, którymi można "wozić ziemniaki", a nie pacjentów w stanach zagrożenia życia.
- Dzisiaj wyposażenie naszych latających karetek w sprzęt medyczny jest takie samo, jak w państwach zachodnich - mówi nie bez skrywanej dumy Krzysztof Kowalski, ratownik medyczny z bazy LPR w Krakowie.
Lądowanie na łące
Śmigłowce Lotniczego Pogotowia Ratunkowego spełniają dwa podstawowe zadania: latają do wypadków i nagłych zachorowań oraz realizują pilne transporty międzyszpitalne w trybie ratunkowym. Dzisiaj żółty helikopter lądujący tuż obok miejsca wypadku drogowego to już wcale nie tak rzadki widok na polskich drogach. Zadaniem zespołu powietrznej karetki jest wtedy ustabilizowanie stanu pacjenta i szybkie dostarczenie poszkodowanego do najbliższego właściwego szpitala, czyli takiego, w którym znajduje się szpitalny oddział ratunkowy lub - jeśli są takie możliwości - do ośrodka leczenia urazów wielonarządowych.
Piloci LPR-u dobrze opanowali umiejętność lądowania w terenie przygodnym. Mogą posadzić śmigłowiec na pasie zieleni oddzielającym dwie jezdnie albo na łące.
- Staram się zwykle lądować obok drogi, tak, żeby dodatkowo nie blokować ruchu. Czasami trzeba poszukać innego miejsca, niedawno posadziłem maszynę w leśnej przecince - opowiada Rynkowi Zdrowia Leon Góra (spędził 8 tys. godzin za sterami śmigłowców), kapitan helikoptera LPR.
Do lotów na miejsce zdarzenia śmigłowiec jest podrywany na wezwanie dyspozytora pogotowia ratunkowego, do którego trafia informacja o wypadku. - Dyspozytor w oparciu o swoją wiedzę na temat przewidywanego czasu dotarcia karetki jak i możliwości transportu tego pacjenta do ośrodka specjalistycznego może podjąć decyzję o zadysponowaniu ambulansu lub śmigłowca - tłumaczy Robert Gałązkowski, dyrektor Lotniczego Pogotowia Ratunkowego.
Robert Gałązkowski deklaruje, że nie ma ograniczeń, które limitowałyby wezwanie śmigłowca na ratunek. Oczywiście poza warunkami pogodowymi, racjonalnym czasem dolotu i posiadaniem wolnej, sprawnej maszyny. - Nie dyskutujemy, czy wezwanie jest uzasadnione czy nie. Wychodzimy z założenia, że dysponują nas do tego osoby uprawnione, które znają procedury, odbyły przeszkolenia i mają doświadczenie, czyli lekarze, ratownicy albo dyspozytorzy medyczni - dodaje nasz rozmówca. Uważa, że lepiej raz, dwa razy na 100 wezwań wracać "pusto", niż nie wylecieć do przypadku, który - o czym można się przekonać dopiero na miejscu - rzeczywiście wymaga szybkiej interwencji medycznej.
Za loty ratunkowe podejmowane bezpośrednio do wypadku, a potem z miejsca zdarzenia do szpitala, płaci budżet państwa. Koszty lotów ratunkowych i sanitarnych z pacjentem ze szpitala do ośrodka o wyższym stopniu referencyjności pokrywa szpital wzywający śmigłowiec LPR-u.
Wykorzystanie możliwości latających karetek wymaga ze strony dyspozytorów dużych umiejętności współpracy z tym ogniwem systemu. - Jeszcze czasami w odpowiedzi na pytanie: "Gdzie doszło do wypadku w mieście X?", słyszymy: "Na ulicy Y" - mówią skrzydlaci ratownicy.
A jak powinna brzmieć odpowiedź? - dopytujemy. - Na przykład: "500 metrów na zachód od kościoła" - tłumaczą coś, co jak widać nie dla wszystkich jest tak oczywiste.
Do rodzącej i do rannych
Dyrektor Gałązkowski wie, że praca dyspozytora pogotowia ratunkowego jest ogromnie stresująca. - Spędziłem trochę czasu na takim stanowisku - opowiada. Uważa, że śmigłowce LPR-u zbyt rzadko jeszcze są wykorzystywane do lotów na ratunek - tam gdzie mogą dotrzeć szybciej niż ambulans. Wiele zależy tu od doświadczenia i wyszkolenia dyspozytora pogotowia.
Z informacji nieskładnie podawanych przez zdenerwowanego świadka wypadku trzeba umieć wyłowić te szczegóły, które pozwolą podjąć decyzję o poderwaniu w powietrze zespołu LPR. Pogotowie nic nie płaci za przelot, ale wielu dyspozytorów zastanawia się w tym momencie jak bardzo drogie dla budżetu państwa musi być użycie helikoptera ratowniczego.
Kiedy wzywać śmigłowiec? Dyrektor Gałązkowski podaje dwa modelowe przykłady:
- W minionym roku, pod Poznaniem, jadąca samochodem zaczęła rodzić. Dyspozytor pogotowia szybko przeanalizował, że blisko miejsca zdarzenia nie ma wolnej karetki, a wysłany przez niego ambulans dotrze do rodzącej najwcześniej po 30 minutach. Natychmiast zadysponował śmigłowiec, który był na miejscu po 10 minutach. Dziecko urodziło się na autostradzie, poród przyjął lekarz ze śmigłowca.
- Bielsko-Biała, początek tego roku. Na drodze wyjazdowej z miasta doszło do wypadku, w wyniku którego ucierpiało 6 osób - stan dwóch był krytyczny. Dyspozytorka pogotowia miała tylko dwie wolne karetki.
- Podjęła bardzo dobrą decyzję - mówi z przekonaniem Robert Gałązkowski. Tłumaczy: - Zadzwoniła do dyspozytora krajowego LPR-u, przedstawiła sytuację i wspólnie podjęły decyzję o zadysponowaniu dwóch śmigłowców, z bazy w Gliwicach i w Krakowie. Poszkodowani w ciągu 40 minut trafili do odpowiednich szpitali. Oto, co może zrobić dyspozytor mający siły i środki.
Bo liczy się czas
Oczywiście LPR nie jest lekiem na całe zło. Użycie śmigłowca ma sens wtedy, gdy wiadomo, że jego przylot znacznie skróci czas dotarcia pacjenta do właściwego szpitala. Śmigłowce latają bezpośrednio do wypadków, do miejsc, w których mogą pojawić się najdalej około 20 minut od przyjęcia zgłoszenia, czyli operują w odległości 50 kilometrów od bazy. To wynika z możliwości technicznych wysłużonych Mi-2. Ten czas dotarcia i zasięg operacyjny zwiększy się po dostarczeniu dla LPR-u szybszych i nowoczesnych śmigłowców Eurocopter.
Zwiększy się też gotowość śmigłowców do wykonywana lotów. Dzisiaj, z powodu koniecznych napraw starych maszyn, zdarzają się dni, gdy konkretna baza LPR nie jest w stanie dysponować śmigłowca.
Będą nowe helikoptery
W rozstrzygniętym ostatecznie przetargu na zakup 23 śmigłowców i jednego symulatora lotu dla Lotniczego Pogotowia Ratunkowego wybrano EC 135 niemiecko-francuskiego Eurocoptera, należącego do koncernu EADS. Pierwsza maszyna tego typu ma wejść do służby pod koniec 2009 roku.
- Jesteśmy zadowoleni z tego wyboru. Na pokładzie tej maszyny można wykonywać wszystkie czynności ratownicze względem pacjenta - mówił dziennikarzom w ubiegłym roku ówczesny dyrektor LPR Wojciech Bukowski. Chodzi przede wszystkim o możliwość przeprowadzenia w kabinie śmigłowca masażu serca (masaż serca wykonuje się prawidłowo, gdy ręce są wyprostowane) i intubacji. Kabina jest na tyle duża, że ratownicy bez przeszkód mają dostęp do klatki piersiowej i głowy pacjenta, mogą się swobodnie poruszać.
LPR używa dzisiaj 30-letnich śmigłowców Mi-2, które nie spełniają już przepisów europejskich. - EC 135 to śmigłowiec - latająca karetka, został skonstruowany dla ratownictwa medycznego, a ratownicy i lekarze mieli wpływ na to, jak wygląda. Jest odzwierciedleniem naszych potrzeb - mówi Robert Gałązkowski, szef LPR.
O przeznaczeniu środków budżetowych (500 mln zł) na zakup nowoczesnych śmigłowców zdecydował jeszcze poprzedni Sejm. - Posiadając 20 baz i szybkie śmigłowce, będziemy w stanie w ciągu 20 minut dotrzeć do pacjenta na terenie niemal całego kraju - podsumowuje Robert Gałązkowski.
Dla porównania, niemiecki HEMS dysponuje 52 maszynami.
Śmigłowce Lotniczego Pogotowia Ratunkowego rocznie wykonują około 6 tysięcy misji, z czego ponad połowa to wezwania bezpośrednio do wypadku.
do góry
Śmigłowiec nie przyleciał po rannego, bo była mgła
z dnia 2008-11-02 16:13:49
Gazeta pl, www.miasta.gazeta.pl/gorzow
Karetką do Szczecina, a potem samolotem do Warszawy. W ten sposób ratowano życie pięciolatka, którego przygniotła płyta nagrobna. Transport śmigłowcem z Gorzowa uniemożliwiła pogoda
Płyta nagrobna przygniotła pięcioletniego chłopca w sobotę po godz. 14. Do wypadku doszło na cmentarzu komunalnym przy ul. Żwirowej. Gdy rodzice poszli odwiedzać groby, chłopiec razem z siostrą został pod opieką babci. Kobieta stała ze znajomą, która także miała pod opieką małe dziecko. - Najpewniej dorośli byli pogrążeni w zadumie, a chłopiec po prostu się nudził. Podchodził do płyty nagrobnej i wieszał się na niej. Wtedy płyta przewróciła się i przygniotła dziecko - relacjonuje Sławomir Konieczny, rzecznik gorzowskiej policji.
Z pomocą natychmiast ruszyli harcerze pełniący honorową wartę przy jednym z pomników. Ważącą kilkadziesiąt kilogramów płytę udało się podnieść przed przyjazdem pogotowia. Karetka miała problem z szybkim dojazdem na miejsce wypadku. Na cmentarzu trwała procesja, w której uczestniczyły tysiące ludzi. - Bardzo pomogli harcerze, którzy poprowadzili ratowników do rannego chłopca - dodaje rzecznik policji.
Pięciolatek w ciężkim stanie od razu trafił na salę operacyjną. Wieczorem lekarze zdecydowali, że jak najszybciej powinien znaleźć się w rękach specjalistów z warszawskiego Centrum Zdrowia Dziecka. - Chłopiec praktycznie umierał. Obrażenia wewnętrzne były bardzo poważne - mówi doktor Piotr Gajewski, ordynator oddziału chirurgii dziecięcej, który operował pięciolatka i spędził przy jego łóżku całą noc. - Nam udało się zatamować krwotok i naprawić to, co potrafiliśmy. Niektóre obrażenia przekraczają jednak moje umiejętności. Potrzebna jest pomoc specjalistów od chirurgii wątroby. W kraju jest tylko kilka takich osób. Oni mają sprzęt, którym w Gorzowie nie dysponujemy, i potrafią dotrzeć w miejsca dla mnie niedostępne. Decyzja o transporcie do Warszawy była jedyną, jaką mogliśmy podjąć.
Problemy pojawiły się, gdy szpital skontaktował się z centralą Lotniczego Pogotowia Ratunkowego, która podejmuje decyzję o wykorzystaniu śmigłowców do transportu rannych. - Najpierw usłyszeliśmy, że po zmroku śmigłowce nie latają. Rano okazało się, że transport uniemożliwia mgła. Dzwoniliśmy cały dzień. Za każdym razem dostawaliśmy odmowę - relacjonuje Gajewski.
- Istnieje procedura lotów bez widoczności, ale pod warunkiem, że chociaż minimalna widoczność jest zachowana podczas startu i lądowania. Niestety, z powodu mgły śmigłowiec nie mógł wystartować ani z Poznania, ani z Zielonej Góry. Z tego samego powodu żaden też nie mógłby wylądować w Gorzowie - wyjaśnia dyrektor LPR Robert Gałązkowski.
Dyrektor tłumaczy, że transport śmigłowcem bezpośrednio do Warszawy i tak nie wchodziłby w grę ze względu na odległość. - Chłopiec zostałby przetransportowany jedynie na najbliższe lotnisko, a stamtąd dalej samolotem - mówi Gałązkowski.
Dopiero po godz. 14 dyspozytor LPR zdecydował, że karetka zawiezie pięciolatka do Szczecina, stamtąd chłopiec poleci samolotem do Warszawy, a z lotniska na Bemowie do kliniki zabierze go śmigłowiec. - Mam nadzieję, że chłopiec przetrwa ten transport - mówi doktor Gajewski. I oburza się: - Jak to możliwe, że w kraju takim jak Polska nie ma śmigłowców, które mogłyby latać mimo zmroku i mgły? A gdyby doszło do katastrofy kolejowej, to śmigłowce też by stały?
Robert Gałązkowski zapewnia, że gdy tylko otrzyma nowe śmigłowce - Eurocoptery - mobilność lotniczego pogotowia będzie większa.
Pięciolatek ma dotrzeć do Warszawy w niedzielę wieczorem. Okoliczności wypadku na cmentarzu bada policja.
Źródło: Gazeta Wyborcza Gorzów
do góry
Zanim nie wezwiesz śmigłowca
z dnia 2008-10-15 11:04:01
Puls medycyny, www.pulsmedycyny.com.pl
Życie dziecka ważyło się w czasie kilkuminutowej kłótni o karetkę między dyspozytorką z Centrum Powiadamiania Ratunkowego z Nowego Sącza a lekarzem, który prosił o jak najszybsze przysłanie ambulansu - donosiły media w końcu lipca 2008 r. Zadawano przy tym pytanie, czy przygniecionego bramką chłopca dałoby się uratować, gdyby do akcji włączono Lotnicze Pogotowie Ratunkowe.
Przypadek poszkodowanego w czasie gry w piłkę chłopca, którego - jak powiedział jeden z miejscowych lekarzy "nie powinniśmy byli stracić" - bada obecnie prokuratura. Podobno nie wezwano wtedy śmigłowca, bo wymaga to zbyt skomplikowanej i długotrwałej procedury. Pojechaliśmy więc na Księżycową 5 w Warszawie, aby sprawdzić, czy takie opinie są uprawnione. Pod tym adresem mieści się siedziba główna Samodzielnego Publicznego Zakładu Opieki Zdrowotnej Lotnicze Pogotowie Ratunkowe. "Skala nieporozumień i pomówień pod naszym adresem przeraża" - mówi Zbigniew Żyła, zastępca dyrektora ds. medycznych Lotniczego Pogotowia Ratunkowego. Tymczasem podstawowa zasada jest prosta - śmigłowiec poleci wszędzie tam, gdzie ambulans nie mógłby dojechać w ciągu 8 minut (dotyczy to miast liczących powyżej 10 tysięcy mieszkańców) lub 15 minut w pozostałych przypadkach.
Hasło "na ratunek"
O pracy załóg pogotowia lotniczego rozmawiamy we wnętrzu jednej z wysłużonych maszyn, śmigłowca Mi-2 plus. Podobno dość przestronnego. Dla pacjenta z klaustrofobią przebywanie tutaj byłoby jednak dużym wyzwaniem.
Śmigłowce startują tylko na wezwanie dyspozytorów centrum powiadamiania ratunkowego oraz innych służb ratowniczych: straży pożarnej, GOPR, TOPR, WOPR - dowiadujemy się na wstępie. Wystarczy zgłoszenie telefoniczne lub radiowe, aby załoga pogotowia, w czasie nie dłuższym niż 180 sekund od przyjęcia wezwania, znalazła się w powietrzu. Dyspozytorzy centrów powiadamiania ratunkowego mogą być pewni, że nikt nie będzie żądał pokrycia kosztów akcji z użyciem śmigłowca. LPR ma własny budżet ustalany w skali roku i rozlicza się bezpośrednio z Ministerstwem Zdrowia.
"Komfort podejmowania decyzji o wezwaniu śmigłowca powinien być tym większy, iż lekarze i ratownicy lotniczego pogotowia mają wpojoną żelazną zasadę: nigdy nie recenzują podjętych działań medycznych przez osoby wcześniej opiekujące się poszkodowanym" - przekonuje Zbigniew Żyła.
Załogi ratowniczych śmigłowców muszą być dobrze zorganizowane, a ich działanie oparte na procedurach. Te są ważne, bo życie z reguły jest nadspodziewanie bogate w wyjątkowe sytuacje. Zbigniew Żyła jak anegdotę opowiada przypadek, gdy w kilka dni po przygotowaniu, wydawałoby się wydumanej procedury postępowania ratowników podczas transportu lotniczego więźniów, śmigłowiec LPR leciał na pomoc ofiarom wypadku z udziałem samochodu wiozącego aresztowanych.
Elementem organizacyjnego ładu przy transporcie chorych jest tak zwana karta medyczna HEMS, zawsze wożona przez załogę pogotowia lotniczego. Za pomocą tego dokumentu ewidencjonuje się między innymi sposób postępowania z pacjentem zanim trafił on pod opiekę lekarza z LPR, a także działania podejmowane przez ekipę śmigłowca oraz dokładny stan pacjenta. Wypełnienie karty trwa zaledwie kilkanaście sekund, a jest nieocenioną pomocą dla lekarza przyjmującego pacjenta w szpitalu, poza tym może być twardym dowodem na przykład podczas ewentualnych postępowań prokuratorskich.
Na chwilę przenosimy się do jedynego na stanie lotniczego pogotowia śmigłowca Agusty A109 Power. "To mercedes wśród tego typu maszyn. Duża moc silników, luksusowa kabina pilotów" - wyjaśnia Zbigniew Żyła. Agusta ma jedną, ale zasadniczą wadę z punktu widzenia ratowników z LPR - za mało jest tu miejsca, aby w trakcie lotu swobodnie prowadzić akcję reanimacyjną.
Dyspozytor wie najlepiej
Chociaż stres zazwyczaj jest złym doradcą, to dyspozytor musi trzeźwo ocenić, jaki środek transportu: karetka czy śmigłowiec zapewni poszkodowanemu dotarcie do szpitala w najkrótszym czasie. Liczy się nie tylko czas przelotu. W Polsce jest za mało przyszpitalnych lądowisk, a droga dzieląca szpital od miejsca lądowania maszyny z pacjentem może sprawić, że skomplikowana logistycznie procedura z udziałem pogotowia lotniczego stanie się nieuzasadniona.
Ideałem byłoby także zasięgnięcie przez dyspozytora wiedzy na temat warunków, mogących sprawić kłopoty przy lądowaniu śmigłowca. Takim utrudnieniem są linie energetyczne wysokiego napięcia lub zakrzewiony teren. Pomocne dla załogi śmigłowca są też koordynaty (współrzędne) w systemie GPS, które mogliby określić i podać pilotowi oczekujący na pomoc.
Maszyny latają w godzinach 7.00 - 20.00. Czas ten wydłuży się być może już w 2009 roku. Piloci mają nadzieję, że otrzymają wówczas pierwsze z 23 zamówionych, nowoczesnych śmigłowców Eurocopter, które umożliwiają latanie także nocą. Wynik przetargu zatwierdzono ostatecznie w połowie tego roku.
Śmigłowce pogotowia realizują także planowy transport pacjentów, ale odpłatnie. "Stawki nie są zaporowe" - przekonuje Zbigniew Żyła. Dopuszczane są zlecenia telefonicznie, za pośrednictwem faksu i Internetu zgłaszane praktycznie przez dowolny zakład opieki zdrowotnej. Warunkiem przejęcia pacjenta jest wypełniony i podpisany oficjalny druk zlecenia. Jego wzór można znaleźć na stronie www.lpr.com.pl. Oryginał dokumentu, wraz ze zleceniem na ewentualny dalszy transport kołowy, należy dostarczyć ekipie LPR przy przekazywaniu pacjenta. Bywa jednak i tak, że załoga śmigłowca przywozi ze sobą pusty druk zlecenia, który jest wypełniany dopiero na miejscu.
Odpowiedzialność lekarzy
Nadużyciem byłoby stwierdzenie, że Lotnicze Pogotowie Ratunkowe traktowane jest jak powietrzna taksówka. Takim samym nadużyciem byłaby jednak opinia, że śmigłowce ze znakiem LPR, poza planowym transportem chorych, wykorzystywane są wyłącznie do misji, w trakcie których ratuje się ludzkie życie. Zdarza się bowiem, że osoby wzywające na pomoc lotnicze załogi ratunkowe próbują nagiąć jasne procedury do własnych potrzeb. O tym jednak Zbigniew Żyła nie chce mówić.
Z ustaleń Pulsu Medycyny wynika, że problemy z przewożeniem pacjentów mają te placówki, które z powodu oszczędności nie podpisują z "kołowym pogotowiem" umów na transport międzyszpitalny. W sytuacjach, gdy ZOZ zlecający transport kołowy musiałby za niego zapłacić kilkaset złotych, próbuje się ominąć te koszty, na przykład zlecając przewóz pogotowiu lotniczemu w procedurze "na ratunek". Być może dzieje się tak z braku świadomości lekarzy, że to im, a nie szpitalowi grozi odpowiedzialność karna za fałszowanie dokumentacji pacjenta.
Opuszczamy lotnisko przy Księżycowej. Zbigniew Żyła wyciąga nas jeszcze z samochodu: "Proszę spojrzeć, jak lądują nasze Mi-2. Muszą mieć dużo przestrzeni wokół siebie, aby wylądować. To stwarza problemy podczas akcji ratunkowych w trudnym terenie. Eurocoptery, ze względu na sporą nadwyżkę mocy silników, mogą operować w znacznie trudniejszych warunkach terenowych".
To warto wiedzieć
Żelazne zasady przy wezwaniu śmigłowca "na ratunek" (planowe loty może zamówić każdy ZOZ):
- Śmigłowiec należy wezwać do poszkodowanego wszędzie tam, gdzie ambulans nie mógłby dojechać w ciągu 8 minut (dotyczy aglomeracji liczących powyżej 10 tysięcy mieszkańców) lub 15 minut w pozostałych przypadkach (jednak po uprzedniej analizie czasu trwania całej akcji ratunkowej z udziałem śmigłowca, a więc również czasu dotarcia pacjenta do szpitala).
- Śmigłowce startują tylko na wezwanie dyspozytorów centrum powiadamiania ratunkowego oraz innych służb ratowniczych: straży pożarnej, GOPR, TOPR, WOPR.
- Poszkodowany, transportowany przez LPR, musi mieć wypełnioną kartę medyczną HEMS.
Pomocne paragrafy
Prawo określające zasady działania lotniczego pogotowia ratunkowego:
- Ustawa z 27 sierpnia 2004 r. o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych (Dz.U. nr 210, poz. 2135 ze zm.).
- Ustawa z 8 września 2006 r. o Państwowym Ratownictwie Medycznym (Dz.U. nr 191, poz. 1410).
Porażka ze złotą godziną
W akcjach "na ratunek" zawsze pęknie najsłabsze ogniwo. Oto przykład z ostatnich dni.
Wieś Głodowo pod Miastkiem. Ręka chłopca zostaje wkręcona w wałek siewnika. Strażacy wydobywają poszkodowanego z maszyny. "Dopiero po zakończeniu akcji na miejscu wypadku pada pomysł wezwania śmigłowca" - tłumaczy Zbigniew Żyła. To niemożliwe, bo załoga sanitarki nie ma łączności radiowej ze szpitalem w Miastku. Nie ma, bo maszt radiostacji w szpitalu jest zepsuty. W nawiązaniu kontaktu ze szpitalem pomocna jest prywatna komórka lekarza. Ostatecznie karetka jedzie do szpitala powiatowego w Bytowie. Śmigłowiec ma przejąć chłopca po drodze. Nie przejmie, bo zawodny kontakt telefoniczny z karetką się urywa. Bez aktualnych informacji od załogi sanitarki nie sposób ustalić, w którym miejscu drogi znajduje się pojazd. Okoliczne lasy uniemożliwiają pilotowi śmigłowca lądowanie w każdym miejscu. Ostatecznie spotkanie śmigłowiec - karetka następuje w Bytowie, po trzech godzinach od wypadku.
Nie koniec na tym. Pomorskie Centrum Traumatologii Szpitala Wojewódzkiego w Gdańsku jest bezradne. Chłopca trzeba przewieźć do szpitala klinicznego nr 1 w Szczecinie. Mijają kolejne godziny. W Gdańsku ląduje, i to nie bardzo po drodze, samolot z innym poszkodowanym. Chłopiec w środku nocy dociera do Szczecina. Od wypadku minęło dziewięć godzin.
do góry
Śmigłowiec przyleci dopiero zimą
z dnia 2008-10-12 14:01:58
Gazeta pl www.gazeta.pl
Otwarcie stacji Lotniczego Pogotowia Ratunkowego w Płocku znów się przesunie. Ale tym razem śmigłowiec powinien już nadlecieć
Baza dla ratowników jest gotowa od dawna. Kompleks znajduje się w południowej części lotniska. Są tu hangar na śmigłowiec oraz pomieszczenia dla personelu, sala z inkubatorem, podziemna stacja paliw. Działa system nawigacyjny. Ostatnio przybył nawet ciągnik do holowania śmigłowca z hangaru.
Uroczyste otwarcie bazy zaplanowane było na początek maja tego roku. Okazało się jednak, że śmigłowiec, który miał przylecieć do Płocka, trafił do innej, działającej już filii. Wszystko przez to, że jedna z maszyn, należących do Lotniczego Pogotowia Ratunkowego, rozbiła się w okolicy Suwałk i trzeba było ją zastąpić. Dyrektor Samodzielnego Publicznego Zakładu Opieki Zdrowotnej "Lotnicze Pogotowie Ratunkowe" Robert Gałązkowski podawał wtedy kolejną datę otwarcia bazy w Płocku. Miała ruszyć późną jesienią.
Wiadomo już, że i ten termin nie będzie dotrzymany. Według ostatnich zapewnień, stacja ma ruszyć na przełomie 2008 i 2009 r. - Wznowiliśmy rozmowy z dyrekcją Lotniczego Pogotowia Ratunkowego - mówi Kajetan Górzyński, szef Wojewódzkiej Stacji Pogotowia Ratunkowego i Transportu Sanitarnego w Płocku. - Rozpoczął się już nawet wstępny roboczy proces przejmowania przez nich bazy. Ale sam śmigłowiec ma być wygospodarowany dopiero na przełomie grudnia i stycznia.
Do Płocka ma trafić używany, ale wyremontowany Mi-2. - W połowie przyszłego roku mamy jednak szansę jako jedna z pierwszych jednostek otrzymać nowy śmigłowiec - dodaje Kajetan Górzyński.
W piątek płoccy ratownicy obchodzili Dzień Ratownictwa Medycznego. Na uroczystości w teatrze obecni byli m.in. przedstawiciele dyrekcji LPR-u.
Budowa bazy w Płocku kosztowała 4,2 mln zł. W tej chwili w całym kraju działa 16 filii Lotniczego Pogotowia Ratunkowego. Nasz region jest białą plamą na mapie jednostek. W nagłych wypadkach rannych i pacjentów z Płocka i okolic transportuje śmigłowiec z Warszawy.
źródło: gazeta.pl
do góry
Śmigłowce ratunkowe na skraju możliwości na obrzeżach województwa?
z dnia 2008-10-08 15:53:56
Dziennik Bałtycki, www.bytow.naszemiasto.pl
Powiat bytowski jest na skraju zasięgu helikopterów medycznych startujących z Gdańska - tak twierdzi Zbigniew Binczyk, dyrektor Szpitala Powiatu Bytowskiego. - To bzdura - odpowiada Robert Gałązkowski, dyrektor Lotniczego Pogotowia Ratunkowego. Trwa ostry spór. Podniebni ratownicy wprost oskarżają bytowski szpital o nieudolność i przeszkadzanie w ratowaniu życia ośmioletniego Huberta z Głodowa pod Miastkiem, któremu siewnik zmasakrował rękę.
- Mamy problem z uzyskiwaniem pomocy od Lotniczego Pogotowia Ratunkowego, bo ich śmigłowce dolatują do nas na skraju zasięgu - ripostuje Zbigniew Binczyk, dyrektor bytowskiego szpitala. - Kilka lat temu musieliśmy wieźć chłopaka z urazem kręgosłupa aż do Kościerzyny, bo helikopter nie doleciałby na miejsce. Po prostu zabrakłoby mu paliwa. Podobnie było z wypadkiem pod Miastkiem, bo tamte rejony znajdują się na całkowitym skraju wyczerpania baków w helikopterach - dodaje.
W ten sposób dyrektor broni się, bo akcji ratowania Huberta na pewno nie pomogła, a wręcz zaszkodziła, awaria masztu radiowego przy miasteckim pionie szpitalnym. Załoga karetki z chłopcem na pokładzie nie mogła się porozumieć z helikopterem. Antena nie działa do dziś, a szefowie pogotowia lotniczego są wściekli na dyrektora Binczyka.
- Niech nie wygaduje bzdur i niech się nie wykręca. Mógłbym bez problemu wypunktować wszystkie ich błędy - podsumowuje szpital w Bytowie Robert Gałązkowski. - Powiadomili nas dopiero po godzinie trwania akcji ratunkowej. Później nie można się było z nimi połączyć, bo maszt nie działał, co jest absurdem w cywilizowanym kraju. Musieliśmy rozmawiać przez prywatne komórki. O zasięg naszych baków niech się dyrektor nie martwi. Jest dostateczny. Niech się lepiej zajmie organizacją pracy i stanem technicznym szpitalnych urządzeń.
- Przeleciałem helikopterem prawie całą Polskę na jednym baku, więc niech dyrektor nie gada, że z Gdańska do Bytowa, albo do Miastka nie dolecimy. To bzdura - denerwuje się Zbigniew Żyła, dyrektor medyczny Lotniczego Pogotowia Ratunkowego. - Patrząc na działania bytowskiego szpitala, możemy mu tylko doradzić, żeby jeszcze, oprócz masztu radiowego, wyłączył inne urządzenia ratujące życie. Po co one takiemu szpitalowi? - pyta ironicznie.
Binczyk się broni. - Mówiłem o lataniu na skraju zasięgu, co często kończy się przymusowym transportowaniem pacjenta karetką. Obaj panowie dobrze znają ten problem. Mówiłem o tym na spotkaniu u wojewody i przy najbliższej okazji wrócę do tematu, skoro tak się teraz wypierają - kończy dyrektor szpitala.
Strony jeszcze nie rozstrzygnęły konfliktu, a już w ostatnią niedzielę znowu był potrzebny śmigłowiec. W Pomysku Wielkim pod Bytowem kobieta tnąca drewno piłą tarczową omal nie ucięła sobie obu rąk.
- Piła najpierw wciągnęła jej ubranie i dłoń. Chciała ją wyrwać i przecięła też dłoń drugiej ręki - mówi Lech Wiszniowski, zastępca dyrektora Szpitala Powiatu Bytowskiego.
Pomogła szybka akcja ratunkowa z użyciem śmigłowca Lotniczego Pogotowia Ratunkowego. Pacjentka trafiła do Szczecina, gdzie przeprowadzono skomplikowaną operację w Klinice Chirurgii Ręki i Chirurgii Ogólnej Pomorskiej Akademii Medycznej.
- Rany były poważne, ale operacja udała się nam w stu procentach. Jedna z rąk niebawem odzyska sprawność, a druga będzie wymagała dłuższej rehabilitacji. Amputacja jej jednak nie grozi. W środę wypisujemy pacjentkę do domu - informuje prof. Andrzej Żyluk ze szczecińskiej kliniki. - Niestety, nie udało się nam uratować dłoni Huberta. Nie pozostało nic innego jak amputacja.
Nadzieja na zmiany
W województwie pomorskim na palcach jednej ręki można policzyć lądowiska dla helikopterów ratowniczych. - W sumie wszystkie wymogi spełnia tylko lądowisko przy szpitalu na gdańskiej Zaspie. Jest jeszcze Elbląg, ale to już w innym województwie - nie pozostawia złudzeń Zbigniew Żyła, dyrektor medyczny Lotniczego Pogotowia Ratunkowego w Warszawie.
Pozostałe lądowiska są w opłakanym stanie. Teoretycznie w ogóle nie powinny istnieć, a szpitalne oddziały ratunkowe nie powinny otrzymywać na nie dofinansowania.
- Na szczęście jest plan ratunkowy, bo Ministerstwo Infrastruktury będzie miało pulę pieniędzy na dostosowanie do wymogów około 200 lądowisk w Polsce - dodaje Żyła.
Dyrektorzy szpitali już odbywają w tej sprawie spotkania w urzędach marszałkowskich.
- Przedstawiamy swoje potrzeby i oczekiwania. Liczymy, że uda się nam naprawić lądowisko w Bytowie - mówi Zbigniew Binczyk, dyrektor Szpitala Powiatu Bytowskiego.
Podobne nadzieje mają dyrektorzy pozostałych szpitali, a także straż pożarna i policja, bo dofinansowania z unijnego programu Infrastruktura i Środowisko dotykają szeroko pojętego ratownictwa.
300 km - na jednym baku może przelecieć śmigłowiec Lotniczego Pogotowia Ratunkowego. Z drugim bakiem zasięg zwiększa się do 400 kilometrów.
M. Węsierski, M. Pacyno - POLSKA Dziennik Bałtycki
do góry
Śmigłowiec nie odleci z Gliwic do Sosnowca
z dnia 2008-08-28 15:17:21
Gazeta Wyborcza/Rynek Zdrowia
Wojewoda Zygmunt Łukaszczyk odcina się od pomysłów polityków, którzy chcą przenieść bazę Lotniczego Pogotowia Ratunkowego z Gliwic do Sosnowca.
Jako zwolennicy przenosin przedstawili się marszałek województwa Bogusław Śmigielski oraz wicewojewoda Adam Matusiewicz. Ten drugi argumentował, że w Gliwicach nie ma Specjalistycznego Oddziału Ratunkowego, a koszt jego budowy to około 100 mln zł. Dlatego lepszą lokalizacją jest Sosnowiec i tutejszy szpital św. Barbary, który taki oddział już posiada.
Pomysł polityków krytykował od początku Robert Gałązkowski, dyrektor Lotniczego Pogotowia Ratunkowego.
- Najwyższa Izba Kontroli pytała nas niedawno, dlaczego blisko bazy krakowskiej jest kolejna w Gliwicach. Przenosiny bliżej Krakowa nie są dobrym pomysłem. Baza powinna być jeszcze bardziej na zachód, by helikoptery objęły swoim zasięgiem większą część Opolszczyzny - uważa Gałązkowski.
Teraz okazuje się, że politycy już nie są tak pewni swoich racji i zaczynają dystansować się do tego pomysłu.
- Możemy tylko wydać opinię w tej sprawie; LPR nie jest najważniejszą rzeczą, którą zajmuje się marszałek - mówi szef jego gabinetu Marcin Michalik.
Wcześniej rzeczniczka marszałka twierdziła, że przed Euro 2012 baza zostanie przeniesiona.
Również wicewojewoda Matusiewicz nie stawia już sprawy tak kategorycznie. - Gliwice będą starać się o dotację unijną na budowę SOR. Jeżeli ją zdobędą, zmieni to postać rzeczy - mówi.
Najwięcej do powiedzenia w tej sprawie ma jednak wojewoda Łukaszczyk, który ma zupełnie inne zdanie niż jego zastępca i marszałek województwa. Łukaszczyk jest przeciwnikiem przenosin. - Na razie nie trafiają do mnie żadne argumenty za przeprowadzką - ucina dyskusję wojewoda.
do góry
Kto ma władzę ten ma bazę... LPR
z dnia 2008-08-23 15:18:54
Gazeta Wyborcza/Rynek Zdrowia
Otwarta zaledwie przed rokiem w Gliwicach baza Lotniczego Pogotowia Ratunkowego może być przeniesiona do Sosnowca. Tak chcą regionalni politycy - informuje Gazeta Wyborcza.
Śląska baza Lotniczego Pogotowia Ratunkowego miałaby się znajdować przy Szpitalu św. Barbary w Sosnowcu, który podczas Euro będzie szpitalem strategicznym.
W ubiegłym roku bazę LPR przeniesiono z katowickiego lotniska na Muchowcu do Gliwic. Chociaż za uruchomieniem bazy w Gliwicach optowało samo pogotowie, wiele osób wiązało zeszłoroczne przenosiny z katowickiego Muchowca z tym, że gliwiczaninem był rządzący województwem marszałek Janusz Moszyński. Kierownictwo pogotowia odpowiadało na to argumentem, że Gliwice mają najlepszą lokalizację. Minęło niewiele miesięcy i te same pochwały padają dziś pod adresem Sosnowca.
Co się zmieniło? Władze w województwie - pisze GW.
Marszałkiem po Moszyńskim jest dziś Bogusław Śmigielski. Pochodzi z Jaworzna, ale do sejmiku został wybrany z okręgu sosnowieckiego. I to on jest zwolennikiem przeprowadzki bazy. - Podczas Euro 2012 Szpital św. Barbary w Sosnowcu stanie się strategicznym szpitalem. Przed mistrzostwami baza już tam będzie - zapowiada Aleksandra Marzyńska, rzeczniczka marszałka.
Przeprowadzkę popiera również Piotr van der Coghen, poseł PO (również z okręgu sosnowieckiego) i prezes zarządu grupy jurajskiej GOPR. - Gliwice to nie najlepsza lokalizacja. Helikopter na Jurę leci stamtąd dłużej niż z Katowic, a szpital w Sosnowcu jest świetnie wyposażony. Lądowisko w tym miejscu to dobre wyjście - zapewnia.
Bazę do Sosnowca gotowy jest też przenieść wicewojewoda Adam Matusiewicz. - Bo w Gliwicach trzeba by wybudować specjalistyczny oddział ratunkowy, a to wydatek około 100 mln zł. Taki oddział jest już w Sosnowcu, trzeba tylko zmodernizować lądowisko. To koszt kilku milionów - tłumaczy.
Przyznaje też, że wojewoda ma sporo do powiedzenia w tej sprawie. To od niego bowiem zależy, czy da pieniądze na budowę w Gliwicach, czy remont w Sosnowcu. - Decyzja zapadnie do końca roku - obiecuje Matusiewicz.
Planami polityków zdziwiony jest Robert Gałązkowski, dyrektor Lotniczego Pogotowia Ratunkowego. W sprawie siedziby bazy w regionie ma zupełnie inne niż oni zdanie.
- Powinna być jeszcze bardziej na zachód, tak by zabezpieczyć lepiej tamtą część Polski. Nie należy przenosić bazy bliżej Krakowa, bo tam również mamy bazę - mówi Gałązkowski i dodaje, że nikt z władz regionu o planach przeprowadzki jeszcze z nim nie rozmawiał.
do góry
Szpital w Gorzowie chce mieć własny śmigłowiec sanitarny
z dnia 2008-08-23 15:15:36
Gazeta Wyborcza,AS/Rynek Zdrowia
Lotnicze Pogotowie Ratunkowe ma otrzymać lądowisko przy Szpitalu Wojewódzkim w Gorzowie Wielkopolskim. Tak chce Urząd Marszałkowski, ale szpital ma inne plany. Dyrekcja chciałaby kupić i bazować tam... własny, szpitalny śmigłowiec sanitarny.
Według specjalistów medycyny ratunkowej śmigłowiec LPR powinien stacjonować w Gorzowie, ponieważ na lotniczej mapie kraju miasto jest białą plamą. Najbliższe bazy LPR znajdują się pod Zieloną Górą, w Poznaniu oraz Szczecinie. Lot w okolice Gorzowa zabiera śmigłowcom więcej czasu niż przewidziane ustawą 30 min.
Najpierw baza LPR miała powstać na planowanym lotnisku sportowo-rekreacyjnym pod Wojcieszycami. Jej budowę oprotestowali mieszkańcy. Teraz okoniem staje szpital. - Mieliśmy wobec lądowiska poważne plany - tłumaczy rzecznik Szpitala Wojewódzkiego w Gorzowie Wielkopolskim, Krzysztof Cichowlas. - Chcieliśmy zdobyć unijne środki na modernizację Szpitalnego Oddziału Ratunkowego wraz z lądowiskiem i drogą dojazdową do niego. Zrobiliśmy studium wykonalności. Cała inwestycja miała kosztować 8 mln zł. W przyszłości chcieliśmy kupić śmigłowiec sanitarny do transportu pacjentów. To nie jest częsta rzecz. Moglibyśmy na tym sporo zarabiać - dodaje.
Elżbieta Płonka, odwołana dwa dni temu wicemarszałek odpowiedzialna na służbę zdrowia przyznaje, że o planach podlegającej sobie lecznicy dowiedziała się dopiero kilka dni temu. - Byłam zaskoczona. Dyrekcja dostała od nas wolną rękę w podejmowaniu działań służących rozwojowi lecznicy. Nie spodziewałam się jednak, że kiedykolwiek będzie to kolidowało z planami województwa - mówi.
Była wicemarszałek kazała dyrekcji szpitala natychmiast wstrzymać prace nad projektem. - Pieniądze na tę inwestycję nie miały pochodzić z lubuskiego programu operacyjnego, którym zarządza marszałek, ale z programu ministerialnego, dlatego nic o tym nie wiedzieliśmy. Na szczęście wniosek nie został złożony i projekt upadł na dosyć wczesnym etapie - tłumaczy.
Płonka przekonuje, że powstanie bazy LPR leży w interesie mieszkańców Gorzowa. Dyrekcja szpitala nie chce jednak rozstawać się ze swoją własnością. Zdaniem Krzysztofa Cichowlasa, przekazanie lądowiska pogotowiu w praktyce pozbawi szpital możliwości korzystania z niego. - Tutaj helikoptery lądują dosyć często. Niedawno wojsko transportowało śmigłowcem rannego z poligonu w Wędrzynie.
- Jeżeli pogotowie musi korzystać z tego lądowiska, proponujemy, by nadal zarządzał nim szpital. W ostateczności baza LPR mogłaby powstać obok naszego lądowiska. Jest tu dużo miejsca. Podczas pielgrzymki papieża wylądowało tu pięć dużych śmigłowców - przekonuje rzecznik szpitala.
Elżbieta Płonka nie obawia się powstania bazy LPR. - Śmigłowce, które będą musiały lądować przy szpitalu, będą mogły to robić. Dyrekcja powinna skoncentrować się na innych działaniach, bo marzenia o kupnie śmigłowca nie wydają mi się poważne - kwituje.
Jedno jest pewne. Baza lotniczego pogotowia musi jednak powstać w ciągu dwóch lat. Taki termin Ministerstwo Zdrowia wyznacza sobie na wymianę starych, poradzieckich śmigłowców Mi-2 na nowoczesne Eurocoptery. Resort zdecydował o zakupie 23 maszyn. Jeżeli do tego czasu inwestycja w Gorzowie Wielkopolskim nie powstanie, przewidziany dla niej śmigłowiec może trafić gdzie indziej.
do góry